Marek Jastrząb: Gdzie ta opozycja?7 min czytania

()

 

2018-07-13.

(felieton polemiczny)

Mimo że mamy XXI wiek, dopadła nas maniera zachwycania się pospolitością, komunałem ubranym w szaty rewelacji: nastał sprzyjający czas na myśli lepszego sortu: mało ambitne, drugo- i trzeciorzędne.

Lecz, jak wiadomo, nie ma dymu bez ognia: katastrofalna sytuacja i w rezultacie – kulturalna zapaść w społecznej obyczajowości, powstawały stopniowo. Krok po kroku. Cierpliwie i metodycznie. Tak wolno, że prawie niedostrzegalnie. Do tego stopnia niezauważenie, że  pozwalaliśmy sobie nie dostrzec, jak wdziera się  w nas zwyczajne chamstwo.

Cały otumaniony kraj pachnie teraz gnojówką. Ludzie wywodzący się z populistycznych elit, rozpanoszeni po sejmach, senatach i rządowych administracjach uwzięli się myśleć i wypowiadać źle. Udowodnić, że dysponują zajebistą wrażliwością i charakterem odpornym na ludzką krzywdę.

Pilnie i ochoczo zajmują się tym, co na niewielką skalę robili od pokoleń, co od lat było ich niezmordowaną pasją: donosami, zawistnym podglądaniem sąsiadów. Uniżonymi meldunkami o tym, kto z kim żyje, jak żyje i dlaczego; wreszcie dorwali się do władzy i mogli przesiąść się z prowincjonalnych posad kucharek i portierów na dobrze płatne stanowiska.

Autorzy tych raportów bez jakiegokolwiek skrępowania pakują się z buciorami w cudzą prywatność; skrupulatnie, śmiało, nie omijając drastycznych momentów, nie bacząc na zadawane rany.

I tym oto uroczym sposobem, wzbudzając strach, nieufność, wzajemne obawy i uprzedzenia, zatapia nas insynuacyjna powódź oszczerstw, bezradnie obserwujemy więc, jak na zbitą mordę padają idealistyczne wyobrażenia o autorytetach i koryfeuszach, a na ich miejsce wskakują intelektualni samozwańcy ze swoimi obsesjami.

*

Stanisław Grochowiak oświadczył, że bunt się ustatecznia.  Pisarz był człowiekiem niebywale kulturalnym, a więc nie dziwi mnie ten eufemizm. Ja nie należę do ludzi przesadnie subtelnych, toteż powiem, że bunt pierniczeje.

Ale naprzód jest diabelnie entuzjastyczny. I to dobrze, bo bunt jest przywilejem młodości. Powiem więcej: kontestować można tylko za młodu, albowiem tylko ten opowiada się przeciw rzeczywistości, kto mało o niej wie.

Potrzeba podważania i obalania zaskorupiałych, rutynowych prawideł jest motorem postępu. Czymś, bez czego żadna cywilizacja nie mogłaby się rozwijać. Bunt jednak musi mieć uzasadnienie. A więc argumenty. A więc propozycje; wszak sprzeciw bez nich, uważany jest za demagogię.

Toteż mam pytanie: czy można uczynić raban będąc człekiem statecznym, dostojnym, prawie zacnym i niemal roztropnym oraz –  sakramencko układnym? Podejrzewam, że wątpię.

Z wiekiem, a zwłaszcza z doświadczeniem życiowym przemija entuzjazm i parcieją marzenia przechodząc w mrzonki. Przekwita młodzieńczy zapał, a rodzi się staruszkowaty sceptycyzm. Rzadziej mówi się „NA PEWNO”, częściej natomiast –  BYĆ MOŻE. Jest się ostrożniejszym w wyrażaniu radykalnych sądów. Mniej nonszalanckim, a bardziej wyrozumiałym.

Już Mickiewicz napomykał, byśmy za młodu uczyli się łamać ze słabością. Jednakowoż z czym młodzi mają się łamać, skoro dopiero zaczynają swoją życiową drogę? Jak mogą biec nie umiejąc chodzić?

*

Stara to prawda, że przywilejem młodości jest bunt. Bunt ożywia zmurszałych i unicestwia ich zarazem. Buntownicy obdarzeni łaską rozsądku powiadają zatem: obalamy, niszczymy, zgoda, ale dajemy coś w zamian, nie zostawiamy zgliszcz, lecz oferujemy lepsze wartości.

Tymczasem obecna elita zapomina, że współczesność jest kontynuacją przeszłości. Nie pamięta, że bez gruntownej, a nie powierzchownej wiedzy o przeszłości, ludzie mogą być tylko oczytanymi analfabetami.

Dystansuje się od tego rodzaju stwierdzeń. Woli odrzucać, negować, ośmieszać, co było przed nimi, aniżeli iść dalej, niż dotąd. Zamiast kreować lepszą rzeczywistość i rozwiązywać od lat nierozwiązane problemy, woli zadowalać się tym, co zostało zaniedbane. Woli szwendać się po marginesach, obrzeżach i niszach zarezerwowanych dla nieudaczników.

*

Zapanowała powszechna i denerwująca poetyka spłycania jakiegokolwiek przekazu. Pokolenie młodych, a już przedwcześnie straconych polityków uprawia gnuśną egzystencję bojaźliwca: istnienie niezaangażowane i w zaciszu kąta; pora, by z niego wyszło.

Nonsensowne reguły, normy sklecone z wygodnictwa, wędrują pod strzechy ze śmiesznymi wieszczami. Zgrupowani, lecz rozproszeni po eremach dla indywidualistów, zaklinowani w towarzystwach wzajemnej adoracji, połączeni solidarną zawiścią i niechęcią do poszerzania horyzontów, takie widzą świata koło, jakie tępymi zakreślają oczy, mówiąc językiem Mickiewicza.

