Ernest Skalski: Pyskówka

2018–02–02.

[dropcap]S[/dropcap]zanowni komentatorzy mojego artykułu o wielkim terrorze w ZSRR w 1937 roku i w innych, oraz ogólnie o komunizmie:

Dziękuję za waszą uwagę i opinie których nie chcę zostawić bez odpowiedzi. Robię z tego odrębny materiał ze względu na wagę tematów jak i na to, że mało kto wraca do już przeczytanych tekstów, by kontrolować wymianę opinii pod nimi.

Nie cytuję Was jak leci. Ten oryginalny zestaw waszych wypowiedzi jest do znalezienia pod moim tekstem. Wybieram tylko te fragmenty, do których chcę się ustosunkować. I robię to na niebiesko, by łatwo było zwrócić uwagę.

BTW:

Jeżeli nie komunizm to co Autor zaproponuje dzieciom z Bangladeszu, Kalkuty czy Bombaju pracującym za jednego dolara po 12 godzin dziennie dzięki czemu Polacy mogą kupować „markowe” ciuchy za grosze ?

GORYŃSKI

@ARTU

– ” Jeżeli nie komunizm to co Autor zaproponuje dzieciom z Bangladeszu, Kalkuty czy Bombaju pracującym za jednego dolara po 12 godzin dziennie dzięki czemu Polacy mogą kupować „markowe” ciuchy za grosze ?…”

Dzieciom z Bangladeszu, Kalkuty, czy Bombaju, szanowni, proponuję przeczytanie skróconego rozdzialiku o globalizacji, z mojego artykułu „Lewica szkodzi”, tylko co zamieszczonego w naszym Studio. Poniżej:

Dr. Sławomir Czapnik, z Uniwersytetu Opolskiego i Collegium Civitas, w artykule pt. „Główne źródło ekstremizmów? Późny Zygmunt Bauman o globalizacji”, skoncentrował się na „kapitalistycznej globalizacji jako jednym z uwarunkowań sprzyjających dysproporcjom głównie ekonomicznym oraz polaryzacji opinii i poglądów. Napięcia i nierówności będące charakterystyczną cechą neoliberalnej fazy współczesności generują destrukcyjne tendencje mające swój wyraz m.in. w fali przemocy, w tym terroryzmu i ekstremizmu.”

Dysproporcje i nierówności ekonomiczne między Zjednoczonym Królestwem i Indiami, między Holandią i Koreą (południową), między Frankfurtem i Singapurem niewątpliwie istnieją, lecz czy urosły czy zmalały w ciągu 30 – 50 lat trwania globalizacji, panie doktorze?

Większe, mniejsze…Fakt, że jednak te dysproporcje istnieją określa negatywny stosunek lewicy, w tym polskiej, do procesu globalizacji. Przemoc, terroryzm, ekstremizm… Jeśli to prawda, to chyba nie cała i nie oddaje istoty zagadnienia. Podstawowa informacja o globalizacji to spadek ubóstwa w świecie w latach 1990 – 2016, z 35 do 9 procent ludności świata! To dane „Wall Street Journal” z Brookings Institution. A kryterium progu ubóstwa to w tym przypadku 1,9 USD dziennie na głowę. Przy czym dolar w tych biednych krajach to więcej niż nasze niecałe cztery złote według aktualnego kursu. Przecież w PRL, biednie bo biednie, ale się żyło i za trzydzieści dolców miesięcznie.

Globalizacja stanowi integralny element rozwoju cywilizacji. To nowoczesne technologie, a szczególnie rozwój wszelakiej komunikacji, pozwalającej na szybkie przemieszczanie się towarów, ludzi, pomysłów, idei, know–how i wręcz błyskawiczne przemieszczanie: informacji, decyzji, pieniędzy. To proces, który przy licznych niedogodnościach coraz większe peryferyjne obszary świata – do niedawna „trzeciego” – coraz intensywniej włącza w światowy obieg gospodarczy. I nie polega on już na wymianie surowców na „perkaliki”, lecz na inwestowaniu w produkcję, w miarę upływu czasu coraz bardziej skomplikowaną, w nowoczesne centra usługowe – choćby informatyczne w Indiach – a także w infrastrukturę.

