tym razem prezydent nie galopował z podpisem pod znowelizowana ustawa o IPN, przeciągniętą przez senat pod osłoną nocy. gdyby, jak zwykle, natychmiast złożył autograf pod dokumentem najwyższej wagi państwowej, byłoby to niestosowne.
narut kocha sfego prezydenta, miał wiec prawo zobaczyć, jak się miota, jak targają nim rozterki. tu sajn, or not tu sajn, dat yz dy kueszczn.
bo przecież postawiony wobec konieczności podjęcia decyzji, był straszliwie sam. pomocy znikąd. z jednej bowiem strony polski parlament ustanowił, jak ma wyglądać historyczna prawda, a z drugiej izrael, usa, europa prawdę tę negują, bo nie wiedza, że polacy bohaterskim narodem są i dlatego przestępstwem jest posądzanie któregokolwiek z nich o szmalcownictwo, słusznie wiec należy wsadzać tych potwarców do ostroga.
prezydent cierpiał więc i trawił bezsenne noce na rozmyślaniach. sam szekspir by tego wszystkiego nie wymyślił.
bo oto przed pałacem prezydenckim odbyła się demonstracja przeciwko hamletyzowaniu.
„zdejmij jarmułkę, podpisz ustawę!”– można było przeczytać na transparentach demonstrantów.
aż zdjął i podpisał – odsyłając ustawę do trybunału konstytucyjnego (co to jaki teraz jest, każdy widzi), by nie wiadomo po co istniejąca zagranica zobaczyła jak głęboko polski prezydent wnika w sytuację…
posłowie (dla optymistów):
sytuacja jest dobra, ale nie beznadziejna, trzeba wiec pozytywnie spojrzeć na sprawę. choć świat nas teraz nie lubi, to jednak zapanowała w całej tej sprawie uczciwość. w marcu 68 żydzi w polsce byli, ale nic się o nich nawet się nie wspominało. wrogami polski byli syjoniści.
teraz w przededniu półwiecza wypędzenia syjonistów, mówi się bez przerwy o żydach, choć już ich prawie nie ma
posłowie 2: (dla nieuświadomionych jeszcze pesymistów):
znakomity pisarz i eseista andrej sinawski napisał w latach 70. esej o antysemityzmie. prosty naród ma niezłomne przekonanie – wywodził – że breżniew, kosygin i cała ta banda w partii i rządzie to żydzi, bo w rosyjskim człowieku nie zmieściłoby się aż tyle nikczemności…
niech no tylko upojona sukcesami obecna władza zrobi o krok za dużo i podwinie się jej noga, polska zaroi się od żydów.
jakim mieczem kto wojuje, od takiego zginie…
natan gurfinkiel


No i polskie władze stworzyły poważny problem zagranicy. Nie wiadomo jak przetłumaczyć słowo szmalcownik na obce języki. Próbowałem przez Tłumacza Google, ale on nie ma tego w zasobie.
@PIRS Wiadomo : jak kto nie ma w zasobie, ma za sobą. Niemiecki Schmalz nigdy u nich nie był kojarzony z forsą. Kohle, Knete, Pinke (to z węgierskiego Peńgo) i jeszcze parę innych. Nie mam pojęcia, skąd u nas. Do dziś przetrwało, jako szmal. Co dowodzi, że zaakceptowane powszechnie już wtedy i po WW2. Inaczej zanikłoby, jako efemeryzm.
A może to po prostu z jidysz znaczeniowo powiązany z polskim „smarować”, „posmarować”?
Nie, Agluszku.
Szmalec, w znaczeniu forsa, to z polskiej kuchni ludowej. Nie żydowskiej.
@gorynski węgierski wyraz pengö (brzęczący), to nie ogólne określenie pieniądza, lecz jednostka monetarna, będąca w użyciu jeszcze bezpośrednio po WW2.
po hiperinflacji w1946, sięgającej 400 procent dziennie przeprowadzono reformę monetarną, w ramach której pengö zastąpiono przez forint.
interesujące byłoby wszelako przestudiowanie etymologii wyrazu pengö.
w językach skandynawskich jest on określeniem pieniądza – duńskie penge, szwedzkie pengar i norweskie penger.
pochodna wyrazu istnieje również w językach turkofońskich. waluta kazachstanu nazywa się tenge.
chyba zbyt wiele jak na zwykły zbieg okolicznosci. szczególnie w świetle faktu, że kiedyś nadziałem sie na nazwe tanga. tak miala się nazywać jednostka monetarna w średniowiecznej bucharze, za dynastii samanidów, a więc w czasach największego rozkwitu azji środkowej.
@Agluszek – w językach sąsiadujących i przenikających się wzajemnie oczywiście takie fakty się zdarzają. Np. między Polskim i Niemieckim : farba i barwa (jest jeszcze kilka innych, ale nie jestem specjalistą). Jednak z tym smarowaniem kojarzy mi się tylko szmira. Podobnie jak w Niemieckim bliskie brzmieniowo Schnulze, co kusząco bliskie również znaczeniowo, bo jest określeniem szmirowatej, grafomańsko-sentymentalnej piosenki. Ale z tego co przelotnie (i pewnie z 50 lat temu) załapałem z tej dziedziny, takie rzeczy przechodzą trudno, w przeciwieństwie do łatwych i częstych wymian p na f i b na w . (Filistyni -Palestyna, Basileus – Wasyl)
.
gurnatko: przepraszam za niechlujny zapis pengö. Nie chciało mi się zmieniać klawiatury. Miałem zresztą błędne pojęcie o tej monecie : myślałem że to jakaś część Forinta. W naszej pamięci siedzą jednak niesamowite gówna (bo poco to komu) tamga też u mnie tam była, ale jakim cudem wyświetliła mi się na mózgoterze ? Tamga ? Podaję link, nieistniejący . Bo jest taka książka, Radzieckiego pisarza, Likstanowa – Malec – co ją czytałem jak miałem 14 lat. Ten „malec” był właśnie syberyjczyk. Pracował w fabryce zbrojeniowej, co ją w czasie wojny tam wywieźli. I miał „Tamgę”. Słowo honoru. Ale ona tam była jakoś pokrewna z tym „wampumem” amerykańskich Indian.
Znacie panowie powiedzenie: „na chlebek już mamy, na masełko trzeba zapracować”. Chlebek oznaczał to podstawowe potrzeby, masło – to wszystko, co nie jest niezbędne do życia, ale je ubarwia. Sądzę, że wśród międzywojennej biedoty taką rolę „luksusu” na chlebie mógł pełnić smalec, i stąd to przeniesione znaczenie…