Zjednoczeni w ignorancji, w skrupulatnym zaprzeczaniu wszystkiemu, co jest im obce, niekompatybilne, w negowaniu tego, czego nie pojmują, natomiast zgodni z tym, co odpowiada brakom ich wiedzy, wyobraźni, gustu, smaku, intuicji, zieją anemiczną myślą, że są skrzywdzeni, zapomniani, odsunięci od żłobu z profitami.

Bez poznawania świata i konsekwencji jego przemian, człowiek jest tylko umysłowym gołodupcem. Miał tego świadomość Mickiewicz, a wiedziały o tym pokolenia wszystkich jego poprzedników (herezja: wszyscy oni byli swego czasu młodzi!!). Czyli: dzisiejsza cyniczna elita, stanie się jutro tak samo zbędna, jak ta, z którą walczy, a zastąpiona zostanie przez nową, zrzędzącą o potrzebie odnowy elit i kolejnym „upadku” obyczajów.

*

W myśl stwierdzenia: każdy może bazgrać, malować, śpiewać i robić za mózgowca, bo nie ma probierczych narzędzi oraz  onegdajszych norm; stare zostały obalone, a lepsze jeszcze nie powstały, króluje bezhołowie, a w zamian za to mamy klęskę intelektualnego nieurodzaju.

No a skoro wszystko nam wolno, to wolno też nie znać własnej Historii, nie mieć pojęcia o literackim dorobku, o bogactwie naszego języka, o prawidłach nim rządzących i wolno w ogóle szczycić się nieuctwem i brakiem racji. Wolno też po raz milionowy odkrywać Amerykę i przedstawiać cudze dokonania jako własne.

Wniosek? Zamiast psioczyć i zarzucać się wciórnościami, proponuję, by zastanowić się, co dalej z wesolutką rolą opozycjonisty zajętego bezpłodnym mamlaniem o niegdysiejszych śniegach. Proponuję zastanowić się nad tym, kim jest teraz, a kim powinna być, by zwyciężyć w kolejnych wyborach. Odpowiedzieć na pytanie: w jakim momencie swojego dychawicznego życia zaprzestaliśmy być ideowcami, włożyliśmy kapcie, szlafmycę i zeszliśmy na wieczny odpoczynek do stagnacyjnego mauzoleum. Co nas znużyło do tego stopnia, że się wycofaliśmy z walki, oddaliśmy pole jaśnie oświeconym nieukom i „strzeliliśmy focha”.

*

Każdą cząstką tajemnych myśli pragniemy znaleźć się w miejscu opuszczonym przed paroma laty, w miejscu żyjącym tylko we wspomnieniach, we wspomnieniach o czasie naszej utraty wszelkich złudzeń.

Widzimy swój ogrom porażek i po raz koleni chcemy odzyskać zaprzepaszczony wigor. Choć przez chwilę poczuć w sobie dawniejszą energię przeciwstawiania się pączkującemu złu i bezinteresownej głupocie.

Chcemy, lecz cóż z tego, skoro mamy wiedzę, że całkowite powroty nie są możliwe, bo i my przez ten czas zmieniliśmy się tak bardzo, że gdy trafiamy do miejsc, w których byliśmy niegdyś, jesteśmy już zupełnie innymi ludźmi, a nasze reakcje, zmysły i doświadczenia, uległy metamorfozie; co innego nas smuci, co innego bawi, dostrzegamy więc, że i nasz charakter, nasze podejście do życia, do krewnych, bliskich, sąsiadów, to wszystko, co niegdyś stanowiło o naszym charakterze, ustąpiło huraganom destrukcyjnych przemian.

Dociera więc do nas, że jest to pragnienie okrutne, gdyż, stwierdzamy, że złudzeniem jest myśl o nieskażonych powrotach do tego, co przeszło, ponieważ nawet jeśli nastąpi cud i nagle stanie się tak, jak sobie wymarzyliśmy w najśmielszych snach, rzeczywistość będzie miała już dla nas inną formę i czego innego będziemy od niej oczekiwać.

Lecz przecież z każdego naszego niepowodzenia możemy się czegoś nauczyć. Choćby  tego, że odkąd zaczniemy porozumiewać się, a nie tylko okładać kijami, urośnie nam słownictwo. Jego używalność rozwinie się, ponieważ zajdą w nas przemiany. Mentalne, obyczajowe np.

Do łask wrócą pojęcia znane, drogocenne, pielęgnowane przez pokolenia, stawiane na piedestałach. Na razie ich nie ma, na razie są zohydzone poprzez przeinaczenie,   a ten, co mówi o Miłości i Patriotyzmie, kto nawołuje do poznawania dziejowych procesów i stale obecnej w nas historii – uważany jest za oszołoma.

Mamy tego świadomość: znikną dzisiejsze autorytety, a obecne ideały zostaną pokryte nostalgicznym kurzem niepamięci.

Zmienią się chwilowe gusty i znaczenia.

Inną miarę przyłożymy do zjawisk zachodzących teraz i innymi kryteriami ocen posłużymy się w przyszłości.

Lecz, by tak się stało, musimy poczekać na przebudzenie młodych ludzi.

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

12 komentarzy

  1. Halkron 14.07.2018
  2. elpi 15.07.2018
  3. Marek Jastrzab 16.07.2018
  4. jacek 16.07.2018
  5. Marek Jastrzab 16.07.2018
    • jacek 16.07.2018
  6. Marek Jastrzab 16.07.2018
    • jacek 16.07.2018
  7. Marek Jastrzab 16.07.2018
  8. Darek 17.07.2018
    • jacek 17.07.2018
  9. jacek 21.07.2018