Jeśli tytuł wyda się komuś absurdalny, to chcę przypomnieć, że nie takie absurdy znajdują u nas dobre przyjęcie, a na ich „badanie” łożymy wszyscy wciąż pokaźne sumy z podatków.
Obecna ekipa, realizując w praktyce gierkowe hasło „Polak potrafi” gotowa jest rozpocząć prace nad naszą własną, narodową odmianą raka. W to nie wątpię, ostatecznie nie po to suweren dał władzę prawdziwym patriotom, byśmy musieli chorować na jakiegoś przywleczonego, obcego raka niewiadomej proweniencji i poglądów.
Rzeczywistość tak dalece zamąciła nam granice między tym co jest faktem a żartem, że niemal wszystko, niemal każdą informację gotowiśmy przyjąć, przynajmniej w pierwszej chwili, za prawdę.
Nie cieszy mnie fakt, że zaczynają sprawdzać się nasze prezentowane od dawna na łamach SO prognozy, formułowane nieco na wyrost, co do granicy (a raczej jej braku) społecznego konfliktu będącego narzędziem sprawowania władzy przez obecny rząd. Czasem prognozuje się coś z wiarą, że samo zaprezentowanie możliwości negatywnego scenariusza zapobiegnie jego realizacji, bo ludzie pomyślawszy ochłoną i stwierdzą, że tego akurat by nie chcieli doznać.
Tak ma się rzecz np. z wieszczonym tu nieraz, mówiąc kolokwialnie, narodowym mordobiciem, którym kilkakrotnie już straszyliśmy jako prawdopodobnym „uwieńczeniem” rządów najgorszej zmiany w naszych dziejach.
Tymczasem scenariusz ten nie tylko zaczyna się sprawdzać, ale jak się okazuje – jest opracowywany na szczytach władzy jako pożądany i skuteczny dla jej wzmocnienia.
Trudno inaczej zinterpretować wypowiedź min. Błaszczaka po wydarzeniach w Radomiu, gdzie gromadka bohaterskich i honorowych patriotów bez lęku w sercach, wykazując się nieprawdopodobną odwagą skopała jednego z uczestników demonstracji KOD, co annały odnotują w rejestrze heroicznych czynów narodowych godnych upamiętnienia. Nic to Grunwald i Płowce – grunt to my – narodowce!
Dodając do tego wypowiedź rzeczniczki prasowej otwarcie usprawiedliwiającej bandytów – mam wrażenie, że nasz scenariusz zaczyna się sprawdzać prędzej niż myśleliśmy.
Jeśli ktoś sądzi, że to co się dzieje jest dziełem li tylko grupki półgłówków w patriotycznych koszulkach, to jest w błędzie.
W Sopocie 59 letni mężczyzna przebywający na wczasach zabronił wejścia do kościoła babci z czarnoskórą 3 letnią wnuczką. Oczywiście – bohatersko i patriotycznie.
A to oznacza, że wszystko co w ludziach najgorsze potrafiła ta władza wydobyć na wierzch i zmienić w zachowania nieomal pożądane i będzie to robiła nadal.
Efekt tego jest taki, że przyszłość staje się coraz bardziej niepewna, wszelkie przepychanki polityczne przestają mieć jakikolwiek sens, schodzimy na poziom walki o byt biologiczny. Wypowiedź oficera – wstyd powiedzieć – wojska polskiego – uważającego za normalne donoszenie na sąsiadów jest tylko jednym z przejawów tego procesu.
To wszystko pokazuje coś, co od dawna tłumaczę swoim słuchaczom. Historia nie biegnie liniowo od stanu gorszego do lepszego, ale robi czasem takie zakrętasy, że zawodniczka w tańcu na lodzie to przy niej małe miki.
Bez trudu można dostarczyć setek dowodów na to, że nie jesteśmy narodem idiotów. Nawet jeśli chodzi o sprawy drażliwe. A potem nam jakoś ta mądrość mija. Dlaczemu?