W początkach nowoczesnego socjalizmu, określającego się jako naukowy, pewną rolę odegrała książka „Położenie klasy robotniczej w Anglii” Fryderyka Engelsa, skądinąd właściciela fabryki w Manchesterze. Położenie to już wówczas światli ludzie uważali za karygodne, podobnie jak dziś warunki w fabrykach Bangladeszu. A przy tym, wtedy w Anglii czy w Łodzi i teraz w Bangladeszu czy w Mali, przejście do startującego przemysłu stanowiło/stanowi awans cywilizacyjny dla wiejskiego i miejskiego lumpenproletariatu!

Z tym, że w globalizującym się świecie funkcjonuje i skutkuje nacisk – choćby w postaci fair trade – na poprawę sytuacji tych ludzi, już nie z pokolenia na pokolenie, jak ongiś w Europie, lecz z roku na rok. W chińskim przemyśle lokowanym na wybrzeżu pracownicy walczą o poprawę warunków na tyle skutecznie, że przedsiębiorcy lokują nowe inwestycje w głębi kraju, gdzie jeszcze łatwiej o tanią siłę roboczą.

Mali wymieniłem dlatego, że w latach 2014 – 2016 wartość spożycia na mieszkańca wzrosła tam o 21,4 procent – najwięcej w świecie! Na drugim miejscu jest Gwinea–Bissau – 16,5 procent. W Bangladeszu tylko – 6,6, za to w Indiach – 12,7. Zaś w bogatych krajach Skandynawii – od 1,8 do 2,9 (dane Banku Światowego)

„Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!” Pod tym hasłem z wydanego w 1848 roku „Manifestu Komunistycznego” Marksa i Engelsa powstawała nowoczesna lewica. W XX wieku uważała się za motor postępu we wszystkich możliwych dziedzinach. Opowiadała się jako sojusznik gnębionych ludów kolonialnych i zależnych, co w praktyce sprowadzało się do poddawania ich hegemonii ZSRR albo komunistycznych Chin. A kiedy na ostatnim przełomie wieków realny postęp cywilizacji nie poszedł w kierunku lewicowej utopii, ongiś internacjonalistyczna i postępowa lewica stała przeciwnikiem globalizacji i zmian wyzwalających te ludy z głodu!

Dla lewicy globalizacja, czyli inwestycje kapitału w obszarach nędzy i zacofania, to panoszenie się międzynarodowych korporacji, poniżenie i wyzysk. Władza pieniądza, która nie została wyłoniona przez demokratyczną procedurę, a dominuje nad wybranymi parlamentami i wyłonionymi przez nie rządami. Czyli, rynek, biznes i zysk kosztem polityki i idei.

Tak jakoś jednak się składa, że zamachy, rzezie, wojny to wyraz szlachetnych dążeń w imię, tej albo innej, wiary, poczucia godności klanowej, czy narodowej, potrzeby wyzwolenia lub dominacji, jednym słowem: polityka i idea. Coraz rzadziej kryje się za tym interes ekonomiczny, bo z gospodarczego punktu widzenia jest to przeważnie gra o sumie ujemnej. Przeważnie wszyscy tracą na tym biznesie.

Międzynarodowe koncerny–korporacje mają swoje za uszami – Iran, Kongo, Gwatemala, Biafra… Ale już pół wieku jak – w większości przypadków – ich biznes lepiej prosperuje w warunkach pokoju i spokoju. W dzisiejszej sytuacji globalizacja zwiększa więc szanse przeżycia. A kiedy rządy, a więc siły polityczne, biorą się za prawne regulowanie gospodarki w skali globalnej, kiedy powstają projekty umów kreujących sfery gospodarcze po obu brzegach Atlantyku i Pacyfiku, wszelka lewica jest zdecydowanie przeciw. Oczekiwana w związku z procesami integracyjnymi poprawa warunków życia ogółu nie jest dla lewicy istotna, bo znowu powiększa się wpływ korporacji.

I jeszcze jedno. Globalizacja oznacza potanienie produkcji i obniżenie cen, czyli poprawę materialną ogółu. Wszędzie, łącznie z Zachodem. Lecz, niezależnie od tej korzyści na Zachodzie zmniejsza zapotrzebowanie na wysoko opłacaną pracę w produkcji i wokół produkcji oraz usługi informatyczne. I znaczące części społeczeństwa mają podstawy by czuć się zdegradowane.

