06.11.2018

Najpierw były niezliczone telefony do urzędu miejskiego w poszukiwaniu Roberta Biedronia, ale szybko zorientowałem się, że gdy prezydenta w mieście nie ma (podróżował po kraju, przygotowując swoja kampanie wyborczą do Sejmu), sekretarki przestają pracować i wszystkie trzy telefony dzwonią symfonicznie.
Głównym jednak celem mojej podróży do Słupska był pokaz filmowy w Akademii Pomorskiej, wiec znalazłem się w słupskiej taksówce, która powoziła jedyną w mieście taksówkarka, ostra brunetka w średnim wieku, jedna z tych Polek, których DNA musiało się wymieszać z historycznymi najeźdźcami, Tatarami lub Turkami. (Szwedzi byli blondynami).
– Jak się żyje pod Robertem Biedroniem – zapytałem brunetkę.
– Jak się jest rowerzystą, to dobrze, odpowiedziała. Gdyby mogli, to wszystkie ulice by pozamykał i puścił rowery. Jak się jest taksówkarzem, to fatalnie.
W tym momencie moja taksówkarka znajduje na swoim siedzeniu kartkę maszynopisu i wręcza mi ją.
– Niech pan czyta. Biedroń zmienił nazwy trzynastu ulic w Słupsku. Przyjezdni wariują, bo nie mogą się dostać do adresów, które kiedyś zapisali. Taksówkarze, zamiast prowadzić bezpiecznie auta, uczą się na pamięć nowych ulic, żeby za każdym razem nie zaglądać do kartki.
Czytam:
- Stanisława Budzyńskiego na prof. Zbigniewa Religi.
- Franciszka Fiedlera na Arkadego Fiedlera
- Mieczysława Kozłowskiego na Władysława Bartoszewskiego
- Wincentego Matuszewskiego na Jeana Sibeliusa
- Stanisława Peszkowskiego na Tadeusza Mazowieckiego
- Stanisława Trusewicza na Jana Nowaka-Jeziorańskiego
- Jana Tyszki na Anny Walentynowicz
- Bronisława Wesołowskiego na Łukasza Cieplińskiego
- Gwardii Ludowej na MKS Cieśliki
- Wincentego Rzymowskiego na Bitwy Warszawskiej
- Stanisława Kulczyńskiego na Orląt Lwowskich
- Leona Kruczkowskiego na Izabeli Jarugi-Nowackiej
- Stanisława Sołdka na Księżnej Zofii.
Ktoś strasznie majstruje przy tej Polsce, myślę sobie, kontemplując krucze włosy taksówkarki. Komu się przyda ta ekshumacja zwłok dawniej inaczej nazywanych ulic? W czyim interesie jest to deptanie historii? Na co liczą politycy, wpadając na te absurdalne pomysły? Czy chodzenie po ulicy o „słusznej” nazwie doda im głosów w wyborach?
Takie myśli rodzą się w głowie Amerykanina, który u siebie w domu chodzi ulicami i alejami oznaczonymi cyframi i kierunkami świata.
List do Roberta Biedronia
Drogi Panie Robercie, przez ponad dwa tygodnie bawiliśmy się w chowanego, jak ja w Słupsku to pan w Warszawie, jak ja w Warszawie, to pan w Brukseli, jak wrócił pan do Warszawy, to ja następnego dnia wylatywałem do Bostonu, pan też tego dnia wylatywał, ale do Holandii, o tej samej porze, ale z innego lotniska, liczyłem na śniadanie na Okęciu, nie udało się.
Wiem o panu niewiele, tylko z oglądania TVN w czasie, gdy był pan posłem socjaldemokratycznym i gdy potem znudziło się panu towarzystwo ówczesnej „lewicy”. Następny pana ruch: zostanie prezydentem Słupska, był w dziesiątkę. Jest pan dzisiaj najwszechstronniej przygotowanym politykiem nowej polskiej lewicy do sprawowania funkcji premiera, a nawet prezydenta, chociaż rozumiem, ze ta ostatnia robota pana nie „kręci”.
Ale dla mnie, wychowanego (w późnym wieku) na amerykańskiej kulturze politycznej, jest pan przede wszystkim polskim Johnem Kennedym, który jako katolik nie miał szans na prezydenta. Jak on, Pan też staje na skraju politycznej przepaści, nosząc inny niż on, gejowski garb, w kraju, gdzie ma być 92% katolików (czy czasem jednak nie jest to wiadomość sprzed kilku dekad? Chodzę po polskich kościołach i widzę, że są pustawe). Katolicki, nie katolicki, ale jest to kraj, któremu daleko do tolerancji, o jaką pan zabiega. Wiec zniknie pan w tej przepaści, czy utrzyma się na jej skraju?
