01.07.2026
W 1988 roku arcybiskup Marcel Lefebvre, założyciel bractwa Piusa X (znanego ze skrótu SSPX) i czterech biskupów, których konsekrował bez zgody Jana Pawła II, zostali ekskomunikowani. W 2009 roku, Benedykt XVI, który miał wyraźna słabość do tego schizmatyckiego bractwa zniósł ekskomunikę. Bractwo Piusa X (SSPX), założone w 1970 roku w szwajcarskiej miejscowości Ecône w celu przeciwstawienia się liberalizującym reformom w Kościele katolickim, wyświęciło w środę 1 lipca w swoim seminarium czterech nowych biskupów.
Prawo kościelne stanowi, że takie święcenia stanowią akt, który może wywołać schizmę – celowe zerwanie jedności Kościoła – i może prowadzić do automatycznej ekskomuniki nowo wyświęconych biskupów oraz biskupa, który dokonuje konsekracji. „Błagam was i proszę was z całego serca: proszę, nawróćcie się!” – napisał Leon w liście skierowanym do ks. Davide Pagliarani, przełożonego generalnego Bractwa Piusa X. „Nalegam, abyście rozważyli uważnie duchowe dobro wiernych, ponieważ schizmatycki akt, którego zamierzacie dokonać, pozbawiłby ich legalnego, a w niektórych przypadkach nawet ważnego, przyjmowania sakramentów, które kochają i pragną dla swojego uświęcenia”. Leon dodał: „Modlę się za was, ponieważ rozdarcie szaty Chrystusa jest grzechem o najwyższym ciężarze”. W odpowiedzi Marc-André Mabillard, dyrektor ds. mediów stowarzyszenia, powiedział agencji AP, że SSPX nie zmieni „absolutnie niczego” w swoich planach, wyrażając „wielki smutek z powodu braku zrozumienia ze strony naszego przywódcy”. I tak się stało, 1 lipca 2026 święcenia biskupie otrzymali Pascal Schreiber ze Szwajcarii, Pascal Schreiber z USA oraz dwaj Francuzi: Michel Poinsinet de Sivry i Marc Hanappier.
Bractwo, który zyskało znaczną rzeszę zwolenników w Stanach Zjednoczonych (gdzie ma duże centrum w Kansas), a także we Francji, Argentynie i innych krajach, skupia blisko 1500 księży, seminarzystów i innych członków o powołaniu zawodowym. W Polsce działa 33 kapłanów, z czego 26 to członkowie Bractwa, a pozostali to kapłani stowarzyszeni. Wśród nich znajduje się 24 Polaków, a także księża z Litwy (dwóch), Niemiec (dwóch) oraz po jednym z Estonii, Łotwy, Rosji, Szwecji i Szwajcarii. Nie ma dostępnych danych na temat członkostwa osób świeckich, choć niektórzy publicyści i politycy deklarują bliskość z założeniami tego stowarzyszenia.
Wszystko wskazuje na to, że stara schizma powstała w 1988 roku i zniesiona w 2009, stanie się nową 1 lipca 2026 roku, bo święcenia biskupie bez zgody papieża oznaczą automatycznie popadnięcie w ekskomunikę. Tak stało się za Jana Pawła II i tak dzieje się za Leona XIV.


Sympatyczny amerykański papież (w przeciwieństwie do prezydenta) błaga i prosi lefebrystów „z całego serca” o nawrócenie z powodów doktrynalnych, a ich nieposłuszeństwo traktuje jako „grzech o najwyższym ciężarze”… Tymczasem kościoły lokalne, w tym polski, popełniają i tuszują prawdziwe przestępstwa, o których Watykan nie wypowiada się tak ostro. Czyżby mniej ważyły?
To słuszne pytanie. Watykan najbardziej ceni posłuszeństwo i posłusznym wiele grzechów wybacza. Zobaczył to przenikliwie Fiodor Dostojewski w Legendzie o Wielkim Inkwizytorze, w którym wolno widzieć papieża.
Najbardziej zadziwia mnie w tej historii nie to, że doszło do kolejnej schizmy. Historia Kościoła przypomina przecież stare rodzinne drzewo genealogiczne – co kilka pokoleń ktoś obraża się na wszystkich, zabiera swoje krzesło i oznajmia, że od tej chwili prawdziwa rodzina mieszka już tylko u niego.
Znacznie ciekawsze jest coś innego. Żyjemy w epoce, w której każdy chce być ostatnim depozytariuszem jedynej prawdy. Dotyczy to polityki, mediów, internetu, nauki, a teraz po raz kolejny również Kościoła. Coraz mniej ludzi chce uczestniczyć we wspólnocie. Coraz więcej marzy o tym, by zostać jej właścicielem.
Lefebryści są tylko kolejnym przykładem zjawiska znacznie szerszego. Kiedy przekonanie o własnej nieomylności spotyka się z przekonaniem, że dialog jest stratą czasu, rozłam staje się tylko kwestią kalendarza. Najpierw znika cierpliwość. Potem autorytet. Następnie wspólny język. Schizma jest już tylko podpisem pod dokumentem, który od dawna leżał przygotowany w szufladzie.
