Przyznam się, że nie oglądam państwowej telewizji. Docierają do mnie tylko różne „kwiatki”, kiedy ktoś zwróci uwagę na wyjątkowo bezczelne kłamstwo czy napaść na opozycję. Podobnie rzadko trafiam na jakieś „kwiatki” z pisowskich gazet. Do oglądania i czytania tych kawałków skutecznie zrażają wystąpienia pisowskich polityków i dziennikarzy podawane przez TVN czy Polsat, albo komentarze zwolenników PiS w internecie.
Komentatorzy oceniają wyborców PiS na ogół zgodnie z jakimiś wyobrażeniami, często przedstawia się ich jako biednych ludzi, którzy stracili na transformacji, ich problemy były pomijane przez władze III RP, a teraz dali się kupić za 500+.
Sądzę że także wyborcy PiS mają słabe wyobrażenie o poglądach ludzi głosujących na inne partie i nie zaglądają często do niepisowskich mediów, a jeśli już to z odpowiednim nastawieniem. Można tak wnioskować słuchając widzów którzy dodzwonią się czasem np. do Szkła Kontaktowego i pomstują na „totalną opozycję” dokładnie słowami polityków PiS.
Mamy okazję przyjrzeć się „drugiej stronie”, choć nie tylko jej. Ukazał się raport z badań przeprowadzonych w małym mieście na Mazowszu, gdzie PiS zyskało wielu wyborców – badań poglądów i postaw politycznych mieszkańców. Badania przeprowadzono w dwa lata po objęciu rządów przez PiS. To umowne Miastko (badacze nie podają o jakie miasto chodzi). Tytuł raportu: „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta. Autorzy raportu: Maciej Gdula przy współpracy Katarzyny Dębskiej i Kamila Trepki.
Badania przeprowadzono ciekawą metodą, łącząc wywiady biograficzne badanych osób z pogłębionymi wywiadami na temat ich poglądów.
W „Streszczeniu” autorzy piszą:
Z przeprowadzonych wywiadów pogłębionych wynika, że dzisiejsze poparcie dla PiS-u silnie wiąże się z przekonaniem o skorumpowanym charakterze poprzednich elit politycznych i z akceptacją aktualnych programów społecznych, a także z wizją wspólnoty, jaką oferuje swoim wyborcom partia Kaczyńskiego. Natomiast wyborcy niepopierający PiS-u są zrażeni i zniechęceni do polityki.
Przeprowadzone badania biograficzne pokazują, że wyborcy PiS-u w różny sposób opowiadają o swoim życiu i w różny sposób budują swoją wizję świata. Znajdziemy tu zarówno instytucjonalne historie życia pokazujące konwencjonalny przebieg drogi życiowej, trajektorie, czyli historie cierpienia i utraty kontroli nad własnym życiem, oraz biografie, czyli opowieści o życiu jako realizacji założonych celów osiąganych przez sprawczą jednostkę.
Różnorodność interesów, tożsamości i opowieści biograficznych skłania do poszukiwania odpowiedzi na pytanie: co łączy dziś wyborców PiS-u? Próbą odpowiedzi jest zaprezentowana w części 6. interpretacja dzisiejszej dynamiki politycznej w kategoriach neoautorytaryzmu. Neoautorytaryzm łączy przedstawicieli różnych klas, obiecując rozliczenie establishmentu, stworzenie dumnej wspólnoty narodowej i wzrost poczucia mocy zarówno wobec elit, jak i grup o słabszej pozycji, np. uchodźców. Dla tego typu sprawowania władzy bardzo ważne są relacje, w jakie publiczność wchodzi z liderem i organizowanym przez niego dramatem politycznym. W dramacie tym publiczność uczestniczy w różnych rolach – ofiary, dumnego członka wspólnoty narodowej czy człowieka twardych zasad moralnych. Jednocześnie neoautorytaryzm mieści się w ramach paradygmatu demokratycznego, kładąc nacisk na uczestnictwo wyborcze, dawanie głosu zwykłym ludziom i niezależność państwa narodowego. (…)
