***
Na zasypywanie dołów dochodowo-majątkowych, na dorównywanie bogatym trzeba mnóstwa pieniędzy, których nikt nie rozdaje, więc trzeba je najpierw zarobić. Można brać chwilówki, ale będzie to, bo zmierza ku temu niechybnie, jak kupowanie wakacji na Wyspach Bergamutach za pieniądze od lichwiarza.Po to, żeby było nam naprawdę lepiej musimy tworzyć w gospodarce znacznie więcej niż teraz, sztuczki nie pomogą. Kto chce władzy z myślą o dobru Polaków i Polski, przeciwstawić się musi z otwartą przyłbicą durnokłamliwej gadce i z prawa, i z lewa, że byłoby jak u mamy za piecem, ale nie płacą jak trzeba i kradną?
Kto nie z PiS, a wygrać chce wybory w 2019 r., zapomnieć musi używać obelżywego w intencji słowa neoliberalizm, bo nie wygra na kłamstwa i ćwierć prawdy z mistrzem, i gdy stanie z nim w szranki dojdzie w końcu razem z nim do wniosku, że naśladować trzeba było i należy trójcę Kimów, a najbardziej to już Kim Ir Sena.
Nie czas zatem na przedwczesne wyjmowanie z pieca, bo niedogotowane żarcie wyjdzie nam wszystkim bokiem. Jak to ludziom przetłumaczyć?
Tak zwany produkt krajowy brutto (PKB), czyli miara tego wszystkiego, co zdołamy wytworzyć w ciągu roku, wyniósł w 2016 r. 1850 mld złotych. Z tej kwoty, gospodarstwa domowe (czyli my tu żyjący) spożyły (przejadły, tj. kupiły towary i usługi) za 1072 mld zł. Rząd i samorząd wydały 333 mld zł. i tyle samo, tj. następne 333 mld zł poszło na nowe tzw. środki trwałe, a więc na budowę mieszkań, miejsc pracy w fabrykach i warsztatach, na drogi i koleje, biurowce, galerie handlowe itd.
Zakładać należy, że nikt nie chce zmniejszać własnego spożycia, większość nie zrezygnuje z budowy mieszkań i tworzenia nowych miejsc pracy. Bez państwa się jeszcze nie obędzie, a samorząd to jego obywatelska przeciwwaga. W finansowaniu samorządów pole manewru też zatem nie za duże. Ale, jeśli skubnąć majętnego, tam coś przyoszczędzić, to znajdzie się ani chybi dodatkowych – dajmy na to – 20 miliardów do rozdania, a może nawet kilka więcej. To prawda. Warto jednak przeliczyć od razu, że 20 mld zł na 26 mln pracujących i emerytów/rencistów to ledwo 64 zł miesięcznie na łebka.
Wyborcom nie wolno schlebiać i powtarzać, że prawią mądrze, skoro głupoty plotą i bredzą. O ile zacząć szukać, znajdą się ludzie, którzy trudne liczby, pojęcia, mechanizmy, zależności i fakty potrafią przełożyć na proste hasła i historie do wykorzystywania w kampaniach zjednujących.
Na dobry początek wystarczy przełożyć procenty wzrostu PKB na pieniądze i pokazać, że jeden procent więcej to dziś 19 mld zł. Tych 20 miliardów z akapitu nieco wyżej nie trzeba więc nikomu zabierać, bo w gospodarce z mniejszą liczbą kłód na jej drodze, a zatem w rozsądnych warunkach prawno-podatkowych i w dobrze ułożonym państwie można coś takiego wypracować, kiwając od czasu do czasu małym palcem. A co byłoby gdyby ruszyć ręką, a jak ochoty starczy, to i dwoma?
Dobrą dziś ogólnie koniunkturę gospodarczą zawdzięczamy przekształceniom dokonywanym od końca 1989 r., w tym zwłaszcza dziełu Leszka Balcerowicza, który z braku innych możliwości rany cięte i szarpane opatrywał wprawdzie na żywca, ale odpędził dzięki temu widmo zgonu za przyczyną gangreny.