Jeśli jednak istnieje coś takiego jak sprawiedliwość dziejowa, to historia właśnie ją wymierza krajom, które bogaciły się kosztem ludów kolonialnych i zależnych. Ale dla tych, którzy teraz czują się poszkodowani, to żadna pociecha.

Reakcja tamtejszej lewicy jest odruchowa; „oburzeni” w Nowym Jorku, Podemos w Hiszpanii, Syriza w Grecji. Ten destrukcyjny gniew jakoś się kojarzy z atmosferą ruchu luddystów z początków ery przemysłowej, od którego odciął się wczesny socjalizm ze swoim programem, opartym na rozwoju kapitalizmu i narastaniu rozsadzających go sprzeczności.

Nie tak to poszło, ale przynajmniej ktoś wtedy nad tym pracował. Obecna lewica głównie się oburza na wszystko, ale jakoś nie widać jej konkretnych pomysłów na poprawę.

ARTU

@A. Goryński

Dwa lata temu miałem okazję bliżej poznać grupę Hindusów w wieku szkoły średniej. Wszyscy pochodzili z niższych kast. Gdy po kilku dniach znajomości spytałem jak wyobrażają sobie przyszłe Indie nagle okazało się, że prawie wszyscy są zafascynowani Hitlerem i Stalinem (Rosja to ciągle najbliższy sojusznik Indii odbierany bardzo pozytywnie chyba przez wszystkich Hindusów) a zbrodnie komunistyczne nie mają większego znaczenia, ponieważ cel uświęca środki.

Zmianę swojej sytuacji życiowej widzą wyłącznie w krwawej rewolucji. Stąd moje pytanie, co Redaktor Skalski może zaproponować tym masom biedoty gotowym dla iskierki nadziei chwycić się brzytwy? Jeżeli nie ma żadnych propozycji dających realną nadzieję na poprawę jakości ich życia to komunizm w takiej czy innej formie będzie powracał jeszcze długo, niezależnie od tego jakie będą tego koszty i jak bardzo będzie krytykowany. Jedyna nadzieja w tym, że pojawią się i zwyciężą jakieś radykalnie nowe idee pozwalające na nowo uporządkować egzystencję ludzi w sposób bardziej racjonalny i sprawiedliwy, uwzględniające przy tym wszystkie wady natury ludzkiej. ..

ARTU (nieco dalej)

Niestety, nawet najpiękniejsza i najbardziej szczytna idea, gdy tylko przejmują ją tłumy staje się zaprzeczeniem samej siebie i zaczyna ociekać krwią. Problemem jest natura ludzka: chciwość, żądza panowania nad innymi, agresja, głupota.

To ja wytłuściłem fragmenty powyższych tekstów, by zwrócić uwagę, jak trafnie p. ARTU odpowiada sobie samemu. Lecz dalej już nie ma zgody z p. ARTU.

Najbardziej do tej krwiożerczej natury zdaje się pasować kapitalizm, ale czy jest on lepszy od komunizmu ? Co najwyżej posługuje się bardziej wyrafinowanymi metodami manipulacji i perswazji.

Wpierw uwaga natury ogólnej. Kapitalizm nie jest kolejna szlachetną ideą, która się wykoleiła. Jest to system, który powstawał w miarę przemian cywilizacyjnych, a w szczególności w związku z rozwojem wszelakiej technologii. Czy jest lepszy od komunizmu, p. ARTU?

Ilu ludzi z narażeniem życia szwarcowało się z kapitalistycznej RFN do komunistycznej NRD?

Jak się wylatuje z USA to nikogo nie obchodzą paszporty. Jest tylko odprawa pasażerów i security control. Ale cholery można dostać, gdy przylatując z ważną wizą, trzeba się przeciskać przez immigration, nie mając pewności czy nie zawrócą. Mur na granicy USA – Meksyk nie jest pomyślany po to by powstrzymać ucieczkę obywateli Stanów. Po której stronie Rio Grande kapitalizm jest bardziej kapitalistyczny? A żeby wyjechać z komunizmu trzeba było PROSIĆ (z niepewnym skutkiem) o wydanie naszego paszportu i zwrócić go po powrocie.