Pisałem kiedyś o źródłach tzw. problemu żydowskiego w Polsce. Nie o antysemityzmie i jego przejawach, ale o rzeczywistym problemie jakim był, a dokładniej – stał się w pewnym momencie status Żydów w społeczeństwie polskim. Nie znaczy to oczywiście, że uważam antysemityzm za „nierzeczywisty problem”, a jedynie to, że jego źródeł szukać należy m.in. w niezrozumieniu problemu ich statusu prawnego przez szerokie warstwy niewykształconego społeczeństwa.
Powtórzę to w dużym skrócie: Żydzi w pewnym momencie naszej historii byli do Polski sprowadzani, bo byli potrzebni. Dość powiedzieć, że jedne z najstarszych monet polskich bite były przez żydowskich mincerzy, własnych fachowców z tej branży najwyraźniej brakowało. Nie wiem jak dziś patriotyczna młodzież zachowałaby się znajdując w ziemi monety Bolesławów z hebrajskimi napisami, ale szansę na znalezienie ma, bo takich monet bito całkiem sporo (podobnie jak z napisami cyrylicą).
Nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że sprowadzanym fachowcom oferowano tytułem zachęty dobre warunki, lepsze niż wielu miejscowym przedsiębiorcom. Tak się dzieje do dziś i wszędzie w normalnym świecie.
Jednym z żydowskich przywilejów było istnienie gmin, które uzyskiwały nadzwyczajne prawa samorządowe i były odpowiedzialne wyłącznie przed władcą. Właśnie to ostatnie z czasem stanęło u podstaw niechęci do Żydów ze strony polskiego społeczeństwa, oraz braku ciągot integracyjnych ze strony żydowskiej.
Dającym ten przywilej zabrakło nieco wyobraźni i nie sięgnęli do czasów, kiedy oni przestaną rządzić a władzę obejmie kto inny.
Kiedy stała się ona łupem państw obcych nastąpiło ostateczne nieszczęście.
Żywotnym interesem Żydów, wręcz na granicy biologicznego przetrwania stało się posłuszeństwo wobec władzy centralnej, jaka by ona była. Można sobie wyobrazić jak to zafunkcjonowało w czasie zaborów i jakie przyniosło skutki społeczne.
I właśnie w takim momencie pojawiły się głosy, że ten problem należy jakoś rozwiązać, ponieważ w miejsce dwóch odmiennych kulturą i obyczajami narodowości żyjących obok siebie pojawiły się dwie narodowości o zdecydowanie odmiennych interesach własnych, co mogło prowadzić jedynie do konfliktu. W najłagodniejszej wersji.
W roku 1816 – tak – ponad dwieście lat temu! – ukazała się książeczka Ludwika Łętowskiego „O Żydach w Polsce”, której lektura sprawiła, że po raz któryś zacząłem żałować, że nie żyję w normalnych czasach aczkolwiek tych akurat czasów wielu nie określiłoby mianem normalnych.
Lektura zaczyna się obiecująco.
Żydowski naród od tylu wieków obarczony niewolą, tym bardziej na naszą uwagę zasługuje, im więcej tęgością umysłu w prześladowaniu, w upływie wieków cierpliwością zadziwia. Aby jego obyczaie, zdolność dostosować do kraiu, wypada na onego wprzódy spojrzeć ustawy, dotychczesne dzieje przebiegnąć.
Mamy więc podejście nie wrogie, nie sentymentalne, nie cukierkowato nostalgiczne, ale metodyczne — czynione w wyraźnie określonym celu: pogodzenia interesów dwóch społeczności dla dobra kraju jako całości.
Autor sięgnął aż do głębokiej starożytności by pokazać dzieje narodu żydowskiego i przeciwieństwa jakie na swojej drodze ten naród napotkał.
Co do stosunków polskich trafnie zauważył, że to co początkowo było przywilejem, stosunkowo szybko zmieniło się w udrękę.
… tu wielkie zagadnienie do rozwiązania zaiste: czy dosyć iest zabezpieczyć życie i własność poddanego, aby swobodnie zostawał? Czy obywatela szczęście iest jedynie pieczołowitości Rządowej owocem? […] Czy Żydzi są poddanymi kraiu, w którym zasiadaią? Czy prosto niewolnikami Rządu …?
