Jako dziecko byłem na Jasnej Górze i przywiozłem z tej pierwszej w moim życiu pielgrzymki obraz w złocistych ramach, który do tej pory wisi na ścianie w domu mojej Mamy. Z pielgrzymki z klasą maturalną w 1975 roku zachowałem mniej pobożne wspomnienia, których wszak zaoszczędzę Czytelnikom SO. Mam świadomość, że dla mojego pokolenia Częstochowa kojarzy się właśnie z takimi mniej czy bardziej wymuszonymi przez środowisko rodzinne i kościelne doświadczeniami. Czy to miało coś wspólnego z religijną edukacją z perspektywy czasu – śmiem powątpiewać.
Naszły mnie te wspomnienia gdy przeczytałem, co się dzieje dzisiaj w Częstochowie. Jednak wcześniej zaciekawiło mnie sprawozdanie z obrad na Jasnej Górze Rady Biskupów Diecezjalnych, podczas którego omówiono, m. in. o sytuacji społeczno-politycznej w Polsce. W komunikacie przeczytałem, że „Rzeczpospolita jest wspólnym dobrem, za które są odpowiedzialni wszyscy jej obywatele”, a suwerenne, demokratyczne państwo prawa jest wielką wartością, którego budowanie „domaga się nieustannego usprawniania i reformowania”.
Biskupi dodają, że „powinno się to dokonywać w duchu „wzajemnego szacunku i dialogu wszystkich obywateli; w atmosferze życzliwości i odpowiedzialności; bez uprzedzeń i krzywdzących posądzeń oraz na fundamencie prawdy i powszechnie uznawanych i niewzruszonych zasad etycznych”. Przekładając to na język zrozumiały wydaje mi się, że biskupi życzą sobie, by zakończyć warcholskie wykrzykiwanie rządzących pod adresem społeczeństwa obywatelskiego domagającego się poszanowania elementarnych zasad demokratycznego państwa.
To przypuszczenie potwierdza zdanie katowickiego abpa Wiktora Skorca, który „ma nadzieję, że ta sytuacja się zmieni, i że Polska będzie szanować standardy europejskie. Bo przecież w większości krajów europejskich o ugruntowanej demokracji, wolna niedziela jest prawnie zagwarantowana”.
Szkoda, że w komunikacie nie znalazło się żadne wskazanie jak katolicy mają się ustosunkować do uporczywej odmowy ze strony rządu przyjęcia uchodźców, natomiast szeroko rozwodzą się nad 300-rocznicą koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i nad koniecznością ograniczaniu handlu w niedzielę i zagwarantowania ochrony życia poczętego. Jak widać, ich priorytety wyglądają inaczej niż papieża Franciszka.
Przynajmniej w czasie mszy następnego dnia w sobotę 26 maja prymas Wojciech Polak zbliżył się nieco do tego, co słychać ze strony Watykanu. Powiedział m.in., że „Mamy przy tym szanować porządek i ład społeczny, a nie bezmyślnie go burzyć dla takich czy innych racji. Mamy szanować ład konstytucyjny, który jest gwarantem naszego bycia razem i współistnienia”. Dodawał też całkiem zasadnie, że „Mamy w prawdziwym i szczerym dialogu szukać rozwiązań, które nie byłyby kierowane przeciw komukolwiek, ale w trwały i zrozumiały sposób reformowały instytucje służące ludzkiemu dobru i sprawiedliwości” .
Wśród uczestników tego pobożnego zgromadzenia byli prezydent Duda i premier Szydło. Więc dobrze, że usłyszeli, że „Zabiegając o własne dobro, nie możemy jednak zapominać o innych, ale być jednocześnie otwartymi, współczującymi i gotowymi do pomocy „tym najbardziej potrzebującym, słabym i prześladowanym, migrantom i uchodźcom”.
Ciekaw jestem – czy to chwilowe wytrącenie z drzemki, w jaką od dwóch lat zapadł episkopat, czy początek prawdziwej zmiany?.
Jako niepoprawny optymista przyjmuję, że zachodzi ten drugi przypadek, i że tym razem będzie to naprawdę dobra zmiana.
Tym bardziej, że słowom prymasa przysłuchiwał się nuncjusz abp Salvatore Pennacchio, który zapewne zadepeszuje do Franciszka, że polscy biskupi zaczynają myśleć poważnie o uchodźcach. Więc będą musieli, jeśli nie z przekonania to przynajmniej dla uratowania twarzy podtrzymać swoją troskę o najbardziej dzisiaj potrzebujących, czyli o uchodźców właśnie.