Zależy nam na sprawnej i dobrze rosnącej gospodarce, więc dajmy jej rosnąć na prywatnej ziemi. Czy wierzymy nadal w tamte kołchozy i nasze PGR-y, czy tylko tak gadamy na przekór? Trzeba będzie mieć odwagę nie kluczyć i powiedzieć, że ułudą jest szczęście w warunkach dużej i coraz większej własności państwowej. Jedynie naiwni lub bezrefleksyjni wierzą, że nasz potulny, bo zależny od władzy mianowaniec, swój kum, pociotek, czy kolega z wojska będzie lepszy w spółce Skarbu Państwa od ich szwagra lub towarzysza walki z „komuną i złodziejstwem”, bo ze słusznych przecież jest formacji i szeregów politycznych. W Ameryce i Luksemburgu też kradną i mataczą, często na potęgę, ale spółek Skarbu Państwa nie mają i jakoś tę swoją bidę przędą. Kogo skrzywiło na tę szczyptę demagogii, temu zapewnienie, że kampania wyborcza bez domieszki demagogii to jak zimny rosół.
Mocnego postawienia wymaga kwestia tzw. reprywatyzacji i nie stoi to w sprzeczności z kierowaniem się racjami liberalnej prowieniencji. Druga Wojna Światowa uśmierciła i poraniła miliony Polaków, mnóstwo obywateli straciło majątki i ostatnie koszule, a żaden rząd Polski im tego nie wynagrodził. Rekompensata należy się podobno wyłącznie za nieruchomości i ziemię pozostawioną za Bugiem. Sprawę tę przeciąć trzeba natychmiast sposobem Damoklesa. Jeśli nie da się jej zamknąć tak, żeby nikt nie mógł jej kiedyś odemknąć, to rekompensaty ograniczyć trzeba wyłączenie do zstępnych (tj. żyjących córek i synów), a wypłacać je w obligacjach długookresowych, np. stuletnich, oprocentowanych na np. 0,5 proc.
Przez pierwsze trzy lata koalicji-hipotetycznej federacji złożonej z obecnej opozycji nie da się usprawnić służby zdrowia, ale można dopuścić imigrację lekarzy z terenów posowieckich, rozszerzyć zakres profilaktyki, zwłaszcza obowiązkowych badań przesiewowych, a przede wszystkim sporządzić z udziałem społecznym i za prawdziwe pieniądze dla prawdziwych znawców – „białą księgę”, żebyśmy wiedzieli co robić dalej i na co możemy liczyć.
Państwo i obywatele wyczerpani są biegunką legislacyjną. Według obliczeń firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton, w I półroczu 2017 r. weszło w Polsce w życie 17,4 tysięcy stron maszynopisu nowych aktów prawnych. To aż o 36,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i nie Unia jest temu winna. Wszystko wskazuje na to, że w bieżącym roku pobity zostanie zeszłoroczny rekord produkcji prawa w Polsce, czyli przyjętych zostanie najwięcej przepisów przynajmniej od 1918 r. Eksponowanym elementem programowym musi być zapoczątkowanie i prowadzenie systematycznego przeglądu prawa pod kątem jego spójności, czytelności, usuwania, gdzie można, niejednoznaczności prowadzącej do krańcowo różnych interpretacji. Prawo jest dla ludzi, a dopiero potem dla prawników, więc ludzie powinni rozumieć język ustaw, bez przedzierania się przez stylistyczno-gramatyczny bełkot. Pracę sądów da się usprawnić bez ruszania i naruszania Konstytucji.
Spraw męczących ludzi jest znacznie więcej, ale nie warto ciągnąć wyliczanki. Szanse na wygraną pojawią się, gdy będziemy „za”. Za „czymś”, a nie za „kimś”. Bycie „przeciw” nie wystarczy. Wydaje się, że zdefiniowanie nieantagonizującego „czegoś” nie jest zadaniem ponad siły.