Wyjaśnienia odwołujące się do pojęcia populizmu uwypuklają przede wszystkim dwa źródła poparcia dla partii prawicowych. Po pierwsze są to napięcia ekonomiczne związane z neoliberalnym kapitalizmem. Chodzi o szereg zjawisk powodujących pogorszenie standardu życia wielkich grup ludności. Składają się na nie: utrata pracy, niepewność zatrudnienia, niskie lub niestabilne dochody, stagnacja dochodów i rosnące nierówności dochodów. W dodatku wypieranie tych problemów z debaty publicznej i spychanie ich na margines jako zjawiska lokalne, przejściowe i dotyczące wąskich grup ludności sprawia, że populiści artykułujący interesy obywateli dotkniętych przemianami ekonomicznymi mogą liczyć na ich głos w wyborach. (…)
W przypadku Polski trudno bronić tezy, że źródłem poparcia dla prawicy jest obniżenie standardu życia i niepewna sytuacja pracowników na rynku pracy, które wynikają z kryzysu ekonomicznego. Gdy przyjrzymy się zmianom, jakie zaszły w Polsce przez ostatnie kilkanaście lat, zauważymy, że ich kierunek jest odwrotny do tego, który diagnozuje schemat populistyczny. Bezrobocie w 2002 roku wynosiło 20,6%, dziś sięga 7%. Realne płace w Polsce wzrosły w ciągu 10 lat od wejścia do Unii Europejskiej o 50%. Nierówności dochodowe – mierzone wskaźnikiem Giniego – spadły z 35,6 w roku 2005 do 31,1 w 2011 roku. Nie oznacza to oczywiście, że poziom życia w Polsce zrównał się na przykład z niemieckim albo że zniknęła bieda lub nie istnieją grupy ludzi szczególnie dotknięte niestabilnością warunków pracy. Sytuacja gospodarcza przez ostatnią dekadę jednak wyraźnie się poprawiała i widać to nie tylko wtedy, i to nie tylko wtedy, gdy mierzy się ją wzrostem PKB, lecz także gdy uwzględni się inne wskaźniki, jak wzrost płac realnych czy zagrożenie bezrobociem, które lepiej odzwierciedlają kondycję ekonomiczną ludności.
Należy wziąć to pod uwagę, aby zrozumieć tak duże poparcie dla PiS-u w 2015 roku. U podstaw leżały nie napięcia o podłożu ekonomicznym, ale wzrost aspiracji związany z podnoszeniem się standardu życia. PiS odwoływał się do tych aspiracji o wiele lepiej niż Platforma Obywatelska i obiecywał ludziom, że państwo będzie ważnym partnerem w ich zaspokajaniu.
Kwestie interesów nie tłumaczą jednak wszystkiego. PiS był w stanie dużo sprawniej poruszać się w nowej sferze publicznej, która znacząco różni się od tej, która funkcjonowała 20, 15 i jeszcze 10 lat temu. W przeszłości sfera publiczna zorganizowana była wokół prasy, radia i telewizji. Uczestnictwo polityczne w tej sferze polegało na rywalizacji o narzucenie narracji, która okaże się przekonująca dla szerokiej publiczności. W rywalizacji tej uczestniczyli politycy, publicyści i intelektualiści. Można powiedzieć, że był to świat „pośredników kulturowych”.
Dziś komunikacja uległa głębokiemu przekształceniu z powodu rozwoju internetu. Nie chodzi tylko o to, że internet zabrał część publiczności, a dawne media działają w starym stylu, choć w mniejszej skali niż kiedyś. Internet przebudował stare media na swoją modłę. Oznacza to większą segmentację przekazu i jednocześnie olbrzymią presję konkurencyjną, by zdobyć uwagę publiczności. Dotyczy to także polityki, która przestała być aktywnością nastawioną na tworzenie i narzucenie narracji i przekształciła się w organizowanie publiczności wokół lidera. Lider nie tylko staje się uosobieniem proponowanego kierunku polityki, ale reaguje na wydarzenia, a czasem wręcz je wywołuje. Są to momenty wyjątkowe, przerywające zwykły bieg spraw i organizujące zbiorową uwagę, zaburzające logikę przekazu. Wydarzenia są nagłe, wymagają reakcji i angażują emocje.
Do takich wydarzeń można zaliczyć na przykład katastrofę smoleńską, awarię systemu informatycznego podczas wyborów lokalnych w 2014 roku czy kryzys uchodźczy. Liderzy polityczni są głównymi aktorami publicznymi, organizującymi zbiorowe interpretacje, emocje i reakcje na wydarzenia. Mogą także wydarzenia kreować – jak robi to dziś Kaczyński, likwidując autonomię ważnych instytucji życia publicznego – lub prowokować, jak stało się to choćby w przypadku protestów ACTA i czarnego protestu.