Jak widać autor wiedział gdzie leżą źródła problemu, a przecież trudno o dobrą diagnozę choroby kiedy nieznane są jej przyczyny.
I dalej:
Czyż ludzie w dwudziestym ósmym pokoleniu zawsze na tey ziemi, mówiący iey językiem, posłuszni iey prawom, wierni iey Królom, kiedyś użytecznemi, nigdy nieszkodliwi, używający z dawna przywilejów, a do naszych czasów już trzeciej konstytucji – czyliż nie są prawem obywatelami tey ziemi? […] Któżby się nie zapłonił jeszcze, zaprzeczyć tey oczywistości teraz?
I jeszcze ciekawy fragment odnoszący się do dnia dzisiejszego (1816)
Jeśli żydostwo gnuśnością swoją, nieochędóstwem odstręcza, to szukaymy w przyczynach sposobów ocucenia w nich współ-ubieganie miłością własną, miłości własnej wartością, własnej wartości uczciwym dobytkiem pracy, lecz obojętne ustawy, wyższych pogarda, rodzą tę nienawiść równych, którey zgwałcona w człowieku natura opierając się potwór ten żydostwa wydaie…
Jak widzimy – nie mamy tu do czynienia z żadnym filosemitą, jak ktoś mógłby przypuszczać, ale człowiekiem, który usiłuje znajdować rozwiązanie problemu, przed którym nie ucieka, którego nie ukrywa.
I jeszcze myśl ogólna:
Szczęście iednego może być owocem samey zbrodni, szczęście wszystkich tylko prawa, bez którego na próżne słabych usiłowania, próżne samego Rządu niedołężne oczekiwanie.
Oczywiście autor nie poprzestaje na tym, bo zgłębiwszy przyczyny istnienia problemu stara się znaleźć jakieś sensowne jego rozwiązania.
I tu niespodzianka – przypominam, że mamy rok 1816 – zaczyna od stanu oświaty tak wśród ludności polskiej jak i żydowskiej. Chwali, gani, podkreśla zalety, krytykuje itd., w sumie poświęca problemowi oświaty bardzo dużo miejsca i uwagi widząc w nim podstawę wszelakich rozwiązań.
Warto o tym wiedzieć kiedy dziś szukamy rozwiązania własnych problemów.
Najoryginalniej, wręcz egzotycznie z dzisiejszego punktu widzenia wyglądają konkretne zalecenia pana Łętowskiego mające ułatwić integrację dwóch zwaśnionych narodowości.
Postuluje np. rozlokowanie części Żydów po wielkich miastach nawet kosztem… przeniesienia z tych miejsc części katolików! Wyobrażacie sobie podobny pomysł dzisiaj?!
Z jednej strony wskazuje Łętowski na potrzebę oderwania ich od dotychczasowych „tradycyjnych” zajęć – np. prowadzenia karczem, ale z drugiej obowiązek przyjmowania do polskich szkół dzieci żydowskich. Z jednej zakaz najmowania chrześcijan do posługi osobistej, ale z drugiej zrównanie we wszystkich prawach i zakaz jakiejkolwiek dyskryminacji i nadmiernych obciążeń.
Żyd będąc obywatelem ma obowiązek służby wojskowej bez stosowanego dotychczas wykupu, ale z drugiej
dopuścić ich do wszelkich urzędów, godności i honorów ieżeli poczciwością i zasługą zapracuią na nie, nie robiąc im różnicy w oznakach, nie okazując zadawnionego uprzedzenia.
I znów przypomnę – mamy do czynienia z tekstem z 1816 roku.
Oczywiście, można by dyskutować o wartości pomysłów p. Łętowskiego, ich przystawalności do systemu panującego w Królestwie Polskim itd., ale ważniejsze jest co innego. To mianowicie, że autor – co wynika z lektury całej książeczki – chciał w sposób najbardziej racjonalny z możliwych rozwiązać istniejący problem.
