24.10.2018

Kiedy słyszę: „nie zastanawiam się, jak będzie mi się żyło za dziesięć, piętnaście lat”, to prócz szewskiej pasji ogarnia mnie zniechęcenie na myśl o przyszłości człeczego rodzaju; człowiek, który nie przejmuje się tym, co go czeka, który nie przewiduje, że może mu się pogorszyć stan zdrowia, to człowiek pozbawiony wyobraźni, żyjący po omacku, z dnia na dzień, trawiony złudzeniem chwili, która nigdy nie trwa wiecznie: wnet będzie samotny i bezradny na własne życzenie.
Nikomu nie życzę znalezienia się w beznadziejnej sytuacji, ale takie okoliczności zdarzają się. Zazwyczaj nadchodzą niespodziewanie, bez ostrzeżenia.
Wiadomo; jednego dnia jest się sprawnym, pełnym planów i perspektyw, nic nam nie dolega, następnego zaś mamy wylew, z trudem porozumiewamy się z otoczeniem, a wczorajsze plany są już nierealne.
Z początku walczymy, póki można, staramy się nie martwić rodziny, udawać przed nią, że nic nam nie jest, że to, co nas dopadło, jest chwilową niedyspozycją, przejściową słabością. Nie chcemy nikogo absorbować swoją osobą, nie chcemy żadnej pomocy, wydaje nam się, że sami sobie poradzimy. Lecz po pewnym czasie orientujemy się, że sami nie damy rady, że do kieszeni trzeba schować tak zwaną dumę i fałszywe poczucie godności i zwrócić się z prośbą o pomoc.
Lecz gdzie i do kogo? Jak dotychczas nie istnieje schronisko dla literatów, coś w rodzaju Skolimowa, a dzięki takim humanitarnym poglądom, nie będzie go długo. Nie powstanie, bo wolimy lać sobie na serca sztuczny miód, zamiast dążyć do ponad podziałowego zjednoczenia i nareszcie zająć się tym, co woła o pomstę do nieba.
A co woła? Dalszy los zasłużonych pisarzy, kiedyś pełnych wigoru, nie za przynależność, ale za niekłamaną twórczość podziwianych, autorów niepośledniego formatu, a teraz napiętnowanych lekceważeniem, a teraz wstydliwie i skrzętnie poukrywanych w niepamięci, poddawanych biologicznym prawom niedołęstwa.
Dobry gospodarz dba, pielęgnuje, troszczy się o powierzone dobro, nie powie, „radźta se sami”. Dobry gospodarz wie, że istnieją przypadki losowe, nagły krach zdrowia, nieoczekiwane załamanie nerwów, nasilenie depresji. Wie, że w takich chwilach trzeba pomóc, szarpnąć się na altruizm i wyciągnąć do bliźniego rękę bez figi z makiem.
*
Dobry gospodarz to wspólne dobro. A skoro dobro, to zbudujmy sobie DOM. Więc może, zamiast walczyć ze sobą, powołajmy Wspólny Dom Weterana Dla Ludzi Kultury, Dom nie tylko dla poetów i prozaików, ale i dla malarzy, kompozytorów, scenarzystów, ludzi estrady czy kabaretów; dla wszystkich animatorów artystycznych wydarzeń, którym zawdzięczamy chwile wzruszeń?
Nie wiem jak tego dokonać, zwłaszcza gdy pod krótką kołdrą piszczy bieda i na nic nie starcza, wierzę jednak w ofiarność naszego społeczeństwa. Może przez organizowanie koncertów, wystaw malarskich, teatralnych spektakli charytatywnych? Sienkiewicz otrzymał od NARODU dar w postaci Oblęgorka, dlaczego więc my nie możemy podarować sobie miejsca na spokojną jesień życia?
Marek Jastrząb
źródła obrazu
- jastrzab: BM

@ „Kiedy słyszę: „nie zastanawiam się, jak będzie mi się żyło za dziesięć, piętnaście lat”…
–
Taka refleksja, tylko odrobinę związana z rozwijanym dalej tematem:
Ja kiedyś sie zastanawiałem, co będzie i jak będzie mi się żyło.
Ale tempo zmian jest takie, że naprawdę trudno sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał świat za 15 lat, a co za tym idzie, co będzie ze mną. A te zmiany wciąż przyspieszają.
15 lat temu wchodziły telefony komórkowe, które były telefonami.
15 lat temu odłączałem telefon, zeby podłączyc modem i wejść w internet
Obecnie w telefonie mam aplikacje mierzącą puls, ilość kroków, mam dostęp do konta bankowego, telefonem mogę płacic…
Przypuszczam, ze niedługo w telefonie znajdzie się aplikacja „domowy lekarz” podłączona do systemów LuxMedu, Enelmedu, Medicover, Damiana itp. (do lecznic państowych nie i pewnie jeszcze długo nie) mogaca codziennie badać stan zdrowia i porównywac z zapisami – przez to znacznie skuteczniejsza.
Z drugiej strony – jakos tak od dwóch lat spodziewam sie wybuchu wojny, rewolucji czy jakiejś innej niszczycielskiej siły. Zmiany tak bardzo posuwają się do przodu, że ludzie nie nadążają. Już reagują agresją, a ten proces będzie narastał. Do tego dochodzi kryzys migracyjny (migracje raczej będą postepować), potencjalny kryzys wody (zmiany klimatyczne), kryzys zaufania i rozwarstwienie społeczne. Obserwuje korporacje od wewnątrz i mam wrażenie, że to wszystko też musi się rozlecieć.
Nie da się w nieskończonośc powiększać zysków kosztem pracowników.