20.09.2018

Gdy na początku października 2017 pojawiły się pierwsze oskarżenia kobiet pod adresem molestujących mężczyzn, sygnowane hasłem „#MeToo” zapewne nikt nie przypuszczał (łącznie z oskarżającymi i oskarżonymi) jak szeroką falą tak akcja się rozleje na cały świat i daleko przekroczy sfery show biznesu.
Nie mnie osądzać poszczególne przypadki, od tego są sądy, ale faktem jest, że akcja bardzo poważnie naruszyła pewne układy zawodowe. Mam też nadzieję, że przemoc na tle seksualnym, w takiej czy innej formie obecna w różnych grupach znacznie się zmniejszy. Nie wierzę bowiem, że zniknie zupełnie.
Może przesadzam, ale coś mi się wydaje, że podobna akcja ogarnie polski społeczeństwo po filmie Wojciecha Smarzowskiego „Kler”, który właśnie wchodzi na ekrany. Już zresztą pojawiły się omówienia, różne zresztą. Ja sam na pewno na film się wybiorę po prostu dlatego, że lubię mieć własne zdanie na tematy żywo dyskutowane. A do kleru mam, by tak powiedzieć, stosunek osobisty, więc tym bardziej.
Ale rzecz znacznie przekracza recepcję filmu poświęconego polskim księżom katolickim. Może to czysty przypadek, ale spraw związanych z klerem i kościołem, którego tworzą najważniejszą bodaj część składową jest znacznie więcej.
Wspomnę przykładowo najboleśniejszą bodaj, z którą zmaga się papież Franciszek czyli problem pedofilii niektórych przedstawicieli tej grupy zawodowej; ale również ważne zjawisko, to problem upolitycznienia katolicyzmu i opowiedzenia się większości kleru za akurat rządzącą partią i sprawującym władzę prezydentem kraju. Ciągle społecznie uciążliwe i niewyjaśnione jest finansowanie tej instytucji oraz niejasny status katechezy w szkołach.
To wszystko domaga się spokojnej debaty i prawdziwego społecznego rozliczenia.
W tym klimacie rosnącego zainteresowania sięgnąłem ponownie po lekturę ostatniej bodaj za życia wydanej książki ks. Józefa Tischnera „Ksiądz na manowcach” z 1999 roku. Rok po jej opublikowaniu Tischner już nie żył, można więc ją traktować jako duchowy testament. Być może jej lektura pomoże zobaczyć, że tak naprawdę na dobre rozkręcająca się akcja ksiądz #MeToo jest rodzajem rozmowy z tą książką. Jej autor pisał, że najpierw jest człowiekiem, potem filozofem, a dopiero na końcu księdzem.
Może gromadzący się społeczny gniew, uderzający w nadużycia, jakich się w ostatnich latach dopuściło wielu księży, pomoże nam wszystkim zobaczyć w nich przede wszystkim słabych ludzi, którym polskie społeczeństwo (a najbardziej politycy) pomogło raczej rozwijać grzeszne strony natury ludzkiej, a zrobiło niewiele by pomóc im uratować człowieczeństwo. O chrześcijaństwie nie wspominając. Pisał Tischner: „Mam takie przekonanie, iż chrześcijaństwo… Ewangelię – mamy nie tyle za sobą, ile przed sobą”.
Od czasu napisania tych słów nic się nie zmieniło. Dodałbym tylko, że dotyczy to szczególnie polskiego kleru katolickiego.

A co Pan Profesor sądzi o Stryczku niejakim?
