Jan Cipiur: Prognoza polityczna25 min czytania

()

***

Na zasypywanie dołów dochodowo-majątkowych, na dorównywanie bogatym trzeba mnóstwa pieniędzy, których nikt nie rozdaje, więc trzeba je najpierw zarobić. Można brać chwilówki, ale będzie to, bo zmierza ku temu niechybnie, jak kupowanie wakacji na Wyspach Bergamutach za pieniądze od lichwiarza.

Po to, żeby było nam naprawdę lepiej musimy tworzyć w gospodarce znacznie więcej niż teraz, sztuczki nie pomogą. Kto chce władzy z myślą o dobru Polaków i Polski, przeciwstawić się musi z otwartą przyłbicą durnokłamliwej gadce i z prawa, i z lewa, że byłoby jak u mamy za piecem, ale nie płacą jak trzeba i kradną?

Kto nie z PiS, a wygrać chce wybory w 2019 r., zapomnieć musi używać obelżywego w intencji słowa neoliberalizm, bo nie wygra na kłamstwa i ćwierć prawdy z mistrzem, i gdy stanie z nim w szranki dojdzie w końcu razem z nim do wniosku, że naśladować trzeba było i należy trójcę Kimów, a najbardziej to już Kim Ir Sena.

Nie czas zatem na przedwczesne wyjmowanie z pieca, bo niedogotowane żarcie wyjdzie nam wszystkim bokiem. Jak to ludziom przetłumaczyć?

Tak zwany produkt krajowy brutto (PKB), czyli miara tego wszystkiego, co zdołamy wytworzyć w ciągu roku, wyniósł w 2016 r. 1850 mld złotych. Z tej kwoty, gospodarstwa domowe (czyli my tu żyjący) spożyły (przejadły, tj. kupiły towary i usługi) za 1072 mld zł. Rząd i samorząd wydały 333 mld zł. i tyle samo, tj. następne 333 mld zł poszło na nowe tzw. środki trwałe, a więc na budowę mieszkań, miejsc pracy w fabrykach i warsztatach, na drogi i koleje, biurowce, galerie handlowe itd.

Zakładać należy, że nikt nie chce zmniejszać własnego spożycia, większość nie zrezygnuje z budowy mieszkań i tworzenia nowych miejsc pracy. Bez państwa się jeszcze nie obędzie, a samorząd to jego obywatelska przeciwwaga. W finansowaniu samorządów pole manewru też zatem nie za duże. Ale, jeśli skubnąć majętnego, tam coś przyoszczędzić, to znajdzie się ani chybi dodatkowych – dajmy na to – 20 miliardów do rozdania, a może nawet kilka więcej. To prawda. Warto jednak przeliczyć od razu, że 20 mld zł na 26 mln pracujących i emerytów/rencistów to ledwo 64 zł miesięcznie na łebka.

Wyborcom nie wolno schlebiać i powtarzać, że prawią mądrze, skoro głupoty plotą i bredzą. O ile zacząć szukać, znajdą się ludzie, którzy trudne liczby, pojęcia, mechanizmy, zależności i fakty potrafią przełożyć na proste hasła i historie do wykorzystywania w kampaniach zjednujących.

Na dobry początek wystarczy przełożyć procenty wzrostu PKB na pieniądze i pokazać, że jeden procent więcej to dziś 19 mld zł. Tych 20 miliardów z akapitu nieco wyżej nie trzeba więc nikomu zabierać, bo w gospodarce z mniejszą liczbą kłód na jej drodze, a zatem w rozsądnych warunkach prawno-podatkowych i w dobrze ułożonym państwie można coś takiego wypracować, kiwając od czasu do czasu małym palcem. A co byłoby gdyby ruszyć ręką, a jak ochoty starczy, to i dwoma?

Dobrą dziś ogólnie koniunkturę gospodarczą zawdzięczamy przekształceniom dokonywanym od końca 1989 r., w tym zwłaszcza dziełu Leszka Balcerowicza, który z braku innych możliwości rany cięte i szarpane opatrywał wprawdzie na żywca, ale odpędził dzięki temu widmo zgonu za przyczyną gangreny.