Rozpętanie wojny – to dalej p. ARTU, z ironią – żeby gdzieś wprowadzić „demokrację” ma się rozumieć jest w pełni usprawiedliwione ale obalenie krwawej dyktatury przez komunistyczną partyzantkę to rebelia i zamach stanu. Wyżej w tekście podano, że liczba ofiar komunizmu może sięgać 100 milionów. A gdyby tak policzyć liczbę ofiar konfliktów rozpętanych lub inspirowanych przez USA, czy nie byłaby to porównywalna liczba ?

Czy może pani/pan powołać się na jakiekolwiek źródła?

Gdzie, kiedy i jaka krwawa dyktatura została obalona przez komunistyczną partyzantkę? W Boliwii, Peru, Kolumbii, krwawa komunistyczna partyzantka w rzeczywistości była bandytyzmem, motywowanym ideologicznie i konkurowała w okrucieństwie z rządowymi szwadronami śmieci. Mordując i grabiąc lud pracujący wsi, któremu za jedno czy robi to komunistyczne Sendero Luminoso czy muzułmańskie Boko Haram czy również muzułmańska partyzantka na Filipinach.

W Ameryce Łacińskiej partyzantka nikogo nigdzie nie obaliła, co najwyżej dogadywała się w końcu z władzą. Natomiast w Nepalu komunistyczna, maoistowska partyzantka obaliła w miarę postępowego króla. Prawicowe dyktatury schodziły na uwiąd starczy ze swymi dyktatorami – Hiszpania, Chile – lub padały na skutek międzynarodowych awantur rozpętywanych przez junty – Grecja, Portugalia, Argentyna .

I może policzymy ofiary tych konfliktów rozpętanych lub inspirowanych przez USA. Są to: wojna z Meksykiem, wojna z Hiszpanią, walki z Indianami, wyłuskanie Panamy, interwencja w Granadzie i może coś przeoczyłem. No i interwencja w Iraku, w którym się ciągle kotłuje. Pochłonęła, od 2003 do teraz, 268 tysięcy ofiar w czym cywili było 242 tysiące. Sojuszników zginęło 4852, w większości Amerykanów, w tym zabitych Polaków było 23.

Z tych wszystkich wojen to w dwóch pierwszych straty USA wyniosły; z Meksykiem 17,5 tys. i z Hiszpanią 4 tys. zbitych, rannych, wziętych do niewoli i zaginionych. Zabitych łącznie mogło być w tym kilka, raczej nie więcej niż 5 tysięcy – wszystko po stronie USA. Powiedzmy, że po drugiej stronie było 2–3 razy więcej ofiar i będziemy mieć rząd liczb. Inne akcje tego typu to były drobne incydenty. (Wojny w Korei i Wietnamie były obroną sojuszników przed komunistyczną agresją. Pierwsza wojna w zatoce wyzwoliła zagarnięty przez Saddama Kuwejt.)

Tak więc w wojnach mieszczących się w podanej przez ARTU kategorii, liczba zabitych raczej nie dochodzi do pół miliona, co nie jest porównywalne ze stoma – i więcej – milionami ofiar komunizmu. A wdaję się w te wyliczenia, bo irytuje mnie gdy ktoś, niczego nie wiedząc o tym o czym mówi, z głębokim przekonaniem – największy wróg prawdy – głosi to co mu się wydaje.

Kapitalizm jak każdy kolejny ustrój ekonomiczny i społeczny ma w sobie przemoc i okrucieństwa, choć mniej niż poprzednie formacje, mniej teraz niż na początku i zdecydowanie mniej niż komunizm, który miał go zastąpić. W kapitalizmie jakoś swoich nie mordowano milionami, niekiedy aż do jednej czwartej czy jednej trzeciej – Kambodża – narodu, w ramach jego uszczęśliwiania.

Czy poza automatem Kałasznikowa, pani/panie ARTU, ten przodujący ustrój, w ciągu stu lat swego istnienia, dał światu jakikolwiek oryginalny produkt, przełomowy wynalazek, twórczą ideę, naukową teorię? Wszystko to powstawało w tym strasznym kapitalizmie. A przodujący ustrój to gorsza niż na Zachodzie jakość prawie wszystkich produktów i usług i strukturalny niedobór tego wszystkiego, stała niemożność zaspokojenia cywilizacyjnych, a nieraz i egzystencjalnych, potrzeb większości społeczeństw, niewymienialna waluta, dyktatura niewybieralnego aparatu władzy, stały przymus, często łącznie z krwawym terrorem. Wystarczy?

