2017-08-13.
Jest sierpień, sierpień 2017 roku, minęło trzydzieści siedem lat od tamtego sierpnia 1980 roku, jesteśmy w Gdańsku. W mieście, w którym to się stało.
Ale właściwie – co się stało?
Mówiąc najprościej – trzydzieści siedem lat temu w Gdańsku, w największej polskiej stoczni, noszącej wtedy imię Lenina, wybuchł strajk, który doprowadził do powstania „Solidarności” – związku zawodowego, ruchu społecznego, który na dziesięciolecia zmienił kształt politycznej sceny w Polsce i w Europie.
Tylko tyle i aż tyle!
W niedzielę, 13 sierpnia bieżącego roku w Europejskim Centrum Solidarności zlokalizowanym na postoczniowych terenach, tam gdzie dawno temu, w latach 70., 17 tysięcy stoczniowców zatrudnionych w Stoczni budowało ponad trzydzieści wielkich pełnomorskich i bardzo technicznie złożonych statków w każdym kolejnym roku (oznacza to, że częściej niż co dwa tygodnie taki statek opuszczał stocznię), w wielkim i wspaniałym budynku ECS, rozpoczął się „Solidarity of Arts Festiwal”.
Program Solidarity of Arts jest do pobrania na internetowej stronie Europejskiego Centrum Solidarności.
Solidarity of Arts – Solidarity of Arts
Artyści działający w obrębie niejednokrotnie bardzo od siebie estetycznie odległych stylistyk. Usłyszeć będzie można dźwięki różnorodne, rozpinające się od fortepianowej kameralistyki przez klasyczne, orkiestrowe formy, jazz, muzykę elektroniczną aż po dub techno.
To bardzo bogaty program.
Zaczyna się od spaceru po stoczni (a właściwie po tym, co z niej zostało) śladami sierpniowego strajku. Z przewodnikiem Bogdanem Borusewiczem, który był ojcem i pomysłodawcą tego strajku.
W tym samym dniu wszyscy chętni mogli wziąć również udział w subiektywnym spacerze po wystawie głównej. gdzie w rolę przewodnika wcielił się tym razem Zbigniew Janas – jeden z przywódców „Solidarności” i uczestnik obrad przy Okrągłym Stole.
Kolejne dni przynoszą wiele fascynujących propozycji: wernisaże, koncerty, projekcje filmów, spotkania i dyskusje, w tym ze znanym amerykańskim filozofem polityki prof. Michaelem Sandelem z Uniwersytetu Harvarda.
Naprawdę – dzieje się!
Przyznam, że bezpośrednim impulsem do napisania tego tekstu było to, że wybrałem się na zwiedzanie wystawy głównej w ECS, którą dobrze znam, bo zwiedzałem ją już wielokrotnie. Magnesem było nazwisko Zbigniewa Janasa. Chciałem posłuchać – co ma do powiedzenia o sierpniowym strajku; strajku, który wybuchł w mojej stoczni; strajku, w którym uczestniczyłem od pierwszego do ostatniego dnia; strajku, który trwale wpłynął na całe moje późniejsze życie.
Zbigniew Janas, który jako przedstawiciel Ursusa dołączył do stoczniowego strajku w trakcie jego trwania, opowiadał smacznie i ciekawie. Opowiedział wiele anegdot i ciekawostek; to bardzo sympatyczny człowiek. Mówiąc o tym, że strajkujący stoczniowcy nie wyszli wówczas na miasto – przywołał doświadczenia Powstania Warszawskiego, co nie było trafnym spostrzeżeniem. Na jego plus należy zapisać to, że na zgłoszoną przeze mnie w trakcie malej dyskusji uwagę, że to przede wszystkim pamięć o tragicznym przebiegu strajku z grudnia 1970 roku i jego ofiarach było tym, co powstrzymywało stoczniowców przed wyjściem poza teren stoczni, zgodził się ze mną całkowicie.
Zbigniew Janas opowiadając o spotkaniach polskich opozycjonistów z lat 70 z czeskim opozycjonistami wspomniał również, że za kilka dni wybiera się w polskie góry, gdzie planowane jest uczczenie tych wspólnych działań, polskiej „Solidarności” i czeskiej „Karty”.
To miłe i sympatyczne.
Mniej miłe jest to, że te uroczystości odbędą się z inicjatywy strony czeskiej. Mała sprawa a jakże znacząca – to Czesi pamiętają o tamtych górnych i chmurnych latach, a nie polska „Solidarność”, ta Piotra Dudy.
