2017-09-06.

Kilka miesięcy temu w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie odbyło się seminarium, na którym zespół uczonych z Akademii Ekonomicznej im. Leona Koźmińskiego przedstawił propozycje opracowania narzędzia, pozwalającego na określenie związków pomiędzy ekonomią a polityką w formie miary; wskaźnika nazwanego dumnie wskaźnikiem ALK (Akademia Leona Koźmińskiego).
Po otwarciu i zgrabnym wprowadzeniu, dokonanym przez rektora ALK, prof. dr Andrzeja Koźmińskiego – kilku ekonomistów i socjologów pracujących w ALK przedstawiło założenia i koncepcję wskaźnika.
Ujmując rzecz najprościej – skoro nie ma zależności pomiędzy wzrostem PKB a odczuciami społeczeństwa, wyrażanymi zadowoleniem/niezadowoleniem, skoro cykle koniunkturalne są bardzo krótkie, to gospodarka bardziej zależy od emocji niż emocje od gospodarki.
Wybitni koreferenci, profesorowie – Andrzej Rychard, Drozdowicz-Bieć, Jerzy Hausner – podnosili mocne (ale i słabe) strony takiego podejścia.
W sumie jednak byli za, a profesor Hausner z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie podkreślał potrzebę współpracy pomiędzy zespołami ALK a uczelnią krakowską, na której też trwają pracę nad zbudowaniem wskaźnika zależności pomiędzy społecznymi nastrojami i postawami ludzi, a wynikami ekonomicznymi.
Wspominam to wydarzenie – nie po to, aby wdawać się w szczegółowe analizy tych propozycji. Niech to robią inni ludzie, zajmujący się stykiem nauk ekonomicznych i społecznych (ekonomia to zresztą też nauka społeczna; może z trochę większym wkładem matematyki). Piszę o tym, bo słuchając subtelnych wywodów moich kolegów, myślałem sobie: jakie byłyby skutki społeczne i polityczne, gdyby taki zamiar się powiódł i taki wskaźnik udałoby się skonstruować?
Jest oczywiste, że uczeni mieliby satysfakcję, uczelnie prestiż (nie bez tej nadziei nazwa wskaźnika, to skrót nazwy placówki, w której pracuje się nad jego stworzeniem). A co miałaby władza – ta, za rządów której taki wskaźnik by powstał?
Zakładając, że byłby to wskaźnik prawdziwy i rzetelny, że mierzyłby i określał precyzyjnie związek poziomu zadowolenia społeczeństwa z wynikami gospodarczymi kraju, to w rękach cynicznych polityków, myślących krótkimi cyklami politycznych wyborów, wskaźnik taki stałby się częścią maszyny politycznej, służącej do wygrywania kolejnych elekcji.
Tym wszystkim, którzy oponują przed użyciem przymiotnika „cyniczny” przy słowie „politycy” powiem, że cyniczny polityk, to skuteczny polityk, a tylko tacy trwale wpływają na społeczną rzeczywistość.
Jako retoryczne, a więc nie wymagające odpowiedzi, zostawiam pytania odnoszące się do obecnej ekipy rządzącej Polską od blisko już dwóch lat – metodami i w stylu wcześniejszych ekip głoszących expressis verbis, że władzy raz zdobytej nie oddadzą nigdy.
W końcu oddali, to prawda, ale po ilu latach i w jakich okolicznościach?
Padło już określenie „maszyna polityczna” – może warto trochę je rozwinąć.
W wielu tekstach, także na tej witrynie, publicyści bez końca analizują przyczyny, dla których Zjednoczona Prawica – a właściwie partia Jarosława Kaczyńskiego – wygrała ostatnie wybory, zdobywając większość w Sejmie i Senacie – a jej kandydat zdobył prezydenturę w starciu z absolutnym faworytem.
Stało się, jak się stało i skutki tego, często katastrofalne, trwają. Wyniki poparcia dla rządzących, mimo fatalnych wpadek i rujnujących posunięć na arenie międzynarodowej, utrzymują się niezmiennie na bardzo wysokim poziomie.
