W dniu, gdy Trump miał przemówić do Kongresu, na budowę naszego nowego gniazda w Miami przychodzi, żeby rozliczyć się za malowanie, Camillo, który z Hondurasu przeprawił się przez dżunglę Gwatemali do Meksyku, nielegalnie przekroczył granicę, a po zatrzymaniu opowiedział, że pięknie potrafi malować i jakimś cudem dostał prawo do pracy po sześciu latach samotnego życia, sprowadził żonę i syna.
Po nim pojawia się Pedro z Dominikany, ściągnięty przez wujka 20 lat temu, będzie instalował szafki kuchenne. Kubańczyk Mario zakłada wiatraki i wiesza lampy, Argentyńczyk Alessandro bierze wymiary na szklane ściany w prysznicach, a Brazylijczyk Roberto na rolety przeciwsłoneczne. Czekamy na hydraulika Marcosa z Meksyku, żeby podłączył wodę, ale ten jest już obywatelem amerykańskim, więc przychodzi, kiedy chce.
Gdy po dniu na budowie wracamy do starego domu, w Kongresie przemawia Trump, który dobrze wie, że bez Marcosa, Roberta, Alessandro, Mario, Pedro i Camillo, nie tylko nie udałoby się wyremontować naszego nowego mieszkania, ale też żadnego z jego wieżowców i pól golfowych.
Otoczony klapiącymi na stojąco republikanami i wbitymi w fotele demokratami, Trump przypomina nam swoje hasło wyborcze Ameryka znów wielka, przerobione przez opozycje po słynnym trumpowskim „otworze odbytowym”, z którego mają się wywodzić emigranci z Afryki i Haiti, na Ameryka znów biała.
I tak Trump budzi nasze uczucie obcości w nowym domu, który zbudowaliśmy po ucieczce ze starego. Jego kłamstwa przypominają Gomułkę, który żonę miał Żydówkę, miał nie być antysemita, ale uwierzył w idiotyczną teorię o syjonistycznej konspiracji w Polsce – i w to, że kopniak w żydowski tyłek pomoże skompromitowanym już komunistom utrzymać się przy władzy. Dziś robią to samo, budząc najniższe instynkty swoich wyborców, rasista Trump i raczkujący faszysta Kaczyński, który w przededniu 50-lecia Marca 68, strzelił sobie w stopę.
NEW YORK TIMES opisał to w artykule pod tytułem Polska pamięć w czarnej otchłani. Szalony ruch Kaczyńskiego, małpujący trumpowskie „über alles”, nie spodobał się samemu Trumpowi, któremu zależy na żydowskich wyborcach. Jak długo będziemy żyć jeszcze w tym świecie kłamstwa i absurdu?
Grażyna i ja wybieramy się do Polski na otwarcie wystawy OBCY W DOMU, gdzie mój film SKIBET/HATIKVAH o emigrantach marcowych w Kopenhadze będzie częścią instalacji video. Politycy PiS dopisali do muzealnego scenariusza o naszej obcości sprzed pięćdziesięciu lat jego współczesny element.
Marian Marzyński
Life on Marz (2007) & RISD Student Films (1972-1976)
„My name is Marian Marzynski,” I introduced myself in broken English to my film class. „It’s too long,” they said. „Can we call you Marz?” In 1972, my students at the Rhode Island School of Design were the siblings of those WHO rebelled in the 60s. This new generation’s


” przypomina Gomółkę” – Gnom najwyraźniej oceniał wszystko po sobie (projekcja). Skoro on (polak mały – dowód -polska droga do) ożenił się z żydówą, to przecież Polacy nie są antysemitami. I wszystko nieprawda co pismaki w prasie piszą o trudnościach zaopatrzenia w polskim handlu uspołecznionym. Bo przecież jego żona nie miała żadnych trudności w nabyciu „śpioszków” dla wnuka.
.
Paranoja, zakłócająca odbiór rzeczywistości, nie wyklucza posunięć skutecznych. Jego natychmiastowe przejęcie moczarowskiej inicjatywy uratowało w Marcu 68′ jego władzę, wyjmując „narodowcom” Moczara wiatr z żagli. Ciekawe, że już wtedy pojawiło się to, charakterystyczne dla słownika narodowego PiSu odwrócenie znaczeń słów. Syjoniści, to byli przecież propagatorzy wyjazdu żydów do Izraela. Wypędzenie żydów za granicę (nie wiem jaki procent trafił rzeczywiście do Izraela) było przecież właśnie na rękę syjonistom, których – rzekomo – zwalczano. Jako wrogów Polaków, którym właśnie masowo nie dawano paszportów, a oni nagle dostawali, jako one way ticket ? Z tej „niebieskiej listy” w Pałacu Mostowskich, na której przez powszechne peerelowskie niechlujstwo znalazł się również hrabia Plater.
.
Mój przyjaciel Robert Stiller, boleśnie nieobecny dla mnie od roku i praktycznie jeszcze przez parę lat praktycznie nieobecny w historii polskiej literatury (bo był właśnie jednym z niewielu prawdziwie niepokornych, i w dodatku skutecznie agresywnych) wprowadzając mnie w tajniki dobrego tłumaczenia obcych tekstów mówił