Jako człowiek niepoprawnie optymistycznie nastawiony do tego, co się wokół mnie dzieje przyjmuję za dobrą monetę propozycję Jerzego Owsiaka: „”Proponowałbym, abyśmy spotkali się na takim publicznym forum z takimi fundacjami, jak Fundacja Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka, Fundacja Caritas, Stowarzyszenie »Wiosna« organizujące Szlachetną Paczkę, Fundacja »Mimo Wszystko« Anny Dymnej, PAH Janki Ochojskiej, a także nowa, ale niezwykle zasobna w środki publiczne Fundacja Narodowa. Ja przynajmniej deklaruję w imieniu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, że na takie spotkanie jesteśmy gotowi stawić się w każdej chwili, dla dobra organizacji pozarządowych tworzących III sektor w Polsce” . Zaś gest dobrej woli ze strony ks. Stryczka uważam za rozsądne rozwiązanie. Podaję za onet.pl, który rozpętał medialną burzę wokół twórcy „Szlachetnej paczki”: „Sam Ksiądz Stryczek opublikował dziś na swoim Facebooku oświadczenie, w którym czytamy, że „uznając powagę sytuacji, postanowił oddać się do dyspozycji Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia WIOSNA”. „Dobro SZLACHETNEJ PACZKI jest dla mnie najważniejsze i nie chcę, by jakiekolwiek kwestie zagroziły toczącym się projektom, a przede wszystkim – niesieniu pomocy tysiącom potrzebujących” – napisał prezes stowarzyszenia Wiosna”.
Znów Pan Profesor coś mi przypomniał…
Swego czasu w Dolinie Strążyskiej natknąłem się na dwóch młodych dziennikarzy z „Tygodnika Powszechnego”, z wyraźnym respektem rozmawiających o przechadzającym się w pobliżu człowieku w księżej sutannie.
Wdałem się w rozmowę, która przerodziła się w dyskusję – między innymi o ks. J. Tischnerze. Po jakimś czasie zgodzili się z moją sugestią, iż jeśli ks. Tischner będzie żył wystarczająco długo – spotka Go raczej ekskomunika, niż uznanie ze strony hierarchii kościoła. (Wiem, powinienem zwyczajowo napisać „Kościoła, ale jakoś nie mogę.)
No cóż księdza Profesora Tischnera w istocie można cytować w nieskończoność. Był przez kilka lat moich wykładowcą, a później starszym kolegą. Nie mogę go uznać za swego mistrza bo nie traktował moich pytań poważnie (kiedyś go zapytałem dlaczego odrzuca pojęcie substancji to mnie wyśmiał) przez co sprawił, że nie mogłem go traktować jako filozofa serio. Owszem wprowadzaj sowizdrzalski ton w nader nadęty kościelny klimat, ale … pozostał dla wielu właśnie takim kościelnym sowizdrzałem. W latach 80-tych i 90-tych była to funkcja (zwłaszcza wewnątrz kościoła) bezcenna. Dzisiaj to wszystko jednak jest tylko zapisem tamtego czasu. Pewnie dlatego był serdecznie przez większość kleru serdecznie nienawidzony, a przez ludzi spoza kościoła wręcz uwielbiany.
Pan Profesor przywołał wspaniałego człowieka. Księdza profesora Józefa Tischnera bardzo lubiłem za życia, a kiedy odszedł z roku na rok cenię coraz bardziej. Miałem to szczęście, że czytałem większość tekstów wielkiego myśliciela – w latach 1967-1989 regularnie co tydzień czytałem Tygodnik Powszechny a w nim m.im. księdza profesora. Wiele jego powiedzonek, cytatów, anegdot pamiętam do dziś i powtarzam swoim studentom, chociaż z roku na rok coraz mniejsza ilość osób rozumie czy nawet chce rozumieć to tischnerowskie przesłanie. Kiedy umierał, a odbywało się to w ciężkich meczarniach czemu świadectwo dał opiekujacy się nim brat, do końca lubił jak mu górale czytali różne rzeczy. Jeden z jego ulubionych wierszyków góralskiej poetki Wandy Czubernatowej znam na pamięć jako perełkę bodaj czy najtrafniej oddającą opisywane zjawisko – Kac:
fto nimioł kaca
nie wiy co to smutek
kie kufo drewniano
ocka ropom skute
kie koty łupiom raciami o blachy
a wróble w bębny bijom
i dziuawiom dachy
suchość w cłowieku
od krztonia do dusy
a bolom cie pazdury i kudły i usy
nie pochodzis
nie legnies
jesce gorzy siedzieć
a co kwila ci sie beko
przedwcorajsym śledziem
moze i som jest tacy co kaca nie mieli
ale cos oni w zyciu culi
cos oni widzieli?
