2018-04-01.
Triduum Polityczne
W dużym stopniu z przyzwyczajenia raczej niż z rzeczywistej potrzeby duchowej czy intelektualnej, czytam w okresie świątecznym teksty poświęcone religii. Zresztą są one zwykle ciekawe gdyż odnotowują jak ludzie raczej niereligijni próbują zrozumieć zjawiska im obce.
Przy okazji dowiaduję się o wielu ciekawych książkach czy nowych interpretacjach zjawisk – niby mi znanych, ale jakoś na nowo pokazanych. Ot, choćby dlaczego uczeni jak ognia omijają z natury irracjonalne zjawiska religijne, albo skąd tak naprawdę wzięło się przekonanie uczniów Jezusa z Nazaretu, że on po śmierci zmartwychwstał.
Z tym większym niesmakiem odnotowuję bezwstydne upolitycznienie i całkowite odreligijnienie niektórych wystąpień polskich hierarchów katolickich. Owszem zdarzają się i tacy, którzy ograniczają się do religijnego pocieszenia, jednak na czołówki mediów wybijają się idiotyzmy księży traktujących kościelne nabożeństwa i ambonę jak polityczną trampolinę. Po raz kolejny na czoło wysuwa się w tym względzie biskup krakowski. Już wielokrotnie pisałem o abpie Jędraszewskim i nie mogę sobie odmówić wątpliwej przyjemności, by napisać o nim również w Święta Wielkanocne 2018. Co zrobić, wszyscy odnotowują jego występki, więc i ja to zrobię.
Zaczął mocno w Wielki Piątek w Kalwarii Zebrzydowskiej. To jedno z tych miejsc, które pozwala pobożności katolickiej stwarzać wrogów. Różnych. Choć głównie żydowskich. Wiadomo – Żydzi zabili Boga, a jeden z nich zdradził naszego Zbawiciela (to, że pozostałych jedenastu wiernych uczniów… też było Żydami, jakoś mniej się podkreśla). To wersja wydarzeń według Nowego Testamentu (najważniejszego pisma antysemickiego, kształtującego mentalność chrześcijan), jednak krytyka historyczna już dawno pozwoliła ustalić, że to nie Żydzi, tylko rzymski prokurator Piłat skazał na śmierć krzyżową Jezusa. Podobną śmiercią zresztą karał tysiące innych Żydów.
Jednak dla Jędraszewskiego historia nie ma żadnego znaczenia. On wie jak było, i ta jasna świadomość posiadania prawdy pozwala mu snuć fantastyczne aktualizacje. Nie, nie byłem słuchaczem pełnego troski kazania krakowskiego biskupa, czytam je na stronie diecezji. Pozwolę sobie przywołać najciekawsze fragmenty, które mają ścisły związek z obsesjami Jędraszewskiego, ale żadnego z chrześcijaństwem.
Nawiasem mówiąc homilia dokładnie w tym samym miejscu przed rokiem była bardzo podobna, nawet niektóre przykłady się powtarzały (np. działaczka pro-life z Kanady Mary Wagner, ale już dzielnego prof. Chazana zastąpiła równie dzielna Kaja Godek), ale były też akcenty nowe. Oto Piłat stał się ofiarą nacisku… ulicy i zagranicy! To wszystko zostało już wielokrotnie przytoczone i skomentowane.
Widocznie Jędraszewski sam się przestraszył tych aktualizacji politycznych bo w sobotę i niedzielę wyhamował i już było w mediach o nim głucho. Tak trzymać księże arcybiskupie!
Choć przy okazji rezurekcji dostało się ateistom, wszak wiadomo (wie to na pewno Jędraszewski): „kiedy odrzuca się Boga, to człowiek nie widzi już sensu swego życia. – To życie jawi mu się jako jeden, wielki absurd, bo jest skazane na nieuchronność przemijania, a samo przemijanie wypełnione jest doświadczeniem, jakże często, nienawiści i zła”. Widać i słychać, że wie, co mówi!
