2018-07-13.
(felieton polemiczny)
Mimo że mamy XXI wiek, dopadła nas maniera zachwycania się pospolitością, komunałem ubranym w szaty rewelacji: nastał sprzyjający czas na myśli lepszego sortu: mało ambitne, drugo- i trzeciorzędne.
Lecz, jak wiadomo, nie ma dymu bez ognia: katastrofalna sytuacja i w rezultacie – kulturalna zapaść w społecznej obyczajowości, powstawały stopniowo. Krok po kroku. Cierpliwie i metodycznie. Tak wolno, że prawie niedostrzegalnie. Do tego stopnia niezauważenie, że pozwalaliśmy sobie nie dostrzec, jak wdziera się w nas zwyczajne chamstwo.
Cały otumaniony kraj pachnie teraz gnojówką. Ludzie wywodzący się z populistycznych elit, rozpanoszeni po sejmach, senatach i rządowych administracjach uwzięli się myśleć i wypowiadać źle. Udowodnić, że dysponują zajebistą wrażliwością i charakterem odpornym na ludzką krzywdę.
Pilnie i ochoczo zajmują się tym, co na niewielką skalę robili od pokoleń, co od lat było ich niezmordowaną pasją: donosami, zawistnym podglądaniem sąsiadów. Uniżonymi meldunkami o tym, kto z kim żyje, jak żyje i dlaczego; wreszcie dorwali się do władzy i mogli przesiąść się z prowincjonalnych posad kucharek i portierów na dobrze płatne stanowiska.
Autorzy tych raportów bez jakiegokolwiek skrępowania pakują się z buciorami w cudzą prywatność; skrupulatnie, śmiało, nie omijając drastycznych momentów, nie bacząc na zadawane rany.
I tym oto uroczym sposobem, wzbudzając strach, nieufność, wzajemne obawy i uprzedzenia, zatapia nas insynuacyjna powódź oszczerstw, bezradnie obserwujemy więc, jak na zbitą mordę padają idealistyczne wyobrażenia o autorytetach i koryfeuszach, a na ich miejsce wskakują intelektualni samozwańcy ze swoimi obsesjami.
*
Stanisław Grochowiak oświadczył, że bunt się ustatecznia. Pisarz był człowiekiem niebywale kulturalnym, a więc nie dziwi mnie ten eufemizm. Ja nie należę do ludzi przesadnie subtelnych, toteż powiem, że bunt pierniczeje.
Ale naprzód jest diabelnie entuzjastyczny. I to dobrze, bo bunt jest przywilejem młodości. Powiem więcej: kontestować można tylko za młodu, albowiem tylko ten opowiada się przeciw rzeczywistości, kto mało o niej wie.
Potrzeba podważania i obalania zaskorupiałych, rutynowych prawideł jest motorem postępu. Czymś, bez czego żadna cywilizacja nie mogłaby się rozwijać. Bunt jednak musi mieć uzasadnienie. A więc argumenty. A więc propozycje; wszak sprzeciw bez nich, uważany jest za demagogię.
Toteż mam pytanie: czy można uczynić raban będąc człekiem statecznym, dostojnym, prawie zacnym i niemal roztropnym oraz – sakramencko układnym? Podejrzewam, że wątpię.
Z wiekiem, a zwłaszcza z doświadczeniem życiowym przemija entuzjazm i parcieją marzenia przechodząc w mrzonki. Przekwita młodzieńczy zapał, a rodzi się staruszkowaty sceptycyzm. Rzadziej mówi się „NA PEWNO”, częściej natomiast – BYĆ MOŻE. Jest się ostrożniejszym w wyrażaniu radykalnych sądów. Mniej nonszalanckim, a bardziej wyrozumiałym.
Już Mickiewicz napomykał, byśmy za młodu uczyli się łamać ze słabością. Jednakowoż z czym młodzi mają się łamać, skoro dopiero zaczynają swoją życiową drogę? Jak mogą biec nie umiejąc chodzić?
*
Stara to prawda, że przywilejem młodości jest bunt. Bunt ożywia zmurszałych i unicestwia ich zarazem. Buntownicy obdarzeni łaską rozsądku powiadają zatem: obalamy, niszczymy, zgoda, ale dajemy coś w zamian, nie zostawiamy zgliszcz, lecz oferujemy lepsze wartości.
