2018-06-29.
Proste, jeżeli ktoś potraktuje je sucho i formalnie. Wtedy odpowiedź jest faktycznie łatwa.
Jeżeli jednak chcielibyśmy wyjść poza ewidencję, poza formalność – że to obecny premier, że historyk z wykształcenia, bankowiec i finansista z doświadczenia a rewolucjonista z wychowania, to odpowiedź nie jest prosta.
Powiem więcej, jest diablo trudna.
Jako człowiek, którego znacząca część zawodowej aktywności związana była z zarządzaniem ludźmi, z doborem i oceną kadr menedżerskich w wielkich organizacjach gospodarczych, wypracowałem sobie pogląd, nawet przekonanie, że dobierając kogoś na stanowisko kierownicze, na przykład szefa firmy, trzeba go widzieć jako całość, jako osobowość, zwierającą w sobie kwalifikacje – ale i systemy wartości, wiedzę – ale i charakter. Mówiąc prościej – człowiek jest całością, a traktowanie oddzielnie poszczególnych składowych jego kadrowej charakterystyki niesie w sobie zagrożenia. Liczne zagrożenia i zapowiedź klęski.
Mateusz Morawiecki jest człowiekiem, którego formalne kwalifikacje oparte są na różnych źródłach – studia historyczne na Uniwersytecie Wrocławskim, ale i Politechnice i Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Należy odnotować także studia podyplomowe z prawa i ekonomiki integracji europejskiej na Uniwersytecie Hamburskim oraz kursy menedżerskie w Kellogg School of Management przy Northwestern University.
Pamiętając o światowych trendach, ukazujących znaczący wzrost udziału absolwentów studiów filozoficznych w obejmowaniu najwyższych stanowisk kierowniczych w wielkich światowych firmach i korporacjach handlowych – ścieżki kształcenia polskiego premiera całkowicie mieszczą się w tych trendach.
Tyle o wykształceniu. Doświadczenie zawodowe Mateusza Morawieckiego to wyłącznie doświadczenie menedżerskie w różnych firmach konsultingowych i wydawniczych, a po stażu w Niemieckim Banku Federalnym – pracy w sektorze bankowym. Zwieńczeniem tej ścieżki zawodowej było kilkuletnie prezesowanie w jednym z trzech największych banków w Polsce – BZ WBK.
Mateusz Morawiecki to bankowiec, ze wszystkimi pozytywnymi, ale i negatywnymi tego faktu skutkami.
Najpierw pytanie – od kiedy Mateusz Morawiecki stał się osobą publiczną w takim stopniu, że stał się również osobą medialną?
Kornel Morawiecki, jego ojciec, jako lider Solidarności Walczącej osobą publiczną i medialną równocześnie stał się z chwilą wyboru na Marszałka Seniora w Sejmie po ostatnich wyborach parlamentarnych w 2015 roku i po głośnym wystąpieniu, w którym jednoznacznie określił co jest ważniejsze – prawo czy wola narodu? Marszałek Senior nie miał żadnych wątpliwości – decyduje wola narodu, zobiektywizowana w wyniku wyborów politycznych do Parlamentu RP.
No i pojechało! Zaczęła się pisowska rewolucja i trwa!
Mateusz Morawiecki w listopadzie 2015 zrezygnował z funkcji prezesa zarządu Banku Zachodniego WBK, by po tygodniu objąć urząd wicepremiera i ministra rozwoju w rządzie Beaty Szydło. Do partii Prawo i Sprawiedliwość wstąpił w marcu 2016.
Rozpoczynając karierę w rządzie „dobrej zmiany” Mateusz Morawiecki był człowiekiem z zewnątrz, bez zaplecza w partii, był wynajętym fachowcem do trudnej roboty, był, dla twardego jądra pisowskiego elektoratu „banksterem” z dużymi pieniędzmi. To jeszcze mieści się w logice karier zawodowych młodych ludzi. Różne rządy, różne partie tak robiły i robią.
Ale co takiego działo się w latach 2015 – 2017, w których wynajęty do roboty „bankster”, z legalnie zgromadzonym majątkiem, politycznie niepewny z racji zasiadania w Radzie Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku, nieobecny w mediach – uzyskuje aprobatę Jarosława Kaczyńskiego, rzeczywistego władcy Polski i otrzymuje z jego rekomendacji, tekę premiera rządu?
Jedyne logiczne wytłumaczenie tego awansu to zdolność Mateusza Morawieckiego do budowania swojej pozycji fachowca od gospodarki i finansów, człowieka z wielkiego świata, mówiącego obcymi językami; budowania w oczach prawdziwego władcy i decydenta jakim jest, w obecnym układzie politycznym Jarosław Kaczyński. „Wielkość” Mateusza Morawieckiego jest miarą „małości” Jarosława Kaczyńskiego – nie znającego się na gospodarce, nieznającego się na finansach, nie władającego żadnym innym, poza polskim, językiem obcym.