Jak to się ma do naszego dnia dzisiejszego?
Dziś kiedy straszy się Polaków uchodźcami i to z powodzeniem, jak pokazują sondaże, nie słyszałem by ktoś zaproponował jakieś racjonalne wyjście. Plany rozlokowania uchodźców po parafiach czy gminach natrafiły na opór władzy centralnej.
Dlaczego? Przecież te głupie 7 tys. ludzi na dobrą sprawę nawet nie byłoby widoczne, gdyby się nimi w ten sposób zająć. Po co nam awantury z Unią, grożące konsekwencjami o problem w gruncie rzeczy błahy?
Odpowiedź jest jeszcze gorsza, niż można by z pozoru sądzić.
Ten rząd nie potrafiący niczego, musi wywoływać konflikty, musi siać strach wśród ludzi, by utrzymać się przy korycie i sięgać po coraz pełniejszą władzę. A na dodatek okazuje się, że jego metody są skuteczne.
Przytaczając fragmenty książeczki Łętowskiego warto zauważyć, że on szukał rozwiązania – my dziś nie szukamy, ani nie proponujemy niczego.
Jeśli nawet jesteśmy przeciwko rządowi to jedyne co wybrzmiewa w polskiej przestrzeni publicznej to „przyjmować – nie przyjmować” – bez żadnych konkretnych propozycji w przypadku pozytywnego odnoszenia się do tematu.
Było dość czasu, by przygotować plan ogólnopolski, nie czekając na zgłaszanie się chętnych gmin (a trochę takich jeszcze rok temu było).
Prawda, że dziś kiedy minister niemal oficjalnie toleruje bandytyzm, a rzecznik prasowy „ze zrozumieniem” podchodzi do fizycznych ataków na obywateli, trudniej jest o jakąkolwiek dyskusję.
Problem uchodźców to w dużej mierze problem sztuczny, wymyślony na potrzeby trzymania społeczeństwa w ryzach, ale tym bardziej łatwe powinno być tego wykazanie poprzez opracowywanie realistycznych i sensownych planów, które zadawałyby kłam rządowej propagandzie.
Tego się wciąż nie robi. To co widać i słychać to fragmentaryczne rozwiązania, przyczynki do tematu, można rzecz – incydenty.
A sprawa jest o tyle istotna, że podobną metodą da się zastosować w każdym napotykanym przypadku tworzenia problemu przez obecnie (i nie tylko) rządzących Polską.
Kiedyś potrafiono to robić. Minęło 200 lat i co? Już nie potrafimy?
Jeszcze trochę, a zarazimy się rakiem. Narodowym, rzecz jasna.
Jerzy Łukaszewski

Przy okazji – suplement.
Niestety już zaczynamy wchodzić w czwarty stopień – ataki fizyczne…
Rak…. komórki rakowe istnieją w każdym organizmie.
Są blokowane i niszczone przez organizm zdrowy.
W odpowiednich warunkach zaczynają się namnażać aż zeżrą żywiciela.
Społeczeństw też to dotyczy.
@ J.LUK rakiem (prymitywizmu i nacjonalizmu) jesteśmy zarażeni od dawna. Twórca PC i PiS niejaki JK tylko odgrzał stare resentymenty – bakcyl wiedzy, racjonalizmu i tolerancji okazał sie słabszy od wirusa ksenofobii, homofobii, nacjonalizmu i nienawiści. Przegrywa (na razie) z kretesem. „Na razie” ponieważ jet drogą do nikąd i nie proponuje racjonalnej i długotrwałej harmonii, oraz równowagi. Wojna nie zastąpi dobrobytu a bez dobrobytu JK i KK nie mają czego szukać. Mimo nieszczęść spokojnie i optymistycznie patrzę w przyszłość. Żadne Szydła ani Dudy nie odegrają znaczącej roli. Podobnie jak JK jest tylko epigonem własnego braku racjonalności. Im wiecej szkód narobia tym szybciej beda sie zwijali.