Jest w tym również pewna ironia historii. Kościół, który przez dwa tysiące lat przetrwał cesarzy, rewolucje, wojny światowe i komunizm, po raz kolejny musi mierzyć się nie z atakiem z zewnątrz, lecz z buntem ludzi przekonanych, że to właśnie oni najlepiej wiedzą, czym Kościół powinien być. Tak bywa zresztą nie tylko w religii. Partie polityczne pękają z tych samych powodów. Rodziny również. Nawet wspólnoty sąsiedzkie potrafią się pokłócić o kolor płotu z zapałem godnym soborów powszechnych.
Felieton Stanisława Obirka porządkuje fakty i przypomina ważną historię, ale aż prosi się o krok dalej. Bo najciekawsze pytanie nie brzmi, dlaczego lefebryści wyświęcili nowych biskupów. Najciekawsze brzmi: dlaczego XXI wiek produkuje coraz więcej ludzi przekonanych, że kompromis jest zdradą, a każda wspólnota istnieje wyłącznie po to, by potwierdzać ich własną rację.
To już nie jest tylko problem Kościoła.
To znak czasu.
A z takimi znakami historia obchodzi się zwykle znacznie mniej łagodnie niż z ekskomunikami.
Zdecydowanie mniej ważą ponieważ dla każdej organizacji sekciarskiej, totalitarnej czy mafijnej posłuszeństwo jest najwyższym złotym cielcem. W KK nie wykształcił się nigdy ruch duchowy jak np sufizm w islamie z którego dorobku mogą korzystać też wyznawcy innych religii albo nawet nie religijni ale zainteresowani duchowością jako taką. Jeśli nie duchowość to może przynajmniej religia ? Ale z tym też słabo, religare znaczy łączyć a dzielić: dis. … „abyśmy byli jedno” no to są jedno ale sami ze sobą i nikogo nie potrzebują tak przynajmniej uważają
… jednym słowem marny jest ten cały ruch katolicki jakościowo parafrazując klasyka: Jeszcze nigdy tak wielu nie przeceniało tak niewielu
Erratum.
Jest: Pascal Schreiber z USA
Powinno być: Michael Goldade z USA
Z jakiegoś powodu mój komentarz znikł w cyberprzestrzeni, wiec pozwolę sobie powtórzyć jego główna myśl, która była nawiązaniem do komentarza Senexa, a teraz jeszcze może tez być traktowany jako nawiązanie do MIC. Otóż tak, KRK jest wielce wyrozumiały dla grzeszników, którzy wyrażają skruchę i proszą o przebaczenie natomiast nie toleruje braku subordynacji. Przenikliwie wyraził to w Legendzie o Wielkim Inkwizytorze Fiodor Dostojewski w Braciach Karamazow. Od tamtego czasu, czyli inkwizycji nic się nie zmieniło, poza formami. Nie pali się nieposłusznych na stosach, ale skutecznie wyklucza ze wspólnoty.
Nowa stara schizma jak napisał prof. Obirek – czyli kolejny papież stwierdza, iz to nie on nałożył ekskomunikę tylko została ona automatycznie zaciągnięta mocą samego prawa (latae sententiae), a lefebryści stwierdzą, że działali w stanie wyższej konieczności – kościół jest zagrożony przez modernizm, że oni muszą zapewnić ciągłość tradycyjnej wiary i sakramentów, nawet wbrew papieżowi.
Czyli nihil novi sub sole – ta sama argumentacja Leona i te same argumenty lefebrystów. Mamy już neosędziów to i możemy miec neobiskupów.
Trudno mi sobie wyrobić jakieś sensowne zdanie o lefebrystach. Wydaje mi się, że chyba to tacy konserwatywni kontrkulturowcy. Nie przypadkiem ruszyli po roku 68…. Zabawne, że pierwsze problemy mieli za czasów na wskroś konserwatywnego JP2… Dla mnie to trochę taki reakcyjny konserwatyzm w płynnym świecie. Ciekawi mnie reakcja Ordo Iuris
Podzielam zdanie SENEXA i Autora artykułu: w KRK większym grzechem jest nieposłuszeństwo wobec hierarchii niż realna krzywda wyrządzona przez jego urzędników. Taki priorytet odsłania instytucję bardziej zainteresowaną dyscypliną i kontrolą niż moralną odpowiedzialnością.
To klasyczny mechanizm: gdy chodzi o pedofilię, łamanie celibatu, nadużycia finansowe czy inne ciężkie przewinienia, reakcje Kościoła bywają spóźnione, zachowawcze albo obliczone na ochronę struktury. Natomiast wobec aktu nieposłuszeństwa, nawet jeśli dotyczy on sporu doktrynalnego, uruchamia się język najwyższego zagrożenia, ekskomuniki i „rozdarcia szaty Chrystusa”.
Dlatego można mówić o głębokiej demoralizacji instytucjonalnej: w tym Kościele normy są selektywnie stosowane. Tam, gdzie chodzi o interes instytucji, bezwzględność jest natychmiastowa; tam, gdzie chodzi o cierpienie ofiar instytucji, pojawia się zwłoka, relatywizacja albo PR-owa mgła.