2018-07-25.
Kto pragnie żyć w państwie sterowanym przez brygadę ludzi mizernego kalibru? Z osobami ziejącymi nienawiścią i sztachetowym rozumkiem? Opanowanym przez kler uparcie wierzący, iż Ziemia jest konstytucyjnie płaska?
Kto czuje więzi łączące go z państwem o wielu definicjach patriotyzmu i kto wie, która definicja jest prawdziwa, wywodząca się z miłości do kraju, zaś nie jest – dęta, łzawa, farmazońska i bajerancka?
Podobno jest teraz wolne i jako jego obywatele możemy BYĆ U SIEBIE, BRAĆ SPRAWY W SWOJE RĘCE.
Ponoć. Ale pytam: czy tak jest naprawdę, czy nie oszukujemy się nadal? Czy istotnie jesteśmy u siebie i co ten frazes oznacza?
*
Od rozbiorów do wyjścia radzieckich wojsk z naszego kraju zaborca łupił, grabił, nierzadko gwałcił, zabijał, lub pędził na Sybir. Czuł się w prawie, gdyż sądził, że jest u siebie, a my – u niego. Tym sposobem zwędził nam duszę, bo postradaliśmy ją razem z utratą państwa.
Jedni z naszych przodków protestowali, a drudzy usiłowali pogodzić się z obrożą.
Część naszych antenatów mówiła, że jest patriotami, a inna nimi była: starała się (z różnym skutkiem) polubić najeźdźców. Polubić, a nawet zaakceptować i wytłumaczyć, dlaczego ich poczynania nie są aż tak podłe.
Pokazać zaborcy, gdzie jego miejsce, buchnąć mu cokolwiek i choć tak zemścić się za naszą bezsilność, było odpowiedzią na narzuconą władzę.
To był patriotyczny obowiązek.
Zaś po II wojnie światowej i po nastaniu PRL zamieszkaliśmy w dupie i, jak stwierdził Stefan Kisielewski, zaczęliśmy się w niej urządzać.
Znowu, jak za czasów naszych dziadków, kiedy nie było Polski na mapach, do boju wyruszyły zbrojne hufce apologetów narodowych tragedii. Z tym, że to teraz my, pokolenie wyrosłe na gruzach zaprzepaszczonych nadziei, pokolenie przesiąknięte pragmatycznym nonsensem, drepczemy pokornymi szeregami ku wytępieniu i nadal tkwimy we frustrującej sytuacji zahukanego petenta: zamiast oczekiwanej sprawiedliwości otrzymaliśmy prawo do życia między młotem, a kowadłem.
*
Od początku zaborów do teraz mieliśmy tylko dwadzieścia lat niepodległości, a Polski nie było przez stulecia. Zamiast niej – wstrząsały nami pyrrusowe zrywy; od Powstania, do Powstania, od tragedii po tragedię, zmierzaliśmy do Niepodległości, a gdy wreszcie mamy jej zalążek, zamiast pochylać się nad rozwojem, dobrobytem i udoskonalaniem własnego państwa, okradamy się dalej, jakbyśmy wciąż byli poddanymi obcego mocarstwa.
Od tej pory nie pracujemy dla siebie, ale dla urojonego okupanta; szlachty już nie ma, za to w dalszym ciągu istnieje ZŁOTA WOLNOŚĆ.
Marek Jastrząb
źródła obrazu
- jastrzab: BM