proszę spojrzeć na program demokratów.pl – wydaje się rozsądny i nie dąży do nadmiernej roli państwa. Przy okazji: własność państwowa w gospodarce może pozostawać konkurencyjna i lepiej chronić interesy pracowników oraz państwa, co w globalnej gospodarce jest daleko nie bez znaczenia, jeżeli tylko funkcjonuje w sprawnym systemie legislacyjnym zachowującym rynkowe mechanizmy kontrolne i nieingerującym w zasady rynku – więc nie trzeba taktycznie zdejmować neoliberalnej czapki, można zastąpić ją lepszą; nie jeździłbym po polskiej wsi tak skomplikowanymi słowami o kilkustet słowach prostych (pewien nie jestem jak wybrać) zamiast tego konsekwentnie włączając poza miejską Polskę do programu proinnowacyjnej gospodarki, zapewniam, że można, i można także mieć w sejmie nowoczesną partię chłopską, nazwijmy ją tu np. producentów żywności i energii. Nie sądzę, żebyśmy mieli szanse na G-20 przed przystąpieniem do strefy euro. Skuteczność programu rządu koalicyjnego wiąże się zwykle z poczuciem szacunku wzajemnego, co możnaby potraktować jako pewną nadzieję przyglądając się od dłuższego czasu wytwórczej pracy dzisiejszej opozycji. Nie liczyłbym na jakiegoś Świętego „zbawię cię” Polsko, wczoraj (że była to akurat Piwnica pod Baranami to czysty przypadek) zauważyłem w Krakowie tabliczkę: „rzeczy niemożliwe robimy od ręki, na cuda trzeba trochę poczekać” podejrzewam więc, że przynajmniej z nadzieją jest wszystko pod kontrolą.
Niestety @PK: albo własność państwowa, obrona interesów państwa i pracownków, albo gospodarka konkurencyjna. Tego ognia z wodą nie da się pogodzić. Po doświadczeniach ostatniego ćwierćwiecza z apogeum, jakie wykonał PiS ze swoim skokiem na gospodarkę skarbu państwa i państwową administrację z Misiewiczami na czele nikt już nie ma złudzeń, że nie ma nic bardziej korupcjogennego od państwowej gospodarki i to w rękach polityków. My nie potrafimy nawet stworzyć jeszcze słóżb państwowych zapewniających niezakłócone działanie ministerstw i państwowej administracji. Tym też rządzą kolesie z aktualnego rozdania politycznego. To wszystko pokazuje ogromną przepaść jaka dzieli nadal Polskę od rozwiniętych krajów demokratycznych. Jest to jedynie powód do wstydu i działań naprawczych, które muszą nadejść po pozbyciu się PiSu u władzy.
odnoszę wrażenie, że bawi się pan słowami, nie mamy przecież do czynienia z prostą dychotomią – różne formy własności, oraz udziałów we własności, pomagają realizacji różnych interesów różnych właścicieli, przy czym daleko nie zawsze są to interesy sprzeczne, pomimo, że formy własności pozostają różne. Moim zdaniem różnicowanie form własności pozostaje zasadne z punktu widzenia budowy społeczeństwa dobrobytu (Chińczycy użyliby tu zapewne słowa xingfu, Grecy słowa eudaimon).
Pobawmy się jeszcze chwilę tą kwestią z punktu widzenia postanowienia skutecznej doktryny ekonomicznej – skutecznej, czyli maksymalizującej wskaźniki uznane przez nas za adekwatne – od razu napotkamy na pierwszy kłopot: czy zgodziliśmy się że GDP nie wystarcza ? załóżmy, że tak i że mamy wspólny wskaźnik oraz pełny (!) wspólny zbiór zmiennych, szukamy oto maksimów lokalnych i dochodzimy do wniosku, że występują pomiędzy nimi różne, tzn. ujemne i dodatnie korelacje, a my zaczęliśmy się już przyglądać macierzy przypisywanych wag – dochodząc w ten sposób do polityki społeczno-gospodarczej państwa. Odmówimy jej racji bytu ? wskaźniki się trywializują lecz iterując nasz, wspólny dalej przecież, gospodarczy funkcjonał, dochodzimy do kłopotliwych wniosków, np. że nadmierna koncentracja bogactwa nie będzie sprzyjać produktywności (uwaga, drugi kłopot), że edukacja, że zdrowie, zaczynają niedomagać a one także określają wiele, w tym także produktywność (do tego zapytamy chińczyków jaki mają udział w xingfu) itd itp. Przepraszam, że nie uwględniłem tu zmiennej poparcia dla PiS, pomimo Państwa widocznego zainteresowania tą partią.