Tymczasem obecna elita zapomina, że współczesność jest kontynuacją przeszłości. Nie pamięta, że bez gruntownej, a nie powierzchownej wiedzy o przeszłości, ludzie mogą być tylko oczytanymi analfabetami.
Dystansuje się od tego rodzaju stwierdzeń. Woli odrzucać, negować, ośmieszać, co było przed nimi, aniżeli iść dalej, niż dotąd. Zamiast kreować lepszą rzeczywistość i rozwiązywać od lat nierozwiązane problemy, woli zadowalać się tym, co zostało zaniedbane. Woli szwendać się po marginesach, obrzeżach i niszach zarezerwowanych dla nieudaczników.
*
Zapanowała powszechna i denerwująca poetyka spłycania jakiegokolwiek przekazu. Pokolenie młodych, a już przedwcześnie straconych polityków uprawia gnuśną egzystencję bojaźliwca: istnienie niezaangażowane i w zaciszu kąta; pora, by z niego wyszło.
Nonsensowne reguły, normy sklecone z wygodnictwa, wędrują pod strzechy ze śmiesznymi wieszczami. Zgrupowani, lecz rozproszeni po eremach dla indywidualistów, zaklinowani w towarzystwach wzajemnej adoracji, połączeni solidarną zawiścią i niechęcią do poszerzania horyzontów, takie widzą świata koło, jakie tępymi zakreślają oczy, mówiąc językiem Mickiewicza.
Zjednoczeni w ignorancji, w skrupulatnym zaprzeczaniu wszystkiemu, co jest im obce, niekompatybilne, w negowaniu tego, czego nie pojmują, natomiast zgodni z tym, co odpowiada brakom ich wiedzy, wyobraźni, gustu, smaku, intuicji, zieją anemiczną myślą, że są skrzywdzeni, zapomniani, odsunięci od żłobu z profitami.
Bez poznawania świata i konsekwencji jego przemian, człowiek jest tylko umysłowym gołodupcem. Miał tego świadomość Mickiewicz, a wiedziały o tym pokolenia wszystkich jego poprzedników (herezja: wszyscy oni byli swego czasu młodzi!!). Czyli: dzisiejsza cyniczna elita, stanie się jutro tak samo zbędna, jak ta, z którą walczy, a zastąpiona zostanie przez nową, zrzędzącą o potrzebie odnowy elit i kolejnym „upadku” obyczajów.
*
W myśl stwierdzenia: każdy może bazgrać, malować, śpiewać i robić za mózgowca, bo nie ma probierczych narzędzi oraz onegdajszych norm; stare zostały obalone, a lepsze jeszcze nie powstały, króluje bezhołowie, a w zamian za to mamy klęskę intelektualnego nieurodzaju.
No a skoro wszystko nam wolno, to wolno też nie znać własnej Historii, nie mieć pojęcia o literackim dorobku, o bogactwie naszego języka, o prawidłach nim rządzących i wolno w ogóle szczycić się nieuctwem i brakiem racji. Wolno też po raz milionowy odkrywać Amerykę i przedstawiać cudze dokonania jako własne.
Wniosek? Zamiast psioczyć i zarzucać się wciórnościami, proponuję, by zastanowić się, co dalej z wesolutką rolą opozycjonisty zajętego bezpłodnym mamlaniem o niegdysiejszych śniegach. Proponuję zastanowić się nad tym, kim jest teraz, a kim powinna być, by zwyciężyć w kolejnych wyborach. Odpowiedzieć na pytanie: w jakim momencie swojego dychawicznego życia zaprzestaliśmy być ideowcami, włożyliśmy kapcie, szlafmycę i zeszliśmy na wieczny odpoczynek do stagnacyjnego mauzoleum. Co nas znużyło do tego stopnia, że się wycofaliśmy z walki, oddaliśmy pole jaśnie oświeconym nieukom i „strzeliliśmy focha”.
*
Każdą cząstką tajemnych myśli pragniemy znaleźć się w miejscu opuszczonym przed paroma laty, w miejscu żyjącym tylko we wspomnieniach, we wspomnieniach o czasie naszej utraty wszelkich złudzeń.
Widzimy swój ogrom porażek i po raz koleni chcemy odzyskać zaprzepaszczony wigor. Choć przez chwilę poczuć w sobie dawniejszą energię przeciwstawiania się pączkującemu złu i bezinteresownej głupocie.