Cechą wspólną publicystycznych lamentów i coraz czarniejszych prognoz jest wykazywanie jak bardzo rządzący odeszli od tzw. wartości, od – wydawałoby się – niezłomnych zasad prowadzenia polityki; zasad, którym podobno hołdował Lech Kaczyński – jedyny jakoby bohater trzeciej RP, wizjoner i największy polityk w powojennej historii Polski, jak chciałaby nam wmówić obecna władza, realizująca wizje Naczelnika Jarosława.
Z jednej strony wielkie pojęcia, fundamentalne wartości, wymiar europejski i światowy, a z drugiej cyniczne kupowanie zadowolenia elektoratu, mnożenie obietnic – co to jeszcze ta władza ludziom da, od czego ich uchroni, jaką potęgę zbuduje. Potęgę, z którą będą musiały się liczyć największe państwa naszego kontynentu, zresztą winne nam ponoć olbrzymie sumy za krzywdy, doznane od nich przez niezłomny Naród Polski w czasie II Wojny…
W starciu świata wielkich wartości ze światem cynicznej gry, opartej o proste środki – pieniądze i strach przed zagrożeniem – zwycięzcą może być tylko jedna strona.
Chciałbym otóż postawić tezę, że owa „maszyna polityczna” już działa. Bez żadnych wskaźników, bez teoretycznych wyliczeń. Realnie.
Efektem jej działań są przejęcie publicznych mediów i ich zmiana na propagandową maszynkę rządzącej partii, realizującą znane z lat 30. założenia propagandy totalitarnego państwa, przejęcie Trybunału Konstytucyjnego jako zwornika systemu prawnego w państwie prawa, zamiar przejęcia kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Wprowadzana jest właśnie reforma systemu oświaty, której celem jest rozpoczęcie procesu wychowania nowego człowieka, człowieka zaprogramowanego do roli Polaka-katolika; zapowiadane jest przejęcie kontroli nad mediami niezależnymi od władzy państwowej, przygotowywane są plany odejścia od najlepiej w naszej historii zrealizowanej reformy samorządowej.
Polityka zagraniczna ekipy rządzącej Polską jest podporządkowana jedynie potrzebom polityki wewnętrznej i tylko jej służą mgławicowe koncepcje międzymorza czy pogarszanie stosunków z UE – tak intensywne, że oczywistym celem jest wyjście Polski z tej organizacji. Cel szalony – ale z punktu widzenia władcy dający całkowitą swobodę realizacji planów budowy nowego ładu, nowego państwa, nowego człowieka.
Wyliczanie tego, co już się stało – można ciągnąć długo. Ważniejsze jest zastanowić się: co jeszcze się stanie – i co można zrobić, aby temu zapobiec.
Jan Kubik – dyrektor UCL – School of Slavonic and East European Studies w wykładzie wygłoszonym w Europejskim Centrum Solidarności w marcu tego roku mówił, że zawsze w takich ekipach jak ta, która przejęła władze w Polsce, powstaje dekompozycja układu, tworzą się ruchy odśrodkowe, wybuchają walki frakcyjne. Pierwsze tego sygnały odnotowaliśmy, będą bez wątpienia następne.
Zaczyna się jesień, nienajlepsza pora na manifestacje. Jednak tylko ich nasilenie może tworzyć stan napięcia, zwiększający te procesy dezintegracyjne w obozie władzy. To nasz wieszcz przecież głosił „listopad – dla Polaków niebezpieczna pora” …
To, co powinno się zmienić po stronie tych, którym nie podoba się obecna władza, to język, którym analizujemy procesy społeczne i polityczne. Może mniej o wartościach, a więcej o konkretach. Jeśli mamy materiały, mówiące o przekrętach, korupcji, skandalach wywołanych przez tych wszystkich Misiewiczów, prezesów z Pcimia, ministrów z deficytem inteligencji – to mówmy o tym, a nie o odejściu od etosu solidarności i innych –ości…
Dobrym tego przykładem była zbitka szeroko reklamowanego wykładu profesora z uniwersytetu Harvarda Michaela J. Sandela Etyka Solidarności, w którym profesor Sandel subtelnie przeanalizował filozofię oświecenia, myśl moralną Karola Wojtyły i ujęcie etyki solidarności w rozumieniu księdza Józefa Tischnera – a następnego dnia pod tym samym budynkiem ECS odbyły się dwa wiece w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, na których wygłaszano mowy z użyciem tych samych słów, ale znaczących absolutnie coś przeciwnego.