„własność państwowa w gospodarce może pozostawać konkurencyjna i lepiej chronić interesy pracowników oraz państwa, co w globalnej gospodarce jest daleko nie bez znaczenia”
To są jakieś pobożne życzenia! Czym jest własność państwowa w gospodarce, bardzo dokładnie przerabialiśmy niemal przez pół wieku i stosowne wnioski należałoby wreszcie wyciągnąć. Jest dokładnie przeciwnie, jeżeli kiedykolwiek uda się odsunąć PiS od władzy, pierwszym pociągnięciem rządu powinno być zobowiązanie ministra skarbu do wyprzedaży WSZYSTKICH udziałów państwa w czymkolwiek, zwłaszcza w tzw. jednoosobowych spółkach skarbu państwa, w terminie 30 dni, bez względu na cenę, nawet sprzedaż za symboliczną złotówkę. Ewentualnie w zakładach zbrojeniowych państwo mogłoby zostawić sobie po jednej złotej akcji, aby uniemożliwić sprzedaż tych zakładów jakimś podejrzanym podmiotom, np. kontrolowanym przez Rosję.
A propos globalizacji… To zjawisko istniało zawsze. Tyle tylko, że „globalizacja” była czystą funkcją możliwości transportowych, czasu transportu i jego kosztów. Kiedyś banki Amsterdamu musiały konkurować z bankami Mediolanu, Wenecji i czego tam jeszcze, i to już była globalizacja. Dzisiaj Wall Street musi brać pod uwagę giełdę w Sydney, Londynie, Hongkongu, Frankfurcie i Tokio, bo komunikacja/przesłanie akcji itp. to jedno naciśnięcie klawisza. Dlatego śmieszą mnie dyrdymały, że „gdyby nie globalizacja, to ho-ho!”, i to często w wydaniu osobników, którzy na pytanie o zajęcie odpowiadają „a worki noszę w porcie”.
Właściwie zgadzam się z główną linią rozumowania Autora. Jeśli mam uwagi czy inne przemyślenia dotyczą one raczej szczegółów lub technikaliów.
1. Z PiS może wygrać koalicja zjednoczonej opozycji, coś w rodzaju frontu narodowego, przy czym większośc podmiotów tego frontu jest jeszcze w trakcie formowania. Mam na myśli ruchy, które już się zrodziły i jeszcze powstaną w wyniku protestów społecznych przeciw dyktatorkim zapędom JK. Inicjatywa musi wyjść z NGOsów, bo inaczej istniejace partie parlamentarne będą chciały zawłaszczyć ideę koalicji i w ten sposób ją skompromitują. Żeby wyraxnie wygrać z PiSem trzeba osiągnąć wynik w okolicach 8-10 mln oddanych głosów. Poniżej nie wystarczy do obalenia quasi-dyktatury.
2. Wzrost gospodarczy i rozwój do poziomu G-20 dla wielu ludzi może być celem abstrakcyjnym więc pewnie musi to być kilka celów, inny dla szeregu grup społecznych (naprawa państwa, reformy, odbudowa pozycji w UE i na świecie, etc.)
3. Walka o wyborców odbedzie się w jeszcze bardziej wirtualnej rzeczywistosci niż w 2015 r., stąd spece od PR, marketingu sieciowego, mikrotargetingu i wielu innych technik, zdecyduja o sukcesie wyborczym i to ich trzeba dzisiaj pozyskiwać, integrować i doceniać.