Aktywność, a właściwie nadaktywność, Mateusza Morawieckiego na scenie publicznej, jego wszystkie wystąpienia, gesty, gafy – to próba budowy pozycji politycznej w formacji rządzącej, przypodobania się twardemu elektoratowi i toruńskiemu oligarsze – Rydzykowi, to wreszcie walka wewnątrzpartyjna o wpływy, o pieniądze, o władzę a finalnie – o schedę po Jarosławie.
Przypomnę – człowiek jest całością. Jego ocena ujmować musi wszystkie składowe, wszystkie parametry określające potencjał do kierowania, do rządzenia.
Mateusz Morawiecki dowodzi nieustannie, że nie jest człowiekiem takiego formatu, takich kwalifikacji i takiej wrażliwości, aby powierzyć mu szefowanie jakąkolwiek dużą firmą.
Państwo – to więcej niż firma. Kierowanie państwem to nieustające określanie palących priorytetów. Od określenia ich ważności zależy los, a czasem życie, wielkich mas ludzkich. To, co prezentuje Mateusz Morawiecki w swoim działaniu jako premier, to splot rewolucyjnych uniesień z czasów, gdy walczył z minionym systemem; chaosu myślowego, jaki objawia w opowiadaniu polskiej historii (zwłaszcza najnowszej); jawnie kłamliwych tez i ocen, dotyczących skutków działań podejmowanych przez jego formację polityczną – i wreszcie infantylnej próby odwracania znaków, przedstawiania jako sukces ewidentnej klęski – na przykład nowelizacji ustawy o IPN.
Patrząc na szczupłą sylwetkę premiera na spotkaniu z papieżem Franciszkiem, na salonach Komisji Europejskiej, na jego „body language” w kontaktach z innymi politykami – widzę niepewnego siebie młodego człowieka, gubiącego się w pełnieniu ważnej roli, jaką przyszło mu pełnić.
Dosyć powszechne uczucie ulgi, jakie wystąpiło bezpośrednio po zamianie na stanowisku premiera i zastąpieniu małomiasteczkowej premier Szydło kimś, kto niósł w sobie inny z pozoru potencjał– zmieniło się w przekonanie, że to żadna zmiana.
Ludzie się zmieniają, a system trwa.
Co zostało z tzw. „Planu Morawieckiego” – ukazał Marek Borowski w ostatniej „Polityce”: to więcej niż klęska, to zapowiedź katastrofy.
*
To były spory, to były procesy fermentu intelektualnego, który doprowadził żarliwego młodego komunistę, jakim był Leszek Kołakowski do pozycji wielkiego autorytetu i znawcy najgłębszych zagadnień teologicznych, traktowanego po partnersku przez papieża Karola Wojtyłę. I postać Jana Strzeleckiego – żarliwego socjalisty i esencji postawy chrześcijańskiej, zamordowanego dębowym kijem przez dwóch meneli, którzy zbili człowieka będącego zaprzeczeniem agresji, pomagającego wszystkim i każdemu.
Naprawdę warto – zwłaszcza teraz, gdy zdziczenie weszło na wyższe piętro i ma nowsze narzędzia.
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


Żeby zrozumieć kwalifikacje MM nabyte w banku warto pamiętać o naturze banków zagranicznych w Polsce. Ich kierownictwo jest za granicą a polscy pracownicy pełnia wyłącznie funkcje wykonawcze wobec centrali banku. W tym sensie MM nie był żadnym samodzielnym szefem, menedżerem a kimś w rodzaju ekonoma wykonującego starannie polecenia z centrali banku, oraz poganiającego ludzi do roboty. Jeżeli to zrozumiemy, to łatwiej zrozumieć jego obecną pozycję. Nie jest samodzielnym politykiem a wykonawcą podporządkowanym JK, oraz władzom partii. Czyli nadal ekonom … tyle, że już polityczny. Ilość wpadek w wystąpieniach publicznych, ilość słów niegodnych osoby sprawującej zajmowane funkcje, ilość półprawd czy ordynarnych kłamstw jest ceną jaką płaci ten człowiek za iluzje bycia delfinem w PiS. Iluzję, bo JK spuści go z wodą zaraz jak się gość zużyje. A zużywa się w tempie przyspieszonym. Zgadzam sie z Autorem, że pan MM nie ma kwalifikacji do kierowania dużą firmą, a cóż dopiero krajem. Sęk w tym, że w ramach obozu władzy nie ma nikogo lepszego.