Chcemy, lecz cóż z tego, skoro mamy wiedzę, że całkowite powroty nie są możliwe, bo i my przez ten czas zmieniliśmy się tak bardzo, że gdy trafiamy do miejsc, w których byliśmy niegdyś, jesteśmy już zupełnie innymi ludźmi, a nasze reakcje, zmysły i doświadczenia, uległy metamorfozie; co innego nas smuci, co innego bawi, dostrzegamy więc, że i nasz charakter, nasze podejście do życia, do krewnych, bliskich, sąsiadów, to wszystko, co niegdyś stanowiło o naszym charakterze, ustąpiło huraganom destrukcyjnych przemian.
Dociera więc do nas, że jest to pragnienie okrutne, gdyż, stwierdzamy, że złudzeniem jest myśl o nieskażonych powrotach do tego, co przeszło, ponieważ nawet jeśli nastąpi cud i nagle stanie się tak, jak sobie wymarzyliśmy w najśmielszych snach, rzeczywistość będzie miała już dla nas inną formę i czego innego będziemy od niej oczekiwać.
Lecz przecież z każdego naszego niepowodzenia możemy się czegoś nauczyć. Choćby tego, że odkąd zaczniemy porozumiewać się, a nie tylko okładać kijami, urośnie nam słownictwo. Jego używalność rozwinie się, ponieważ zajdą w nas przemiany. Mentalne, obyczajowe np.
Do łask wrócą pojęcia znane, drogocenne, pielęgnowane przez pokolenia, stawiane na piedestałach. Na razie ich nie ma, na razie są zohydzone poprzez przeinaczenie, a ten, co mówi o Miłości i Patriotyzmie, kto nawołuje do poznawania dziejowych procesów i stale obecnej w nas historii – uważany jest za oszołoma.
Mamy tego świadomość: znikną dzisiejsze autorytety, a obecne ideały zostaną pokryte nostalgicznym kurzem niepamięci.
Zmienią się chwilowe gusty i znaczenia.
Inną miarę przyłożymy do zjawisk zachodzących teraz i innymi kryteriami ocen posłużymy się w przyszłości.
Lecz, by tak się stało, musimy poczekać na przebudzenie młodych ludzi.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Wiwisekcja postaw i charakterow, tez umyslow. W zaleznosci od tego po ktorej stronie sie stoi…znajdzie sie dla siebie argumenty. I slusznie – po to sa slowa by wyglaszac opinie, by inni mogli korzystac, by wnioski wyciagc moc….by argumenty same sie do rak pchaly. Ci ktorzy szanuja formy dyskujsi i sklonni sa szukac consensusu z przyjemnoscia beda ten tekst czytac, jak i ja to czynie.
Jednak dzis smutek z zakonczenia tego teksu ma dusze ogarnal. Bo jakze to….spierniczala juz ze mnie postac walczaca? Mam zakonczyc swoje czyny, spotegowane pasja serca, ktora nie chce wygasnac, bo mlodzi maja paleczke przejac?
A gdzie oni sa? „Lecz, by tak się stało, musimy poczekać na przebudzenie młodych ludzi.” – co ma ich obudzic? Zniszczenie ustroju Panstwa ich nie przebudzilo, acta lekko tylko zaniepokoilo, medycyna-nie warto wspominac, system prawny – jak zastanowi ich beda juz siedzieli, a wiec za pozno bedzie, Uczelnie – przegrali juz…..nie widze niczego co by ich obudzilo. Moze i wyobraznia moja zbyt pokurczona juz i zwichrowana doswiadczeniem komunistycznym (podobno, bo mowia ze wygumkowano juz to) – ale krzycze glosno…..udowodnijcie mi mlodzi, ze sladem weterynarza badajacego krowe tuz przed porodem powiem……” w dupie bylam i gowno wiem” – wtedy moge odejsc spokojnie, bo znaczyc to bedzie, ze naprawde wiecie lepiej.
Pamietajcie jednak o tym, ze wieszczowie i bojownicy, faktycznie nigdy nie odchodza……sa obecni wsrod nas teraz i wsrod was w przyszlosci beda tez…..i beda razy rozdzielac jak zniszczycie nasz dorobek.
Pyta Pan GDZIE TA OPOZYCJA?
