28.01.2019

W dzisiejszych czasach nazwanie motłochem, gawiedzią lub czernią tych, co nami tarmoszą, wiąże się z ryzykownym ryzykiem. W dzisiejszych czasach, gdy kraj boryka się z prokuratorskimi pomówieniami, stawianie małorolnych konstytucjonalistów w jednym szeregu z lewakami, pachnie agresją, eskalacją mowy nienawiści, rozlewem wrażej krwi lub łomotem kolb skoro świt.
Gdyż albowiem, tudzież i atoli trzeba mieć odrobinę godności, by nie pozwolić na bratanie się z byle opozycyjną łachudrą (à propos znaczenia słowa godność: nawet największego skurwiela pytają: jak pana godność?).
Pan Andrzej Koraszewski, mój sąsiad z publicystycznego parkingu (https://studioopinii.pl/archiwa/190636), posłużył się truizmem i napomknął o rządach sprawowanych przez motłoch. A właściwie nie tyle napomknął, ile podkreślił, że słowo demos ma również i takie znaczenie. Co prawda mało wykwintne, a jeszcze mniej szlachetne, ale za to jakże celne w kontekście naszych wydarzeń. Celne, trafne, a nawet prawdziwe, bo ani trochę nieprzecedzone przez telewizyjny durszlak Jacka Kurskiego.
Choć w całym całokształcie zgadzam się z Koraszewskim, to śmiem zauważyć, iż skoro tak jest, do pospólstwa zaliczyć należałoby wielu prawicowych profesorów, doktorów, osób poniekąd mądrych, wolnych od guseł i dlatego powołanych do szerzenia niewstecznych poglądów.
Szkoda, bo grupa profesorskiej i doktorskiej konserwy z pieśnią na ustach (Chłopaki, płynę z wami) podłącza się do twardogłowych chórzystów-populistów. A w ślad za nimi biegną ludzie napiętnowani wybrakowaną wiedzą: literaci.
Co się z nimi porobiło? Jeszcze nie tak dawno stawiani za wzór do naśladowania, teraz głoszą androny. Jakby nagle zbzikowali i przestała im dokuczać społeczna wrażliwość.
Nie martwmy się jednak, bo nie jesteśmy osamotnieni: motłochowa choroba trapi wiele państw. Z czego wynika, że znajdujemy się w doborowym gronie populistów. Dla naprzykładu w Europie będzie to węgierskie imperium towarzysza Orbana, a za atlantycką kałużą — Zjednoczone Stany Donalda Trampa.
*
Po wyjściu spod hitlerowskiej okupacji, po znalezieniu się pod okupacją sowiecką, po skutecznym wyrugowaniu inteligencji z narodowego życia i po planowym zastąpieniu jej rodzimymi nieudacznikami oraz azjatyckimi przyjaciółmi urawniłowki, nastąpił szturm na rządowe stanowiska.
Postaci wykopane z wariatkowa na bruk, zaczęły bawić się w reżyserowanie ludzkiego losu. Decydować o dotacyjnych kroplówkach dla nauki i kultury, a jednocześnie wyrzucać krocie na produkcję swoich kaftanów bezpieczeństwa.
*
W porównaniu z wypracowanymi możliwościami Zachodu nadal jesteśmy na początku ich wieloletniej drogi. O ile europejskie kraje mają i respektują konstytucyjne narzędzia trójwładzy, o ile są zbyt zasiedziałe w strukturach demokratycznych, by zbankrutować, to kraje podobne do naszego, stojące dopiero w blokach startowych demokracji, chętne do natychmiastowego posiadania ekonomicznych zdobyczy, a oporne we wdrażaniu ich mechanizmów, nie będą w stanie wykaraskać się ze swojej biedy: zarozumiałości, pychy i milionowego popełniania tych samych błędów.
Marek Jastrząb
źródła obrazu
- jastrzab: BM
