Podaj dalej

 

2018-05-25.

Po odejściu Krzysztofa jego żona Ewa napisała mi, że koi swój ból, słuchając w ogrodzie ptaków, które gdy człowiek umiera, jak w wierzeniach amerykańskich Indian, obniżonym tonem, wieszczą wędrówkę jego duszy.

Przypomniała mi się instrukcja w moim „Senniku” dla Grażyny: po pogrzebie sprawdź pod łóżkiem czy mnie nie ma, potem idź do ogrodu i słuchaj ptaków, a jak się nasłuchasz, idź do kina i zacznij wszystko od nowa.

Gdy w latach 60. ja szukałem wyzwolonego głosu w obrazach i dźwiękach filmowych, Krzysztof Lenk rozwijał teorię znaku graficznego. Obaj robiliśmy to z zachodniej inspiracji, a gdy było nam za ciasno w Polsce, trafiliśmy do tej samej amerykańskiej szkoły plastycznej: Rhode Island School of Design. Ja w 1972 roku odkryłem tam pasję uczenia filmu, on 10 lat później zaczął karierę nauczyciela nowoczesnej grafiki.

Poznaliśmy się dopiero po mojej 20-letniej nieobecności w New England, tuż po jego emeryturze. Zaprzyjaźniliśmy się za późno, była to przyjaźń „archeologiczna”: nieznani sobie dotychczas rówieśnicy odkrywają wspólne ślady życiowych inspiracji i zrodzonych z nich pasji. Łączyły nas te same nie wymagające słów obrazy: nieograniczony czas, jaki my, „wsiąkający” w Amerykę przybysze z innej kultury, poświęcaliśmy studentom, nasze angażowanie się w ich projekty, nasz entuzjazm w zawieraniu przyjaźni.

Równoległe były również nasze małżeństwa – i to wspólne zdziwienie studentów, z których co najmniej połowa pochodziła z rozwiedzionych domów: jak to się dzieje, że udaje ci się tak długo być z jedną kobietą?

Obaj byliśmy dowodami na „przenośność” kultury; na to, że twórcy potrafią odradzać się w nowym życiu. Wychowaliśmy dwa pokolenia studentów nie tracąc z nimi kontaktów, a często podejmując wspólne projekty. Również równolegle rodziła się nasza potrzeba wracania do źródeł: jego – do środowisk polskich grafików, moja do nowych obrazów świata, który kiedyś opisywałem. Ale ponad wszystko pozostaliśmy nauczycielami, wykonawcami zawodu, o którym tak pisał Krzysztof Lenk w swojej książce o wiele mówiącym tytule „Podaj dalej”:

Nauczyciel, jak rodzic, odsłania, inspiruje, zachęca, pokazuje, pomaga krytyką – i powinien to robić uczciwie, kompetentnie i z oddaniem. W rzeczywistości to student czy dziecko decyduje, co z tego bierze i zachowa. Nic więcej nie osiągniemy.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com