W pierwszych słowach mego tekstu zapewniam pana, że w żadnym wypadku nie zamierzałem pana lekceważyć – patrz: PIRS „Dekonspiracja”, obok – a jeśli pan to tak odebrał, to mi jest przykro i przepraszam nawet za mimowolnie sprawiony dyskomfort.
W drugich słowach, z zażenowaniem, dziękuję panu za nazwanie mnie wybitnym dziennikarzem. Non sum dignus.
W trzecich… wyrażam niezrozumienie dlaczego „pani/pan” miałoby oznaczać lekceważenie. Ja obie płcie uważam za równoprawne i równogodne. Nie zapamiętałem, że pan w swojej publicystyce występował jako mężczyzna, bo demencja już naturalna i, co ważniejsze, przynależność genderowa nie ma dla mnie znaczenia w publicystyce. Interesuje mnie tylko wtedy, kiedy z określoną osobą zamierzam zatańczyć tango lub połączyć się w związku, niekiedy małżeńskim. A ponieważ w pana przypadku powyższe okoliczności nie wchodzą w grę, pozwolę sobie skupić się, z należytą powagą, na pana publicystyce.
Czytając pana kolejną, nr 390, szanowny panie PIRS, „telewizję”, trafiłem na akapit, który skłonił mnie do reakcji. Pan odpowiedział i wywiązała się polemika, do której wtrącił się Mr.E. A ze względu na wagę tematu i na to, że pana „telewizje” szybko następują jedna po drugiej i znikają, zdecydowałem, się ułatwić dostęp do tej dyskusji i pociągnąć ją dalej.
Na wstępie, ten pana akapit, który mnie zastanowił:
„…Oczywiście potem ewentualną przegraną zrzuci się na partię Razem i na tych, którzy zamiast głosować na Platformę oddali głos zgodnie ze swoimi przekonaniami i w ten sposób przyczynili się do zwycięstwa PiS. Bo, jak głosili niektórzy publicyści, gdyby zwolennicy partii Razem zagłosowali w ostatnich wyborach na SLD, to by PiS nie zdobył władzy. (A czemu nie na odwrót? Gdyby dano wcześniej szanse w mediach partii Razem, to by weszła do sejmu).
A może by namówić osoby, które chcą zagłosować na PO i Nowoczesną, aby oddali swoje głosy np. na Razem i w ten sposób pognębiono by PiS? Zwolennicy rozstrzygnięć matematycznych powinni namówić zwolenników tych partii aby dla dobra wspólnego tak postąpili.”
Ernest Skalski 2017-11-13
Droga/drogi? PIRS
Gdyby każdy Polak dał mi złotego, to co by mu to szkodziło, a przynajmniej ja bym był bogaty. Ale rodacy są nieużyci.
Choć z drugiej strony kim dla nich jestem, żeby chcieli z czegokolwiek akurat dla mnie zrezygnować? Więc chyba nie mam prawa mieć do kogokolwiek pretensję.
Więc dlaczego ci którzy uważają, że dla Polski lepsze będą rządy innych partii mają głosować na Razem.
Głosuje ok. 16 milionów. Według sondaży na PO chce głosować ok. 3,2 miliona, na N – ok. 1,5 miliona, na Razem – 160 – 320 tysięcy. Przecież pani/pan wie, że to co pani/pan proponuje to taki żart, aby odbić zarzuty, że tego akurat dnia, 25 października 2015 roku, 0,5 procent głosów zabrakło abyśmy byli dziś, może marnie rządzonym państwem, ale byłoby to nadal państwo prawa, szanowany członek Europy.
Oczywiście, że należy głosować zgodnie ze swoimi przekonaniami. Lecz dla demokratów najważniejszym przekonaniem powinno być takie głosowanie, aby nie rządził nami PiS.
A poza tym, bardzo to dobry tekst.
PIRS 2017-11-13
@ERNEST SKALSKI
Dziękuję za miłe słowa!
Myślałem że moja płeć została wyraźnie zaznaczona w moich tekstach, ale nie mam czego ukrywać: jestem mężczyzną. Zresztą, jak mi kiedyś powiedział student: nieważna płeć – ważne uczucie. 🙂
Nasuwa się ciekawe pytanie: dlaczego te miliony chcą głosować na PO i Nowoczesną? Nie jestem przekonany że to z powodu wspaniałych programów tych partii. Takie programy czytają tylko komentatorzy polityczni, nie spotkałem wyborcy który by wyszedł poza znajomość paru sloganów. Ci co głosowali na te partie i ci którzy się zrazili do PO – rzadko, jak sądzę, podaliby rozsądne analityczne wytłumaczenie.
