17.09.2018

gurnatko
„Arthur W. Lewis, jak dotychczas jedyny czarny laureat nagrody Nobla w ekonomii, poświęcił życie poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego rynkowe reformy ekonomiczne w niektórych krajach są tak trudne do wprowadzenia.”
andrzeju, wszystko rozumiem , z wyjątkiem jednej rzeczy: jakie znaczenie dla całego twego wywodu ma kolor skóry amerykańskiego noblisty i dlaczego przytaczasz informację na ten temat.
Ma to znaczenie i nie ma. Wiele rzeczy wyznacza trajektorię naszego życia. A.W. Lewis z jego osobistą historią zafascynował sie nie tyle tym jak reformy gospodarcze zrobić skutecznie, ale tym dlaczego w tak wielu miejscach się nie udają. Stąd jego główny obszar badań to Ameryka Łacińska i Afryka. Jest tu drugi aspekt, tan sam co z Obamą, powolne wkraczanie dyskryminowanej wcześniej grupy na Olimp. Czasem jesteśmy tak zachwyceni, że możemy uznać akurat ten czynnik za decydujący o przyznawaniu dodatkowych punktów. (Czasem domagają się tego panie, czasem ruchy czarnych, itp.). Przesądzać źle, nie zauważać chyba też niedobrze. Lewis odegrał w moim życiu zawodowym znaczącą rolę, nie dlatego, że czarny, a dlatego, że wspaniały umysł, a fakt, że czarny nie mógł umknąć mojej uwadze, ze względu na daty i inne okoliczności.
w otchłani przyszłości
wszyscy niemal reagujemy odruchowo pod wpływem jakiegoś silniejszego impulsu i bardzo często są to reakcje atawistyczne. nie dziwię się przeto temu jak zareagowałeś. jakkolwiek nie ma już się czemu dziwić, postęp jest łatwo zauważalny. pomyśl, jeszcze po wyborze JFK podkreślano, że jest on pierwszym katolikiem w białym domu, do tego czasu prezydentem mógł zostać tylko WASP, choć nie wymuszały tego żadne regulacje. jedyną restrykcją był wymóg co do miejsca urodzenia. kandydat na objęcie najważniejszego urzędu w państwie musi być urodzony na terytorium USA
obama miał łatwiejszą sytuację, bo inny, aniżeli biały odcień skóry, nie wykluczał już usytuowania blisko wierzchołka politycznej piramidy – że wspomnę tylko colina powella i condoleezzę rice.
Polemika dotyczy tego właśnie tekstu
moja reakcja była zapewne nieco atawistyczna, ponieważ wyobraziłem sobie przyszłość. nie istnieje przecież żadne naturalne prawo, gwarantujące nam nieustanny postęp. przeplatany długimi okresami regresu, jest on jedynie możliwością, a nader często niemożliwością (którą tak sugestywnie opisujesz, prezentując czytelnikowi dorobek naukowy arthura w. lewisa).
rozwój duchowy mylony jest nagminnie z postępem cywilizacyjnym. natura ludzka nie zmieniła się zbytnio od czasów, kiedy wojna prowadzona była za pomocą maczug do rozłupywania sobie czaszek. człowiekiem rządzą te same prymitywne popędy, co w dobie kamienia łupanego, zmieniła się tylko technologia zabijania i związany z tym koszt.
kiedy przeczytałem twój opis niemożności reform w niektórych krajach, wyobraziłem sobie że jednym z nich jest polska, z jej nieudaną pokojową rewolucją i wyzwoleniem się z pęt totalitaryzmu. zgubiła ją niezdolność do zaakceptowania przez większość społeczeństwa faktu, że ludzie są z natury różni. nawet osoby, które cenię za mądrość i przymioty charakteru utyskują na to, że ten, lub ów polityk podzielił polaków.
a pozostali? ci, którymi polityk ów manipuluje? czy można ich nazwać rasistami?