To dobry moment aby spróbować odpowiedzieć na postawione w tytule pytania – „Gdzie jest teraz „Solidarność”.
Szukano odpowiedzi na to pytanie już wielokrotnie, w toku wielu z blisko już trzydziestu wykładów, jakie Europejskie Centrum Solidarności zorganizowało poczynając od 2011 roku. W lutym bieżącego roku z tak postawionym pytaniem, które było tytułem jego wykładu, zmierzył się profesor Andrzej Rychard, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii polskiej Akademii Nauk.
Uczestniczyłem w tym wykładzie; więcej, jak zawsze wdałem się w dyskusję z profesorem Rychardem „zapieklając” nieco atmosferę sformułowaniem mówiącym wprost, że szkoda czasu na zajmowanie się tym trupem.
Pozwoliłem sobie na tak ostre sformułowanie, jako że spotkanie z Andrzejem Rychardem nastąpiło bezpośrednio po „czarnym proteście” polskich kobiet i po tym, gdy media obiegła informacja o sankcjach, jakie dotknęły nauczycielki za to, że ubrane na czarno, zrobiły sobie zdjęcie i posłały je do społecznościowych mediów – a ich kolega, nauczyciel, członek związku zawodowego „Solidarność” złożył na nie donos.
To mała sprawa, ale bardzo znacząca. Tak samo jak zapowiedzi Piotra Dudy – przewodniczącego NSZZ „Solidarność” , że gdy – będzie trzeba – członkowie związku czapkami nakryją tych protestujących na ulicach polskich miast, przeciwników „dobrej zmiany”.
Związek Zawodowy „Solidarność” jest polityczną przystawką obozu rządzącego – to widać, słychać i czuć.
Tamta, historyczna już „Solidarność” jest teraz w muzeum, jest w eksponatach i filmach obrazujących niepowtarzalną atmosferę tamtych dni, jest w pamięci starych już ludzi – a nie w sercach i głowach młodych.
Chodząc po salach ECS-u, wsłuchując się w gwar różnojęzycznych rozmów, muszę pamiętać, że poziom „uzwiązkowienia” w polskich zakładach pracy i przedsiębiorstwach jest jednym z najniższych w Europie, że prawa pracowników są dramatycznie łamane, że całkowicie zanikło pojęcie strajku solidarnościowego, takiego strajku gdzie na przykład górnicy strajkowali w obranie praw pielęgniarek i pracowników służby zdrowia, a wizja samorządnej Polski – jaką budowaliśmy w podziemiu, w latach stanu wojennego – zmieniła się w krańcowo drapieżną wizję neoliberalnej gospodarki, w której procesom urzeczowienia uległo wszystko: służba zdrowia, kultura, nauka, wszystko…
Chodząc po salach Europejskiego Centrum, widząc wszędzie obecną postać przywódcy tamtej Solidarności – Lecha Wałęsy – zastanawiam się jak długo jeszcze obecna władza tolerować będzie takie bezeceństwo. Tego przecież nie da się pogodzić z nową wizją historii, potrzebą wychowania nowego człowieka. I nie pomoże eksponowanie na zdjęciach dużego formatu Lecha Kaczyńskiego jako uczestnika obrad okrągłostołowych.
Pytanie „gdzie jest teraz Solidarność?” – może dotyczyć związku zawodowego; ale może też dotyczyć tego, co jest treścią relacji pomiędzy ludźmi. Związek Zawodowy „Solidarność”, jak to już wykazaliśmy, jest trupem i nie ma sensu się nim zajmować. A co z solidarnością pojmowaną jako relacja pomiędzy ludźmi? Może tu jest lepiej?
Mała szansa, że tu będzie lepiej!
Były drobne symptomy, oznaki tamtej solidarności – w pierwszych marszach KOD; był taki klimat w ostatnich protestach społeczeństwa obywatelskiego, broniącego niezależnego sądownictwa w Polsce – ale to mało, to nie wystarczy.
Czy pojawi się znów coś takiego, jak tamten sierpień? Czy zdarzy się znowu taki cud?
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk

Ten cud solidarności się nie zdarzy. Nie ma szans. SO przedrukowuje felietony Hartmana z Polityki.
Pod ostatnim z nich, w którym JH bije się w pierś, że oto porzucono ludzi i pozostawiono samych sobie – stąd paliwo politycze Kaczyńskiego -pojawił się komentarz, że to i tak by nic nie dało, bo „oni” to w zasdzie patologia i sfrustrowani nieudacznicy, którym sie nic nie chce, wiec szkoda sił.