No, ale pozostawmy abpa Jędraszewskiego jego emocjom, dzień prawdy przyjdzie również dla niego.
Tymczasem to miło, że Watykan ma kłopot z papieżem Franciszkiem, który dokonał – jak mi przypomniał mój znajomy ateista – „wyłączenia ognia w piekle”, co naturalnie mu się chwali, choć nie jest on pierwszy. Znacznie wcześniej zrobił to już wielki Orygenes w wieku XX równie wielki Urs von Balthazar, a nad Wisłą ks. Wacław Hryniewicz.
A jeśli przy święcie mogę sobie pozwolić na szczerość to powiem, że ja w piekielne katusze nigdy nie wierzyłem i ciszy mnie, że coraz więcej ludzi przestaje w nie wierzyć.
Stanisław Obirek

Pan Jędraszewski zatruwał do niedawna życie Łodzian, ale jego bóg czyli papież Franciszek postanowił uwolnić ich od tego osobnika. Dla równowagi obdarzył jego „światłością” Krakowian realizując powiedzenie Karola Wojtyły, że krzyż wiąże się z cierpieniem. Tym razem pan Jędraszewski włączył się w bieżącą narrację polityczną, kłamliwie określana jako „ulica i zagranica”. Przy okazji wyjatkowo pokracznych rozważań katolików, że Jesusa zamordowali Żydzi, moze warto przypomnieć, ze nie tylko apostołowie byli Żydami, ale przede wszystkim sam Chrystus był Żydem. Ten fakt nie dociera do polskich katolików, którzy zależnie od miejsca zamieszkania uważają, że Jezus był Podhalaninem, Krakowianiem, Warszawianinem, czy miekszańcem którejś z licznych gmin w Polsce. Zaś co do istnienia piekła czy nieba, obydwa te miejsca sa tak samo teoretyczne jak czyściec czy życie wieczne. Pojęcia religijne sprzed 2-3 tysięcy lat dzisiaj są zupełnie nieadekwatne do świadomosci współczesnego człowieka i trudno oczekiwać aby na wiekszą skalę mogły być traktowane poważnie przez owieczki, zwane popularnie baranami. Kłopot w tym, że jeśli zaprzecza się istnieniu piekła, zaprzecza się również istocie wszelkiej, pozaziemskiej odpowiedzialności ludzi za skutki swoich złych i podłych uczynków. A bez odpowiedzialnosci w postaci kary religia jest fikcją.
„Już wielokrotnie pisałem o abpie Jędraszewskim…”
Owszem, na przykład równo dwa lata temu:
„Kariera abpa Jędraszewskiego skończy się w Łodzi, być może wczesną emeryturą. To co robi i co mówi jest w jawnej sprzeczności z tym, co robi i co głosi papież Franciszek”.
Jeden z ówczesnych komentarzy: „… jest pan niepoprawnym optymistą. Historia Kościoła Kat. niczego Pana nie nauczyła”.
Pańska odpowiedź: „Jestem realistą. Proszę zwrócić uwagę na „karierę” kardynała Bernarda Law (…) Nie widzę powodu dlaczego w Polsce nie mogłoby się stać podobnie”.
Bywa, że optymizm zaślepia.
Jednak w podstawowej kwestii pełna zgoda – Jędraszewski jest odrażający.
Proponuję dyskusję nt. Latającego Potwora Spaghetti
Przynajmniej będzie śmieszniej.