Stanisław Obirek
GW na ten temat:
Wyborcza.pl
No Description


To wszystko jest wielkim, smutnym cyrkiem. Rocznica koronacji obrazu Madonny. Biskupi w cyrkowych czapach i szatach, wierny lud klęczy przed nimi i modły wznosi. Co to ma wspólnego z wiarą w Boga i chrześcijaństwem ? Co jest esencją tych pobożnych i nadętych zgromadzeń ? I co tam robi rząd i prezydent ? Wszystko to śmieszne; król jest przecież nagi, brak tylko dziecka, które niezmanierowane przez dorosłych, głośno to powie.
Tzw Jasna Gora powinna zmienic nazwe na Brunatna Gora widzac co tam sie dzieje…..
Rzeczywiście prof. Obirek jest niepoprawnym optymistą, niczym Pangloss. Dla mnie impreza na Kibolej Górze to oczywisty znak mocnego sojuszu ołtarza z tronem, potwierdzony przez Watykan (obecność nuncjusza). Wyduszone (chciałoby się powiedzieć za Urbanem: „z czarnej d… się wyrwało”) przez pana Polaka zdanie o konstytucji jest bez znaczenia. Szydło z Andrianem przysięgną, że oni ład konstytucyjny szanują, a łamie go opozycja, KOD, Owsiak, ekolodzy itd. Point de rêveries, Professeur.
a ja myślałem, to po portal inteligencki, a tu łomotem, by nie powiedzieć beką jedzie….
Nie wiem czy to przebudzenie czy też poszukiwanie pewnej formy obecności w przestrzeni publicznej, bo niewątpliwie KRK starał się nie wtrącać w proces przemian, poza „pilnowaniem swego” czyli wskazywaniem na tzw. prawdy moralne, które uznając za pochodne prawa naturalnego (i uniwersalizmu dekalogu) miałby stanowić istotny punkt odniesienia dla prawodawców. Natomiast etatystyczny jakobinizm obecnej ekipy, który religię traktuje mocno instrumentalnie zasadniczo w duchu durkheimowskiego zwornika wspólnoty (o gałęzi religii smoleńskiej nie wspominając), ma tak na prawdę bardzo niewiele wspólnego z uniwersalistycznym przesłaniem chrześcijańskim (przypowieść o Samarytaninie, chociażby). Trudno oczekiwać, by hierarchowie mówili, jak za PRL „za nas”, bo to my nie potrafimy zbudować porządnie domu i zawierać kompromisów. Natomiast głos Prymasa można traktować jako głos republikańskiego inter-rexa, który przypomina o standardach i ładzie rzeczpospolitej. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha.
Przygany pod adresem mego naiwnego optymizmu traktuję jako zachętę do bardziej szczegółowego opisu mojej nadziei na możliwość zmiany. I tak wobec carskiego point de rêveries messieurs z polowy XIX (wtedy akurat Aleksander II miał powody by z góry traktować polskich marzycieli) można przywołać twardą zasadę There is no alternative (TINA) żelaznej premier, której marzyciele od razu przeciwstawili There are thousands of alternatives (TATA). Moim zdaniem, to marzyciele wyznaczają kierunek rozwoju a nie dyktatorzy, nawet jeśli tym drugim czasem udaje się ogłupić większość. A wracając do naszych biskupów to zgadzam się po części z Euzebiuszem z Cezarei, choć czytając uważnie całość piątkowego orędzia mam wrażenie, że biskupi nie tylko nie zostali wytrąceni z drzemki, ale układają się do zimowego snu czekając, że przeczekają i PiS i Franciszka. I doprawdy nie wiem, co dla nich trudniejsze do przeczekania.