Zależy nam na sprawnej i dobrze rosnącej gospodarce, więc dajmy jej rosnąć na prywatnej ziemi. Czy wierzymy nadal w tamte kołchozy i nasze PGR-y, czy tylko tak gadamy na przekór? Trzeba będzie mieć odwagę nie kluczyć i powiedzieć, że ułudą jest szczęście w warunkach dużej i coraz większej własności państwowej. Jedynie naiwni lub bezrefleksyjni wierzą, że nasz potulny, bo zależny od władzy mianowaniec, swój kum, pociotek, czy kolega z wojska będzie lepszy w spółce Skarbu Państwa od ich szwagra lub towarzysza walki z „komuną i złodziejstwem”, bo ze słusznych przecież jest formacji i szeregów politycznych. W Ameryce i Luksemburgu też kradną i mataczą, często na potęgę, ale spółek Skarbu Państwa nie mają i jakoś tę swoją bidę przędą. Kogo skrzywiło na tę szczyptę demagogii, temu zapewnienie, że kampania wyborcza bez domieszki demagogii to jak zimny rosół.

Mocnego postawienia wymaga kwestia tzw. reprywatyzacji i nie stoi to w sprzeczności z kierowaniem się racjami liberalnej prowieniencji. Druga Wojna Światowa uśmierciła i poraniła miliony Polaków, mnóstwo obywateli straciło majątki i ostatnie koszule, a żaden rząd Polski im tego nie wynagrodził. Rekompensata należy się podobno wyłącznie za nieruchomości i ziemię pozostawioną za Bugiem. Sprawę tę przeciąć trzeba natychmiast sposobem Damoklesa. Jeśli nie da się jej zamknąć tak, żeby nikt nie mógł jej kiedyś odemknąć, to rekompensaty ograniczyć trzeba wyłączenie do zstępnych (tj. żyjących córek i synów), a wypłacać je w obligacjach długookresowych, np. stuletnich, oprocentowanych na np. 0,5 proc.

Przez pierwsze trzy lata koalicji-hipotetycznej federacji złożonej z obecnej opozycji nie da się usprawnić służby zdrowia, ale można dopuścić imigrację lekarzy z terenów posowieckich, rozszerzyć zakres profilaktyki, zwłaszcza obowiązkowych badań przesiewowych, a przede wszystkim sporządzić z udziałem społecznym i za prawdziwe pieniądze dla prawdziwych znawców – „białą księgę”, żebyśmy wiedzieli co robić dalej i na co możemy liczyć.

Państwo i obywatele wyczerpani są biegunką legislacyjną. Według obliczeń firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton, w I półroczu 2017 r. weszło w Polsce w życie 17,4 tysięcy stron maszynopisu nowych aktów prawnych. To aż o 36,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i nie Unia jest temu winna. Wszystko wskazuje na to, że w bieżącym roku pobity zostanie zeszłoroczny rekord produkcji prawa w Polsce, czyli przyjętych zostanie najwięcej przepisów przynajmniej od 1918 r. Eksponowanym elementem programowym musi być zapoczątkowanie i prowadzenie systematycznego przeglądu prawa pod kątem jego spójności, czytelności, usuwania, gdzie można, niejednoznaczności prowadzącej do krańcowo różnych interpretacji. Prawo jest dla ludzi, a dopiero potem dla prawników, więc ludzie powinni rozumieć język ustaw, bez przedzierania się przez stylistyczno-gramatyczny bełkot. Pracę sądów da się usprawnić bez ruszania i naruszania Konstytucji.

Spraw męczących ludzi jest znacznie więcej, ale nie warto ciągnąć wyliczanki. Szanse na wygraną pojawią się, gdy będziemy „za”. Za „czymś”, a nie za „kimś”. Bycie „przeciw” nie wystarczy. Wydaje się, że zdefiniowanie nieantagonizującego „czegoś” nie jest zadaniem ponad siły.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

16 komentarzy

  1. PK 15.08.2017
    • andrzej Pokonos 16.08.2017
      • PK 16.08.2017
    • aquinus 18.08.2017
  2. slawek 15.08.2017
  3. koraszewski 16.08.2017
  4. andrzej Pokonos 16.08.2017
  5. jureg 16.08.2017
  6. jmp eip 16.08.2017
    • andrzej Pokonos 16.08.2017
      • jmp eip 16.08.2017
  7. slawek 16.08.2017
  8. andrzej Pokonos 16.08.2017
  9. aquinus 18.08.2017
    • aquinus 18.08.2017
      • aquinus 18.08.2017