4. Nie chciałbym być złośliwy ale po co mamy mysleć i działać, skoro obowiązują przepowiednie Ojca Klimuszki?
Sprawa jest jasna, nic nie jest jasne i uczciwie mówiąc, nie bardzo wiadomo. Oczywiście w czasach teledemokracji bez twarzy ani rusz, a twarzy nie ma za grosz. Trybun nam potrzebny, albo trybunka, a na pół poważnie (bo poważnie o tych sprawach rozważać się nie da) prawdopodobnie potrzebny program socjalny sprzymierzony z gospodarką liberalną. Chłopem będąc, czyli rolnikiem, wgląd posiadam w czarny rynek pracy, którego chyba ze stolicy nie widać. Dobrobyt rośnie, owszem imponująco, ale dorabiamy się głównie na lewo. Radykalna obniżka kosztów zatrudnienia mogłaby (zapewne) zwiększyć wpływy do kasy państwowej a i zmniejszyć napięcia społeczne. Problemy są dwa, pierwszy jak się dowiedzieć, jaki naprawdę jest stan Polski, drugi jak stworzyć program, który i prawdziwie zmniejszy dolegliwość problemu i da się smacznie przedstawić w teledemokracji. Słowem twarz potrzebna od zaraz, a i głowa by się przydała, rozumiejąca, że trybunów ludu szlacheckiego mamy, ale to raczej mężusie stanu, a potrzebny trybun, który do ludu przemówi i zrozumienie znajdzie, a nie będzie tym co jest, bo ten co jest, to raczej nie bardzo. Chwilowo faktycznie wygląda na to, że czekamy z nadzieją, że się potknie. Słusznie tedy ten i ów czasem nam to wytknie.
@Autor: pełna zgoda. Dywagujemy nad tymi sprawami już prawie dwa lata, od kiedy hordy nieuków wzięły Polskę w posiadanie. Dosłownie. Tam każdy ma za uszami. Tragiczne w skutkach wyczyny profesora? Szyszko to hie smutny wyjątek w tym folwarku zwierzęcym. Konia z rzędem temu, kto ten naród zjednoczy we wspólnym celu jakim jest pozbycie się narodowych rządów Kaczyńskiego i pójście do przodu z reformami, stworzeniem służb państwowych niezależnych od zakusów polityków, ograniczeniem do minimum spółek skarbu państwa, uczciwym naborem kadr na zasadzie otwartych konkursów. To nie tylko ochrona i poprawa sądownictwa i prawa. To walka o dobór kadr na zasadach uczciwości i umiejętności. To wspieranie postaw obywatelskich i tworzenie państwa ze świadomymi obywatelami. Może to wydaje się orką na ugorze, jednak już dziś widać, że spora część społeczeństwa ma te cechy i chce je chronić protestując przeciw zawłaszczaniu Polski przez miernoty, które teraz rządzą. W sumie te uzurpatorskie rządy wywolują dziś bardzo pozytywne reakcje świadomej części społeczeństwa. Ta skrajna narodowo-socjalistyczna prawica wierzy w cuda, co rusz modli się na tej Jasnej Górze. Oni już się boją.
No i ta parlamentarna opozycja, która zachowuje się jak to śpiewali Skaldowie: „…jak tłuste księżne, które dumnie witały przewrót kiedy stał się”. Zgadzam się z autorem, że z tej mazi nie będzie dymu. Czy oni (Schetyna, Petru i inni) choć zdają sobie sprawę, że ich czas już minął? Zgadzam się ze Sławkiem powyżej, że przyszłość leży w rękach NGOsów. Oni się organizują we wspólny front. Zobaczymy co z tego wyjdzie zapewne niebawem. Tu jest nadzieja.
Technikalia wygranej to WSPÓLNA LISTA. Mądrze stworzona. Pomysł PIRS-a, jak na razie chyba, nie ma konkurencji.(http://studioopinii.pl/telewizja-pokazala-345): Wyborcza koalicja Europa zbierająca wszystkie siły kierujące nas do normalności.
Opozycja, cała – razem z pozaparlamentarną, powinna już utworzyć koalicję wyborczą premiowalną przez nieszczęsną ordynacją d’Honta. Trzeba znaleźć NAJMNIEJSZY WSPÓLNY MIANOWNIK, na liście (alfabetycznej, stochastycznej?) znajdą się przedstawiciele sił politycznych z jasnymi programami (partyjnymi, stowarzyszeniowymi). Rząd utworzą siły, których reprezentanci wygrają.
Nie można pomijać wielkości słupka w sondażach po jej ogłoszeniu, to byłby silny cios w Partię, sprzyjający ewakuacji z niej choć odrobinę zapobiegliwych „polityków”. Lawina by ruszyła.
Pomyślmy, jaki będzie sondaż, gdy będą takie opcje: pis, koalicja Europa, kukiz-15, Partia Kościół (tu, niestety, żartuję), ONR, Wolność.