Ta ostatnia kwestia kieruje nas w stronę pytań o innych niż liderzy aktorów życia politycznego, którzy zyskali na zmianie architektury komunikacji. Są nimi bez wątpienia ruchy społeczne. Skala i częstotliwość protestów są dziś w polskiej polityce radykalnie różne od tych sprzed kilkunastu lat. Ruchy społeczne skutecznie korzystają z nowych mediów, żeby organizować protesty. Wszystkie media chętnie je prezentują i pokazują, a ponadto protesty są jedną z coraz popularniejszych form uczestnictwa w życiu politycznym, znajdującą się – jeśli chodzi o intensywność zaangażowania – gdzieś między głosowaniem w wyborach a działalnością w partiach politycznych. Same ruchy społeczne różnią się jednak znacznie od tego, czym były w przeszłości. Kiedyś koncentrowały się na sprawach wykluczanych z narracji głównego nurtu (na przykład wokół praw kobiet, wojny w Iraku, legalizacji miękkich narkotyków) i często wiązały się z tworzeniem alternatywnych narracji. Dziś są silnie związane z wydarzeniami i liderami i pokazują siłę protestu wobec konkretnych posunięć władzy. Ruchy te wykorzystują energię sprzeciwu i łączą różnych aktorów sceny politycznej i społecznej, bez wypracowywania jednolitej tożsamości.
Te zmiany braliśmy pod uwagę, tworząc scenariusz wywiadu pogłębionego. Nie pytaliśmy o orientację ideologiczną, stosunek do państwa, nie sprawdzaliśmy znajomości programów politycznych. Koncentrowaliśmy się natomiast na sposobie zdobywania wiedzy o polityce i pytaliśmy o wydarzenia kształtujące poglądy i wpływające na zaangażowanie ludzi w sferę publiczną, o gorące tematy istotne w walce politycznej oraz o ruchy społecznego protestu. Kwestionariusz ten pozwolił dotrzeć do politycznych opinii i postaw, a w wyniku dał coś więcej: możliwość zrozumienia, jaki sens ludzie nadają toczącym się procesom i jak stają się ich częścią.
W konstrukcji i interpretacji badania bardzo ważną rolę odegrała perspektywa klas społecznych, przekraczająca jednak wymiar ekonomiczny. Odwołaliśmy się do teorii francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu i polskich reinterpretacji jego koncepcji. Bourdieu przyjmuje, że klasy są definiowane przez różne typy kapitału (ekonomiczny, kulturowy, społeczny), a w ich obrębie formują się specyficzne klasowe style życia. Styl życia wyraża się w określonych praktykach, odruchach i dyspozycjach, wpływających na postępowanie jednostek w różnych sferach życia społecznego. Bourdieu mówi o trzech klasach: wyższej, średniej i ludowej. W naszym badaniu ze względu na specyfikę małego miasta skoncentrowaliśmy się na klasie ludowej, czyli ludziach wykonujących pracę fizyczną i zatrudnionych w prostych usługach, oraz na klasie średniej, czyli pracownikach umysłowych w firmach i w instytucjach publicznych. Zwracaliśmy uwagę na charakterystyczne style życia tych klas i ich sposób powiązania z postawami i zaangażowaniem politycznym.
W Aneksie metodologicznym autorzy podają, że nie kierowali się kryterium sympatii politycznych rozmówców.
Bardzo zależało nam, żeby wywiad biograficzny był możliwie mało zaburzony przez przywoływanie preferencji wyborczych. Założyliśmy, że przy 30 wywiadach trafimy na osoby głosujące na różne partie polityczne, a ponieważ badanie miało charakter jakościowy, a nie ilościowy, nie musieliśmy dążyć do reprezentatywności w sensie precyzyjnego odzwierciedlania poglądów w populacji. Nasze założenie okazało się słuszne – w badaniu wzięli udział wyborcy głosujący na wszystkie główne partie startujące w wyborach.
Okazuje się, że często decyzje i poglądy polityczne rozmówców nie wynikają z ich sytuacji materialnej czy doświadczeń życiowych, ale z przyjęcia cudzej narracji, niekoniecznie tylko z telewizji.
