Zbigniew Szczypiński: Partia kadrowa czy masowa…

26.10.2018

– oto jest pytanie

Po wyborach 2015 roku, po tym, gdy zabrakło lewicowej koalicji mniej niż pół procenta, aby przekroczyć 8-procentowy próg i wejść do parlamentu – powstała niepowtarzalna szansa dla zwycięskiej koalicji Zjednoczonej Prawicy. Zgodnie z obowiązującą metodą przeliczania wyniku procentowego poparcia na liczbę mandatów, Prawo i Sprawiedliwość uzyskało wraz z koalicjantami możliwość samodzielnego rządzenia. Stało się i trwa.

Przypadek ten pokazuje jak krucha była i jest podstawa do rządzenia Prawa i Sprawiedliwości. PiS wraz z koalicjantami ledwo przekracza wymaganą większość 230 mandatów. Każde zawirowanie wewnątrz rządzącego obozu, każde narażenie się Tadeuszowi Rydzykowi (Rydzyk ma kilka szabel – kilku posłów wybranych z wyraźnym jego poparciem, których lojalność wobec redemptorysty jest wyższa, niż wobec prezesa wszystkich prezesów), każda kłótnia w obozie Zjednoczonej Prawicy może grozić rządowym kryzysem.

Trzy lata dotychczasowych rządów to twarda linia wodza i naczelnika państwa – posła Jarosława Kaczyńskiego, niepiastującego żadnego urzędu i w związku z tym, nieponoszącego żadnej odpowiedzialności prawnej za ewidentne łamanie prawa i Konstytucji RP – ta odpowiedzialność spada na jego ludzi; Prezydenta, Premiera, ministrów rządu czy kierowników rządowych instytucji. Istnieje wprawdzie pojęcie sprawstwa kierowniczego, ale to trudna i niepewna droga, aby skutecznie ukarać szeregowego posła, niepełniącego żadnej, nawet sejmowej funkcji, na przykład szefa klubu parlamentarnego czy choćby jakiejś sejmowej komisji. To dobrze pomyślany i skonstruowany mechanizm rządzenia – będzie o czym rozprawiać na seminariach czy innych konferencjach różnych  politologów, czy socjologów zajmujących się polityką, czy sprawowaniem władzy.

Kilka dni temu, w Pałacu Staszica w Warszawie, Instytut Filozofii i Socjologii PAN zorganizował konferencję na bardzo interesujący temat: „Czy buduje się nowy system? Rewolucja a kontrrewolucja”.

Do zabrania głosu w panelowej dyskusji zaproszeni zostali prof. Andrzej Rychard, prof. Jadwiga Staniszkis, Michał Sutowski, Bronisław Wildstein, prof. Monika Płatek i prof. Paweł Śpiewak. To poważne grono, tak sądzę…

Czy dyskusja panelowa i późniejsza z udziałem pozostałych uczestników przyniosła odpowiedź na postawione w tytule konferencji pytania? Moim zdaniem – nie!

Paneliści w bardzo rozproszonych i niespójnych tematycznie wystąpieniach opowiadali różne historie, przywoływali różne skojarzenia – od systemów hybrydowych, jakie miały powstawać we wszystkich krajach postsowieckich, dawnego obozu krajów ludowej demokracji, po wyraźne odniesienia do czasów Republiki Weimarskiej i podobieństw w budowie nowej, realnej demokracji. Wielu panelistów zwracało uwagę na rosnącą patologię, wyrażającą się w nomenklaturowym obsadzaniu stanowisk w spółkach Skarbu Państwa, szerzeniu się nepotyzmu i bezideowości partyjnych kadr, ogromu oportunizmu i karierowiczostwa. Prof. Jadwiga Staniszkis mówiła wprost o „nowym bolszewizmie”…

Jako smaczny przykład nowych porządków zapamiętałem wskazaną przez prof. Rycharda, rosnącą liczbę firm i przedsiębiorstw, budowanych na podstawie odwoływania się wprost do wiary – to naprawdę smaczne, jak można robić biznes, bazując na odwoływaniu się do boga, do wiary jako czynnika sprawczego.