I z dnia na dzień jest coraz gorzej.
http://lublin.onet.pl/wirtualna-polska-nastolatkowie-z-berlina-byli-obrazani-podczas-wizyty-w-polsce/16d87yg
Wystarczy poczytać komentarze. Tak, wiem, że to nie jest reprezentatywne, ale w większości piszą je ludzie młodzi, co zresztą widać po sposobie rozumowania.
Takie postawy nie urodziły się wczoraj. Tych ludzi w szkołach nie nauczono zwykłego myślenia, stąd ich reakcje to kliniczny przykład bezmózgowia i nieumiejętności logicznego rozumowania. I trudno za to winić (jedynie) PiS.
Z sieci;
„Iwona Dettlaff · Pracuje w firmie: ASSISTENTE SOCIALE
Polacy nic innego nie robia tylko czekaja na muzulmanki za rogiem , do tego z wibratorem… Jest lato i pelno turystow, w szalach, chustach, dziwnych szatach i… nic. Nikt nie pluje , nie zieje nienawiscia… Poza tym…jeden incydent tam, jeden tu… przemieszczali sie z szybkoscia swiatla… I jeszcze jedno, nikt mi nie wmowi, ze jakikolwiek potomek Palestynczykow, byl zaciekawiony gdzie ginal jego odwieczny wrog, Zyd… tiaaa”
Jest coraz gorzej Panie Jerzy, zgadzam się..
ludziska przestali myśleć.
Wielu młodych ludzi nie wie, lub nie chce wiedzieć, że w życiu wszystko do nas wraca. Tak jak wraca prawda, empatia, przyzwoitość, dobroć i dobre uczynki; podobnie wraca zło. Wraca nienawiść, nacjonalizm, rasizm i przemoc, oraz wszystko inne. Nie mamy wyłącznie wpływu na to, kiedy wraca i w jakim kontekście.
*
To nie (tylko) kwestia braku edukacji a odreagowanie procesu socjalizacji. Ponieważ świat wymaga wielu przystosowań się, to pewna część ludzi odreagowuje te konieczności posługujac sie oprócz ignorancji także arogancją. Przemoc wobrec innych jest wyrazem braku wiedzy o skutkach, także wyrazem bezradnosci człowieka wobec procesów współczesnego, coraz bardziej skomplikowanego świata. Do JK i jego akolitów zło, które wywołują także wróci. Nie mam watpliwości…
Mało? To proszę
http://warszawa.onet.pl/warszawa-oblali-piwem-dzialaczke-solidarnosci-i-obywateli-rp/4dsb2yd
Wychowywaliśmy, wychowywaliśmy no i wychowaliśmy…
Ćwierć wieku to zajęło.
Jak szaleć to szaleć, co sobie będziemy żałowali?
http://szczecin.onet.pl/prezydent-szczecina-pomogl-uchodzcom-wylala-sie-na-niego-fala-hejtu/prlp3re
Prezydent Szczecina pomógł WYJECHAĆ syryjskiej rodzinie czego nasz światły suweren nie raczył zauważyć hejtując człowieka. Brak słów na to, by właściwie nazwać to zjawisko.
@J.LUK te wszystkie przykłady, które Pan przywołuje ilustrują pokłady rasizmu, ksenofobii, nienawiści obecne w każdym społeczeństwie, nie tylko polskim. To, że dzisiaj je tak szeroko widać w przestrzeni publicznej wynika z kilku powodów:
– PiS je ośmiela i akceptuje, choćby przez obojętność lub zachęcanie do nich; w rezultacie uwolnienia i poparcia dla takich postaw wygrał wybory w 2015 r. a teraz podsyca takie postawy aby podtrzymac poparcie dla siebie,
– PiS finansuje hejterów wypisujących takie brednie wszedzie gdzie można, co sprawia wrażenie jakby głosicieli nienawiści było wielokrotnie więcej niż jest naprawdę,
– odrzucając pojęcie „poprawności politycznej” dla dyskursu publicznego PiS i całą „prawicowa” strona polityczna w istocie odrzuca szacunek dla innych, ergo – takze szacunek dla siebie samych,
– internet, przez wrażenie anonimowości rodzi poczucie bezkarności i przyzwolenia dla niskich instynktów wielu ludzi.