Z moich obserwacji wynika (a z przyjemnością po latach przeczytałem podobne naukowe uzasadnienie), że dla wyborców często mniej jest ważne co kto mówi a więcej JAK mówi. Od początku zdumiewało mnie, że ludzie głosowali na Wałęsę, podczas gdy w tym czasie jego mowa to był bełkot – nie było tam treści, a nawet najczęściej zdania z podmiotem i orzeczeniem. Podobnie było i jest z wieloma innymi politykami, szczególnie jeśli mówią z przekonaniem – ludzie na nich głosują, a mniej lub w ogóle nie zastanawiają się nad tym co reprezentuje ten polityk. Elektorat w dużej mierze jest durny i leniwy. Zresztą, ja też nie czytuję programów partii, więc nie mam się czym chwalić. Tyle że staram się wnikać w treści przekazywane przez polityków, zastanawiam się nad konsekwencjami ich działań i pamiętam co przedtem robili i mówili.
PO ma u mnie mnóstwo minusów (i pewnie moja wypowiedź dostanie ich też parę, bo tak się dzieje ilekroć wyrażę się nieprzychylnie o PO). Nowoczesna też mnie nie zachwyca. Nie będę się rozwodził bo by miejsca zabrakło. Powiem tylko że po PO nie spodziewam się niczego rozsądnego, wydaje się być partią schyłkową, bo nie widać w jej szeregach nurtu samonaprawy.
Partię Razem podałem dla przykładu, ale coś w tym jest. Ma ona dla mnie walor świeżości, innego podejścia i braku hipokryzji. Być może, kiedy zdobędą większe poparcie, to wda się i politykierstwo, ale na razie nie widzę tego. Nie są kochani przez inne partie, ani przez media, choćby z powodu deklarowanej lewicowości, bo z lewicowości zrobiono u nas straszaka – wystarczy o kimś powiedzieć „lewak” i już nie trzeba uzasadniać dlaczego to drań.
Nie przekonuje mnie zachęcanie do głosowania na każde mniejsze zło, a tym bardziej oskarżanie wyborców którzy głosowali na inne partie zamiast na tę która ma w danej chwili największe szanse na zwycięstwo nad PiS. Co to za partie, które mimo takiego zagrożenia dla kraju nie potrafią się zmienić, nie potrafią się dogadać w najważniejszych sprawach? Ja mam na takie partie głosować? A pies z nimi tańcował! Na poparcie trzeba zasłużyć, a nie tylko liczyć na to że ludzie poprą, bo lepsza kiła niż mogiła. Najprawdopodobniej te partie przegrają, bo nie potrafią przyciągnąć wyborców niczym realnym, przekonującym. A PiS łatwo przekona wyborców że te partie są marne. Szkoda.
Ernest Skalski 2017-11-14
Szanowny PANIE PIRS,
Czy nie widzi pan, że RAZEM głosi bzdury, że jego program zmierza w kierunku – to nie to samo co jest – realnego socjalizmu, co po kawałku realizuje PiS?
Ale w warunkach demokracji można głosować i na Razem. Jest taki kierunek, niech ma swój kawałek wpływu. Tyle tylko, że my już jesteśmy państwem stanu wyjątkowego! Rozmontowuje się system demokratyczny i zmierza do autorytarnego. I jeśli się jest demokratą i rozumie się to co się dzieje i liczy się na wyjście przez wybory, to trzeba głosować na taką opozycję, która jest, z nadzieją, że może się trochę poprawi. Bo innej w ciągu roku-dwóch nie będzie. Jeśli nawet nie wygra, to niech zachowa stosunkowo lepsze pozycje wyjściowe.
Z wyrazami szacunku.
PIRS 2017-11-14
@ERNEST SKALSKI
Naprawdę Razem chce wziąć wszystkich za mordę i wprowadzić realny socjalizm jak w PRL? No to mnie oszukali skrywając te wredne zamiary.
PiS-em nie powodują szlachetne idee socjalizmu, ale chęć wzięcia wszystkich za mordę przy wsparciu i umacnianiu ciemnoty. Jak trzeba będzie wycofać się z elementów „socjalistycznych” zrobi to bez mrugnięcia okiem. Porównanie PiS do Razem wydaje mi się surrealistyczne. Jeżeli Razem by rządziło to mam wrażenie że zbliżylibyśmy się do standardów krajów skandynawskich. Ich działania, jakie do mnie docierają, podobają mi się, a słowo „socjalizm” nie ma dla mnie takiego pejoratywnego znaczenia jak dla Szanownego Polemisty.
Zastanawiam się, czemuż to Pańskie słowa nie trafiają do dwóch partii – liderów opozycji? Czyżby oni nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia? Czy może myślą sobie „a, poczekajmy, do wyborów jeszcze dwa lata, może się PiS omsknie, naród się ocknie, pojawi się coś nowego…”. To do nich należy działanie, nie do nas wyborców. I to działanie teraz, kiedy jeszcze mogą wpłynąć na wyborców.
