Comiesięczna demonstracja przekonań, czy jak chce ostatnio obóz rządzący, ,,obrzęd religijny”, którego punktem głównym jest postać na scenie przeplatająca obelgami zapowiedzi objawienia, do tego ustawa zabraniająca myślącym inaczej zbliżania się na 100 metrów do sceny, całość udekorowana coraz liczniejszymi szeregami policji, a zapewne także służb bez mundurków, to wszystko razem nabiera znamion kiczu, wbrew pierwotnym intencjom, samych uczestników miesięcznic. I jest żywym przykładem psucia państwa, gdzie cele polityczne brutalnie zdominowały uczucia naturalne ludzkie reakcje wobec smoleńskiej katastrofy.
Do tej i innych (prawo, edukacja, relacje zewnętrzne, usankcjonowanie kłamstwa, korupcja polityczna itd.) ,,dokonań” władzy nie przystaje, o dziwo, to co dzieje się w gospodarce. Nie ma przyzwolenia na rozwalanie budżetu. Główny lokator Nowogrodzkiej, który może i nie wie jakie są ceny w sklepach, nie prowadzi samochodu, nie chodzi po ulicach, a zapowiedź Billa Gatesa, że stoimy przed problemem opodatkowania robotów, jest mu totalnie obca, wie jedno: kto ma kasę, ten ma władzę. Mam intuicję, graniczącą z pewnością, jak mawia klasyk, że tę prawdę Naczelnik posiadł. Dlatego rozwalanie budżetu zatrzymało się na etapie 500 plus oraz powrotu do obniżonego wieku emerytalnego. Inne zapowiedzi z kampanii wyborczej czynienia dobrze suwerenowi, jak obniżenie VAT, podniesienie kwoty wolnej od podatku, zadośćuczynienie frankowiczom, itp. znalazły się w szufladach świetlanej przyszłości.
Z kąpielą wylane zostały też wydatki na modernizację uzbrojenia armii. A przynajmniej takie w ostatnich dwóch latach nie miały miejsca. Więcej, każde uszczuplenie budżetowego mieszka zdaje się łączyć z obowiązkiem jego napełnienia. Przykładem jest TVP z pogłębiającym się deficytem i przygotowywanym projektem przerzucenia finansowania telewizji publicznej na obywateli. Jest to przykład nie incydentalny a tendencji. W mało dostrzegalny, rzec by można groszowy, sposób drożeją usługi, transport, żywność, lekarstwa. Płaci się więcej na poczcie, w banku i aptece.
To obciążanie finansowania państwa przez obywateli, poza podatkami, przykrywane jest planami wielkich inwestycji. Aktualnie na rozkładzie mamy: system zapór na Wiśle, Centralny Port Lotniczy, jedwabny szlak, gazociąg z Norwegii, legendarny już milion elektrycznych samochodów, mierzeję wiślaną – a na okrasę zacieśnienie współpracy gospodarczej z Meksykiem. Tylko zapory na Wiśle i Centralny Port Lotniczy kosztować by miały tyle ile wypłaca co roku ZUS emerytur i rent 12,5 milionom Polaków. Więc jest całkowitą fikcją, nawet jeśli uwzględnić, że inwestycje te rozłożone byłyby w czasie. Tych obietnic nie da się też spełnić uszczelniając VAT – ,,pokłosie złodziejskiego systemu poprzedniej władzy”. To nie ta skala wydatków. Nie mówiąc o zasadności cywilizacyjnego skoku między Warszawą i Łodzią oraz betonowaniu Wisły.
Ukryte przed obywatelami są także konsekwencje wzrostu długu publicznego, czyli pożyczanych pieniędzy, od których trzeba regularnie spłacać odsetki. W ciągu ostatnich dwóch lat skala zadłużenia wzrosła o blisko 1000 mld zł dorównując pożyczkom z epoki Gierka, które właśnie, po pół wieku, spłaciliśmy. Dla przeciętnego Kowalskiego wzrost odsetek od pożyczek o dziesiąte procentów, to lewackie wydziwianie. Tyle, że w realu, te dziesiąte procentów, przekładają się na wzrost rocznych obciążeń budżetu, które dorównują ubiegłorocznym świadczeniom dla 3,5 miliona dzieci objętych programem 500 plus.