Nie mam najmniejszej wątpliwości, że po Trumpie w USA, Merkel w Niemczech, Kaczyńskim w Polsce, kimś tam we Włoszech, na Węgry nie liczę – świat polityczny pójdzie na lewo, a partia Zielonych w Niemczech stanie się wzorem formacji empatyczno–ekologicznej, ale również odbiciem światowych zmian generacyjnych. W Polsce o wyborach (zaczynając od udziału w nich), zaczną decydować obywatele urodzeni po roku 1970, którzy jak mówi o nich Jarosław Kuisz, w swoim manifeście kultury liberalnej, nie doświadczyli „podległości”.
Polityczni erudyci i wyborczy matematycy uważają Pana za majsterklepkę w dziele zniszczenie zjednoczonej prawicy, nie staje im wyobraźni: to pan na czele nowej partii, być może w koalicji z innymi partiami lewicowymi, nie tyle wygra wybory 2019, ile odbierze narodowym socjalistom absolutna większość w Sejmie. To pan, zakładając, że rok później prezydentem zostanie Donald Tusk, będzie miał największe szanse na sprawdzonego w kierowaniu średnim miastem – premiera polskiego rządu. Za pana kadencji ożyje w świecie polski symbol solidarności i do rzeczownika „walesa”, który stawia się przed imieniem własnym „Polska”, dojdzie rzeczownik „bedron”.
Aha, zapomniałbym o nazwie partii, którą pan tworzy. Proponuje, żeby nazywała się: EMPATIA I TOLERANCJA.
Do zobaczenia.

Niczego, proszę pana, nie odbierze on „narodowym socjalistom” – tego prosiłbym nie używać, określenie pasuje, lecz w odbiorze… – bo nikt z nich nie odda głosu na Biedronia. Odbierze KO, dzieląc głosy opozycji, która tylko z jednej listy może pokonać PIS. A temu zostanie jego trzydzieści parę procent i absolutna większość. Kalkulator D’Hondta!
W takim razie jesteśmy zgubieni. Ugrupowanie pod wodzą Schetyny (choćby nawet je nazwać „kalkulator d’Hondta”) do 30% ledwo się zbliża. Z mający stałe poparcie w okolicach 35% PiSem nie ma szans.
No właśnie. Jeśli do tych 30% KO doszłyby PSL i SLD, to byłaby jakaś szansa. Jeśli Biedroń uszczknie coś KO i SLD, to szans na odsunięcie PIS nie ma żadnych.
Polska zapłaciła rządami PIS za karierkę Zandberga i zapłaci tym samym za Biedronia.
JEŚLI… GDYBY….
„Gdyby nie ten słupek, gdyby nie poprzeczka, gdyby sie nie przewrócił byłaby rzecz wielka….”
Gdyby te kilka procent elektoratu – wyborców PSL i kilka procent elektoratu – wyborców SLD miało rzeczywiście głosować na PO, to już by to zrobiło!
Gdyby PO nie zraziło do siebie milionów wyborców, to PiS by nie wygrał wyborów.
Gdyby SLD było lewicą, a może i gdyby Miller się nie kompromitował ogórkową mizerią, to Zandberg by nie zaistniał.
Pan jak i cała formacja, która do tej katastrofy doprowadziła, jak zwykle szuka przyczyn nie tam gdzie one leżą.
Wbił Pan sobie do głowy, że te procenty się sumują, chociaż widac wyraźnie, że nawet dwie zbliżone ideowo formacje PO + Nowoczesna wspólnie uzyskały mniej niż każda z tych formacji osobno.
PO uzyskało 24% w wyborach. Nowoczesna 7.5%
Na Koalicję tych ugrupowań 27.5%. Odpłynęło ponad 50% wyborców Nowoczesnej.
Jesli wyborcy SLD odpłyną w takim samym stopniu (a prawdopodobnie w znacznie większym, wszak to ideowo bardziej oddalona formacja) to dorzucą Koalicji nie potencjalne 5, jakie uzyskuje teraz, a pewnie koło 2%. Podobnie z PSLem.
Wielkiem wysiłkiem uda się uciułac może 31-32%.
PiS ma nadal 35%, zwycięstwo i samodzielne rzady w kieszeni.
„Biedroń zmienił nazwy trzynastu ulic w Słupsku…”
Nieźle, dostaje się mu za pomysły pisowskiego sejmu i dobrozmiennych czynowników z IPNu
pisowski sejm uhonorował Izabelę Jarugę-Nowacką.