To ja już proszę o te „wyrafinowane metody manipulacji i perswazji”, panie/panie ARTU.

I znowu

ARTU

„Menedżer w międzynarodowej korporacji zarabia w ciągu czterech dni tyle, ile pracownik fizyczny przez całe swoje życie”

Której korporacji, jaki menedżer; prezydent, dyrektor generalny, czy zwykły, szef projektu? Czy ktoś zliczył te korporacje, podsumował zarobki naczalstwa, wyciągnął średnią czy może medianę? Ile – w cyfrach! – mu wyszło na dniówkę? I ci „pracownicy fizyczni”! Świata? Monterzy wysokościowi w Nowym Jorku czy dzieci z fabryk w Bangladeszu? Kto wie ile w życiu przepracowują i zarabiają jedni i drudzy i jak wyliczono, że – średnia, mediana? – to akurat cztery dniówki mitycznego menedżera? Doprawdy, wstyd pisać takie bzdety!

Nagłówek na stronie Wyborczej kierujący na wysokieobcasy.pl 😉

„Oxfam opublikował raport o nierówności, z którego wynika, że 80 proc. zysków z całego świata należy do ośmiu najbogatszych mężczyzn. W ubiegłym roku łącznie zarobili 762 miliardy dolarów. Jedna siódma tej kwoty wystarczyłaby, by położyć kres biedzie i głodowi w krajach Trzeciego Świata.”

Ani jedna siódma, ani dwie, trzy, cztery siódme tej kwoty nie położą kresu biedzie i głodowi. Dlaczego? Bo pomoc w większości rozkradną. Poniższy obrazek nie jest czymś niezwyczajnym.

GORYŃSKI

Byłem tam, 37 lat temu. …W …Nepalu rządził Birendra. Król postępowy…Postęp miał tam wyboistą drogę. Np. te łóżka szpitalne, od WHO, zostały skradzione wszystkie już na lotnisku. Były prestiżowymi meblami w bogatszych domach…

Co innego jeśli się tam rozsądnie zainwestuje. Lecz prawdę powiedziawszy, to lewicy, w skali, tak świata jak w kraju, bardziej doskwiera bogactwo bogatych niż bieda biednych. Głównie ów Oxfam, ale i inne źródła, epatują świat bzdurnym danymi.

Kto wymyślił te 762 miliardy? Jeśli to ma być 80 procent, to całość zysków świata wynosiłaby 952 miliardy i pół. Starczyłoby na wydatki wojskowe Stanów Zjednoczonych – 700 miliardów – w roku 2018, ale całość wydatków rządu federalnego – 4.1 biliona baksów – już by trzeba było czerpać spoza tego świata. Dlaczego do … nędzy ludzie przez chwilę nie zastanowią się o czym piszą?

Z kolei nawet nie ośmiu, lecz dziesięciu, według Forbesa, najbogatszych mężczyzn świata w roku 2017 to:

  1. Bill Gates – 86 mld dol.
  2. Warren Buffett – 75,6 mld dol.
  3. Jeff Bezos – 72,8 mld dol.
  4. Amancio Ortega –71,3 mld dol.
  5. Mark Zuckerberg – 56 mld dol.
  6. Carlos Slim Helu – 54,5 mld dol.
  7. Larry Ellison – 52,2 mld dol.
  8. Charles Koch – 48,3 mld dol.
  9. David Koch – 48,3 mld dol.
  10. Michael Bloomberg – 47,5 mld dol.

Ich łączny majątek to, jak łatwo podliczyć, 612,5 mld. Majątek, a nie dochody! Jak z tego majątku można w rok wygenerować 762 miliardy, czyli 124.5 procent zysku?

Czytaliśmy już o 85 najbogatszych, o jednym autobusie najbogatszych, o jednym procencie najbogatszych – mających tyle ile… tu najczęściej występowała „biedniejsza połowa świata”. Jeśli ludzkości, to jak wyłuskano te biedniejsze 3,5 miliarda ludzi? I jak podliczono wartość ich dobytku w postaci ziemi ornej, krów, zabytkowej porcelany, rachunków w bankach i pieniędzy w bieliźniarkach, a z tego wyszło akurat to co ma tych osiemdziesięciu pięciu, ten jeden procent czy ten autobus pełen najbogatszych. Pewnie tylko na miejscach siedzących, bo tacy nie jeżdżą na stojaka.

