Andrzej Lewandowski: Chichotki (3)5 min czytania

()

 

2018-06-01.

ECHA WYDARZEŃ: Dotrzymuję słowa – kolejny serial „ech”; z ech jakże bardzo odległych. Tym razem śmiesznostki związane z różnymi kolegami redakcyjnymi. Świetni dziennikarze, kapitalni ludzie – tacy z krwi i kości…

  • Wojtek M. terminował u Leszka Cergowskiego, w „Przeglądzie Sportowym” – nauczyciel i szkoła najwyższej jakości. Potem przyszły lata wspólnej pracy. Kochał kolarstwo, o Czesiu Langu nie mówił inaczej niż „Cesare”… Człowiek renesansu, choć przyszedł do zespołu jako jeszcze młodziak.Kiedyś, przed startem do Wyścigu Pokoju, chyba w Pradze, otrzymał zadanie czuwania nad listą startowa. To w kolarstwie bardzo ważne, bo ostatecznie określa, kto stanie do rywalizacji. Nie interesowałem się, jak praca przebiega, bo to proste i rutyna, aż tu sygnał od Tomka N. – z redakcji. Tomek, jak zawsze perfekcjonista zaalarmował: „Tylko Mongołowie nie mają na liście imion, tak nie możemy drukować”.  Ja z problemem do Wojtka, on pomyślał i powiada: „Szefie, bo w Mongolii imion nie używają…” Więc – do paszportów, a tam: imiona i nazwiska – j zawsze i wszędzie…
  • Wspomniałem Tomka, określając Go jako perfekcjonistę. Bo taki był, a równocześnie koleżeński, opiekuńczy i w ogóle przeuroczy. Zdarzyło się, że raz (i krótko) mieliśmy męskim zespole dziewczę. Malutka, a żywiutka – i jak to jedynaczka pod szczególną opieką. Gdzieś w kompletach starych gazet jest zdjęcie dziewczęcia, jak trzyma je na rękach zapaśnik Adam Sandurski (brązowy medal olimpijski) – o ogromny facet, jak z lalką… Znalazłem podobną fotkę – najcięższy i najlżejszy w reprezentacji.Dziewczę zawodu się uczyło, więc… miało prawo do błędów. Kiedyś napisała w reportażyku o przygotowaniach do imprezy, że… odbywa się „obóz dochodzeniowy”. Bo nie mieszkają razem, tylko przyjeżdżają na zajęcia. Tomkiem zatrzęsło, a młoda na to, że „tak się mówi”. Wziął ją, więc starszy redaktor za rękę, postawił przy oknie i mówi coś w tym rodzaju” „O tej pani, która przechodzi koło baru mlecznego może mówią, że jest…” tu padło mocne słowo, ale czy tak o niej można napisać?…
  • Istniała kiedyś funkcja redaktora – tytularza. Ktoś napisał tekst, ktoś inny biedził się nad tytułem, jeśli autorski był kiepski. Edek T., w międzywojniu świetny lekkoatleta, miał lekkie pióro oraz takież pomysły. Pisałem już pewnie o Jego tekstach i tytułach w „Wieczorze”, przed Ekspresiakiem, który potem właściciel z „dobrej zmiany” wykończył – a przypomnę. „Bomba w górę – teraz wszystko w rękach konia” – na otwarcie sezonu gonitw służewieckich, (których był namiętnym uczestnikiem”, albo „Marusarzowi grozi Kula” – kula to nie zapowiedź dramatu, lecz nazwisko skoczka, który zaczął konkurować z mistrzem… Kiedyś zaszokował szefów dwuznacznością: „Japonki najlepsze na grzbiecie”…” Chyba odebrałem przyganę, ale gdy przekazywałem, że nie wszyscy byli szczęśliwi, usłyszałem – „Czepiają się, przecież seryjnie bił rekord świata w pływaniu  stylu grzbietowym – masz lepszy tytuł?”.Ale – to był mistrz profesji, a pan Radek dopiero się zaczynał uczyć. A już „wziął przykład”. „Indianie lepsi na trawie”, po meczu tzw. laskarzy, I na krytykę riposta – jacy – szefie – Hindusi, jeśli Indie, to przecież Indianie… Nawiasem, Kolumb też się podobno pomylił…
  • Tomek S. – fenomenalny kolega i nauczyciel. Zawodu oraz życia. Miał osobiste doświadczenia, jak mało kto. Młodziak więziony w KL Auschwitz, potrafił stamtąd uciec! Ucieczkę opisał w książce. Przystojny, zawsze elegancki, opiekuńczy, chętny do pomocy. Kochał narty, sporty motorowe itp. Bardzo zaprzyjaźniony ze światowymi wtedy asami motocykli m.in. z panami Markowskim (powstańcza radiostacja „Błyskawica”), Żymirskim, wierny opisywacz Sześciodniówek.Tomek był sumiennym strażnikiem norm klasyki graficznej gazety. „Z kolumny” nie można było „na zdjęciu” wybiegać, nawet patrzeć na zewnątrz. Śródtytuły nie miały prawa ułożyć się „w schodki”, żaden tam bękart, czyli wiersz zamykający, bądź otwierający szpaltę, czyli łam strony gazetowej. I tak dalej. Potrafił wycinać z fotografii piłkę i wklejać tak, by nie uciekała ze strony… Kto dziś ma głowę do takich dupereli?! A on miał – kombinował nawet z chemigrafami – pozytyw, diapozytyw…Raz jednak wierność klasyce zakończyła się inaczej niż podziwem. Choć konsekwencji nie było. Premier (chyba) zobaczył swoje ogromne zdjęcie na pierwszej stronie gazety i… zadziwił się – zegarek na prawej ręce; a on zawsze nosi na lewej – jak większość. A że osoba za to „patrzyła” – jak trzeba – do wnętrza kolumny…
  • Jeden z zastępców naczelnego, dusza człowiek, lubił ulepszać kolejny numer prawie do chwili oddania na maszynę rotacyjną. A że niżej podpisany potrafił naśladować sposób wypowiadania się wice, czasem… bywało zabawnie.Dzwonię ja do drukarni, słuchawkę podnosi redaktor Zbyszek i po chwili czyta mi żądany artykuł z drugiej np. strony. Ja zapalam papierosa, milczę, a on czyta i czyta. Po jakimś czasie jest zdenerwowany milczeniem szefa, więc przerywa. Ja na to: Proszę dalej, ja myślę… Kiedy wszyscy poza Zbyszkiem się zorientowali, co jest grane – był finałowy śmiech chóralny. A tu – znów telefon i…. Zbyszek: Przestań się wygłupiać, nie zawracaj mi d…, i dalej w tym duchu… Jak to między kumplami. W słuchawce cisza, ale po pewnym czasie znów wice – ja do prowadzącego numer. Że się zaczyna niepokoić o stan zdrowia redaktora Zbyszka, że tak go nerwy nocnej roboty zjadły… Da mu się jakoś pomóc?W pamięci zostało, czasem sobie ze starymi kolegami przypominamy. Szefowską troskę, bo żadnej awantury nie było. Dusza człowiek…CDN – ciąg dalszy pewnie nastąpi…
Zdjęcie użytkownika Andrzej Lewandowski.

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.