Tej walki nie da się wygrać uprawiając inteligencki ogródek, przywołując najważniejsze choćby symbole. One są ważne tylko dla niektórych z nas; reszta, a jest jej dużo, liczy kasę i uwielbia festiwale disco polo. Smutne, ale prawdziwe…
Trzeba zatem budować więzi osobowe w realu, a nie tylko w Sieci. KOD, Obywatele RP, Dziewuchy – dziewuchom, wszelkie inne organizacje – tak obecne w Internecie – muszą być widoczne w realu właśnie. Trzeba mieć miejsca, gdzie ludzie mogą się spotkać, porozmawiać, pobyć…
Tamta strona to ma, zbudowała Kluby Gazety Polskiej. Radia Maryja i co tam jeszcze, a co my mamy?
To nie jest program na krótko, tego się nie zrobi zaraz, ani za miesiąc, czy za rok – to potrwa…
Jak zawsze, w systemach bardzo złożonych – a takimi są systemy społeczne – mogą się pojawić zmienne nieprzewidywalne. Pojawią się na pewno, stawiając nowe problemy – ale to nie zwalnia z obowiązku działania. Nikt za nas tego nie zrobi.
Jeśli nie my to kto, jeśli nie teraz to kiedy?
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk

To zaskakująca teza, że gospodarka bardziej zależy od emocji niż emocje od gospodarki. W pierwszym odruchu wydaje się to być tylko prowokacyjne stwierdzenie. Należy się domyślać, że pozytywne emocje wpływają pozytywnie na gospodarkę, a negatywne – negatywnie. A więc gospodarka u nas powinna się już załamać.
Przeprowadzono kiedyś eksperyment, w którym podzielono uczniów na dwie podobne grupy i dano im do rozwiązania takie same zadania. Wyniki w obu grupach były podobne, ale nauczyciele jedną grupę pochwalili a drugą skrytykowali za słabe wyniki. Przy następnym sprawdzianie okazało się, że grupa pochwalona nie zrobiła specjalnych postępów, natomiast grupa skarcona uzyskała lepsze wyniki niż poprzednio. Postąpiono podobnie – grupę pierwszą znowu pochwalono a drugą znowu skarcono. Następne sprawdziany wykazały, że grupa karcona zaczęła uzyskiwać gorsze wyniki a pochwalona coraz lepsze.
Jeżeli to by się przekładało na gospodarkę to rządy powinny ułatwiać działanie przedsiębiorcom, chwalić ich cnoty, a w mediach powinny być głoszone same pochwały dla naszego dzielnego narodu, dopuściłbym także powszechnie marihuanę. No i PiS powinien odejść, bo denerwuje ludzi.
Podstawowym problemem jest to, że strona konstytucyjna i prawna może sobie pisać i mówić prawdy strzeliste USQUE AD MORTEM EXCACATAM …
Strona tzw. dobrej zmiany nie ogląda ich wystąpień w TV, nie czyta ich artykułów – zna tylko PRZEMIELONE PRZEZ TVP, TRWAM i ICH NOCNIK „opinie” rządowych czynowników i propagandzistów…
Do tej grupy nie dociera nawet wiedza o tym, że są Polacy, którzy mają o ich GURU zdanie niepochlebne…
Taka sama sytuacja pozwoliła faszystom niemieckim ogłupiony naród poprowadzić przeciwko całemu światu w II WŚ…
Nie wiem, czy jeszcze mamy jakąkolwiek nadzieję na opamiętanie …
OTOOSH,
Otóż jest i parę akapitów o tym.
W skrócie:
Pojawia się dekompozycja układu. Manifestacje, naciski mogą tę dekompozycję wspierać.
.