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Religia
Wiem, że to zabrzmi jako jeszcze jeden przykład „zaślepiającego optymizmu”, ale ja na prawdę wierzę że opamiętanie przyjdzie. Po prostu trudno mi sobie wyobrazić by KK w Polsce tak na oczach wszystkich chciał popełnić spektakularne harakiri! Kaznodziejskie wybryki Jędraszewskich, Depo i paru jeszcze innych to prosta droga do opróżnienia świątyń. To nie przypadek, że w Kalwarii Zebrzydowskiej przed rokiem było 200 tyś. słuchaczy a w tym roku o 50% procent mniej. Tak, zdaję sobie sprawę, że to ciągle dużo, ale jednak podobne spadki odnotowują statystyki kościelne we wszystkich wymiarach. Więc póki co będę odnotowywał postępujące zidiocenie tej instytucji, a że się mylę? No cóż, proroctwa to domena szaleńców, jak tylko prognozuję, a prognozy nawet klimatycznie nie zawsze się sprawdzają.
„Wiem, że to zabrzmi jako jeszcze jeden przykład „zaślepiającego optymizmu”, ale ja na prawdę wierzę że opamiętanie przyjdzie.” Panie Profesorze – toż Pan daje świadectwo totalnemu zaprzaństwu….:-( Jak sam Pan wie – wiara tak ma się do rzeczywistości jak drabina do Jakuba…albo Twardowski do Księżyca. Łaska „boża” spływa na ten kościółek już jakieś dwa tysiące lat…. – i niestety nie „opamiętuje”. Może najwyższa pora dać sobie spokój z tym stadem dzieciogwałców, oszustów i wydrwigroszy??
A tu jak jakiś nowy Franciszek – to zaraz, że hosanna………..
Wie Pan dlaczego te zbiry spod ciemnej gwiazdy mają wciąż takie wysokie notowania??….trochę dzięki Panu – bo jak już pójdą po rozum do głowy – to się opamiętają. Się nie opamiętają. To stowarzyszenie dewiantów wszelkiej maści bez odrobiny honoru.
A Człowiekowi wiara jest potrzebna jak rybie rower – że się podeprę Dawkinsem
Pozdrawiam i zdrowia życzę. Oraz opamiętania.
Mogę obiecać poprawę, ale nie gwarantuję, że dotrzymam obietnicy:-) A tak serio to jednak wierzę w poprawę systemu. Proszę mi wierzyć, znam się na tym!
….:) Podobno „Wiara przenosi góry” Panie Psorze – Pan pokaże te góry. Sadzę, że Pan Się zamknął w „pobożnych” życzeniach, które nijak nie korespondują z rzeczywistością. I na dokładkę sądzę, że się Pan na tym zupełnie nie zna. System ma Pana w doopie – jak Lemańskiego i Bonieckiego. Panie Profesorze… – Pan wybaczy……………
…”Proszę mi wierzyć, znam się na tym!” – nie sądzę. Nikt się na tym nie zna. To składowa ludzkich słabości.
Pozdrawiam
https://www.youtube.com/watch?v=MckQglkuK_k
Panie Profesorze – perkusja…..:-)
wierzy Pan, że Jezus wie co robią jego spadkobiercy?? wierzy Pan, że widzi…i nie grzmi?? a Pan tu deklaruje poprawę z przymrużeniem oka………..Wierzy Pan w jezuska?? I w całą tę brednię??
Osobiście uważam, że papcio Franciszek nie ma bladego pojęcia o istnieniu jakiegoś Jędraszewskiego… To, że go przeniósł do Krakowa (awans) jest sprawą wewnętrzna polskiego KK, a raczej tej schizmy, która z niego powstaje… Wesołego Dyngusa…
a ja w kwestii piekła..
w 1999 papież Jan Paweł II wypowiedział się, że „piekło jest raczej ostateczną konsekwencją grzechu aniżeli miejscem i oznacza stan tych, którzy ostatecznie i dobrowolnie oddzielili się od Boga, źródła wszelkiego życia i radości”
Wydawałoby się to zbieżne z wypowiedzią Franciszka komentowaną tutaj i ostatnio w La Republica przez Scalfariego – że nie tyle istnieje piekło co grzeszne dusze, nie otrzymawszy przebaczenia (gdyż nie pokajały się) po prostu znikają nie doświadczając (stanu) kontemplacji Boga.