Rzeczywiście, za dwa lata sytuacja może być inna, ale na ich miejscu już teraz starałbym się pokazać jakiej Polski chcemy, co konkretnego zrobimy itd., i ze wszech sił starałbym się zarazić ludzi entuzjazmem do tej Polski. Ale oni nie są do tego (na razie?) zdolni, więc nie wiem czy za dwa lata jeszcze będą mieli jeszcze jakiekolwiek poparcie. Oni mówią o innym rozłożeniu akcentów gdyby rządzili, boją się zrazić ciemny elektorat, liczą na małe procenty. Na razie nie muszę zaciskać zębów i ich wspierać, bo nie ma co wspierać.
Z wyrazami szacunku
PIRS 2017-11-14
PS
Nie jest najlepiej z moją pamięcią, ale wciąż pamiętam wiele wypowiedzi i działań polityków.
Pamiętam jak blisko było POPiSu, bo właściwie obie partie były sobie bardzo bliskie. Także w późniejszym okresie. Wymieniały się ministrami i politykami, a wielu z nich mówiło że tylko przypadek sprawił że trafiali do tej a nie do drugiej partii. I wiele głosowań PO za cywilizowanymi rozwiązaniami nie powiodło się, bo znaczna część posłów tej partii głosowała tak jak PiS – jedność poglądów.
Nie spodziewam się aby to się zmieniło. Raczej spodziewam się, że jeśli przed wyborami PO będzie dołowała to sporo posłów tej partii przypomni sobie o jedności ideowej z kolegami z PiS i dla dobra Polski…
Obie partie w dużej mierze walczą o przyciągnięcie nazwijmy to ciemnego elektoratu. W PO nie ma żadnej woli aby powalczyć o „oświecony” elektorat. Liczą, że jak przyjdzie do głosowania to ten elektorat zaciśnie zęby i zagłosuje na mniejsze zło. I co, po ewentualnym zwycięstwie PO się zmieni?
Ernest Skalski 2017-11-14
No to sobie dialogujemy. Miło.
Razem nie chce brać za mordę, tylko chce wszystkim zrobić dobrze. Ale musi wziąć za mordę żeby to robić, tylko tego jeszcze nie wie, jak nie wiedział, powiedzmy, Castro nim zdobył władzę. Żeby robić dobrze, rzecz jasna.
Zandberg chce robić dobrze za 75% podatku od 10% najbogatszych. Ich więc jednak trzeba za mordę. Okazuje się, że to nie tylko nie starcza, lecz powoduje ogólny upadek i biedę. Więc trzeba za mordę gospodarkę, naród, który nie chce zrozumieć i poczekać, bo przecież musi się w końcu udać skoro tyleśmy już w to włożyli.. Więc trzeba mieć państwo, z natury rzeczy opresyjne. I mamy realny socjalizm, zapoczątkowany akurat sto lat temu przez Lenina. I ciągle są chętni. I ciągle są inteligenci, którzy uważają, że im się uda.
A PiS zaczyna od dupy strony. Chce mieć silne państwo, więc musi opanowywać co się da i na ile się da, w tym gospodarkę. I za mordę tych, którym się nie podoba. A póki nie może wszystkich za mordę, to przynajmniej jakiejś części ma robić dobrze. Na kredyt bez pokrycia. No, a potem…Klasyka – III Rzesza. Nie porównuję z IV RP – przesadzone nieważne (Talleyrand) – Ale taki jest uniwersalny mechanizm w różnych wariantach.
Zaś Skandynawia to nie realny socjalizm, lecz socjaldemokratyzm, to odrębne zjawisko.
Mr E 2017-11-14
Fajnie, że pan red. Skalski sobie dialoguje z PIRSem, ale może lepiej jednak przy tym nie kłamać?
Razem nie ma propozycji według kórej 10% Polaków obłożone byłoby podatkiem 75%.
75% – to proponowana stawka dla zarobków > 500.000 rocznie.
Tak patrzę na zarobki Polaków:
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ile-naprawde-zarabiaja-Polacy-3048211.html
Ponad 19.000 PLN/miesięcznie zarabia 0.02%
Żeby osiągnąć rzeczone 500.000 zarobki musiałby sięgnąć ponad 41.000/msc
Dotyczy więc znacznie mniej niż 0.02% pracujących – i dotyczy tylko dochodów powyżej 500.000.
PIRS 2017-11-14
Antoni Słonimski opisał kiedyś modnego przed wojną dyletanta, Mieczysława Limanowskiego, który w Reducie zajmował się interpretacją tekstów sztuk teatralnych:
>Na jakiejś próbie objaśniał, co znaczy dość niespodziewane w tekście słowo „krowa”. „No cóż, krowa to znaczy mleko – mleko to znaczy matka – matka to znaczy ziemia”. Sekretarka zwróciła uwagę, że to błąd w przepisywaniu i że ma być nie „krowa”, ale „królowa”. Limanowski ciągnął spokojnie dalej: „No cóż, królowa to znaczy matka, matka to znaczy mleko, mleko to znaczy ziemia”.<
To przypomina mi przedstawione rozumowanie Szanownego Pana: Razem chce ściągać podatki więc musi wziąć naród za mordę i mamy ZSRR albo III Rzeszę. Taka jest logika dziejów!!! I to mimo tego że Razem działa w kierunku obrony demokracji. Czyżby dlatego że jest to partia lewicowa, a wiadomo lewica to zawsze będą gułagi i bolszewia?