uchowaj boże! jak mogliby być rasistami, skoro nienawidzą wszystkich. polska, w przeciwieństwie do większości krajów europejskich jest jednorodna etnicznie, co rzuca mi się w oczy za każdym moim pobytem w stronach ojczystych. żywych obiektów nienawiści – żydów, a obecnie również wyznawców islamu jest niewielu i nie mogą oni zaspokoić zapotrzebowania na rozładowywanie frustracji. przedmiotem nienawiści stają się więc cykliści, geje, lesbijki, obrońcy środowiska, emeryci, niepełnosprawni i bóg jeden wie jacy jeszcze różniący się od wylęknionej większości…
wyobraziłem więc sobie, że obecna forma sprawowania rządów utrwali się na lata. gdybym miał wówczas sposobność opisania rzeczywistości, a mój opis doczekał się jakiegoś wyróżnienia, to nie chciałbym przeczytać informacji, że opisywaczem nieudanej bezkrwawej rewolucji nad wisłą jest polski żyd gurnatko finkiel.
niezależnie od twoich najlepszych intencji, byłoby to bardzo stygmatyzujące.
natan gurfinkiel

Pan Koraszewski zechcial swego czasu wypomniec mi w innej dyskusji, gdy przytoczylem pochodzenie rodzin Ochs i Sulzberger, zalozycieli i wydawcow New York Timesa, ze, cytuje z pamieci, „zagladam do rozporka”. Ale skoro rozpoznanie etnicznosci Arthura Lewisa nie wymaga rozpinania spodni, to jak rozumiem, przytoczenie (wypomnienie?) jej jest najzupelniej w porzadku.
Doskonale rozumiem i podzielam twoja tęsknotę do tego, abyśmy przestali zauważać, oby nie obsesyjnie, bo pewnie zauwazyłeś obsesję gubienia różnic płci i kilka podobnych. Mam wrażenie, że rozsądne zanikanie zwracania uwagi na różnice pochodzenia obserwujemy w prawdziwej nauce. Tam kolor skóry, płeć czy orientacja seksualna w zasadzie przestają mieć znaczenie i liczą sie umiejętności. Tuż obok, na uniwersyteckich kampusach, szaleje politykja tożsamości, a w bojach o uznanie pojawił sie odwrocony rasizm. Wiele się zmieniło za naszego życia, tu i ówdzie psakudztwo wraca w nieco zmienionej formie. „Harry Potter” jest genialny, więc polecam go dzieciom, bo i piękny angielski i zawartość nieźle pokazuje, że „wiesz kto” lubi wracać.
@JRK
nie czuję się uszęśliwiony takim wsparciem mojej argumentacji.
kiedy jeszcze poznawałem kanony dziennikarskiego rzemiosła, program studiów był nieznośnie przeładowany ideologią. ale nawet wówczas, we wczesnych latach 50, nie brakowało wykładowców, którzy starali się wpajać nam elementarne zasady etyki. uczono nas więc, że wdając się w polemikę nie zwalczamy adwersarza, lecz wyłącznie jego poglądy.
w pana wypowiedzi za bardzo pobrzmiewa mi ton osobistych pretensji.
andrzeja koraszewskiego znam od lat i nie we wszystkim podzielam jego poglądy, ale nasze spory nigdy nie przekraczają granic dżentelmeńskiego dyskursu.«
” opis niemożności reform w niektórych krajach, wyobraziłem sobie że jednym z nich jest polska, z jej nieudaną pokojową rewolucją i wyzwoleniem się z pęt totalitaryzmu.” Arthur W. Lewis zajmował się reformami ekonomicznymi i przyczynami ich niepowodzenia. W tym sensie reformy rynkowe tzw. plan Balcerowicza z lat 1989-1990 w pełni sie powiodły a wprowadzone wówczas reguły obowiązują do dzisiaj. Niewielkie zmiany nie dotyczyły tzw. kotwic refom. Polityczna pokojowa rewolucja i zmiana ustroju na demokratyczny dokonywała się stopniowo w toku kolejnych wyborów od 1989 r. do 1991 r. a i potem wiele lat trwały reformy uzupełniające. Ostatnie z nich na wielka skalę w okresie rządów koalicji AWS/UW i rządu Jerzego Buzka 1997-2001. Czy rzeczywiście dojście do władzy PiS powoduje, że reformy te były nieudane. One się w pełni udały, a trudno mieć do kogokolwiek pretensje, że nie przewidział pseudo rewolucji po ponad ćwieć wieku. Można natomiat rozważać jak jest możliwe aby świeżo zbudowany w Polsce system demokratyczny był tak bezbronny na działania jawnie bezprawne, jawnie łamiące konstytucję i zasady trójpodziału władzy i szereg innych bezpieczników porządku demokratycznego. To bardzo ważna i ciekawa dyskusja – odbywa się dzisiaj w wielu środowiskach i daleka jest od zakończenia.