Odpowiadam.
Opozycja, o której Pan śni i marzy wyjechała już dawno temu wraz z nadzieją na lepsze jutro. Ta opozycja to młodość, która się napatrzyła na „wojny na górze”, na walkę buldogów pod dywanem, na podawanie nóg, na pensje z których nie sposób utrzymać siebie, a tym bardziej rodziny. Młodzi dostali szansę, której pokolenie ich dziadków i ojców nie miało. Toteż natychmiast z tej szansy skorzystało! Najbardziej wartościowy materiał ludzki – młodzi i wykształceni – w olbrzymiej większości uciekło z mroku nadciągającego mentalnego średniowiecza. Sprawiły to właśnie, głównie te dwa, czynniki. Niemożliwość zaspokojenia podstawowego bytu materialnego rodzinie i obrzydzenie (zohydzenie) wywołane plugawością działań politycznych. Kto został, widzimy i słyszymy codziennie oglądając media. Absolwenci dzisiejszych „studiów” nie zdaliby matury w latach 60/70-tych. Uczelnie wyższe produkują (w większości) średnio inteligentnych szympansów mających aspiracje ich niewyuczonych rodziców, do których nie dotarła i nigdy nie dotrze prosta prawda, że nie wszystkie głowy nadają się na studia. Ktoś, kto chce zniszczyć państwo, niszczy jego podstawową strukturę, czyli szkolnictwo zawodowe i średnie. Rozbito system szkół zawodowych, techników ( vide pielęgniarstwo), a tzw. licencjaty rozdaje się za pieniądze. Gdzie można zdobyć zawód tokarza, zbrojarza, technika samochodowego, fryzjerki, hydraulika itd.? A może już ich nie potrzeba? Jak obelżywie nazwać ministra edukacji godzącego się na większą ilość lekcji religii niż fizyki, chemii i matematyki?
Prawie każda wioska miała swoje boisko, czasem klub sportowy gdzie młodzi mogli dać upust żywiołowości i agresji. Polska potęga kolarska wzięła się właśnie z małych wiejskich klubików. Szkoła prowadziła pozalekcyjne zajęcia dla chętnych. Coś dano młodym w zamian?
Przepowiadam, że ci z młodych, którzy mają IQ wyższe od Rychów, Miśków i im podobnych stworów bardzo szybko zorientują się co się tu święci i zrobią to, co ich poprzednicy, czyli dadzą nogę z kraju, w którym konkordat jest ważniejszy od konstytucji, a pensja wystarcza na chleb i szczeciński paprykarz zaś banksterzy zadłużą ich na trzydzieści lat za 50-metrowe mieszkanie. A premierzyk z ministerkami dalej zawijają w sreberka i ślicznie gaworzą w swojej piaskownicy.
To z kim Pan chce budować opozycję świadomą zadań, które przed nią postawiono, a przede wszystkim mającą WIEDZĘ, CHĘĆ i ENERGIĘ niezbędne do działania? O środkach nie wspomnę!
Elpi
Dziękuję za odpowiedź; sam bym sobie lepszej nie udzielił. W związku z Pana trafną diagnozą mam jednak pytania posiłkowe: a niby kto doprowadził do sytuacji, że kwiat młodzieży spylił z naszej kolonii do prawdziwej Europy w poszukiwaniu lepszej michy? Kto ten „kwiat” nauczył patriotyzmu wyrażającego się WYŁĄCZNIE w zbrojnych walkach, natomiast nie zadał sobie trudu, by się nie uchylał od rzetelnej pracy na rzecz swojego kraju? Na te pytania postaram się napisać w kolejnym felietonie.
„[…] mam jednak pytania posiłkowe: a niby kto doprowadził do sytuacji, że kwiat młodzieży spylił z naszej kolonii do prawdziwej Europy w poszukiwaniu lepszej michy? ”
Odpowiedź na to pytanie nie jest taka trudna – to elita intelektualna tego kraju, której to elicie wolność pomyliła się z wolnością do wyzysku. A gdzie podziała się prawdziwa opozycja? Po latach ćwiczenia neoliberalizmu i gloryfikowania Leszka Be, połapała się w zasadach tej gry, przebudziła i zapisała się do PiS!
Jacek
Obwinianie za wszystkie grzechy poprzednich elit jest równie mądre, jak PiS u władzy.