Plan ekonomiczny tego pana nie może być niczym więcej niż to co opisał Marek Borowski, bo MM zwyczajnie nie ma kwalifikacji. Nie ma porządnego, wielostronnego wykształcenia ekonomicznego oraz niezbędnej praktyki. Jest z wyksztacenia historykiem a w zakresie ekonomii nie ma dosłownie żadnego wykształcenia. Studia uzupełniające w zakresie business administration nie mają nic wspólnego z makroekonomią i takich ludzi nigdzie na zachodzie nie określa się jako ekonomistów, co najwyżej jako menedżerów. Bez takich kwaifikacji jego rozumienie gospodarki jest bardzo powierzchowne i ułomne. Moi znajomi, którzy znim pracowali twierdzą, że jest osobą bardzo ambitną, a nawet nadambitną. Jednocześnie ma niewielkie skłonności do korzystania z wiedzy ekspertów. To zagubienie w kontaktach z wielkimi tego świata wynika jak sądzę z braku wielu rzeczy, które są niezbędne, a które są dla niego niedostępne. To kolejny Dyzma poskiej poityki, chociaż na te poprzedniczki niewątpliwie prezentuje nieporównanie wyższe kwalifikacje.
Tytułowe pytanie nieco bym przedłużył: Kim Pan jest, Panie Morawiecki, dżumą czy cholerą? – W zestawieniu ze swą poprzedniczką na obecnej posadzie.
Tego jegomościa mogę oceniać wyłącznie na podstawie tego, co osobiście wygłasza w telewizji lub radiu. Wygląda na to, że ma formalne wykształcenie, ale wiedzy – nie.
M&M – słodycza ekonomicza i rydzykowi wierna – i ta Solidarność Warcząca.
Zwrócę uwagę na to, że p. Morawiecki senior przez lata normalne był niewybierany w żadnych wyborach. A startował w wielu. Teraz nastały czasy nienormalne. Doczekał. O p. Morawieckim juniorze słyszałam opinie ludzi, którzy stykali się z nim jako bankowcem i doradcą PO (Prezes chyba kocha takich ze skazą…) podczas różnych konferencji, spotkań itp. Wedle ich opinii w najlepszym wypadku był wtedy postacią nieciekawą. Kiedy osiągnął swój próg niekompetencji?
Zgoda, zgadzam się z autorem i z komentatorami, ALE
ale co taki artykuł wnosi? jedno wielkie Argumentum ad personam, podobny tekst można napisać napisać chyba o każdym poprzednim premierze.
Oceniajmy wypowiedzi, działania, czyny i poprzez ich pryzmat ludzi.
ps. 2 lata temu większość (jeżeli nie wszyscy) autorów i komentatorów SO było zdania, że premierem powinien być szef wygrywającej partii… ten to ma dopiero kwalifikacje i kompetencje na premiera.
…”premierem powinien być szef wygrywającej partii… ten to ma dopiero kwalifikacje i kompetencje na premiera.”
Tak, ale odpowiadałby WŁASNĄ głową za to, co się teraz dzieje. Oto powód, dla którego woli pozostawać skromnym (jak się sam określił ) posłem.
Morawiecki senior był długie lata niewybieralny do jakiejkolwiek funkcji, a startował w każdych możliwych wyborach. Wrocław dobrze pamiętał jego rolę w osłabianiu prawdziwej Solidarności, tą krecią robotę i podżeganie do wojenki. Trzeba było kogoś takiego, jak Kukiz, aby ten gość zaistniał. Natychmiast się Kukizowi na swój sposób „odwdzięczył” i popchnął synka na szerokie wody. Tylko że synek pływać nie potrafi, chyba że jako ten, co się przykleił do statku i woła „płyniemy!” Warto w odpowiedniej chwili pamiętać komu zawdzięczamy takiego premiera i panu Kukizowi wystawić ocenę, na jaką zasługuje.
O tatusiu pana M. prędzej można napisać, że nawiedzony /żeby nie obrazić określeniem dosadniejszym/, niż mądry i zasłużony . Patrząc na syna widzę, jak tym razem doskonale sprawdza się powiedzenie o jabłku, które spada niedaleko…
A mnie bardziej zniesmacza fakt, że pan premier otrzymuje w sondażach około 60% pozytywnych ocen. Gdyby tak jeszcze zmienić elektorat…
Poparcie elektoratu na pstrym koniu jeździ. Pomaijam już poparcie da Prezydenta KOmorowskiego, które stopniało nieomal w oczach. Bardziej miarodajne było wysokie poparcie pani Szydło, kiedy pełniła urząd premiera, a jak wyglądało to poparcie 3 miesiące później i teraz po pół roku. Dawnego poparcia został ślad. Tutaj rozważamy raczej kwalifikacje merytoryczne osoby na stanowisku premiera, bo ona reprezentuje całą Polske (w tym wypadku niestety) a nie wyłącznie swój elektrorat. Jak reprezentuje widzimy aż nadto!