Już na pewno wiadomo, że nie ustawka: Prezes – Prezydent. A poza tym, wszystko złe co się o Dudzie wypisywało – święta prawda.
Że gra na siebie, jak wszyscy w tej pisowskiej ferajnie. Może poza Kaczyńskim. Temu chodzi o Polskę. Oczywiście o taką, którą by mógł niepodzielnie rządzić, bo to ma być najlepsze dla obojga, dla Polski i dla JK. Każdy z pozostałych liderów ma cel w postaci maksymalizacji swojej pozycji: władzy, prestiżu, bezpieczeństwa. A rozwiązanie polityczne ma być takie, aby mu to zabezpieczało.
Andrzej Duda, sądząc chociażby po opublikowanych i modyfikowanych od ręki pomysłach, nadal widzi swoja karierę w układzie PiS, ale już nie w charakterze ośmieszonego pionka. Tym już nie jest. Ma już swoją pozycję w polityce. Lecz jego cel to wybory prezydenckie w roku 2020, a trzy lata – to epoka przy tempie w jakim kreci się polska i nie tylko polska polityka.
To co w poniedziałek, 25 września 2017, zaproponował – nie obala koncepcji PiS. To kosmetyka, z umiarkowanym wzmocnieniem pozycji prezydenta kosztem prerogatyw Zbigniewa Ziobry. W ciągu dnia doszedł do wniosku, że się ze swoim zdaniem nie zgadza i z części swych postulatów się wycofał. Nie wiadomo czy Timmermans, który wraz z Komisją Europejską już był uznał, że jest pretekst by się z sankcjami powstrzymać, nie zmieni zdania, gdy zobaczy autopoprawki Dudy. Ale już widać, że PiS gotów jest po jakiejś dyskusji pro forma ze zdaniem prezydenta się zgodzić. Opozycja została lekko dowartościowana zaproszeniem do Pałacu. Platforma nie skorzystała z zaproszenia, Nowoczesna poszła, ale się nie zgodziła z prezydentem. PSL go poprze, a Kukiz 15 lansuje się jako partia de facto prezydencka. W sumie, niepotrzebne napięcie spadło, nic ważnego się nie wydarzyło.
Ważny będzie przyszły rok, który poprawi zapewne pozycje PiS w samorządach, ale nie przyniesie jego dominacji w całym układzie samorządowym. Decydujący zaś będzie rok 2019 – wybory parlamentarne. Element, który w nich najtrudniej sobie wyobrazić, to zwarta, silna koalicja wszystkich sił opozycyjnych. Lecz gdyby jednak taki cud się Polsce przydarzył, to już możemy popuścić wodze fantazji i wyobrazić sobie współdziałanie takiego bytu z wyemancypowanym Dudą w zamian za poparcie jego reelekcji w roku następnym.
Jako i my odpuszczamy
Najstarsi ludzie pamiętają niekłamany powszechny entuzjazm, z jakim był w październiku 1956 roku przyjmowany Gomułka, kilka lat przedtem spiritus movens narzuconego Polsce systemu. Chrześcijański naród łatwo wybaczyłby i Dudzie jego udział w niszczeniu demokracji, tym bardziej że nie dla wszystkich to taka maxima culpa. Silna opozycja mogłaby z takim usamodzielnionym prezydentem układać się. Na ewentualny przypadek, gdyby tak miało być – a nie wiem, czy wówczas jeszcze będę cośkolwiek komentował – to z dzisiejszego punktu widzenia uznałbym, że demokracja jest warta nawet Dudy, jako jej szemranego symbolu.
