Kochana Anitko,

04.12.2018

znów jestem w Miami i znów twoja książka leży na moim nocnym stoliku tam, gdzie zostawiłem ja trzy lata temu. Jej tylna okładka na wierzchu z twoim uroczo-zawadiackim zdjęciem przy kieliszku czerwonego wina w jednej z warszawskich kawiarni, gdzie w latach 60 zbierali się tak zwani „wszyscy”, albo „górne 5 tysięcy”, elita warszawskiej inteligencji. Pod tym zdjęciem jest tekst wydrukowany tak małymi czcionkami (wstydziłaś się promocji?), ze nawet moje #3 okulary, ledwo go odczytują, Tłumaczę z angielskiego.

Więc które życie jest moje? Rozpieszczone dzieciństwo w przedwojennej Warszawie? Lata mojej niewolniczej pracy na Syberii? Mój świat dyplomatyczny? Praca w Polskim Radiu? To co w życiu napisałam? A może tylko to, co w tej chwili naciskając klawisze komputera, piszę?

Jeżeli myślisz, że ta książeczka tylko sobie tam leży, mylisz się. Przeczytałem ja po raz trzeci za każdym razem odkrywając jej nowe głębie. Zły jestem na siebie za moje poprzednie szukanie dziury w całym, tego czego w twoim niezwykłym życiorysie mi brakowało. Sama piszesz w rozdziale syberyjskim o takim czytelniku.

W tym momencie redaktor przerwałby czytanie i zażądał, żebym opisała moją podroż w detalach: Co widziałam naokoło? Jak wyglądały drzewa i liście w lesie? Jaki był zapach? Co czułam i co myślałam? Nie widziałam ani drzew, ani liści. Sama czerń. Moje okulary były potłuczone, Bałam się oglądać za siebie. Wypatrywałam gwiazd, mojego jedynego kompasu, celu i nadziei. Jak się zgubisz, zaatakują cię zwierzęta. Nawet mrozu nie czułam. Moje uczucia były jednym lodowym soplem.

Wycofuje również moje poprzednie podejrzenia o kamuflowanie twojego żydostwa. Przecież już na początku piszesz:

Nigdy nie rozmawialiśmy w domu o planie naszej ucieczki. Wiedzieliśmy, że ściany maja uszy. Ożywione rozmowy były w kawiarniach. Nasi żydowscy przyjaciele spotykali nas tam mówiąc: „hahaha, wiemy o czym rozmawiacie”. Atmosfera w Polsce była toksyczna.

Doczytałem się też wymiaru twojej znakomitej sceny selekcji Polaków w Krasnowodsku do armii Andersa, do której nie przyjmowano polskich Żydów. Padają nazwiska kobiet wywoływanych do wejścia na statek:

Maria Kowalska, Helena Sarnecka. Wanda Kapusta. Jedna za druga, polskie kobiety , młode i stare, żony i narzeczone, przekraczają próg wolności. „Anna”, znajoma szepcze mi do ucha, „Zofia Bronowska się nie zgłasza, zdejmij okulary, idź i udawaj, że to ty, nie zorientują się”. „Nawet bez okularów nie będę wyglądała na Polkę”, odpowiadam jej.

Niedaleko od twojej książki leży na mojej półce Shlomo Adlera „Znowu jestem Żydem”, mrożąca krew historia uratowania się z zagłady kilkunastoletniego chłopca, który po wojnie wyrywa się z rak bezpieki, aby znaleźć się w Izraelu. Dla Szlomo ograbienie go z jego żydostwa i potem odzyskanie go, jest równie głębokie, jak twoje (i moje) odzyskanie człowieczeństwa. Żydami byliśmy „przy okazji”. Nie udało się nam być Polakami. Dziś wymieszaliśmy się ze wszystkimi innymi, których wygnały ich ojczyzny.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com