Ludwik Turko: Róbmy to po swojemu, my KOD nie KORD

Efektem ubocznym rządów PIS jest bujny rozkwit wszelakich ruchów niepartyjnej opozycji demokratycznej, zwanej też czasami z uwagi na dominującą formę jej działania opozycją uliczną.

Wszelkie przejawy wzmacniania aktywności obywatelskiej są same w sobie sygnałami pozytywnymi w społeczeństwie, gdzie frekwencja wyborcza przekraczająca 40% staje się powodem do entuzjazmu, aczkolwiek niekoniecznie są powodem do chwały dla przyczyny sprawczej owego ożywienia. Ta więź skutku i przyczyny bywa dość delikatną, o czym może świadczyć np. fraza: okupacja kraju przez obcego okupanta wzmocniła odczucia patriotyczne społeczeństwa o czym świadczy pojawienie się rozmaitych grup ruchu oporu.

Wracają na nasz polski grunt trzeciego roku rządów PiS – ubiegłej niedzieli odbyło się w Warszawie drugie spotkanie tzw. Kongresu Obywatelskich Ruchów Demokratycznych, zwane dalej w skrócie KORD II. O ile pierwsze takie spotkanie było okazją do szeroko rozumianego poznania się, prezentacji i dyskusji, to KORD II postawił sobie ambitniejsze cele – stworzenia zrębów podstawy programowej dla całej opozycji. Odpowiednie dokumenty — Manifest Programowy i podjęte uchwały — są do wglądu na (dobrze prowadzonej) stronie internetowej KORD: https://kord.org.pl/

I tyle tych pochwał, dalej będzie już mniej sympatycznie.

Niezależnie od intencji, przegłosowywanie jakichkolwiek dokumentów czy uchwał w gronie niemającym po temu żadnych kompetencji ani organizacyjnych, ani strukturalnych – jest pomysłem karkołomnym. Kongres, grupujący reprezentantów różnych środowisk i grup, może być cennym elementem wymiany poglądów, dyskusji i wzajemnego poznawania się – natomiast nie może sobie rościć żadnych kompetencji stanowiących, a już szczególnie wtedy, gdy ma rozstrzygać jakakolwiek arytmetyczna większość. Jest to znakomity i sprawdzony w praktyce sposób na pojawienie się merytorycznych i ambicjonalnych sporów, działań odśrodkowych i im podobnych – czego pierwsze objawy ujawniły się już w kilka godzin po zakończeniu obrad.

Co gorsza, główny wytwór końcowy, ów Manifest Programowy, przypomina mi jako żywo próbę skonstruowania zwierzęcia doskonałego przez wyposażenie go we wszystko, co najlepsze, najpiękniejsze i najsilniejsze – niech ma siłę nosorożca, trąbę słonia, zwinność lisa, skórę rekina, oczy sokola, zęby wilcze, skrzydła orła, ogon pawia. Co tam zresztą orła, niech będą to skrzydła Pegaza!

Przesadzam? Niewiele – ów Manifest Programowy, przyjęty jako wspólna platforma działania „bez treści rozbieżnych”, postuluje w swych 19 punktach, w kolejności występowania: budowę demokratycznego państwa prawa, ponowne upodmiotowienie Polski na forach międzynarodowych, przyśpieszenie integracji z UE, stworzenie nowego ładu partyjnego, będącego odbiciem upodmiotowienia obywateli, przywrócenia powszechnego samorządu gospodarczego, wdrażania praw kobiet, ochrony wszelkich mniejszości – etnicznych, seksualnych, wyznaniowych i osób niepełnosprawnych, wypracowania zasad demokratyzacji i przejrzystości partii politycznych, przeciwdziałania wykluczaniu społecznemu z jakichkolwiek powodów, faktycznego rozdziału państwa i kościołów oraz związków wyznaniowych, rozsądnej gospodarki leśnej, poprawy jakości nauczania, reformy funkcjonowania mediów publicznych, pełnej swobody w zakresie kultury przy zachowaniu zasady państwowego mecenatu, racjonalnej, humanitarnej i bezpiecznej polityki migracyjnej, opracowania zasad bezpiecznego i skutecznego azylu na polskiej ziemi, stworzenia systemu zapobiegania powstawaniu i narastaniu ruchów neofaszystowskich w Polsce, profesjonalnej i apolitycznej administracji publicznej…

Ach, płyną zachwyty – co za mocarne skrzydła, co za kły, co za zwinność, co za bystrość! Jakiż to cudowny twór powstanie! Gdy zwyciężymy i wdrożymy. My wszak zwyciężymy, my – jako że wszak w innej uchwale, uchwale nr 3 KORD II ogłosił swój „udział i poparcie dla inicjatywy Społecznego Komitetu Wyborców”. I nic to, że w dodanej ad hoc preambule-komentarzu do owej nieszczęsnej uchwały wskazane jest, że ów „udział i poparcie” nie ma żadnej mocy prawnej, a i sama inicjatywa Społecznego Komitetu Wyborców na dość grząskim prawnym gruncie stoi.

Niejaką zagadką jednak pozostaje: kogoż to w świetle owego Manifestu mamy zwyciężyć? Tak się bowiem dziwnie składa, że w całym owym Manifeście Programowym nie ma żadnej, nawet najmniejszej wzmianki o partii zwanej PiS. Są tylko partie polityczne jako takie – „źródłem kryzysu demokratycznego porządku w naszym kraju jest zawłaszczenie przez aparaty partii politycznych wszelkiej władzy”.

Nie ma lepszych i gorszych, są partie – źródło wszelakiego polskiego zła.

Mieszanka populizmu z analfabetyzmem politycznym – wybuchowa to mieszanka. Prezes nie zadrży, Prezes zatrze rączki. Każda dodatkowa lista, a w szczególności lista nie mająca szansy przekroczenia wyborczego progu, to premia wyborcza dla PiS.

Demokracja, o którą jako Komitet Obrony Demokracji KOD walczymy, to parlamentarna demokracja przedstawicielska. Nie jest to demokracja manifestacji ulicznej, nie jest to demokracja ateńskiej Agory, która skazała Sokratesa i wygnała Alcybiadesa. Jest to demokracja reprezentatywna, której jak dotąd najsprawniejszym mechanizmem są partie polityczne – niezależnie od takich czy innych ich słabości. Przeciwstawianie „chorych” partii politycznych „zdrowym” ludowym masom jest bliskie praktycznej realizacji leninowskiej idei komunizmu, gdzie kucharka zasiądzie na stołku premiera.

Jak dotychczas, to PiS poczynił największe postępy w stosowaniu takiej filozofii we współczesnej Polsce.

Ci, którzy pokrzykują o partiach, owych wcieleniach zła wszelakiego zawłaszczających demokratyczne prawa narodu/ludu pracującego są owego PiS-u faktycznymi sprzymierzeńcami.

Ludwik Turko

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com