Ale w grę wchodziłyby warianty pośrednie. Powiedzmy, że Duda wybija się na pełną niepodległość, dysponuje skupionym wokół siebie obozem i może się targować, stawiając warunki. Poprze PiS, albo też silną opozycję. Kto mu da więcej? Z tym, że taki deal musiałby być zawierany wcześniej, przed wyborami parlamentarnymi, bo wtedy jego poparcie decydowałoby o ich wyniku. I jeszcze wariant minimalistyczny: Duda zostaje w konstelacji PiS, ale nie jako podręczny Kaczyńskiego, lecz jako samodzielny podmiot ze swoją świtą polityczną, współgospodarz ugrupowania w roli jego dobrego policjanta, gołębia. Co właśnie teraz ma miejsce.
To korzystny wariant dla PiS i niewykluczone, że na obecne dobre notowania tej partii wpływa emancypacja Dudy, poprawiająca obraz całości. Oprócz tego zaciętego Kaczyńskiego i jego ponurych zakapiorów pojawia się pogodny i uśmiechnięty Duda. Ulga!
Lecz to, co jest zamiarem Dudy – nie musi być zamiarem Kaczyńskiego. Ten charyzmatyczny mąż stanu, wielki patriota, wybitny strateg, analityczny umysł, który przy tym trafnie syntetyzuje – niczego nie skreślać! – może mieć swoje ludzkie emocje i im folgować. Może też oszukiwać sam siebie, uznając te emocje za głębokie przemyślenia służące racji stanu. Dla admiratorów stanowi kolejne wcielenie Piłsudskiego, dla krytyków – Gomułki. Obaj byli zamordystami i nie przebierali w środkach, a on ma władzę dającą się porównać z tą, którą mieli oni. Jak oni nie potrzebuje luksusu, przepychu jako symbolu władzy. Ale są też różnice.
W dramatycznym okresie tworzenia od podstaw państwa, Piłsudski współpracował ze swoim największym przeciwnikiem politycznym i ideowym, Romanem Dmowskim. W obliczu groźby bolszewickiej opierał się nie tylko na swoich legunach, lecz także na oficerach carskich, z którymi walczył – i austriackich, którzy nim pomiatali. Gomułka, odstawiony od władzy, nie został liderem parlamentarnej opozycji. Był pozbawiony wolności, zagrożony torturami i śmiercią jako publiczny symbol zła. A uzyskawszy pełnię władzy, nie mścił się na swoich prześladowcach. Na nich się opierał w rozgrywkach wewnątrzpartyjnych, trzymał ich na stanowiskach i stopniowo przekierowywał na nienajgorsze posady.
Kaczyńskiemu starcza realizmu by wiedzieć, że w gronostajach i przy regaliach wyglądałby jeszcze mnie poważnie. Nie ma jednak nic przeciw temu, by wszyscy wiedzieli kto tu naprawdę rządzi. Nieoczekiwany przez niego wybór Dudy – „błogosławione łono…błogosławione piersi” – musiał przyjąć z mieszanymi uczuciami. Uzyskał wspaniałe narzędzie, lecz musiał pokazać, że to tylko narzędzie, upokarzając publicznie, było nie było, Pana Prezydenta Rzeczpospolitej. I stracił miarę…
Do tego, jak mówią, on nie wybacza.
Znowu imposybilizm!
Teraz jeszcze Prezes ma swobodę manewru. Może, korzystając z dyskusji nad projektami Dudy, kazać swoim stulić pyski i wywołać wrażenie, że nic się nie stało, ot, dyskusja w rodzinie. Może trochę za bardzo ożywiona, ale: „jak to w rodzinie, Polak z Polakiem, zgoda buduje, kochajmy się i żebyśmy tak zdrowi byli!”
Duda na to pójdzie, bo o to mu przecież chodziło. Opozycja skorzystała z okazji aby się dodatkowo podzielić na PO i resztę, ale już nic nie będzie jak było w okresie burzy i naporu, w czasie miodowych miesięcy od wygranej Dudy, dwa lata temu, do lipcowych protestów tego roku.