Autorzy przytaczają wiele rozsądnych wypowiedzi rozmówców, np. o programie 500+ czy o aborcji, ale mnie poruszyły szczególnie fragmenty wypowiedzi, świadczące o mętliku w głowach który charakteryzuje wielu wyborców. Zacytuję kilka takich wypowiedzi – nie wszystkie pochodzą od wyborców PiS.
O rządach PO:
Strasznie, powiem szczerze. Afera za aferą i jeszcze nic nie było, co wyszło, to wszystko było zamiatane pod dywan. To było coś niesamowitego. Kłamstwo kłamstwem poganiało. Złodziejstwo niesamowite weszło. Ciągle mówili, że nie mają pieniędzy, budżet pusty, luka w budżecie, a sami się tak obłowili przez te 8 lat, że w głowie się nie mieści. Tylko dla siebie mieli, tak? A teraz stare afery, prywatyzacja w Warszawie jaka wyszła? Z tą Gronkiewicz-Waltz. To normalnie coś niesamowitego. Prezydent nie wiedziała, co się dzieje, jak kamienice za grosze sprzedawała w centrum Warszawy. To był cały obraz PO właśnie. Afera Amber Gold i tam jeszcze inne rzeczy. Syn był zamieszany Tuska. Tuska już tak nienawidzę, że po prostu masakra. (Alicja)
Nie wiem. Nie mam zdania chyba. Teraz nie mogę sobie tak skojarzyć jakichś dobrych i złych rzeczy, przynajmniej na tę chwilę. Znaczy, wiem, że mi się podobała ta Ewa Kopacz. Może na nią źle mówili, czy coś, ale jakoś ją lubiłam, taka dobra ciocia, można powiedzieć, była. Czy, jak pamiętam, ci górnicy coś tam na niej, nie pamiętam, wymusili, to jakoś tak starała się coś tam, być taka, może za bardzo uległa, ale podobała mi się, ale tak więcej, to szczerze nie pamiętam nic. (Lena)
O Trybunale Konstytucyjnym:
Aczkolwiek nie wiem, jak mam ocenić, bo z jednej strony teraz jest odnośnie Trybunału jakieś tam, jak to się nazywa, afera i w ogóle. Odnośnie tych wprowadzonych, dzisiaj nawet słuchałem coś w radiu. Nie wiem, moim zdaniem coś z tymi sądami mamy nie tak, skoro coś tam zaczęli z nimi robić. I faktycznie, z kim by się dookoła nie rozmawiało, to jeśli się powie o sądzie, to każdy, że to są złodzieje i w ogóle. Znaczy, cytuję kogoś, nie to, że ja. Styczności z sądami nie miałem na razie, więc ja tam nie mogę powiedzieć, ale z kim by się dokoła nie rozmawiało, to wiecznie wszystko wytykane i w ogóle, jak jakaś taka sprawa, różnie to bywa. (Łukasz)
O KOD:
Jeśli chodzi o KOD tak zwany, ja odniosłam takie wrażenie, może się mylę, ale mam takie wrażenie, że Komitet Obrony Demokracji powstał właśnie przez, tak to wyglądało, jakby to powstało przez ludzi, którzy zostali od tego koryta odciągnięci, czyli ja mam wrażenie, że to Platforma po prostu zaczęła, tak? Takie mam wrażenie od początku i nie sądzę, żeby ludzie sami z siebie, bezstronni, gdyby to założyła osoba bezstronna, to być może gdzieś tam byłoby to wiarygodne. (Maja)
Znaczy, wiesz co, mi się wydaje, że w ogóle te całe demonstracje to są po to, że ktoś napędza w ogóle. Znaczy, ja nie jestem totalnie za PiS, czy coś, ale to jest głównie, żeby obalać, żeby kopać ich po nogach, tak? Żeby po kostkach ich ten, każdy przepis co wymyślą. Większość tych nowych przepisów jest chorych, co oni wymyślają, ale to jest kopanie ich po kostkach przez inne partie, albo… I na pewno jakieś osoby się tam trafiły, które naprawdę mają przekonania, ale większość mi się wydaje, że to taka pokazówa. Tak samo jak z, co mówiliśmy wcześniej, z tym KOD-em. (Karol)
Inne wypowiedzi:
Pani Kopacz, która tak kłamała i takie przekręty zrobiła, to się nie podoba. Jak się może podobać? Albo to, że pan Komorowski, odchodząc z gabinetu, kradnie, ginie u niego, nie powiem, że kradnie, bo nie stwierdziłem, ale ginie z jego gabinetu obraz Kochanowskiego, znanego malarza, nieduży obraz, albo meble, które były w renowacji właśnie giną. (Artur)
Gorąco polecam przeczytanie całego raportu (liczy 40 stron). Ciekawe są wypowiedzi badanych, także na inne niż powyżej tematy, jak też wnioski autorów raportu.
