Marek Jastrząb: Wieczna prowizorka

 

2018-05-31

Zerwała się wichura i powiało nowym. Chciało mi się wycinać hołubce, tarzać z entuzjazmu i oczekiwałem zmian. Ale choć nastąpiły, to nie były to te, których się spodziewałem.

Na dzień dobry HISTORIA potknęła się na faktach i jak ze starego materaca powyskakiwały nowe pluskwy o sensacyjnym kształcie białych plam.

Z pewnym nieśmiałym zdziwieniem dowiadywałem się, że zdarzenia, którymi futrowano mnie na okrągło, albo nie miały miejsca, albo miały odwrotny przebieg.

Z gębą pustą jak stodoła dowiadywałem się, że to, co wiem, już nie ma poprzedniej wartości, a ludzie, którzy mnie odpytywali z dat, miejsc i bitew, w żywe oczy wypierali się, że mnie kiedykolwiek ich uczyli. Twierdzili, że przeciwnie: starali się mi zaszczepić wczoraj to, co wyznają dzisiaj.

A po „dzień” dobry, zaczęło się; do boju, zwartą tyralierą, uzbrojone po sam kołtun, wyruszyły rzesze harcowników siejąc postrach i zamęt.

Na przedzie kroczyły grupy jazgotliwych bywalców jakiejkolwiek idei, za nimi zaś, kunktatorskim sprintem, lazły awangardowe hordy epigonów z REWELACYJNYMI objawieniami i kółkami w nosie.

Nastąpił gorący okres niezmożonego politykowania, łopotania sztandarem i buńczucznego wywijania szabelką z dykty.

Prawdę, jeżeli była o minutę starsza od obalonych założeń, kierowano do ideowej wulkanizacji i dostosowywano ją do obowiązujących mniemań.

Życiorysy o niestosownym zabarwieniu zostawały unieważnione i w te dyrdy zweryfikowane pod kątem zapotrzebowania.

Upowszechniła się tendencja do wyrażania głupich pojęć.

Zaczęła obowiązywać maniera pouczania i dawania uzdrowicielskich recept.

Powstawały NOWATORSKIE konkurencje sportowe: rzucanie demagogicznymi hasłami i skok na kasę.

Tworzono bractwa myślących PATRIOTYCZNIE, by nocą, w przerwie na hulanki i swawole, płodzić ustawy prosto z bubla.

Wszystko, co ludzkie, nie miało teraz sensu: rodziło się bez głębszego zastanowienia, a luksus wypowiadania trafnych i dokończonych myśli, był zjawiskiem tępionym i niedopuszczalnym.

Nastąpił więc u mnie rozczarowany etap wycofywania się z życia. Z tych jego sfer, które coraz częściej poddawane były absurdalnym makijażom.

Nadeszły chwile zwątpienia w istnienie ludzi myślących logicznie, dłużące się chwile zmagań z jaskiniowymi problemami.

Pojawiło się szarpiące nerwy użeranie z tym, co dotąd nie podlegało dyskusji, co ciągle jednak było podważane przez ludzi, których do wczoraj nie znał nikt.

Marek Jastrząb

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com