Pozostawałoby jedynie skomentować co może oznacza pojęcie stanu.
Hulaj dusza piekła nie ma czyli można spróbować – podstawą teorii fizycznych, które z różnym powodzeniem stosujemy do opisu różnych aspektów postrzeganej przez nas rzeczywistości, są właśnie postulaty określające sposób zdefiniowania pojęcia stanu, dopiero następnie określimy rodzaj informacji o własnościach układu, które można otrzymać z opisu stanu układu i dopiero wtedy wyprowadzimy prawa określające ewolucję czasową stanu układu. Opis ewolucji czasowej własności postrzeganych, tzw. obserwabli, pozwala się nam cieszyć, że teorie „pracują”. Jeżeli nie „pracują” wymyślamy następne, a przynajmniej staramy się. W taki prosty sposób doszliśmy do kwestii potrzeb i świadomości – jest to stan w którym piekłem może pozostawać brak świadomości nieba, w zgodzie z nauką Kościoła, przy czym podobnie jak w fizyce może to być stan kolektywny.
PK: po co wszystko komplikować ? Mój ulubiony starożydny żyd, rabi Mosze ben Majmun, czyli Majmonides mówi, że większość ludzi tej duszy nieśmiertelnej nie posiada, więc nul problemmo. U nich dusza po śmierci istnieje tylko 44 dni (cholera wie – dlaczego) i wraca do wspólnego, dusznego zbiornika. Na duszę nieśmiertelną, co by mogła też, ewentualnie, jakoś odczuwać szczęście, bądź cierpienie, można sobie zapracować, pilnie studiując Pismo. Kanadyjski pochodzeniowy poeta dodaje, że jeszcze należy ćwiczyć strzelanie z biodra, co daje szansę na długie życie doczesne.
gdyż 4+4=8 a jeżeli ósemkę odwrócić o 90 stopni otrzymuje się znak nieskończoności, ale po co wszystko upraszczać.
W 1978 Joseph Ratzinger opublikował małą książeczkę po niemiecku „Eschatologia – śmierć i życie wieczne”, później tłumaczoną na wiele języków w tym na polski w 1986 (późniejsze wydania opuszczały odstraszający widocznie termin Eschatologia). Jest w niej dosłownie dwie i pół strony o piekle (mam przed sobą polskie wydanie 2005, to s. 197-199), sądzę, że Jan Paweł II stamtąd zaczerpnął swoje rozumienie tego dogmatu. Franciszek pewnie też. Każdy podkreśla różne aspekty tradycji, która wcale nie jest jednoznaczna. Ja też wybieram tę część, która wydaje mi się najbardziej zdroworozsądkowa, czyli piekła nie ma.
Z tym opamiętaniem się, przy tak poważnym opętaniu może być problem. Trochę nadziei w dziewuchach i osobach towarzyszących, że pospołu zamiast egzorcyzmów zastosują na to opętanie głosowanie nogami. Niestety, to też może być przesadny optymizm. Wsłuchuję się w głos ludu, a lud mówi różnie, więc czort wie, co z tego wszystkiego wyjdzie. A coś mi się widzi, że biskupi z czortem w zmowie.
Panie Andrzeju – to głosowanie przez dziewuchy nogami – pozbawiło mnie tchu…………wspaniałe.
Pozdrawiam
Lubię czasem obejrzeć taki stary serial Sci-Fi, „Stargate” (Gwiezdne Wrota). Jestem przypuszczalnie dychę starszy od abp. J. , więc zaglądam w lustro tylko z konieczności, nie dla przyjemności. Ale właśnie on przypomina mi z twarzy, do złudzenia, kapłanów Ori, takiej sekty co morduje ludność całych planet, jeśli nie uznają ich fałszywej boskości. Chwała Ori !
.
P.S. Tam gra też podstarzały Mc Gyver (Roland Dean Anderson).