Paneliści podkreślali, że następuje wyraźna depolityzacja systemu; poparcie dla niego jest pochodną interesu, a nie ideologii. Jedyną teorią, jaką posługuje się nowy system, jest kategoria narodu; wprowadzane jest przy tym nowe rozumienie tego pojęcia, pozwalające na zerwanie z pedagogiką wstydu, jaka podobno funkcjonowała za rządów poprzedniej ekipy.

Postawiono tezę, że budowany jest system, w którym partia PiS to państwo – wszędzie partyjna nomenklatura.

Od tych głosów wyraźnie odcinał się Bronisław Wildstein – publicysta. W jego wypowiedzi znalazło się odniesienie do sytuacji w świecie, a zwłaszcza w Europie, gdzie mamy liczne przykłady odchodzenia od modelu liberalnej demokracji, w którym rządy sprawowały oligarchie prawnicze i artystyczne. Wzrost znaczenia narodu to prosta reakcja na te patologie, a walka z populizmem – to walka establishmentunarodem. Konieczne jest, zdaniem Wildsteina, zdecydowane wzmocnienie roli państwa.

Gdy dodamy jeszcze głosy różnicujące rewolucje od zmiany społecznej, różnicujące tak, że rewolucje to takie procesy, w wyniku których władzę uzyskują ludzie niesprawujący jej poprzednio, a zmiana to każda taka sytuacja, która wprowadzana jest przez ekipę sprawującą władzę, to mamy przegląd stanowisk i poglądów zaprezentowanych w dyskusji.

Jako swój mały dodatek chciałbym podnieść jeszcze jedną sprawę. To, że zmiana dokonująca się w Polsce po wyborach 2015 jest zmianą rewolucyjną – nie ulega dla mnie najmniejszych wątpliwości. Pisałem to na stronie SO wielokrotnie, w kolejnych latach rządów „dobrej zmiany”. Problemem jest jedynie to, czy mechanizm rewolucji pisowskiej oparty będzie o partię masową, czy tak jak dotąd, o partię kadrową.

Wydawało mi się, że po opanowaniu instrumentów politycznego panowania: Telewizji i Polskiego Radia, Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa, Sądu Najwyższego i całego systemu sądownictwa – partia PiS pójdzie w ilość, stanie się partią masową. Taką, jaką była Polska Zjednoczona Partia Robotnicza – w szczytowych latach swego panowania partia trzymilionowa. Masowa partia to materialny dowód na tezę, że partia to naród, że partia to państwo. Przywódca takiej partii nie musi pełnić żadnych państwowych funkcji, by być zapraszany na międzynarodowe fora – patrz Edward Gierek na sesji ONZ w Stanach Zjednoczonych AP. Pamiętamy nawet, jaki przysługiwał mu tytuł – the communist leader.

Wszystko wskazuje jednak na to, że nie będzie partii masowej w Polsce. Partia PiS jako partia rządząca – przystawek nie liczę – pozostanie kadrową. Efekt partii masowej uzyskany zostanie – już zostaje – rozbudowanym systemem klientelizmu politycznego. Nie ma członków, są klienci. Ludzie, których pozycja, pieniądze, władza zależy od partii rządzącej, a w partii od jej wszechwładnego prezesa.

To dobry i sprawdzony system. Powszechny klientelizm jest tym, co pozwala ludziom bez kwalifikacji zajmować lukratywne stanowiska w państwie – w lokalnej administracji, w urzędach, przedsiębiorstwach zależnych od państwa czy w samej partii.

Dużo jest takich miejsc i stanowisk. Wystarczy, by powstała armia, która będzie władzy bronić jak niepodległości – zmiana władzy to dla nich klęska nie tylko polityczna, ale życiowa, każda…

Ta walka wyborcza, którą mamy za sobą (są jeszcze drugie tury, ale to tylko wisienka na torcie) była wstępem do tego, co będzie się działo w kraju, w województwach, w terenie…

To jest naprawdę poważna batalia, to nie są igraszki pięknoduchów spierających się o wartości, tu chodzi o życie. A przynajmniej jakość tego życia…

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. slawek 2018-10-26
  2. j.Luk 2018-10-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com