2018-07-29.
Studiowaliśmy razem w Neapolu od 1980 do 1983 roku. Potem straciłem go z oczu, ale z zaciekawieniem śledziłem jego drogę, tak jak zresztą i innych jezuitów. Z niektórymi przyjaźnię się do dzisiaj.
Paolo był inny. Pochodził z arystokratycznej rodziny i był radykałem. Zawsze chciał wszystko rozumieć i niemal wszystko kwestionował. Dla mnie, wystraszonego kleryka, który przyjechał z Polski gdzie niczego się nie kwestionowało, a wszystko, co mówili przełożeni należało nabożnie przyjmować był osobliwością.
A jednak ta rogata dusza daje nam wszystkim przykład, co można zrobić z życiem, jeśli się głęboko wierzy w to, co się mówi. W Polsce zrobiło się o nim głośno, gdy 29 lipca 2013 zaginął w syryjskim mieście Rakka. Jednak nim to się stało, w Syrii było głośno o jezuicie z Włoch, który postanowił ożywić klasztor Mar Musa (św. Mojżesza). Zaraz po studiach znalazł się w Syrii i dzięki pomocy przyjaciół odbudował klasztor, który od 1994 roku zaczął na nowo funkcjonować po zamknięciu w 1831 roku. Jego początek sięga VI wieku. Dostępne w Wikipedii zdjęcia zapierają dech w piersi.
Ale może ważniejsze od zachwycających ruin ledwie widocznych w otaczającej je pustyni są idee, które przywróciły je dożycia i te które grożą, że na powrót zapadnie się w niebyt. I jedne i drugie są głęboko religijne. Te niszczycielskie są aż nazbyt dobrze znane i być może doprowadziły do śmierci Paola Dall’Oglio, choć nie jest to ostatecznie potwierdzone. W ostatnich dniach pojawiły się właśnie w mieście Rakka spekulacje, że być może nie został zamordowany. Czekając na ostateczne wieści o losie kolegi ze studiów, korzystam z rocznicowej okazji (dziś mija dokładnie pięć lat od zaginięcia) i chciałbym przypomnieć jego główne pomysły na dialog z islamem, i to w Syrii.
Wiadomo (wiem to też od moich studentów Syryjczyków na UW), że cieszył się ogromnym autorytetem a do klasztoru Mar Musa przyjeżdżali młodzi z całego kraju i to nie tylko chrześcijanie, ale i muzułmanie. Jak tłumaczył w jednym z licznych wywiadów: „Jest to nawiązanie do miejscowej tradycji, w której życie monastyczne było częścią symbolicznego świata islamu, prorok Mahomet i jego wyznawcy szanowali i ochraniali chrześcijańskie klasztory. Dlatego podążamy tą drogą, obserwując, jak wielkie znaczenie ma pielgrzymowanie do naszego klasztoru dla okolicznych mieszkańców, chrześcijan i muzułmanów. Oznacza to, że życie jest czymś więcej niż pieniądze i władza, że jest coś głębszego. I symbolem tego jest klasztor”.
Również swojej książce „La rage et la lumière” pisał o marzeniu, by w niedalekiej przyszłości żydzi, chrześcijanie i muzułmanie rozpoznali się wzajemnie i sprzymierzyli ze sobą: „Głęboko wierzę, że pewnego dnia Jerozolima stanie się namiotem naszego braterstwa w Abrahamie jako błogosławieństwo dla świata”. Czy to się kiedykolwiek spełni?
Trudno dociec, ale dobrze wiedzieć, że ciągle pojawiają się marzyciele, którzy w to wierzą. Oby niepoprawny radykał Paolo Dall’Oglio, którzy przed laty uczył mnie, że trzeba mówić to, co się myśli, miał rację.
Stanisław Obirek
Poniżej: Rakka. Obrazek wyróżniający u góry – inny widok klasztoru Mar Musa