I komentarz ten zyskuje plusy. Może to trafna diagnoza, ale na solidarność jakby miejsca nie ma.
ktoś napisał:
SOLIDARNYM
na ich 30-lecie
Zamieniliście styropian na skórzane fotele
W swoim własnym kółeczku podzieliliście łupy
Za tak mało dostaliście tak wiele
Wy, szemrani kolesie, urosły wam d..y!
Już w 1993 roku zespół BigCyc nagrał piosenkę pt.: „wszystko gnije”
A tam np. taki wers:
Inny lider, co niedawno światem pracy się przejmował (…) po pijaku wali prawdę i przyznaje się otwarcie: „ja ich nigdy nie lubiłem (…)”
A niby dlaczego ma być inaczej niż jest?
Zwykła proza życia.
Aktywista to jest ten co ryzykuje zdrowie swoje i najbliższego otoczenia, własny czas
i godzi się z faktem że jest szykanowany kiedy stoi w opozycji do aktualnej władzy której jest „zażartym” przeciwnikiem.
Z takich czy innych uwarunkowań historycznych, aktywista osiąga swój cel który mu przyświecał i dochodzi do wniosku, że należy się za to rekompensata w naturze, czyli admiracja społeczna i gratyfikacje od których rośnie przysłowiowa d… w skórzanym fotelu.
Po osiągnięciu celu jednym się poprawia innym nie, ci co mają powody do niezadowolenia stają w opozycji, z której wyłania się aktywista co ryzykuje zdrowie swoje i najbliższego otoczenia, własny czas
i godzi się z faktem że jest szykanowany kiedy stoi w opozycji do aktualnej władzy której jest „zażartym” przeciwnikiem.
Koło życia i ewolucji?
Elton John – Circle Of Life
https://www.youtube.com/watch?v=o8ZnCT14nRc
@Magog : ładnie to napisałeś, ale ten motyw nie wystarcza, aby skomponować ładny kanon. Drugim jest to „późne posłuszeństwo”, co w drugiej połowie życia skłania podstarzałych potomków do wklepania się w ślady przodków. Tej muzyki słuchamy na co dzień.
Z wypowiedzi przedmówców wynika, ze jest dobrze, ze Kaczyński znowu zamieni akwarium w zupę rybna. Bo jeśli jest po prostu dobrze, to d. rośnie. A nie powinna. Po to, żeby d. malała, powinno być źle. Czyli jest dobrze, ze robi się źle. Jak już dyktator powsadza, zakaże, rozwiąże, a nawet postrzela, to znowu będzie etos i solidarność, zaś grube ryby schudną. Z utęsknieniem czekamy na totalitaryzm.
A może by się tak postukać w czoło? To pomoże w myśleniu. Strajki solidarnościowe miały sens, gdy był jeden pracodawca. Stoczniowcy strajkowali w obronie pielęgniarek, bo obie grupy były pracownikami tego samego przedsiębiorstwa. Wiec ich strajki miały tego samego adresata. A dziś są różne firmy, miedzy którymi nie ma związku. Wyobraźmy sobie, ze pracownicy Biedronki strajkują w obronie nauczycieli akademickich prywatnej fabryki gwoździ. Właściciel Biedronki poniesie straty, zaś właściciel fabryki gwoździ będzie się stukał w czoło.
Jak napisał bodajże Antoni Słonimski, przyzwoity człowiek jest zawsze w opozycji do opresyjnej władzy. Jednak formy tej opozycji się zmieniają. To, co miało sens wtedy, ma niewielki sens dzisiaj. Formy protestu, które wtedy trzęsły podstawami ustroju, dziś przechodzą bez zwrócenia uwagi. Na przykład, „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” było rewolucyjne wtedy, a dziś każdy może sobie napisać na Facebook’u kilka takich przesłań dziennie. Podobnie ze związkami zawodowymi. Zmieniła się struktura własności i zarządzania i związki zawodowe straciły racje bytu. Ciągle istnieją, ale się zdegenerowały i zamieniły w obrońców interesów samych siebie i klasy politycznej. To już nie są żadne związki zawodowe, tylko przybudówki do partii politycznych. Z tego nie wynika ze nie ma potrzeby obrony interesów pracowniczych. Potrzeba jest, ale trzeba wynaleźć inne struktury i inne formy.
Najciekawsze, że większość partii politycznych powstałych w XIX wieku wyewoluowała właśnie ze związków zawodowych. To partie były ich „politycznymi przybudówkami”. A dziś, jak Pan zaznaczył, jest dokładnie odwrotnie.