Szkoda że wśród emotikonów nie ma takiego: PRZECIERAM OCZY ZE ZDUMIENIA! Rozumiem że to taki żart, choć ciarki mi przeszły po plecach.
Razem podałem jako pierwszy z brzegu przykład – dla zwolenników matematycznego popierania partii. Niestety, nie zwierzali mi się oni ze swoich złowrogich zamiarów, a może nawet nie wiedzą co ich czeka. W każdym razie może warto ich ostrzec? Może Zandberg zmieni te procenty i w ten sposób ocali demokrację? Nie czuję się kompetentny aby wyjaśniać im te zawiłości.
Zapytam więc jak kiedyś w Dumie: CZY JEST TAKA PARTIA która zdobywszy władzę na pewno nie ulegnie pokusie (czy konieczności) wzięcia wszystkiego za mordę, nieważne czy w imię silnego państwa czy realizacji socjalizmu? I jakie mamy gwarancje?
Grab zagrabione?
SKALSKI: Wszystko powyższe to powtórzenie opublikowanej już w SO dyskusji po „telewizji”, a teraz ciągnę to dalej.
Zaczynam od odpowiedzi na zarzut kłamstwa ze strony Mr.E. i wyjaśniam: „…Wyższe podatki dotyczą tylko 10 proc. z góry finansowej drabiny…” – to mówi Adrian Zandberg! „WPROST” 29 października.20017 – Rozbudować usługi publiczne, stworzyć prawdziwy program mieszkaniowy, dofinansować ochronę zdrowia, podnieść płace…potrzeba większego budżetu…zmienić system podatkowy na bardziej sprawiedliwy…Żeby zwiększyć wydatki państwa trzeba zebrać pieniądze z podatków. Tyle, że propozycja Partii Razem wcale nie oznacza wyższych podatków dla wszystkich. Przeciwnie – większość zapłaci tyle samo albo wręcz mniej niż obecnie…więcej zapłacą najbogatsi i wielki biznes. Najwyższy czas, żeby kumple prezesa Morawieckiego zaczęli się w końcu na serio dorzucać do budżetu.”
Tym postulatom nie towarzyszy próba szacunku ich kosztów i czasu ich realizacji. Nie ma też propozycji, od których kumpli Morawieckiego, jak i ile można by dodatkowo uzyskać. Nawet rezygnując z obniżania podatków komukolwiek. Jeśli ma to być tak, jak pan podaje, Mr.E., to w ogóle nie ma o czym mówić. Grosze! Zwłaszcza gdyby te 75% pobierano od nadwyżki nad 500 tys. dochodu. Ale nawet gdyby pobierano 75% od całości dochodów i nie tylko tych 0,02% lecz od 10%, czyli całego najwyższego decyla, to po pierwsze – byłaby rewolucyjna grabież a nie podatek, zaś po drugie i najważniejsze – i tak byłyby to sumy innego rzędu niż realne środki potrzebne na przystąpienie do realizacji postulatów Razem.
Czyli, według wersji, którą przedstawia Mr.E. to oszustwo – albo z cynizmu, albo z braku rozumu, a skrajny wariant, te 75% od całości dochodów decyla, to byłaby rewolucja, bo zawierałaby wywłaszczenie klasy przedsiębiorców, powyżej drobnych, ergo: zmianę stosunków gospodarczych i społecznych, czyli ustroju. No i bez przemocy by się nie obeszło, gdyby taki miał być zamiar Zandberga.
Taką drogą szli świadomie, lub kierowani przymusem sytuacyjnym, mniej lub bardziej szlachetni rewolucjoniści: Lenin, Mao, Tito, Kim Ir Sen, Ho Chi Minh, Mengistu Mariam, Castro, Allende, Chvez. W przeciwieństwie do pana, nie widzę tu więc waloru świeżości. Z odzysku? Marionetek, takich jak Bierut, Rakosi, Ulbricht etc. nie wymieniam.
Ale proszę się nie bać. Adrian Zandberg nam tego nie zrobi!
Nie dlatego, że ma – zapewne – szlachetny charakter. To zresztą dyktatorom nie przeszkadzało. Nie ma na to warunków i już! Nie chcę otwierać tego tematu. Piszę o tej prawdziwie lewicowej lewicy – za „radykalną” mnie tu ochrzaniono, a prawo moralne we mnie zabroniło mi niedawno używać „lewactwa”. I prowadzę jej projekt ad extremum et absurdum, by pokazać, że ewentualna realizacja jej wizji socjalizmu oznaczałaby realny socjalizm.
Jego raison d’etre to było:
- upaństwowienie całej, lub prawie całej gospodarki,
- zastąpienie wszystkich, lub prawie wszystkich podmiotów gospodarczych przez centralnego dysponenta i planistę,
- faktyczny, niewymienny, „żeton do fabrycznego sklepiku” zamiast krajowego pieniądza – miernika wartości, warunku racjonalności i zapobiegania marnotrawstwu wszystkiego, łącznie z pracą,
- faktyczny, a niekiedy formalny, przymus pracy dla państwa, na określanych przez niego warunkach.