ANDRZEJ POKONOS napisał:
„W sumie te uzurpatorskie rządy wywołują dziś bardzo pozytywne reakcje świadomej części społeczeństwa.”
*
Zgadza się. PISowi nie tylko nie spada, ale ciągle rośnie.
Czy są to reakcje pozytywne? Tak, bo jeśli teraz rośnie, to kiedyś będzie też spadać.
Kiedy? Jak to mówią optymiści, w dającej się przewidzieć przyszłości.
*
NGO-sy zdobędą olbrzymią popularność i większość głosów suwerena?
Ja nie wiem, skąd w tym ponurym czasie takie poczucie humoru.
*
„W żółtych płomieniach liści” to piękna piosenka (perełka!) śpiewana w duecie przez Łucję Prus i Jacka Zielińskiego. Autorem tekstu była Agnieszka Osiecka, a kompozytorem Andrzej Zieliński.
Jest tam też takie zdanie „Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę”. Nie wiązałbym z tym jednak wielkiej nadziei. Prawdę mówiąc – żadnej.
@JMP EIP: może do wiosny nie trzeba będzie czekać. A może ta wiosna przyjdzie później. Szkoda, że nie ma już wśród nas Agnieszki Osieckiej. Jej duet ze skaldami stworzył wiele artystycznych perełek. Jej pióro było unikalnym głosem bardzo wnikliwego obserwatora rzeczywistości.
Następny krok opozycji zależy od formującej się aktualnie z dala od reflektorów wspólnej koalicji właśnie przez wyśmiane przez Pana NGOsy z kobietami na czele. Nie deprecjonowałbym tego zanim nie zobaczymy co oni wspólnie osiągną.
Pamiętajmy: społeczeństwo pokazało swoją siłę i klasę w lipcowych strajkach. To jeszcze nie była lawina. Ale to był czysty sygnał, że cierpliwość społeczeństwa się kończy.
Wszystko teraz zależy od postawy prezydenta, co on zaproponuje w zamian za zawetowane dwie ustawy sędziowskie. I wtedy będziemy mieli jasność co dalej. Mamy w tej chwili moment zawieszenia, słupki sobie niech chodzą gdzie chcą. Myślę, że nadchodząca jesień będize gorąca. Ale jak będzie zobaczymy. Wkrótce.
@ANDRZEJ POKONOS
Ciekawy jest najnowszy felieton Szostkiewicza na jego blogu w Polityce.
PS
Forum pod felietonem można sobie darować, bo zwykle dominują tam wpisy szemranych frustratów.
@ANDRZEJ POKONOS i @JMP EIP – nie chodzi o to aby w koalicji NGOsy były zamiast PO czy Nowoczesnej lub jakiejkolwiek innej partii parlamentarnej czy pozaparlamentarnej. Chodzi o te cześć elektoratu, która nie zagłosuje na partie a na NGOsy i owszem. Protesty o wolne sądy „3 x weto” wyraźnie pokazały, że znaczna częśc świadmej młodzieży nie akcpetuje dotychczasowej klasy politycznej en bloc. Nie ważne czy polityk jest z PiSu czy z opozycji.
Podzielam również pogląd red. Szostkiewicza, że maniera dziennikarzy i badaczy polegająca na „społecznym” organizowaniu szefostwa partii politycznych jest szkodliwa. Trzaskowski czy Budka zamiast Schetyny oraz Gasiuk-Pichowicz czy Lubnauer zamiast Petru. Pominąwszy absurdalność takiego chciejstwa ono jest przeciwskuteczne. Zmierza do destabilizacji partii zamiast do współpracy z nimi. Taka postawa wynika z zafiksowania sie troche nas wszystkich na pseudo wodzowski model partii. Tymczasem z takim anachronicznym modelem w stylu JK czy Tuska, może skutecznie konkurować model kierownictwa kolegialnego – chińskiego „tysiąca kwiatów”. To pewien ratunek dla niewydolnych satrapii partyjnych. Podstawowym zadaniem wielkiej koalicji opozycji jest nie tylko odsunięcie hunów i przywrócenie demokracji, ale takie ułozenie państwa na nowo aby było odporne na dyktaturę i odporne na pasozytnicza klase społeczną. Politykom możemy jako społeczeńśtwo płacic wyłacznie za rzowiazywanie problemów we współpracy z wybitnymi ekspertami, uczonymi, itp., a nie za populistyczne schlebianie najbardziej prymitywnym i niskim instynktom ludzkim.