A. – polecam serial – http://www.serialowa.pl/168495/the-expanse-sezon-3-zwiastun-data-premiery/ R E W E L C J A………
A
….:-)
Do ostatnich westchnień SIR JARKA. No cóż Pan wie swoje, a ja swoje, myślę, że bywają sytuacje (taka jest z naszą wymianą opinii), że trzeba pozostać przy swoimi i nie przekonywać, że ten z odmienną opinią to idiota. Po prostu czytamy inne źródła informacji. Stąd ta odmienność perspektyw. One się nie wykluczają tylko dopełniają.
Panie Profesorze – nie wpadłbym na pomysł, że jesteśmy w swoich oczach idiotami. Nigdy. Pan jest w o tyle lepszej sytuacji, że w Polsce jeszcze długo się nie rypną takie sprawy jak w USA czy Irlandii. Choć i te każą myślącemu człowiekowi zadać pytanie – gdzie wtedy był ten co podobno jest wszędzie i wszystko widzi?? Bo pieprzenia o nieuchronnej karze w życiu pozagrobowym jakoś nie przyjmuję – a Pan?? Na dokładke teraz ten wasz Franciszek ogłosił, że piekła nie ma – to akurat pewnie wywołało uśmiech na twarzach pedofilów w sutannach – znaczy…. rżnięcie nieletnich zaczęło być zupełnie bezkarne.
Pozdrawiam serdecznie.
Ja też nie, by Pana zacytować, „pieprzenia o nieuchronnej karze w życiu pozagrobowym jakoś nie przyjmuję”, a pedofilią powinno się zająć państwo a nie Bóg, co widać na przykładzie wspomnianych państw, więc nie pozostaje nic innego do roboty jak zmienić władzę wykonawczą i ustawodawczą, która przymyka oczy na zbrodnie popełniane w sutannach.
okropne……:(
Mam dwie uwagi: piekło mozna pojmowac na sposób dosłowny lub symboliczny – praktykuje buddyzm, więc dla mnie piekło (jak wszystkie inne projekcje) to stan umysłu pogrążonego w paranoi i nienawiści. Trudno powiedzieć, ze takie piekło nie istnieje. Spotykamy sie z tym rzadko w Europie, natomiast juz w Syrii ludzie na codzień doświadczają jego realności. Być moze Papież nie wszędzie na świecie zostanie zrozumiany w ten sam sposób.
Co do samego Kościoła: żal patrzeć na ten upadek. Z drugiej strony, nawet gdybyśmy mieli cudownych biskupów, koscioły i tak opustoszeją min z tej przyczyny, że duszpasterze nie znaleźli formuły ewangelizacji w nowoczesnych społeczeństwach. Doświadczenie historyczne zaś uczy, że Kościół miał się lepiej w okresach stosowania „żelaznej pięści” niż gdy był sympatyczny. Sądzę, że to może być sposób myślenia abp Jędraszewskiego.
To ciekawa sugestia, co do buddyjskiego rozumienia piekła, myślę, że Franciszek myśli podobnie (w końcu w tradycji jezuickiej dialog z buddyzmem to ważna sprawa), a co do abpa Jędraszewskiego to myślę, że jednak kalkulacja prywatnej kariery jest znacznie mocniejsza niż wzgląd na możliwy wpływ instytucji na społeczeństwo. W końcu Jędraszewski „zradykalizował się” gdy zrozumiał, że dialog nad Wisłą nie jest w cenie (widział marginalizację ks. Tischnera). I miał rację. Robi karierę.
Dośc przygnębiająca informacja, szczególnie dla wierzących, że mozna na przewodnictwie duchowym robic karierę. Co do ks. Tischnera (jestem dozgonnie wdzięczny za „etykę solidarności” i inne) : do tej pory sądziłem, że sam się zmarginalizował (zrezygnował z biskupstwa) bo nie widział dla siebie roli do odegrania w biurokratycznej strukturze.