No Title
No Description
PIRS


Żeby zobaczyć prawdziwy obraz społeczeństwa nie potrzeba żadnych naukowych badań, wystarczy zajrzeć na YouTube i sprawdzić co cieszy się największą oglądalnością. Bardzo ciekawe są też rekomendacje „Polecane dla Ciebie”. Za każdym razem gdy otwieram YouTube nie mogę wyjść z podziwu jak to się stało, że PiS przez tyle lat był na bocznym torze i dopiero teraz sięgnął po władzę.
Cytuję dwukrotnie, pod tekstami A. Bratkowskiego i PIRSA, fragment tekstu Karola Modzelewskiego z „Przeglądu” Nr 52 (938) 27.12.2017-01.01.2018: „Kluczem jest postawa tej części społeczeństwa, która PIS popiera i która rośnie. Nad tym się muszą zastanowić ci, którzy stawiają opór PIS…Zachęcam do pracy na wzór narodników – pójście w lud!…trzeba się dogadywać z ludźmi z tamtej strony. Jak z nimi rozmawiać? Póki nie wiemy jak rozmawiać, póty nie znajdziemy wspólnego języka, niż nie wskóramy. Jeśli chcemy być skuteczni – trzeba się z nimi dogadywać.”
Sancta simplicitas!
Moi rodzice są wyznawcami PiS’u. Każda nasza dyskusja, która zahaczy o politykę kończy się kłótnią. Żadne argumenty nie są w stanie ich przekonać, że PiS robi cokolwiek źle. Przede wszystkim dlatego, że demokracja nie jest dla nich żadną wartością, wręcz przeciwnie – jest odbierana jako zagrożenie. Autorytarna władza, wprowadzająca JEDNOLITE NORMY MORALNE (!) dla wszystkich, ma ich świadome poparcie jako lepszy wybór. I podejrzewam, że nawet kryzys gospodarczy czy jakikolwiek inny kataklizm nie zmieni ich stosunku do PiS ponieważ najważniejszy jest „naturalny porządek moralny” i poczucie, że są częścią wspólnoty ,która stoi na straży tego porządku. O imigrantach nie chcą nawet słyszeć, bo to takie samo zagrożenie tego porządku jak „totalna opozycja”. Prawdopodobnie te same przesłanki kierują większością wyborców PiSu. Oczywiście to kościół katolicki wpoił w nich i wpaja nadal, od przedszkola, ten „naturalny porządek moralny”. Powrót ustroju demokratycznego nie jest w Polsce możliwy przy jednoczesnym zachowaniu wpływów kościoła katolickiego. Niestety większość zwolenników demokracji ciągle boi się o tym nawet wspomnieć.
KK jest kluczem, początkiem i końcem problemu. I tylko KK, wbrew temu co nam się wydaje. PiS to narzędzie.
Jednak kiedy mówię o tym ludziom, którzy aktywnie walczą z dobrą zmianą (są lokalnymi liderami), kiedy mówię „przestań chodzić do kościoła, nie musisz zrywać z Bogiem, ale skoro manifestujesz w obronie demokracji, to obowiązkowo powinieneś zamanifestować co myślisz o postawie KK w tej sprawie”. Słyszę wtedy „a co złego może być w mszy św.?”
Naiwność? Głupota? Nieświadomość? Nie wiem co?
Nie rozumiem, jak można podporządkowywać się sile, która mnie niszczy, w czasie kiedy nic mi za to nie grozi. Jeśli jednak rozumiem mechanizm, który rządzi Pana rodzicami, nie rozumiem tego podporządkowania u ludzi walczących z dobrą zmianą. A skoro nie rozumiem, to zaczynam podejrzewać, że jedni są naiwni, a drudzy naprawdę walczą o koryto i nie chcą się narażać KK, bo liczą na jego przychylność w przyszłości.