@Sławek & JMP EIP: chętnie ten artykół przeczytam. Ale u mnie jeszcze słońce i właśnie ryję w malinach wycinając ub roczne pędy które już skończyły owocowanie. Tylko zaglądam do Studia, bo temat ciekawy.
To co Pan Sławku napisał w ostatnim zdaniu to powinien być wymóg konstytucyjny! To kwintesencja naprawiania polskiej i każdej polityki. Jeśli stworzyć dekalog polityka, to powinien być punkt pierwszy. Polityków należy rozliczać ze współpracy z wybitnymi fachowcami a nie za schlebianie najbardziej prymitywnym i niskim instynktom ludzkim. Jeśli chcemy naprawiać politykę w Polsce, powinniśmy zacząć właśnie od tego aksjomatu.
.
A wracając do przymierzania się w dyskusjach do podmiany liderów partyjnych. Te tak czy siak będą następowały, bo obecni liderzy największych partii opozycyjnych nie rokują na sukces w przyszłych wyborach. Myślę, że dyskusja nad wymianą liderów partyjnych jest spowodowana poszukiwaniem charyzmatycznego przewodnika, który przyciągnie ogromną rzeszę wyborców. Stąd trudno teraz powiedzieć, czy połączenie sił całej opozycji w jakieś ciało kolegialne, przyciągnie wyborców.
.
Załóżmy, że takie ciało powstanie. A na przeciw niego może powstać nowy twór sformowany przez prezydenta Dudę, który połączy siły z PSL i Kukizem i sporą część światlejszej części PiSu. Z jednoczesnym wycofaniem wszystkich trzech sędziowskich ustaw, lub stworzeniem ich w myśl obowiązującej nadal konstytucji. Jakie szanse będzie miał mało wyrazisty blok opozycyjny i do tego bez charyzmatycznego lidera?
Autor zasadniczo ma rację: rządzący PiS jeśli silny słabością swoich przeciwników. Nie zmienia to faktu otumanienia znacznej części społeczeństwa idiotyzmami serwowanymi przez PiS. Jednakże tego ostatniego (tj. otumanienia) nie zmienimy – to pierwsze da się. Warunek: PO nic nie zdziała dopóki nie nabędzie wiarygodności, w tym celu zaś powinna pozbyć się gębusi Schetyny, za którym, od kiedy pamiętam, ciągnie się woń losera. Po drugie, konieczna jest w całej opozycji zmiana pokoleniowa, tzn. stare pryki po 50-ce powinny zejść ze sceny i ewentualnie służyć radą, ale niczym więcej. Jazda na koniku styropianowym staje się już śmieszna w oczach pokolenia wychowanego w PRL. To zaś stoi wobec zupełnie innych problemów niż w 1989r.: praca-mieszkanie-wychowanie dzieci-kariera-rozrywka – kolejność do uzgodnienia. Tych ludzi nie obchodzą spory rodem sprzed 40 lat albo i więcej. I odpowiedź na te problemy musi być zawarta w programie służącym WYGRANIU WYBORÓW. Elektorat PiSu będzie kurczyć się z przyczyn naturalnych, w tym tkwi ewentualna przewaga opozycji, o ile zdoła przeciągnąć na swoją stronę młodych. I jeszcze jedno: młodych ludzi w ogóle nie obchodzą spory o praworządność, sądownictwo, Trybunał itd. „Odkręcenie” dzikich pomysłów PiS jest i będzie konieczne, ale nie nadaje się na „paliwo” wyborcze. Co innego program wspierania budownictwa czynszowego, ułatwiania życia przedsiębiorcom (pod hasłem tworzenia miejsc pracy), budowy przedszkoli i żłobków (uzasadniać nie trzeba) itd. W przeciwnym razie PiS wygra następne wybory i paskudzić będzie następną kadencję.
Poprawka, miało być „jest silny”, nie „jeśli silny”.
Jeszcze jedna poprawka: zamiast PRL – III RP. Upał daje się we znaki!