*
Gra na negatywnych emocjach i niskich pobudkach ludzi jest metodą polityczną polskiej pseudoprawicy. Taką metodą PiS i Andrzej Duda wygrali w 2015 r. Moim zdaniem to tylko kwestia czasu kiedy ta metoda polityczna obróci się przeciwko nim. To doświadczenie chamów, prostaków, prymitywów, nienawistników, ignorantów i arogantów. Ci sposród Polaków, którzy ulegli sydnromowi „psów spuszczonych z łańcucha” będą najbardziej poszkodowani i sami prędzej czy później zrozumieją, że to droga do nikąd. Tutaj rozmawiamy o tym, że dla tych spośród nas, którzy się na to nie zgadzają to doświadczenie jest nieakceptowalne i nieznośne.
Bardzo chciałbym zaproponować jakiś optymistyczny wariant oceny tego, co widzę wokół, ale nic mi do głowy nie przychodzi. Źle to wygląda, coraz gorzej. Cham wszedł na salony medialne, polityczne i kościelne i trudno będzie go usunąć. To on właśnie ustala co jest dobre a co złe i nikt mu nie podskoczy, nawet my na SO.
@ OBIREK jest pewien, wypróbowany sposób na chamstwo – ostracyzm społeczny. Ludzie, którzy się nie zgadzają na „standard parszywej zmiany” powinni zdecydowanie odgradzać się od jej beneficjentów i animatorów; od zdominowanych przez takich ludzi salonów medialnych, politycznych i kościelnych. Powinniśmy zastosować radę Jacka Kuronia – nie niszczyć komitetów ale tworzyć swoje. To jeden z możliwych scenariuszy postępowania:
– zwołanie kongresu społeczeństwa obywatelskiego bez wykluczania kogokolwiek, który wyłoni komitet organizacyjny koalicji politycznej; kongres będzie firmował koalicję polityczną,
– kongres utrzyma więzi z Europą, aby chamstwo nie miało monopolu na politykę zagraniczną,
– kongres zorganizuje społeczne referendum zgodnie z obowiązujaca konstytucja na temat odsunięcia pisu od władzy,
– kongres będzie koordynował przeciwdziałanie niszczeniu Polski,
– kongres rozpocznie działania na rzecz wyplenienia z polskiego życia publicznego, chamstwa, nienawiści, rasizmu, antysemityzmu i wszelkich fobii.
My na SO nie musimy nikomu podskakiwać – o to niech się martwią inni.
Panie Sławku, ostracyzm aby był skuteczny musi być konsekwentny, a na to niech Pan w Polsce nie liczy. Sam Pan dobrze wie, że posłowie z „wrogich” partii prywatnie się znają, bywają u siebie, kolegują itd. Z kolei konsekwentny ostracyzm może doprowadzić do nieodwracalnych zmian w społeczeństwie, które będą rzutować na naszą, nawet bardzo odległą przyszłość. To nie jest coś co da się „wymazać” w ciągu miesiąca czy roku. Trzeba by się zastanowić czy warta skórka wyprawki.
Już samo zwołanie kongresu obywatelskiego „bez wykluczania kogokolwiek” w tych warunkach staje się wątpliwe pod względem możliwości.
Chamstwo, rasizm, nienawiść i inne to coś czym nasiąkają ludzie od dziecka w domach i boję się, że tego żadne działanie stricte polityczne nie zmieni. Jasne – może zakazać, ale zakaz prezentacji to nie likwidacja. Prędzej czy później to dno się odezwie.
Panie Jerzy – jeżeli odrzucimy pokojowe środki perswazji w postaci ostracyzmu czy/lub bojkotu pozostaje nam „kryterium uliczne”, które grozi nieprzewidywalnymi skutkami.
Podobnie zakładajac niemoż00liwość koalicji obywatelskiej, sami sobie wytrącamy możliwości działania.