Co może wiara, skoro takie brednie powtarzają, skądinąd uczeni, z dyplomami!? I budują na nich teorie oraz programy polityczne.

Ci z czołówki Forbesa i nieco dalsi. Ich pałace, jachty i odrzutowce to niewielka cząsteczka tego co posiadają. Ich prawdziwy majątek to KAPITAŁ; firmy wszelakie; fabryki, sieci handlowe i telefoniczne, hardware i software. To jest po prostu znacząca część materii gospodarki, generująca PKB, na który prycha lewica. A Produkt Krajowy Brutto to są produkty które ludzkość używa i usługi z których korzysta. Ci najbogatsi mają w tej materii najtłustszy kąsek, lecz w tym obszarze utrzymywane są najlepsze uniwersytety i laboratoria, gdzie powstają drożdże cywilizacji.

PIRS

GORYŃSKI, ARTU

Myślę że za bardzo jesteśmy przywiązani do nazw. Wszyscy. Kim Dzong Un nazywa siebie komunistą i na tej podstawie każdego kto uważa siebie (lub inni go nazywają) komunistą już traktujemy odpowiednio. A przecież ideą komunizmu miała być sprawiedliwość i szczęście ludzi.

Miała!

Chrześcijaństwo w swoich naukach jest piękne, naucza miłości i wybaczania nawet wrogom. Ale w imię Jezusa mordowano i katowano miliony ludzi. Robili to ludzie uważający się za chrześcijan (i nigdy Kościół nie okazał skruchy). Nawet teraz niszczą życie ludziom, bo mają swoje dogmaty.

Okazał. Z okazji roku jubileuszowego 2000, pomimo sprzeciwy watykańskiej hierarchii, Jan Paweł II wyrażał skruchę za grzechy Kościoła.

Paradoksem jest, że teraz jak się chce kogoś poniżyć czy oskarżyć to nazywa go się komunistą, a jakoś nikogo nie nazywa się w tym celu katolikiem. Może warto najpierw dowiedzieć się co dany człowiek ma w głowie? To tak jak z wiarą w Boga – czy ktoś powie że wierzy w Boga czy że nie wierzy to nic mi nie mówi, najpierw powinien powiedzieć w jaki sposób rozumie tego Boga w którego wierzy.

Draństwo może przejawić się u każdego, szczególnie jeśli wbije sobie do głowy jakieś dogmaty. I przyjmie że w imię tego co uważa za dobre może czynić zło. Oceniajmy czyny i wyobrażenia a nie nazwy.

Defensor fidei to nie jest moja specjalność sed maxima amica veritas. Chrześcijaństwo to nie tylko stosy Inkwizycji i wojny religijne. To wielowiekowa epoka zachodniej cywilizacji, przodującej od dwustu lat w skali świata. A przy tym owo okrutne Średniowiecze było bardziej humanitarne niż Starożytność, którą dziś postrzegamy głównie przez jej wspaniałe strony. Zaś komunizm to zdecydowanie wymuszony boczny tor cywilizacji. Można by powiedzieć; jej mroczny zaułek, gdyby nie jego skala. Chrześcijanin więc może się na to i owo z dumą powołać, a komunista najwyżej na dobre chęci, którymi wybrukowane jest piekło i na trwanie w błędzie pomimo rzeczywistości.

SIR JAREK2018–01–25

„Komunizm” w byłym ZSRR a szczególnie jego najbardziej spektakularna forma jaką był Stalinizm – paradoksalnie był najszczęśliwszym zbiegiem okoliczności jaki się mógł NAM (Polsce) przytrafić. W zasadzie pomniki Stalina powinny stać we wszystkich naszych większych miastach. Ja wiem, że to dość karkołomna teza, ale…….

Bardzo karkołomna, sir.

Dzięki sabotowaniu przez Stalina i Budionnego poczynań Tuchaczewskiego na froncie pod Warszawą – możliwy był „Cud nad Wisłą”. Z resztą – dzięki tym działaniom Europa uniknęła dużo większego bałaganu jakim byłoby usadowienie na radzieckich bagnetach komunistycznego rządu w zrewoltowanym Berlinie.

