Po raz pierwszy…
Po raz pierwszy od 30 lat wokół Trybunału Konstytucyjnego rozpętana została awantura polityczna na niespotykaną wcześniej skalę: o wybór sędziów, o kolejność rozpraw, o kompetencje, a przede wszystkim o to, że Trybunał może obecnej władzy wykonawczej nie pójść na rękę, gdy ta tego tak potrzebuje.- Po raz pierwszy w Trybunale nie mogą orzekać prawidłowo wybrani sędziowie, bo głowa państwa zakrywa oczy i zatyka uszy, nie przyjmując argumentów prawnych, a w szczególności – lekceważąc konstytucję.
- Po raz pierwszy Trybunał jest oskarżany o to, że służy prawu (i konstytucji), a nie wybranej „przez naród” reprezentacji.
- Po raz pierwszy prezes Trybunału, gdy bronił jego niezależności i niezawisłości trybunalskich sędziów, oskarżany był o uprawianie polityki.
- Po raz pierwszy władza publiczna kontestowała wyroki Trybunału Konstytucyjnego i odmawiała ich publikacji.
- Po raz pierwszy w rozprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym nie brali udziału przedstawiciele Sejmu, Rady Ministrów i Prokuratora Generalnego.
- Po raz pierwszy przed wydaniem wyroku Prezes Rady Ministrów zapowiadał odmowę jego publikacji.
- Po raz pierwszy Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny żądał odroczenia rozprawy, bo nie miał czasu zapoznać się z dokumentami.
- Po raz pierwszy wiceminister sprawiedliwości nazwał rozprawę przed Trybunałem Konstytucyjnym spotkaniem, na którym sędziowie mogą sobie zamówić kawę i ciastka.
- Po raz pierwszy porządkiem konstytucyjnym w Polsce zajęły się instytucje i organizacje międzynarodowe.
Wreszcie – po raz pierwszy środowiska sędziów, prawników, akademików oraz organizacje społeczne a także polityczne stanęły murem za niezależnością i niezawisłością Trybunału Konstytucyjnego i jego sędziów. I jednym głosem domagają się od władz politycznych przestrzegania konstytucji.
Miało miejsce – w związku z Trybunałem Konstytucyjnym – wiele innych wydarzeń „po raz pierwszy”.
W ramach walki z Trybunałem obie izby parlamentu odmówiły przyznania ok. 1 mln zł na wydatki na obchody 30-lecia Trybunału, na które mieli zjechać prezesi sądów konstytucyjnych ze wszystkich państwa Europy.
28 stycznia 2016 r. Sejm uchwalił ustawę budżetową na 2016 rok, w której Trybunałowi Konstytucyjnemu nie przyznano żadnych środków na planowane zwiększenie wydatków na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne związane z waloryzacją uposażeń sędziów TK w stanie spoczynku oraz świadczeń rodzinnych, a także związanych ze zwiększoną (średniorocznie o sześciu) liczbą sędziów TK w stanie spoczynku, oraz wydatków na waloryzację płac pracowników BTK, po sześciu latach tzw. zamrożenia funduszu wynagrodzeń (wykreślony został planowany przez Trybunał wzrost wydatków w wysokości 2,7 mln zł); dodatkowo zmniejszono wydatki budżetowe, w stosunku do budżetu w 2015 roku, o blisko 2 proc. W projekcie na 2017 Komisja Sprawiedliwości i – uwaga, uwaga – Praw Obywatelskich odmówiła zaopiniowania dokumentu, bo przedstawicielom Suwerena nie podobał się skład Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK)
Walka z Trybunałem zamieniła się z wolna w walkę z jego prezesem
Użyte zostały narzędzia (poza) prawne, jak wszczęcie dwóch postępowań przez prokuraturę w Katowicach oraz nagonka medialna, prowadzona przez telewizję publiczną… to jest narodową. Ta nagonka dotyczyła nie tylko samego prezesa Rzeplińskiego, ale i jego córki. Wiadomo, jak chcesz komuś naprawdę dokuczyć, to zabierz się za jego dzieci. To stara dobra szkoła bandytów, którzy w ten sposób działali od zawsze i pod każdą szerokością geograficzną. Okup dostaje się najłatwiej i najszybciej za dzieci. Róża Rzeplińska została pomówiona o niestworzone winy.
Próbowano jednak przekonać Trybunał i prezesa TK „do kompromisu”. Prezydent, inni politycy publicznie sugerowali, że kompromis jest możliwy, ale wszystko w końcu sprowadzało się do tego, że to A. Rzepliński miał zaakceptować złamanie Konstytucji przez Andrzeja Dudę i premier Beatę Szydło i dopuścić dublerów do orzekania. Rzepliński na każdy taki wniosek miał jedną odpowiedź: najpierw prezydent musi przyjąć ślubowanie od prawidłowo wybranych sędziów, a KPRM opublikuje wyroki TK.
Tak też odpowiedział osobistemu choć nieoficjalnemu wysłannikowi Jarosława Kaczyńskiego, z którym zaaranżowane zostało prawie konspiracyjne spotkanie w gmachu jednej z instytucji publicznych. Po godzinie panowie się rozjechali, ledwie unikając dekonspiracji – szef owej instytucji okazał się nieco zbyt ciekawski.