Jak to potem wygląda w TVPiS i „Nocniku” widzieliśmy, gdy Du.a zawetował ustawy. Nie było przekazu dnia, a nadawać trzeba. Zdezorientowani pracownicy szczujni sobie nawzajem zaczęli skakac do gardeł.
I wtedy także do ludu wyznawców trafia, że coś jest nie tak.
Tę wewnętrzną wojnę trzeba podsycać. Stan napięcia utrzymywać.
Pytanie, jak zrobic to mądrze? W taki sposób, by oni nie dali rady zewrzeć szeregów?
Jak skutecznie te kliny wbijać? Jak eskalować konflikt między z „błogosławionego łona zrodzonym” a „smoleńskim guru”?
Z pewnością nastroje społeczne wpływają na efekty ekonomiczne. Najlepszym przykładem może tu być giełda. Ale nie tylko. Obecna władza jest niesłychanie prymitywna. Bie orze, nie sieje ale zbiera. ZA WSZELKĄ CENĘ. czyli naobiecywała starając się przekupić społeczeństwo, a teraz podnosi podatki gdzie się da. Nie inwestuje w społeczeństwo. Nie kształci młodzieży, tylko ją ogłupia. Nie pozwala seniorom się rizwijać, tylko ich kieruje na emeryturę, obciążając kraj niepotrzebnymi wydatkami. Czy taki model ma przyszłość? Zamiast odpowiedzi na to retoryczne pytanie lepiej się zastanowić, czy są teraz szansę, aby Polskę ochronić przed tak szkodliwym systemem,
Jak Cię widzą…
Tak Cię PiSzą
Tamta strona to ma, zbudowała Kluby Gazety Polskiej. Radia Maryja i co tam jeszcze, a co my mamy?
Tamta strona ma ambony, 10 000 co niedziela naucza po linii, może nie wszystkie, może nie zawsze, ale czy ktoś zbadał ilu wyborców poszło do urn zaraz po takiej agitacji? Dlaczego w analizach oficjalnie unika się tego aspektu? Dlaczego PKW pozwoliła tej quasi-partii na bezkarność? Dlaczego SN zatwierdził ważność takich wyborów? Dlaczego teraz argumentuje się, że Partia zdobyła władzę demokratycznie? Bo mówienie o tym jest „niepolityczne”, ciekawa definicja polityki.
Czy można nie zauważać wpływu doświadczonej w zdobywaniu i utrzymywaniu władzy międzynarodowej instytucji z resentymentem władzy absolutnej? Czy taka postawa nie petryfikuje społecznych zachowań?
Dobrym przykładem takich działań, po stronie społeczeństwa rzecz jasna, jest kultura niezależna – tworzący się właśnie ruch artystów, animatorów i edukatorów kultury oraz wszystkich, którym leży na sercu swoboda artystycznej wypowiedzi. To jak zareaguje wybitny obrońca swobód w kulturze, minister i pierwszy (podobno) wicepremier w rządzie „dobrej zmiany” minister Gliński będzie jeszcze jednym testem tej ekipy, ale wielkich nadziei nie mam. Ale trzeba robić swoje, wszędzie i zawsze…
W pierwszej chwili przyszło mi do głowy: – Polifem. Ale po chwili przypomniało mi się dokładnie : to było jedno z tych, wtedy niezrozumianych, dziś zapomnianych dzieł „realizmu magicznego” Roberta Stillera. Bohater, porwany przez Ptaszydło, spotyka w grocie wcześniej porwanych i rozpytuje na okoliczność ew. ucieczki. Niestety okazuje się, że oni nauczyli się tylko znakomicie, jak sięga się pazurem do najdalszego zakątka pieczary po wybraną ofiarę, wygrzebuje ją, rozdziobuje itd. Nie mając należytej jaskini, dziobów i pazurów trudno taką wiedzę zużytkować. Wracając do Polifema : może jednak PoliKaczki upiją się na tyle winem władzy, że wbijemy im, jak Odyseusz ołówek w prawe (jedyne) oko i uciekniemy z tej groty. Pierwsze pytanie: Gdzie ten odważny? Drugie pytanie: Gdzie są ci, co go nie złapią za ręce? UWAGA! To nie jest zachęta do terroryzmu.