Nie ma i już nie będzie zwartej drużyny, skupionej wokół Prezesa, choć jeszcze tyle jest do zdobycia. Szeroko rozumiany układ władzy staje się stopniowo dwubiegunowy. Jeden biegun, ten na Nowogrodzkiej, jest zadecydowanie ważniejszy, lecz jego magnetyzm nie ma już wyłączności na przyciąganie. Dudzie nie można już tylko podrzucać ustaw do podpisywania i ludzi po odbiór nominacji. Trzeba okazywać szacunek i się układać. Również z tymi, którym nie można po prostu rozkazywać, bo mogą przejść z Nowogrodzkiej do Pałacu, któremu Prezes już nigdy nie będzie ufał.
Duda już także wie, jeśli tego wcześniej nie wiedział, że Kaczyńskiemu nie może zaufać. Że prezes nie wybacza, co powinni także wziąć pod uwagę Gowin i Ziobro. Gowin już bierze, „nie ciesząc się” z tego na co głosował i antyszambrując w Pałacu. Nawrócony odszczepieniec, Ziobro nie może tego zrobić i Prezes może zaakceptować odebranie mu kawałka władzy na rzecz Dudy. Może to pana prezydenta udobruchać, ale na krótko.
Jeśli nawet zamierzał pozostawać wasalem, tyle, że szanowanym, to już wie, że tylko siła może go chronić przed zemstą seniora. A siła to ludzie, instancje, media. Mogą się garnąć, on będzie się mógł na nich oprzeć, lecz oni będą nań napierać, oczekując bezpieczeństwa, beneficjów różnego rodzaju i perspektyw na przyszłość. To częste. Robi się jakiś ruch i uruchamia, nieraz mimowolnie, ciąg zdarzeń, który już niesie. Obecnie jeszcze nie wiadomo dokąd.
Gdyby zaistniała, wspomniana wyżej, scalona, zwarta i silna opozycja, powstałby może układ trzech odrębnych podmiotów. Bez niej będą chyba te dwa. Demokracja może na tym skorzystać, lecz niekoniecznie.
Ernest Skalski


W rozumowaniu Autora widzę dwie słabości.
Po pierwsze, prezydent nie ma stanowisk do dania zwolennikom ani miejsc na listach do parlamentu. Więc widzę małe szanse na powstanie wokół niego konkurencyjnego ośrodka władzy.
Po drugie, tylko PiS dysponuje w miarę karnym elektoratem a opozycja już nie. Dlatego nie wystarczy że się partie opozycyjne ułożyłyby z prezydentem – odpowiednia polityka za poparcie w reelekcji. Czy ktoś z Państwa, kto ma zamiar głosować na którąś z partii opozycyjnych, poparłby Dudę w kolejnych wyborach zachęcany przez przywódców tej partii, czy raczej swojego kandydata?
Swietna analiza. Duda ma szanse jesli poslucha Auttor: „Jeśli nawet zamierzał pozostawać wasalem, tyle, że szanowanym, to już wie, że tylko siła może go chronić przed zemstą seniora. „
PIRS. Trochę miejsc w swojej kancelarii ma. Ale jak ma jakichkolwiek zwolenników na stanowiskach, to ci już mogą zatrudniać kolejnych. Liczą się znajomości, protekcja.
Małe nie znaczy żadne. Opozycja nie ma tak zdyscyplinowanych wyborców jak PIS, ale jakichś przecież ma. Więc skąd takie stawianie sprawy?
Jak by to miało być warunkiem odsunięcia od władzy PIS i szansa na przywrócenie państwa prawa to bym głosował na taką partię i nawet bezpośrednio na Dudę. Powiedzmy, ze bez zachwytu.
Panie Redaktorze….. – poglądy na niezastąpioność PO ewoluują Panu z tempie lekko zastraszającym. Teraz Pan zagłosowałby na Adrianka?? Gratuluję dobrego samopoczucia.
Może jednak RAZEM??
Nie ma się co brzydzić. Jeśli nie brzydziłby się Pan głosować na notariusza Prezesa…. – to co Panu szkodzi na Zandberga?? Albo – mam nadzieję – na Biedronia…….- jeśli zdecyduje się kandydować na Prezydenta?? Dużo mniejszy odruch wymiotny.