Czyli zrobienie swoistego folwarku z państwa, gdzie wszystko jest własnością seniora, mającego monopol na działalność gospodarczą i gdzie wszyscy są jego pracownikami i poddanymi.
Są to konstytutywne cechy minionego systemu, jednakże różne jego fragmenty występują poza sferą realnego socjalizmu w wielu miejscach na świecie. W większym, lub mniejszym, stopniu. Państwo autorytarne, budowane przez PiS, należy do tych, które mają tych fragmentów raczej więcej niż mniej. I one akurat zyskują akceptację lewicy, a niekiedy wyglądają na spełnienie jej postulatów. „Zmiany w prawie pracy. PiS realizuje, choć nie najlepiej, postulat z programu Zjednoczonej Lewicy: wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej.” – zauważa Barbara Nowacka, www.gazeta.pl 07.11.2017
Ta zbieżność nie musi zaskakiwać. Lewica jest… lewicowa! Esencja tej lewicowości to redystrybucja dóbr i państwo, które się tym zajmuje. A państwo, które dla lewicy staje się koniecznym narzędziem, dla PiS jest najważniejszym celem. Ta partia musi rządzić, żeby móc rządzić.
Jak nie kijem to pałką
Każda władza, nawet bezwzględna dyktatura, jaką IV RP nie jest, musi mieć jakieś poparcie. Jeśli nie siedzi na bagnetach, a na kartkach wyborczych, to musi pozyskać możliwie dużo wyborców. Oferuje im, w naszym przypadku, bogoojczyźnianą strawę duchową i 500+, wcześniejsze emerytury itp. A jako i cel i narzędzie, koncentruje, na ile to w określonych warunkach możliwe, wszelką, a więc i gospodarczą władzę, pobiera i rozdaje coraz więcej środków. De nomine – to prawica, de facto – lewica w polityce społecznej i gospodarczej.Pisze pan, Panie PIRS: „PiS-em nie powodują szlachetne idee socjalizmu, ale chęć wzięcia wszystkich za mordę przy wsparciu i umacnianiu ciemnoty. Jak trzeba będzie wycofać się z elementów „socjalistycznych” zrobi to bez mrugnięcia okiem.” I tu zgadzam się z panem w całej rozciągłości. Ale dalej, nie bardzo: „Porównanie PiS do Razem wydaje mi się surrealistyczne. Jeżeli Razem by rządziło, to mam wrażenie, że zbliżylibyśmy się do standardów krajów skandynawskich. Ich działania, jakie do mnie docierają, podobają mi się, a słowo „socjalizm” nie ma dla mnie takiego pejoratywnego znaczenia jak dla Szanownego Polemisty.”
Jeśli Szanowny Polemista pozwoli, to zacznę od słowa „socjalizm”, które mi się ani podoba, ani nie podoba. Termin to pojemny, a bez dodatków, to dla mnie sposób myślenia, kierunek filozoficzny, obszar nauk ekonomicznych i szerzej społecznych oraz ruchy społeczne i polityczne. Próby realizacji, rozpoczęte akurat sto lat temu i trwające w różnych miejscach świata, powoływały się i powołują na różne fragmenty owego socjalizmu, ale nigdy nie realizowały ich „jak w książce”, bo rzeczywistość nie chciała się dopasowywać do wydumanych koncepcji. Stąd termin „realny socjalizm” wydaje mi się najwłaściwszy.
Realsoc występował i występuje nadal w różnych odmianach, lecz w każdej był/jest produktem jakoś pisopodobnym. Dochodząc od drugiej niż PiS strony, nie w założeniu, lecz w konsekwencji, do omnipotencji państwa we wszelkich możliwych dziedzinach, do uzależnienia czego się da i kogo się da od karmiącej i karzącej ręki władzy. Więc albo zgodzi się pan, że porównanie Razem – PiS nie jest surrealistyczne, albo zgodnie uznamy, że w rzeczywistości jest miejsce na surrealizm.
I podkreślam, żeby nie było: nie ma znaku równości między PRL i IV RP. Wykazuję podobieństwa. I staram się udowodnić, że realizacja tego co głosi i Razem i wszelka prawdziwie lewicowa lewica zmierza w zbliżonym kierunku.
Dlaczego nie w kierunku skandynawskich standardów, na które pan liczy i które stawia sobie za wzór wszelka lewica?
Zacznę od tego, że one mi się też spodobały. W praktyce. W latach 1967/68 byłem przez rok stypendystą w Danii. Objechałem cały Związek Północny, prawzór Unii Europejskiej. I wszędzie było to co się w państwie opiekuńczym/dobrobytu? – welfare state! – należy. Tam to historyczny system, wypracowany przez pokolenia protestanckich społeczeństw. Tych nie od Marii lecz Marty. Z etosem pracy i umiarkowania, nawykłych do porządku i poszanowania prawa.