Problemem jest nie tylko KK, ale i nasi naukowcy. Próbuję znaleźć informację o preferencjach wyborczych ateistów. Nie ma. IMHO, wśród ateistów niemal nie ma zwolenników PiS, ale dobrze byłoby mieć wyniki badan, które socjologowie powinni prowadzić. Mając takie dane argumenty PAT byłyby dużo mocniejsze.
Badania bardzo by się przydały.
A co do naukowców. Co to za naukowcy, którzy nie widzą miałkości i błędów własnej argumentacji. Bo ten list, to nawet nie jest erystyka. Tak „myślą” umysły wyprane przez KK – wierzą święcie, czyli (jestem przekonana), że i tu najpierw KK. Ciekawe jak działa klauzula sumienia w nauce?
Dwie sprawy.
Po pierwsze, proszę obejrzeć pierwsze 5 minut filmu
https://www.youtube.com/watch?v=hdCpdk6EssI
a potem przeczytać ten komentarz:
„Pan Orwell i jemu podobni powinni się leczyć na nogi bo na głowę już za późno. Akurat się składa, że byłem nastolatkiem na przełomie lat 60-70 -tych. Wędliny najgorszej jakości smakowały lepiej niż obecnie niejedna szynka. Jak robiliśmy kiełbasę na ognisku zwyczajną to smakowała jak teraz najlepsza.Moja mama w bank jako kasjerka zarabiała 2400 zł. Czekolada kosztowała 18 zł, papierosy Klubowe ( z filtrem) 4,4 zł, Sporty ( bez filtra) 3,5zł więc proszę mi tu nie pie….olić o biedzie i ucisku.”
Po drugie – przeprowadzone badania oglądalności nocy sylwestrowej w TV wskazują (czy nie?) na preferencje kulturalne widzów. Bezapelacyjnie wygrała TVP serwująca disco polo.
Czy ten wynik nam coś mówi czy nie?
Odpowiedź jest istotna, bo jeśli chce się z czymś walczyć, to trzeba zdawać sobie sprawę dla kogo się walczy. Dla siebie? To marne szanse. A na razie wygląda, że szeregi przeciwników PiSowskiej dyktatury maleją. I będą maleć jeszcze jakiś czas.
” … jeśli chce się z czymś walczyć, to trzeba zdawać sobie sprawę dla kogo się walczy. Dla siebie? To marne szanse. A na razie wygląda, że szeregi przeciwników PiSowskiej dyktatury maleją. I będą maleć jeszcze jakiś czas.”
To pytanie powinno brzmieć inaczej.
„jeśli chce się O COŚ walczyć…” „o coś”, a nie „z czymś”. A jeszcze lepiej: jeśli chce się „coś” „osiągnąć” … wartości, prawa, prawdę, wolność, równość, dobrobyt, szczęście. Takie postawienie sprawy (tylko takie), daje szansę (gwarancję) zwycięstwa. Otwiera drzwi dla sprzymierzeńców.
A walka „z czymś” to zawsze walka ze złem, z szarańczą, ze stonką, z głodem, głupotą … I tak jak w obecnej sytuacji, z każdego zwolennika drugiej strony robi wroga, którego zwalczamy. Każe być czujnym, widzieć wszędzie zagrożenie.
Większość zwolenników PiS to normalni ludzie, tylko, że zwolennicy prawicy. Wolno im. Mają prawo. A my nie mamy prawa obrażać się na nich, ani obrażać ich. Oni nie mają obowiązku rozumieć, co się wyprawia.
To inteligenci i władza powinna była rozumieć, co robi i jaka jest cena szemranych kompromisów. To nie zwykli ludzie zrobili SKOK na Polskę, sprzedali ją Rydzykowi i klerowi. Nie, to nie oni, to nasz sort, w ten sposób załatwiał sobie lepsze życie – bo tak się w Polsce robi, robiło i … (?). Tak, wiem, upraszczam, generalizuję. Taka jest natura komentarza.
Walcząc „z czymś” skupiamy się na tym co złe, tracimy z oczu to, co dobre. Stajemy się źli, bo karmimy się złem.
*
Kiedy dążę do czegoś, nie ma znaczenia „dla kogo” to robię, a dla kogo nie. Robię to dla każdego, bo każdy załuguje na szczęście. A że lubi disko polo? Niech lubi, czy to znaczy, że nie zasługuje na dobro?