Dobre wyniki gospodarki w minionym roku i początku bieżącego, napędzane konsumpcją i eksportem nie są dziełem polityków. Są rezultatem przedsiębiorczości Polaków. Wrażenie, że coś się nieustannie tworzy, ruch, który obóz rządzący narzuca opozycji, nie oznacza jeszcze, że w materii coś rzeczywiście na skalę kraju powstaje. Zawłaszczanie sobie tytułu do instalacji na płynny gaz w Świnoujściu jest zwykłą podróbką. Nie jest więc przypadkiem, że obóz rządzący przygotowuje się do zawładnięcia samorządami. Do stabilnego funkcjonowania gospodarki konieczne są, poza konsumpcją i eksportem, inwestycje. A największym inwestorem w kraju są samorządy. Kasa to jest to.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM


..wspomnienie z wczesnego PRL-u, kiedy to z ,,kołchoźników” (takie przymusowe głośniki radiowe zainstalowane były od morza do Tatr) dowiadywaliśmy się każdego ranka, że Polska Ludowa jest coraz bliżej komunizmu.
…. Artykuł przyzwoity Panie Jerzy, podoba mi się bo osadzony w profilu, ale mam drobna korektę dla tych co to dziećmi i wnukami naszymi są.
Niemcy w czasie okupacji kazali oddać wszystkie radioodbiorniki, za słuchanie radia z zachodu groziła wywózka do obozu a na nawet czapa. Radia pochowano w skrytkach gdzie przetrwały okupację ale nie nadawały się do odbioru bo były lampowe, a tych lamp zwyczajnie nie było, wiem bo był to problem rodzinny. Radia nie działały ale rozgłośnie radiowe tuż po wojnie tak.
Zakładano te kołchoźniki nie na siłę, tylko na zapisy i trzeba było poczekać. Pierwsze głośniki nie miały potencjometrów działały z jednakową siłą od momentu włączenie sygnału rozgłośni przewodowej.
Jak pamiętam program robił pobudkę o 5-tej rano a kończył się o 24 obowiązkowym Hymnem Polski.
Mama założyła już kołchoźnik z potencjometrem, można było regulować siłę głosu, a nawet wyłączyć. Audycje propagandowe były w wykonaniu Wandy Odolskiej, nikt ich nie słuchał, Była muzyka symfoniczna, ludowa, pieśni narodów ZSRR, polskie piosenki i orkiestry; Mantovaniego Georga Walleya, Helmuta Zachariasa, i wiele innych symfonicznych orkiestr z całego świata, obowiązkowo byli kompozytorzy rosyjscy i radzieccy z ich cudownymi kompozycjami.
Wykpiwany kołchoźnik sial też obok propagandy kulturę, która dominowała w eterze.
Pierwsze prawdziwe moje radio było nabyte w końcu lat 60-tych Było znakomite Kasprzaka, modelu nie pamiętam, posiadało fale krótkie i mogłem słuchać radia Luxemburg jak i RWE czy Głosu Ameryki a nawet Moskwy po polsku…
Przypomnę, że na telefon czekało się kilkanaście lat a szef od telefonów to była Bardzo Ważna Figura.
Nawet chody w KW PZPR nie pomagały.. Telefon w domu był miarą statusu społecznego!
To z czym obecnie mamy do czynienia to bułeczka z masełkiem, dzisiaj powszechna jak kiedyś, ale tamta smak miała całkiem inny .
Pozdrawiam z sentymentem wspominając o tych kawałkach od Mantovaniego… grali wszystko i to jak.. mam te nagrania. Bitlesów zaliczałem stojąc w przedpokoju przy kołchoźniku.
Ale było fajnie… tylko ta polityka…
Zawsze można pukać bardziej systematycznie.