Chamstwa i prymitywizmu nie pozbędziemy sie z dnia na dzień. Wykluczenie ich ze sfery publicznej ograniczyłoby negatywne oddziaływanie na szerokie kręgi społeczne. Stałyby się zjawiskami wstydliwymi. To zawsze coś. Od czegoś trzeba zacząć.
Ale to już było za PRL. Można było zaobserwować jak „prosty człowiek” (cokolwiek to znaczy) zmieniał się i jego prostackie, do czasu chwalone zachowanie z czasem stawało się coraz bardziej wstydliwe aż w końcu zostało oficjalnie zadekretowane jako aspołeczne. A jednak wróciło, prawda? Dla wielu z nas wolność po ’89 roku oznaczała wolność bycia chamem. I to trwa w najlepsze. Jeśli policzy Pan 30 lat od ’45 roku i 30 lat od ’89 to niestety, nie wypadniemy w tym najlepiej. W 1975 roku chamstwo i prostactwo nie było już tolerowane, dziś kwitnie w najlepsze, więcej – mam wrażenie, że apogeum ma jeszcze przed sobą.
Znam optymistyczny wariant i mówiąc o nim zakładam, że formacja, która wpuściła do życia publicznego i na salony chama użyła go jako zasłony dymnej dla swego generalnego napadu na skarb państwa, banki i na wszystko, co dźwięczy pieniądzem. Otóż brazylijska dyktatura wojskowa żarła, żarła, wywrzaskiwała jakieś patriotyczne i ideologiczne teksty, ale jak wszystko już wyżarła i nie tylko sakiewki były puste, ale i nikt więcej na świecie nie chciał pożyczać, bo dług wielokrotnie przekroczył granice absurdu, po prostu zwinęła swoje pukawki, podwinęła ogon i oddała kraj cywilom. Z grubsza rzecz biorąc, potrzeba było na to 21 lat.
To długo i powinniśmy wszyscy pomóc PiS-owi naćpać się tak, by dobra zdobyte przez tę dobrą zmianę uszami wychodziły. I jak już niczego w kasie nie będzie, cichutko odejdą, wynegocjowawszy przy jakimś owalnym stole niekaralność. I będzie można znowu budować w miarę normalny Kraj. To może być boleśnie kosztowne, ale alternatywy są jeszcze droższe.
Choć jeszcze bardziej optymistyczna jest wizja, że tak się obłowią, że jeden listek mięty przyniesie jakże oczekiwany koniec. A z nimi może i cała fala chamstwa spłynie, jak by to przystało na (nominalnie) chrześcijańską nację.
A tu opinia Francuza…. przygłup cy cuś?
Podobno robi w polityce od lat.
https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jean-paul-oury-kolejne-argumenty-by-przeprowadzic-sie-do-polski/
Jeśli chodzi o kwalifikacje intelektualne to przypomnę, że nijaki Patryk Jaki też „robi w polityce od lat”. Nie zauważyłem, by mu to pomogło w rozwoju.
Nie wiem czy Francuz jest przygłupem, ale czytam i widzę, że on nie do końca wie o czym się w Polsce rozmawia. On stawia sytuację Francji na tej samej płaszczyźnie co Polskę.
Europa zachodnia popełniła wiele błędów (i Francja akurat chyba jako pierwsza) co nie oznacza, że musimy je popełniać wszyscy. Nikt nie proponuje i nie godzi się na dziki napływ emigrantów jaki miał miejsce jeszcze dwa lata temu na zachodzie.
Mowa jest o kontrolowanej dyslokacji niewielkich w sumie ilości ludzi, o których coś wiadomo.
Póki co mamy właśnie do czynienia z fałszywym problemem od ściany do ściany: albo zamykamy się na wszystko, albo przyjmujemy każdego jak leci.
Przecież to nieprawda,, ale ludzie wciąż się dają oszukiwać takimi zestawieniami.