Wanda Czubernatowa
Wiersze kuchenne
Właśnie w chwili panoszenia się politycznego krk w Polsce, w sytuacji kiedy ewangelię miłości, wybaczania, miłosierdzia lokalny kościół zamienił w ewangelię pychy, wywyższania sie, nienawiści, wykluczania w imię wartości homofobicznych i ksenofobicznych przydałaby sie nam mądrość tischnerowska, która napierw nakazywała pochylić sie nad słabością ludzką, zanim pochylimy sie nad grzechami ludzi. „Bycie sobą nie może być zbudowane tylko na aktach bohaterstwa. Jestem sobą także w moim grzechu, w mojej skończoności, w mojej winie!” Hierarchia łagodnie biorąc nie przepadała za Tischnerem, a szkoda, może dzisiaj byłoby łatwiej rozwiązywać problemy KRK. Byłoby może bliżej do wiary: „Religia jest dla mądrych. A jak ktoś jest głupi i jak chce być głupi, nie powinien do tego używać religii, nie powinien religią swojej głupoty zasłaniać.” czy inne wskazanie dla kleru: „Strasznie trudno będzie Panu Bogu zbawić człowieka, który nie jest wolny i nie jest rozumny. Ten człowiek wciąż jeszcze nie jest sobą. Więc co tu można zbawiać – skórę i kości?”, „W każdej chwili możemy wznieść się ponad siebie i zacząć wszystko od nowa.” Czy wreszcie sakramentalne dla katabasów: „Wiara w fatum sprowadza na ziemię fatum. A wiara w wolność sprowadza na ziemię wolność.” wszystkie cytaty za:
https://pl.wikiquote.org/wiki/J%C3%B3zef_Tischner
Bywał też ksiądz profesor przewrotnie dowcipny, zwłaszcza tłumacząc historię filozofii na góralski : „Nie prowdy sukoj ino kolegów.” Źródło: Historia filozofii po góralsku, część o Gorgiaszu.
Chętnym polecam rozmowę ze S. Obirkiem w dzisiejszej GW, jest o tyle ciekawa, że pytania zadaje nie dziennikarz tylko adwokat, który od lat zajmuje się również zawodowo sprawami kościoła i księży: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,23949790,stanislaw-obirek-jak-proboszcz-jan-pawel-ii-wychowal-nam-kler.html mam nieodparte wrażenie, że sojusz adwokatów i dziennikarzy może przynieść przełom w spojrzeniu na katolicki kler w tym nadwiślańskim kraju. Bo na sam kler i polityków raczej nie ma co liczyć.
A propos zdania: „Wspomnę przykładowo najboleśniejszą bodaj /sprawę/, z którą zmaga się papież Franciszek czyli problem pedofilii niektórych przedstawicieli tej grupy zawodowej…”.
Jeśli papież rozumie sprawę, z którą się zmaga, tak, jak pan to ujął, to nie wie, z czym się zmaga. Nie chodzi przecież o „problem pedofilii niektórych przedstawicieli tej grupy zawodowej”, ale – przede wszystkim – o problem systematycznej i systemowej ochrony tych „niektórych”.
Skoro pozwoliłem sobie polecić rozmowę w GW to z równą przyjemnością polecam reakcję jednego z bardziej znanych duchownych: https://wpolityce.pl/kosciol/413410-ks-prof-bortkiewicz-odpowiada-na-oszczerczy-artykul-gw nie jest to zaproszenie do dialogu tylko do zamilknięcia, a szkoda. Bo uwaga Rafy jest ciekawa, że tu chodzi „o problem systematycznej i systemowej ochrony tych „niektórych”, ale tego problemu ks. Bortkiewicz niestety nie podejmuje.
Co ma ks. Bortkiewicz do uwagi na temat nie jego przecież sformułowania?
Ano tyle, że Pan zwrócił uwagę na istotę problemu związanego ze sposobem nieradzenia sobie z pedofilią „niektórych”, a Bortkiewicz atakuje Obirka za „niszczenie” jedynego autorytetu Polaków.