Latem 1920 już nie był zrewoltowany. Komunistyczne rewolucje w Bawarii i na Węgrzech miały miejsce w roku 1919. W tym aspekcie ofensywa bolszewicka była spóźniona.

Dzięki tym wszystkim stalinowskim „czystkom” za cholerę nie mieli czasu na zajmowanie „PriwislańskimKrajem”. W zasadzie powinniśmy być wdzięczni Stalinowi za wybicie całej Wierchuszki. Jeśli ktoś wierzy, że Zinowiew, Kamieniew czy Bucharin to byli jacyś szczególni przyjaciele Polski to gratuluję. Ubicie Trockiego pogrzebało jego ideę „Armii Pracy” – czyli de facto rzesz niewolników maszerujących z łopatami od zadania wyznaczonego przez Partię … – do zadania.

Trocki został zabity kiedy był już uchodźcą w Meksyku. Jego koncepcje upadły razem z nim, gdy przegrał rywalizację ze Stalinem.

Rozwalenie kadry dowódczej Armii Czerwonej z jej doświadczonymi w bojach wojny domowej dowódcami – może być większy prezent??

To doświadczenie z wojny domowej nie na wiele się przydało w roku 1941, oszczędzonym; Timoszence, Woroszyłowi i Budionnemu. Rozwalenie kadry dowódczej było, owszem, prezentem, lecz dla Hitlera. Nie mieliśmy z nim wspólnych interesów.

I cynicznie dodam – w Polsce w czasie panowania słusznie minionego ustroju co kilka lat odbywał sie „zakręt historii”. Więc jeśli mieszkańcy ZSRR zamiast „zakręcać” pozwalali sie wybijać prawie do nogi – chcącemu nie dzieje się krzywda.

No comments.

A teraz czekam na opierd***ol…..:–)

Życzę wszystkiego najlepszego.

ZBYSZEK123

Do Pana Redaktora Ernesta Skalskiego !

Panie Redaktorze – to wszystko prawda co pisze Pan o zbrodniach Józefa Stalina i całego systemu sprawowania władzy w Kraju Rad co budował, jak twierdził, komunizm.

Ale tekst Pana Redaktora pojawił się na stronie SO teraz, gdy w Polsce zapiekliło się po reportażu o polskich faszystach świętujących urodziny Adolfa Hitlera. Słuchając wczoraj wystąpienia ministra Brudzińskiego, politologa, podobno nauczyciela akademickiego miałem nieodparte wrażenie, ze skorzystał z Pańskiego artykułu przedstawiając zagrożenie lewicowym radykalizmem jako równoważne a nawet większe od tego jakie niesie obecność organizacji skrajnie nacjonalistycznych i faszystowskich w Polsce, tu i teraz, w mediach, instytutach naukowych, w Parlamencie.

Czy to nie jest chichot historii Panie Redaktorze ?

Chichot nie chichot. Sam pan pisze o „gaszeniu ognia benzyną”, jako metodzie pokrywania jednych zjawisk przez inne. My tu sobie dyskutujemy w naszej niszy, nie prowadzimy polityki, tylko ją omawiamy, a jak mamy coś do powiedzenia to mówimy. Bez pokrywania jednego drugim. Zaś ministra Brudzińskiego chyba pan przecenia, jeśli chodzi o jego lektury.

Z szacunkiem

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

26 komentarzy

  1. Magog 2018-02-02
  2. artu 2018-02-02
  3. agluszek 2018-02-03
  4. artu 2018-02-03
    • artu 2018-02-04
  5. Magog 2018-02-04
  6. Sir Jarek 2018-02-04
    • Mr E 2018-02-05
  7. Sir Jarek 2018-02-04
  8. hazelhard 2018-02-04
    • agluszek 2018-02-05
    • artu 2018-02-05
  9. artu 2018-02-04
  10. PIRS 2018-02-05
  11. artu 2018-02-05
    • BM 2018-02-05
  12. artu 2018-02-05
  13. Darek 2018-02-05
  14. Magog 2018-02-05
  15. Ernest Skalski 2018-02-06
  16. Mr E 2018-02-06
  17. Ernest Skalski 2018-02-06
  18. slawek 2018-02-07
  19. Magog 2018-02-07
    • slawek 2018-02-07
  20. Sir Jarek 2018-02-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com