W samej Gdyni mieszka kilkanaście tysięcy Ukraińców, Rosjan i kolorowych. Jakoś nie wstrząsnęli jeszcze „naszym stylem życia”, nie dokonują zamachów, nikomu nie wadzą. Kilkanaście tysięcy! A uchodźców W SKALI KRAJU! – miało być 7 tysięcy. No przecież dyskusja i awantura na ten temat to czysta kpina ze zdrowego rozsądku.
W samej Gdyni mieszka kilkanaście tysięcy Ukraińców, Rosjan i kolorowych. Jakoś nie wstrząsnęli jeszcze „naszym stylem życia”, nie dokonują zamachów, nikomu nie wadzą. Kilkanaście tysięcy!
…..
Panie Jerzy, w Warszawce należy to pomnożyć, ile razy trudno powiedzieć.
Ano nie wstrząsają życiem stolicy bo są ci z za Buga niewidoczni, a kolorowych jak na lekarstwo.
Ale miasto portowe zawsze miało przybyszów z innych części świata i jest ich obecność inaczej traktowana. Są obcy i ich niema, aż żal bo byli tacy mili a odjechali… przyjadą następni będzie sympatycznie, coś przywiozą (przemycą) pogadamy o niczym i pojadą.
Inaczej to wygląda w małych miastach, już się znają wszyscy od podszewki i panuje totalne zdziwienie jak oni się zachowują, co za zwyczaje, nie chodzą do kościoła w niedzielę i pitraszą jakieś smrody.
Nie można z nimi się dogadać, gorzej panie niż cyganie
Przerabiałem to w Białymstoku jak nastał miłościwy Gierek, a ja tam znalazłem pracę.
Wszystkiemu się dziwowali miejscowi.
Inna fryzura, ubranie (!) gadanie, wiedza zawodowa i sposób bycia codzienny, dziwadło.
Słowne pszczoły też latały w przerwach, ale potrafiłem się odszczeknąć i po mordzie nie dostawałem bo mimo wszystko swój, dziwadło ale swój.
Teraz Białystok to metropolia, ludzie ponoć już inni, światowi… nawet kolorowo na ulicach./
Panie Jerzy, Polska to być biały okropny kraj. Kolorowi bać się przyjechać do Polska i chcieć jechać natychmiast do swoich w tej poczciwej Europie, można tu popracować w Polska ale tu są sami biali, dawni kolonizatorzy, jeszcze zrobią dla kolorowych obozy zagłady bo wszyscy o tym wiedzą że potrafią bo zrobili. I to okropne jedzenie, świńskie.. bo świnie jedzą świnie… i inne pierdoły..
Kiedyś zaprzyjaźniona Arabka powiedziała do mnie z aprobatą, enta haluuf, co w przekładzie znaczy jesteś świnią! Wtedy dowiedziałem się że to komplement, dla nich świnia jest inteligentna.. fajne?
W Kairze kolega wściekł się kiedy usłyszał że jest hałaga, chciał łomotać Egipcjanina, powstrzymałem go
prosząc aby najpierw sprawdził co znaczy to słowo.
Zrozumiał kiedy usłyszał jak w orkiestrze jeden ze skrzypków zwrócił sie do kolegi z innego pulpitu, hałaga Ibrahim.. Hałaga to szacunek dla obcego, przybysza, sasiada itd.
Panie Jerzy, przyjmiemy te siedem tysięcy hałagów, rozparcelujemy ich po kraju aby się ze sobą nie kontaktowali i jak Pan myśli? Będą szczęśliwi??
Nie wiem czy będą szczęśliwi. Jeśli uciekają przed wojną to raczej będą w miejscu gdzie jej nie ma, mają mieszkanie i pracę. Jeśli nie, wyjadą gdzie indziej. 7 tys. ludzi nawet w Gdyni nie byłoby za bardzo widoczne, a co dopiero rozproszone po kraju.
Pytanie moje brzmi: czy warto o taka liczbę rozpętywać awanturę na pół Europy, która nam to jeszcze dłuuuuugo będzie pamiętała. Celowo nie wspominam o moralnym aspekcie sprawy, bo ten nam się przypomni kiedy sami będziemy w potrzebie. Wcześniej nie. Sorry, taki mamy klimat.