Właśnie takie stawianie przez nas spraw odpowiada za naszą porażkę i brak szans na przełamanie impasu. Niby deklarujmey dobre intencje, ale zaakceptujemy rozejm, wyłącznie na naszych warunkach. Żadnego disco polo. Penderecki tak, Martyniuk w żadnym razie.
*
Ich szeregi nie zmaleją, bo Polska jest plebejska i konserwatywna, a elity władzy cały czas sprzedawłay państwo klerowi, więc będzie gorzej.
Właśnie weszły w dorosłość pierwsze pokolenia wychowane na lekcjach religii. Młodzi w domu słyszeli jedno, widzieli drugie. Szybko przyswoili sobie podwójne standardy.
Młodzież nie dosyć, że skręciła na prawo (ustawiczna indoktrynacja w szkole i sferze publicznej), to jeszcze jest ultrapokorna.
Wychowała się w szkole rankingów i domu oportunizmu, które uczą,”że pokorne ciele dwie krowy ssie.”
Dziś jest niepokorna inaczej, pokazuje fucka nam i nowoczesności (w myśleniu), sprzedaje się za nowoczesne gadżety i bajki. 6 stycznia czuje się królami. Hasztaguje #orszak, i hejtuje potrzebujących, jest pozbawiona empatii, ale to nasza wina.
Nasze szeregi topnieją. Dlaczego? Bo „walczymy” „z czymś” – w walce musi być zwycięzca i musi być przegrany. Nie mamy szans wygrać, a „jak kogoś nie można pokonać, to należy się do niego przyłączyć”. Tyle zdrowy rozsądek.
A gdyby tak odwrócić sensy? Przyjąć, że współpracujemy? Tak, jest konflikt, ale to nie jest walka, tylko negocjacje, celem jest kompromis, dobro, Polska, bez zwycięzców, bez przegranych. Jak to zrobić?
No właśnie. Może mamy jakieś wzorce? Poszukajmy.
Na pewno, nie można dyskwalifikować nikogo za jego gust muzyczny, ani komentarze, które nas bulwersują.
PRL wyrwał całe masy ludzi ze strasznej biedy. Ci ludzie naprawdę doświadczyli wtedy dobrobytu, zyskali w przeciwieńswtie do ludzi zamożnych i wykształconych. Nie wolno kwestionować ich doświadczeń. Oni nie kłamią. Ludzie mają różne doświadczenia i to inteligenci powinni mieć tego świadomość.
Mój komentarz brzmi jak napaść, przepraszam, to nie jest napaść. Czasem tak mi się pisze, nie chcę tego zmiękczać.
Cenię Pana wiedzę i liczę na to, że wyszpera Pan z czeluści historii jakiś dobry wzorzec do zastosowania tu i teraz.
Musi coś być. MUSI. Cała nadzieja w Panu.
>>przeprowadzone badania oglądalności nocy sylwestrowej w TV wskazują (czy nie?) na preferencje kulturalne widzów. Bezapelacyjnie wygrała TVP serwująca disco polo.
Czy ten wynik nam coś mówi czy nie?<<
Panie Jerzy, dla mnie ten wynik jest cudowną informacją!
Doszlusowaliśmy jako społeczeństwo do świata zachodniej kultury z własną rodzimą muzyką.
Kończy się nareszcie fascynacja plebejską muzyką kowboi czy smętnym zawodzeniem irlandzkich songów!
Disco-Polo to jest to!
A jak się tańczy! I teksty fajne niezrozumiale dla Azjatów dlatego kochają polskie piosenki! Czy ktoś zwraca uwagę na tekst? Czy człek zdrowy na umyśle słucha jakiegoś Elgara czy nie daj Bóg Pendereckiego i jeszcze ma się przy tym bawić?!
Zdrowa muzyka dla zdrowego ciała i umysłu, tak trzymać!
Ja piszę bez ironii, to jest polski pop!
Swego czasu dzieciakom zaserwowałem disco polo i opiekunka kwaśno oceniła mój wybór.
Na pytanie co jej się nie podoba zapodała że prymitywny rytm i tekst poniżej krytyki.
Roześmiałem się i skomentowałem, wie pani rytm jak rytm, dobry do tańca, a tekst?
Rozumie pani teksty piosenek w różnych językach których tu słuchaliśmy razem?
Są tak samo do bani jak te polskie a momentami gorsze… zaróżowiła się…