Dekomunizacja nazw ulic, a nawet miast i miasteczek, jest niezbędna.
Pamiętam powszechną radość, gdy w ramach odwilży padł Stalinogród i wróciła historyczna nazwa Katowice. Aktualnie tzw.dekomunizacją nazw ulic zajmują się na wyścigi dyletanci, nieznający polskiej historii. W ramach lizusostwa wyrzucają na bruk nazwiska bohaterów i w ich miejsce zawieszają byle kogo.
Aby wesprzeć ich godną pożałowania działalność podpowiadam, aby na śmietnik poszły przykładowo 3 nazwiska. A więc książę Poniatowski, który zanim bohatersko utonął w bitwie pod Lipskiem,był warszawskim bawidamkiem i sprawy Ojczyzny „wisiały mu kalafiorem”. A więc gen. Zajączek (co prawda ten najpierw był bohaterem wojen napoleońskich, ale końcówkę miał haniebną: sługus carski).
A nasz ukochany Chopin!
Z moralnością było u niego nietęgo. Jeszcze będąc młodzieńcem, w czasie podróży z Wiednia do Paryża zatrzymał się w karczmie. Spędzając w niej noc zaczerpnął uciech seksualnych z córką karczmarza, co zakończyło się niewygodną chorobą, o czym znękany powiadomił listownie jednego ze swoich przyjaciół.
Nasza historia aż pęka od niecnych typów, których wypadałoby wysiudać z nazw ulic miast i miasteczek.
Jerzy Klechta


A ja pamiętam nieco wcześniejsze czasy, gdy Katowice nazwano Stalino-gród,warszawska „ulica” chodziła zmartwiona, obawiając się, że po śmierci Wilhelma Piecka/czyt.Pika/, następne miasto będzie nosiło nazwę Piczy-gród.Przaśne to, niewyszukane,ale tak pamiętam.
Pozdrawiam.