Też dwukrotnie przeczytałem wypowiedź Wojciecha Polaka, który często mówi innym językiem niż metropolita krakowski i też zastanawiałem się nad pytaniem, czy on próbuje coś powiedzieć, czy używa bardziej eleganckiego języka dla ukrycia mniej eleganckiej taktyki zawłaszczania państwa? Nie sądzę, aby to było światełko w tunelu, raczej światła nadjeżdżającego pociągu. Zgadzam się z pytaniem Magdaleny – co tam robił prezydent i rząd? Wojciech Polak nie przegonił tego towarzystwa, a przecież to byli chciwi kupcy w świątyni liczący na sute zyski z demonstracyjnej pobożności. Rozumiem potrzebę optymizmu, ale obawiam się, że ten cyrk z okazji 300-lecia koronacji obrazka nie daje dobrych podstaw do refleksji, czy może tu kryć się ziarno nadziei. Oczywiście nadal nie jestem pewien , co w rzeczywistości myśli Wojciech Polak, czasem mam wrażenie, że jest człowiekiem zasadniczo różniącym się od większości innych członków Episkopatu, ale nawet jeśli, to czego tak naprawdę chce i jaki ma wpływ? Patrząc na to, co się dzieje, mam wrażenie, że delikatnie rzecz ujmując, ograniczony.
Przeczytałem cytowane wypowiedzi prymasa, które Autor wita jako zapowiedź odnowy. Jakoś mi się wydaje to być daleko od słów Jezusa, który mówił „Niech mowa twoja będzie tak-tak, nie-nie, a co nadto to od złego jest”. Trzeba mieć wyćwiczony w polityce umysł żeby docenić niuanse wypowiedzi prymasa i wychwycić zwiastuny zmiany na lepsze.
Jest jednak jeszcze coś, co wskazuje że dziwny (dla mnie) jest język Kościoła. Oto co piszą o wypowiedzi papieża. Podaję za TVN 24:
>Nawiązując do ukoronowania jasnogórskiego obrazu przed 300 laty papież zaznaczył, że „to wielki zaszczyt mieć za matkę Królową”, niemniej „jeszcze większą radością jest fakt, że Królowa jest matką i że ma się Królową za matkę, że kocha się jak matkę”. Papież podkreślił, że częstochowski święty wizerunek Maryi ukazuje, że nie jest ona „jakąś odległą królową, która siedzi na tronie, lecz że jest matką, która obejmuje Syna, a wraz z nim nas wszystkich, swoje dzieci” Jak mówił, to „Matka bliska, która nigdy nie spuszcza nas z oczu (…) Matka czuła, która trzyma nas za rękę podczas codziennej wędrówki”. „Jeśli Częstochowa jest w centrum Polski, oznacza to, że Polska posiada matczyne serce; że każdy puls życia złączony jest z Matką Bożą.<
Niedawno Autor napisał, że w wolnej chwili może skreśli jak sobie wyobraża odnowiony Kościół. Może na początek zechciałby przetłumaczyć te wypowiedzi papieża na zwykły ludzki język.
No cóż każdy z nas kształtuje obraz Kościoła w oparciu o określone lektury, mnie przekonują (niestety nieliczne) głosy trzeźwych hierarchów jak abp Nossol (polecam wywiad w ostatnim TP, choć wiem, że to emeryt i bez znaczenia w grach politycznych) czy bp Zadarko ciągle walczący o godne przyjęcie uchodźców w ramach programów Caritas (wiem, że to tylko mało znaczący bp pomocniczy. Jednak pamiętajmy, że struktury betonowe pękają powoli, ja o tym pamiętam, ale nie tracę nadziei.
Nie wiem, czy słuszne jest przeciwstawienie: dyktator – marzyciele. Dyktatorzy to też marzyciele. Czyż obecna Polska nie jest spełnieniem marzeń Jarosława syna Rajmunda i blisko połowy Polaków? Ja też mam nadzieję, że koszmar, który przeżywamy, kiedyś się skończy. I pewnie się skończy. Tak jak niewolnictwo, feudalizm, pańszczyzna, PRL. Ale ile pokoleń, ile istnień ludzkich urodziło się i zmarło nie doczekawszy końca tych mniej lub bardziej opresyjnych systemów. W perspektywie długiego trwania kaczyzm to pewnie epizod (a może nie – zwycięstwo kontrreformacji wysadziło nas z siodła na 300 lat) , ale dla nas, żyjących tu i teraz, dysponujących jednym życiem, jest on (kaczyzm) problemem, bo marnuje nam życie, czyni gorszym i przysparza wstydu. Zaangażowanie krk w budowany przez JsR system i czerpanie z tego profitów jest nadto widoczne. Te nieśmiałe głosy protestu płynące ze strony nielicznych hierarchów odczytuję jako obawę przed stratami, jakie poniesie krk w przypadku zmiany politycznej i kulturowej. W którą to zmianę nie wierzę w dającej się przewidzieć perspektywie.
PS. @ Obirek Żadna przygana. Pozostaję w pełni szacunku i podziwu dla Pana postawy.