Nie była to, przynajmniej w Danii, społeczność sztywnych podziałów. Nie ma tam potomków pańszczyźnianych chłopów, ni sobiepanków na zagrodzie. Skromne duchowieństwo i skromne dwory królewskie. Księżniczka Małgorzata, obecnie Małgorzata II, nie zwracała na siebie uwagi, chodząc w dżinsach po księgarniach. Ani premier Jens Oto Krag jeżdżący na rowerze do pracy.
Szwecja miała już wtedy za sobą ćwierć tysiąclecia bez wojen. Dania i Norwegia nie były przesadnie dotknięte przez wojnę i okupację. Gorzej miała Finlandia, ale jakoś doszlusowywała. Skumulowany dostatek pozwalał na stanowienie wysokich podatków bez odbierania czegokolwiek komukolwiek. System wdrażali socjaldemokraci, dalecy od rewolucyjnego podejścia. Za mojej bytności skończył się wieloletni okres rządów SD i Prawica (tak się nazywała) niczego nie odkręcała. Nawet już nie pamiętam czy VAT (w Danii MOMS) został wprowadzony przed wyborami czy po nich.
Rozpisałem się, chcąc pokazać, że nie mamy możliwości bezkonfliktowego zbliżania się do skandynawskich wzorców. Zresztą, co byśmy rozumieli przez „zbliżanie”? A w dodatku welfare state w Skandynawii i wszędzie indziej ma już swój najlepszy okres za sobą.
Wersal już był
Przed wyborami 2005 mogliśmy byli liczyć na wypróbowany w zachodnich demokracjach układ dwóch konkurujących podstawowych sił politycznych. Jednej od niskich podatków, drugiej od wyższych świadczeń społecznych – w uproszczeniu. Mógł to być układ PO i SLD, ale ten drugi jego człon zmarniał. Zaś układ PO kontra PiS nie spełnia warunków demokratycznej rywalizacji. PiS chciał obalić i obalił stół przy którym toczyła się gra.W roku 2005 spór komuchy vs. solidaruchy był już sztuczny i nieaktualny. Jarosław Kaczyński trafnie odczytał i zainstalował podział na Polskę solidarną – PiS – i liberalną – PO. Pan, Szanowny Oponencie, ciągle nie może zapomnieć prób zmontowania POPIS-u; nie dostrzegając, że nie mógł on powstać, bo jego człony faktycznie reprezentowały odmienne, przeciwstawne elektoraty. To, że politycy – koniunkturaliści przerzucają się to tu to tam, mówi coś o nich, a nie tych elektoratach. Z kulturowej różnicy postaw między tymi częściami społeczeństwa, która mogła być przedmiotem dialogu, sporu, Kaczyński świadomie zrobił konflikt, wręcz wojnę, co utwierdziło w wierze jego lud, a jemu zapewniło pozycję umiłowanego przywódcy. Powstał faktyczny obóz. Mniejszościowy, ale zwarty, zmotywowany, który wygrał z podzielonym NIEPIS-em. ANTYPIS się w tym nie liczył.
A jakie wnioski wyciąga z tego lider partii Razem: „… w sytuacji kiedy nie mamy realiów wojny domowej – mówi Adrian Zandberg, w dyskusji, którą to pan nam przedstawił, www.studioopinii.PIRS:DEBATA 2017-04-10 – zdolności mobilizacyjne partii opozycyjnych, ich zdolności do tego aby w uczciwy sposób przekonywać ludzi, żeby poszli do urn, są dużo większe, kiedy nie udają sztucznej jedności… Jeżeli chcemy, żeby więcej głosów padło na demokratyczne listy w Polsce, to one nie mogą udawać jedności tam, gdzie jej po prostu nie ma”.
Trudno przypuszczać, że kierując partią uczestniczącą w wyborach, Zandberg nie zna ordynacji wyborczej i nie zdaje sobie sprawy, że przelicznik d’Hondta, tak dużo dodając tym, którzy w wyborach dużo dostali, szanse wyrównanej walki z Prawem i Sprawiedliwością stwarza tylko możliwie największej koalicji. Przecież już raz, w wyborach 2015 roku, demokratyczne listy zebrały w sumie więcej głosów niż PiS, zjednoczony ze swymi przybudówkami. Ale być może niektórzy lewicowcy nie zadali sobie trudu by się zapoznać z ordynacją wyborczą. A może nie chcą widzieć logicznych konsekwencji tego, co postulują. Ale świadomie, czy nie, jest to kurs prowadzący do utrzymanie status quo, czyli niszczycielskiej władzy Prawa i Sprawiedliwości.