Pozdrawiam
Sir, na wszystko co usunie od władzy PIS!
Nie widzę dla Polski gorszego wariantu, TERAZ.
Sincerely…
No to Adrianek Panu Redaktorowi dopisał nasz ulubiony ciąg dalszy……..a już był taki niezależny i nieomalże „łopozycyjny”. A tu wpadł Prezes Polski… i Adrianek ruki pa szwam…….ech Panie Redaktorze.
Pozdrawiam.
Lubię czytać teksty Redaktora Ernesta – trafna, jak zawsze, analiza relacji w obozie władzy…. ale dlaczego po stronie opozycji uwaga autora zawężona jest tylko do tych podmiotów politycznych które mają sejmową reprezentację. moim zdaniem to nieuprawniona redukcja
To zresztą „małe piwo” wobec całkowitej nieobecności w tej subtelnej analizie takiego podmiotu jakim są po prostu ludzie, obywatele,społeczeństwo. Naprawdę to nic nie znaczy ? W rewolucjach jeżeli następują zmiany i coś wymyka się planom przywódców to dzieje się tak pod wpływem nieplanowanych, gwałtownych wydarzeń. Wtedy następuje punkt zwrotny po przekroczeniu którego nic nie jest już takie jak było. Rusza lawina. Zgoda, nie wiemy gdzie lawina się potoczy ale nie wiemy również tego do czego dojdzie władza, ona też tego nie wie, władza wie tylko czego by chciała.
Nie jestem wielkim optymistą ale jeżeli jeszcze widzę gdzieś szanse to po stronie spontanicznych ruchów, kobiet, młodzieży, studentów kogo tam jeszcze dotknie „dobra zmiana”
Partie sejmowe to nie jest żadna szansa na odsunięcie Prezesa Polski od władzy, ulica tak – ale to będzie bolało…
Panie Zbyszku,
I tak się powtarzam, więc już nie powtarzam wszystkiego. Wiadomo, że ludzie w tym odniesieniu to wyborcy i mniej więcej
wiadomo jak głosują. I że o wyniku decyduje te 10, może do 15 procent, centrum głosującego różnie. A głosuje się na partie, więc o nich akurat piszę.
Zgadzam się, że mogą – ale nie muszą – zdarzyć się nieprzewidziane wydarzenia, lecz jeśli nie można ich przewidzieć, to co o nich pisać?
Oczywiście może nastąpić rozstrzygnięcie na ulicach, ale to rewolucja, która – jak pan słusznie – pisze; boli. I pociąga za sobą mocne i długie rozdarcie w narodzie. Są szanse by tego uniknąć, załatwiając sprawę w wyborach. Starajmy się o to.
Bardzo mi się podoba ta analiza, ale jak ten kapral myślę tylko o jednym. Nic Pan nie pisze o instytucja, która dla obu rozgrywających tę partię jest nader istotna, owszem mam wrażenie, że to ten poza parlamentem wymiar, będzie istotny. No ale może się czepiam.
skoro szanowni komentatorzy wartościują komentarz autora (nazywany tu analizą) pozwolę sobie zauważyć, że nie wychodzi on poza paradygmat rozważania koniunkturalnych korzyści i strat w tzw. towarzystwie politycznym, przy okazji wartościując to towarzystwo i przypisując Prezydentowi cechy sposobu rozumowania charakterystycznego dla autora.
Takie zabawy chłopców w piaskownicy. Dobro kraju, racja stanu? Nie nudźmy. Tylko dziwić się wypada, że dorośli im na to ciągle, a nawet coraz bardziej, pozwalają. Też widać nie dojrzali.
Casus Pierwszej Prezeski SN nie do pojęcia, gdzie logika, gdzie konsekwencja, gdzie DOJRZAŁOŚĆ?