Ejże, napisałem, że „za WSZYSTKIE” ??? Naprawdę?
A ten JEDEN grzech to nie wystarczy w zupełności i z nawiązką?
W cyrku występował facet podobny do znanego śpiewaka. Stał na drabinie, na jednej nodze, a w przerwach na złapanie równowagi, śpiewał. Wśród oglądających występ ekwilibrysty znalazł się pewien czepialski znawca, który z przekąsem stwierdził: kudy mu tam do Kiepury! Donoszę, że miał na imię Jacek.
To się nazywa odpowiedź na poziomie, panie Marku. :))
Współczuję Panu, bo jak widzę brak argumentów maskuje Pan kpiną. Wcale mnie to nie dziwi. Nie jest Pan pierwszy ani ostatni, który nie może pojąć, że dominanta płac 2100 brutto jest wystarczająco upodlająca, aby na masową skalę narobić władzy wrogów, wyleczyć z patriotyzmu i pozbawić ludzi złudzeń na zawsze. I tyrady o niewdzięcznym plebsie, który nie potrafi docenić, że Polska rośnie w siłę a ludzie żyją dostatniej, że zacytuję klasyka, proszę sobie podarować. Radość z bogacenia się wybranych tłumom nie pomaga, tylko nakręca falę prawicowego populizmu. Serwowanie argumentów, że nie można było lepiej to demagogia, więc po nią także szkoda sięgać i niech się Pan na darmo nie trudzi. Nie wie Pan, czy można było, czy nie można było inaczej. Nikt tego nie wie i już nie sprawdzi. Ale debilne austerity jakoś nadal uparcie się forsuje i neoliberalizm trzyma się mocno!
Jacek
Mogłem spodziewać się takiej reakcji, zresztą sam jej chciałem. Przepraszam, że mam rację.
Grzegorz Dandin herbu Dziad
Panowie, szukanie winnych do droga donikąd. Nikomu się od tego nie polepszy. „musimy poczekać na przebudzenie młodych ludzi” – wyjechali za granice bo ich nie obchodzi kto jest winny czynów sprzed 20 lat, ich interesuje co dalej, a na to odpowiedzi nie otrzymują.
„[…] ich interesuje co dalej, a na to odpowiedzi nie otrzymują.”
Czyżby? Właśnie otrzymują jasną i klarowną odpowiedź – wasza przyszłość to śmieciowa praca bez stałej umowy w zagranicznej montowni lub hotline. Wasza przewaga konkurencyjna to płace w wysokości 1/3 EU. Obiecujemy wam debilne austerity forever i zaciskanie pasa ponieważ zerowy deficyt jest ważniejszy niż służba zdrowia. Na starość dostaniecie jałmużnę w wysokości 20% waszych płac, oczywiście jeżeli dożyjecie, ponieważ przesuniemy wasz wiek emerytalny do 80 lat. Sprowadzimy też 3 miliony Ukraińców, aby nigdy nie zabrakło konkurentów do waszych miejsc pracy, bo przecież najważniejszy jest interes polskiego kapitału. Czasem w nagrodę damy jakiemuś naszemu sołtysowi z Pcimia posadę w państwowej spółce za 3,8 mln zł rocznie, albo zorganizujemy wam sportowe igrzyska, na wasz koszt, rzecz jasna.
A teraz idźcie się cieszyć i miłować wasz ukochany kraj. Tylko nie szukajcie winnych, bo to „droga donikąd”. Samo się to zrobiło, my niewinni, więc co się czepiacie??
Opozycji, która może odebrać władzę PiS nie ma i nie będzie. Pora się z tym pogodzić, a przede wszystkim pora przestać wypierać się własnej winy. Za popełnione błędy trzeba płacić, a nie utyskiwać na chamstwo i czekać na „przebudzenie” młodych.
Oto prawdziwy czynnik gwarantujący długie rządy populistom:
https://nowyobywatel.pl/2018/07/19/rynek-pracownika-to-kiepski-zart/
A jak ktoś nie zrozumiał, to niech przeczyta sobie jeszcze raz, tylko wolniej i ze zrozumieniem. Nasze byłe elity miały dość czasu by się tym zająć. Nie zrobiły z tym nic (a może nawet tak właśnie CHCIAŁY?), więc do diabła z nimi.