Zważywszy na to, że lewica składa się z niewielkich partii i ugrupowań, można sądzić, że mniejszym złem jest dla nich kontynuacja demontażu demokracji przez PiS niż zagrożenie utraty podmiotowości własnych struktur w dużej koalicji, zdominowanej przez większych partnerów. Z punktu widzenia interesów partyjnych to sensowne, lecz nie służy obronie demokracji. To co jest dobre dla partii Razem nie musi być dobre dla Rzeczpospolitej! Niewykluczone, że tych przekonanych przez nią kilku procent głosujących znowu może zabraknąć by odsunąć od władzy PiS.
Ryszard Bugaj stawia tę sprawę jasno, „Gazeta Wyborcza”, 17.11.2017: „…Jednolity blok… uczyni z wyborów plebiscyt. Oczywiście czasem plebiscyt jest uzasadniony. Tak było w 1989 r. gdy stanął wybór; komunizm czy rynek i demokracja…Czy z takim globalnym wyborem mamy dziś do czynienia? Wątpię. I na pewno tak nie uważa większość wyborców…Postulat „jednej opozycji” wyrasta z przekonania, że nie może się zdarzyć w Polsce nic gorszego niż przedłużenie rządów PiS-u”.
Nie jest to stanowisko całej lewicy. „Co jest marzeniem każdego dyktatora? Podzielona opozycja. – pisze wyłamujący się z chóru, Sławomir Sierakowski, „Polityka” 13.09-19.09.2017 – Jeśli się zgadzamy – liberałowie, konserwatyści, lewica – że niszczy on demokrację, to jedziemy na jednym wózku, bo nie będzie nas, jeśli nie będzie demokracji.”
Pisze pan, że „Razem działa w kierunku obrony demokracji”. Owszem, proponuje prezentację poglądów i planów przez demokratyczne podmioty i przedstawienie ich zainteresowanym, by głosując mogli dokonać wolnego wyboru. W realnej sytuacji oznacza to, że demokratyczna procedura może demokratycznym podmiotom znowu zapewnić większość głosów w sumie, ale przelicznik d’Hondta zapewni większość mandatów, tym razem może nawet konstytucyjną, Kaczyńskiemu. Zna pan przecież „fiat iustitia pereat mundus”, prościej: kretynizm prawniczy. Lenin, gdy jego towarzysze snuli plany rozgrywek w zwołanej przez cara Dumie, użył określenia: kretynizm parlamentarny. Lenin, jaki był jest poza dyskusją, ale idiotą nie był.
Nieprzyjaciel w granicach!
Nie podoba się panu i paru innym, że ja się pcham z prostackim matematycznym podejściem w obszary Hochpolitik. Lecz co ja poradzę, że póki są wybory, to wysoka materia realizuje się w liczbach i procentach? Opozycja – PO i N – jaka jest, każdy widzi. Lecz tylko ona, zjednoczywszy się, ma szansę zmierzyć się – zmierzyć się, nie mówię: wygrać – z PiS. Wiele się jeszcze może zdarzyć i może nawet pozbawić PiS większości, odsunąć je od sprawowania władzy. Jeśli się jednak nie zjednoczy i pozostanie – zresztą, nie bez powodu – chłopcem do bicia dla tego zmiennego centrum, które decyduje o wyniku wyborów, wówczas szanse na odejście PiS wynoszą zero.Wszystkie pana uwagi o postępowaniu opozycji i o tym co ona powinna zrobić – są absolutnie słuszne. Tam się jednak coś dzieje i nie można wykluczyć, że coś się poprawi. Na cuda bym nie liczył, lecz zawsze… jeśli można coś radzić to przypomnienie zasady: „Quidquid agis prudenter agas et respice finem”. Co będzie jeśli, patrząc końca, skorzysta pan ze swego prawa by nie głosować na mniejsze zło? Skorzystają ci, którzy z mocnym przekonaniem wybierają to większe. Komentując ew. przewagę PiS nad opozycją, napisał pan; szkoda. To dlaczego chce się pan do tej szkody przyczynić?
Dziś ta szkoda rysuje się jeszcze groźniej niż przed 11 listopada. Oczywiście, w marszu nie było sześćdziesięciu tysięcy, faszystów, ksenofobów, szowinistów, antysemitów, antyislamistów, rasistów. Ale sześćdziesiąt tysięcy ludzi szło w pochodzie prowadzonym przez faszystów, ksenofobów, szowinistów, antysemitów, antyislamistów, rasistów! PiS wypuścił dżina z butelki i już go nie wepchnie z powrotem. Jeśli się nawet przestraszy, to nas nie poprosi o pomoc. Będzie się raczej starał obłaskawić ten ruch, przystosowując się do niego. A my będziemy dyskutować o braku charyzmy u Schetyny.
Szanowny Oponencie. Ja, w przeciwieństwie do Ryszarda Bugaja, podzielam zdecydowanie pogląd, że jeśli nie będzie najazdu Marsjan, to tu i teraz, w drugiej połowie drugiej dekady XXI wieku „…nie może się zdarzyć w Polsce nic gorszego niż przedłużenie rządów PiS-u”. Dla mnie jest to przerażająca perspektywa. Z powodów, które choćby tu, w naszym Studio, były i jeszcze będą przedstawiane wielekroć.
Wydaje się, że pan jest odmiennego zdania. Pyta pan, odnośnie Platformy takiej jak ona jest, co po jej ewentualnym zwycięstwie się zmieni? Odpowiadam: będzie ciężko, nawet bardzo, ale będziemy, z trudem, stawać się ponownie demokratycznym państwem prawa. Będziemy mozolnie odbudowywać naszą pozycję szanowanego członka wspólnoty europejskiej.
Sapienti sat, Szanowny Oponencie. Z całym szacunkiem, dla pana, lecz niekoniecznie dla punktu widzenia, który pan tu przedstawia.


Zaczynam od odpowiedzi na zarzut kłamstwa ze strony Mr.E. i wyjaśniam: „…Wyższe podatki dotyczą tylko 10 proc. z góry finansowej drabiny…” – to mówi Adrian Zandberg! „WPROST” 29 października.20017 – Rozbudować usługi publiczne, stworzyć prawdziwy program mieszkaniowy, dofinansować ochronę zdrowia, podnieść płace…potrzeba większego budżetu…zmienić system podatkowy na bardziej sprawiedliwy…Żeby zwiększyć wydatki państwa trzeba zebrać pieniądze z podatków. Tyle, że propozycja Partii Razem wcale nie oznacza wyższych podatków dla wszystkich. Przeciwnie – większość zapłaci tyle samo albo wręcz mniej niż obecnie…więcej zapłacą najbogatsi i wielki biznes. Najwyższy czas, żeby kumple prezesa Morawieckiego zaczęli się w końcu na serio dorzucać do budżetu.”
.
I? Jest tu gdzieś powiedziane,że wszyscy, którzy zapłacą wyższe podatki będą płacić 75%?
„Zapłacą więcaj” (10 złotych więcej, sto złotych rocznie więcej – to jednak więcej) przecież nie jest tożsame z „zapłacą 75%”. Potrzeba dużo złej woli by przypisywać komuś chęć grabieży, najwyraźniej nawet nie znając założeń.
Potrzeby budżetowe – podziwiam, że Pan tak szybko policzył, ile to trzebaby podatków ściągać i doliczył się, że trzeba wywłaszczyć klasę średnią.
Ja tak szybko nie umiem. Oceniam to, co widzę. A jest to np. skokowy wzrost wpływów z podatku VAT. Jak czytam – spowodowany w dużej mierze programem 500+ i zwiększonymi wydatkami na konsumpcję. Inwestycja w społeczeństwo zwraca się w postaci zwiększonych wpływów podatkowych. Można inwestować w mieszkania komunalne, zamiast w Świątynię Opatrzności Bożej. Dofinansować naukę dzieci, zamiast katechetów itd.
Nie żebym ośmielała się wchodzić w dyskusje z red. Skalskim, co to, to nie, zaraz mnie ośmieszy, obsobaczy, itd. Aliści, od jakiegoś czasu w radiu TOKfm, w niedzielne poranki, o 9.00, Grzegorz Sroczyński podejmuje rozmaite osobistości, rozmawiając z nimi, jak to Sroczyński, o tym, jak z neoliberalizmu przejść do gospodarki i społeczeństwa, które red. Skalskiemu na pewno by się nie podobały a limine. Dziś rozmówcą był ekonomista z Uniw. Harwarda i L.Koźmińskiego, dr Jacek Tomkiewicz. Panowie rozmawiali o jednym z hamulców rozwoju Polski, czyli niskich płacach, jak można z tego wyjść, i co to da. Arcyciekawe. I całkowicie w poprzek poglądów, których tu własną piersią broni red. Skalski.
We mnie te rozmowy budzą nadzieję na inną Polskę, która zbliży się do państw nowoczesnych, przede wszystkim w sferze społecznej. Młodzi, w tym ekonomiści, to inni ludzie. Oni rozumieją przede wszystkim to, że większa równość, to większa gwarancja spokoju społecznego i większa nadzieja na zrównoważony rozwój. Używanie matryc z XIX wieku, że będzie ZSRR i III Rzesza, jest wyrazem bezsilności w rozumieniu procesów społęczno-ekonomicznych dzisiejszego świata. Nikt nie docenia na razie faktu ujawnienia afery paradise papers, ale to wydarzenie ma potencjał rewolucyjny. Ludzie rozumieją, że bogaci rżną głupa i nas wszystkich oszukują. I nie zamierzają się z tym godzić; czują swoją podmiotowość. Przed rewolucją ostrzegała już parę lat temu szefowa MFW. I ta rewolucja nadejdzie.
Czy pogrzebaliśmy już PIRS-owy pomysł Koalicji Europa?
(https://studioopinii.pl/telewizja-pokazala-345)
Społeczna, jakże polska, empiria potwierdzi, kolejny raz, narodową głupotę ubieraną od wieków w różne przysłowia. Taki fatalizm zapanował wśród wydawałoby się światłych ludzi?