Ernest Skalski: Polemiki

II

Pana artykułem – Andrzej Koraszewski „W poszukiwaniu mądrego…” – czuję się skrępowany. Jest on prawie w całości polemiką ze mną – Ernest Skalski, „Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć” – co ustawia mnie na pozycji równouprawnionego dyskutanta w sprawie Iranu, jakim nie jestem i czemu bym nie sprostał, gdybyśmy szerzej potraktowali temat.

Z pana licznych tekstów bowiem wynika dobra znajomość Bliskiego Wschodu, Islamu i wszystkiego, co z tym związane. Gdzie mnie do tego! Jestem, po sześciu dekadach w zawodzie, typowym dziennikarzem, dyletantem wiedzącym NIC O WSZYSTKIM, takim co to potrafi się, czasem nie bez sensu, wypowiedzieć na wiele tematów. Wiele to nie to samo co wszystko – tego się trzymam.

O Iranie (Persji), jak sądzę, co nieco wiem, lecz w pana studyjnej obecności, ograniczę się do supozycji ogólnych. O totalitaryzmie, o którym się uczyłem i którego dwie odmiany jakoś przeżyłem. Otóż jest to system, w którym Wielki Brat każe się kochać żarliwie i karze okrutnie, gdy zwątpi o tej żarliwości. Wymaga to podtrzymywania stanu napięcia i strachu, w którym i jednostka, i zbiorowość nie mogą trwać w nieskończoność. To jak z każdym wielkim, emocjonalnym zaangażowaniem.

Czasem kończy się to buntem i przewrotem. Savonarola skończył na stosie, Robespierre na gilotynie, państwo Ceausescu zastrzelono w wyniku procedury, będącej raczej linczem niż sądem. A jeśli totalitarna władza nie zostaje obalona siłą wewnętrzną lub zewnętrzną – vide: III Rzesza, Czerwoni Khmerowie – to z czasem traci wewnętrzny ogień, idea sprowadza się do rytuału, a wzniosłym celem zostaje zachowanie siebie jako władzy i czerpanie z tego korzyści. System się staje autorytarny. Wielkiego Brata już można nie kochać, wystarczą pozory, ale nie wolno mu podskakiwać.

Iran Iranem, ale nas przecież tak najbardziej interesuje Polska. I tu cały ten cykl pamiętam. Taki w miarę kompletny totalitaryzm, swoisty orgazm ideowy, przeżywaliśmy w latach 1949–1953. Potem była już odwilż, a potem przełom październikowy. W porównaniu z bratnimi krajami, u nas wszystko poszło o wiele szybciej. Specyfika narodowa? Polak się szybko zapala i mu szybko przemija? Więc uwzględniając specyfikę Wschodu, zakładam, że irańskie szczytowanie może trwać o wiele dłużej, ale nie w nieskończoność. Człowiek jest człowiekiem wszędzie. Po czterech dekadach to już nie może być to samo, co było, kiedy szach wyjeżdżał z Teheranu, a Chomeini wracał.

To nie znaczy, że autorytarna władza nie potrafi być okrutna, kiedy poczuje zagrożenie. U nas zdobyła się na stan wojenny, a w Iranie jest bez porównania okrutniejsza. I już bardzo wiele ma do stracenia. Marks zauważył, że Kościół Anglikański łatwiej dopuszcza krytykę trzydziestu dziewięciu swoich dogmatów, niż jednej trzydziestej dziewiątej swoich dochodów. To chyba dotyczy wszystkich kościołów.

Przypomina pan, panie Andrzeju, że zadeklarowanym celem Iranu jest wymazanie Izraela z mapy. To very, very risky business i Teheran to wie. Cudzymi rękami prowadzi więc na Bliskim Wschodzie wojnę hybrydową z dużym komponentem militarnym. Postępuje przy tym w miarę rozważnie. Po rewolucji islamskiej walczyć miał z Wielkim Szatanem – USA i Małym Szatanem – Moskwą. Teraz z drugim współdziała przeciw pierwszemu. Razem wspierają Asada.

Jak świat ma z tym sobie poradzić?

Jak zawsze mamy dwie podstawowe szkoły. Otwocka mówi: cisnąć, aż się załamie. Falenicka radzi: łagodzić, step by step, rozmiękczać, aż proces przejdzie przez próg krytyczny i będzie nowa, lepsza jakość. Pan, panie Andrzeju wydaje mi się być bliższy tej otwockiej. Ja bym nie życzył Irańczykom ani wszystkim dokoła, gwałtownej zmiany. Ale i tak problem wygląda na daleki od rozwiązania. Ważne jest, by Zachód w stosunku do Iranu, jak i do wszystkich ważnych problemów w świecie działał wspólnie i w porozumieniu. USA Obamy i Unia Europejska tak właśnie podchodziły do Iranu, stosując ostatnio szkołę falenicką, dopóki się Trump nie wyłamał, rozbijając jedność Zachodu, gdzie tylko może. Jakby mu wszyscy dyktatorzy świata za to płacili. Nawet ci, przeciw którym on występuje. Chociażby Putin.

I tu znowu… a sprawa polska?

Jesteśmy w sytuacji dziecka, którego rodzice się rozwodzą. Jesteśmy w grupie krajów, po Litwie, Łotwie, Estonii, którym powinno najbardziej zależeć na jedności i sile Zachodu. A współdziałamy – my? PIS! – z siłami, które to dobro niszczą. A z Trumpem sprawa się komplikuje, bo on z jednej strony działa po naszej myśli; więcej wojska w Polsce, opór przeciw Stream 2, okręt US Navy na Morzu Czarnym – a z drugiej – wiadomo.

Gdy przystępowaliśmy do interwencji w Iraku, podział Zachodu był sporem w rodzinie atlantyckiej; ze świadomością, że na głównym froncie, tak czy inaczej, ciągle jesteśmy razem. Teraz Trump tę rodzinę rozbija, a Polska, rządzona przez PIS, zjednoczy się z każdym destruktorem Unii, sabotuje jej podstawowe założenia i wspólną politykę, ostatnio w sprawie brexitu. Nie inaczej jest z podejściem do kwestii Iranu.

Trump rządzi Ameryką o wiele słabiej niż Kaczyński Polską. Amerykański prezydent jest kluczową pozycją we władzach USA, lecz nie jest w stanie podporządkować sobie Kongresu ni sądownictwa i władz stanowych w zakresie ich kompetencji. Niewykluczone, że grozi mu zdjęcie z urzędu. Czyli nie warto się z nim zbyt mocno wiązać, lecz w pewnych sprawach może być dla nas pożyteczny. W polityce zagranicznej i w wojskowości może bardzo dużo, ale nie wszystko. Ten Fort Trump w ostatnich dniach już nie taki pewny. Panowie wojskowi chcą jakoś inaczej, a prezydent im rozkazuje, ale nie może ich zmuszać. Poza tym, Trumpowi może się odwidzieć i wypnie się na Puławskiego i Kościuszkę z ich ojczyzną, bo będzie miał inne priorytety. I bardzo możliwe, że za dwa lata pojawi się prezydent USA, który – chociażby w obliczu chińskiej potęgi – zacznie przywracać jedność atlantycką i zachęcać Europę do konsolidacji.

Strach pomyśleć przed nocą, ale nie można wykluczyć, że Polską jeszcze bardziej będzie rządzić Kaczyński. Z Europą skłócony, Stanami rozczarowany, oprze nasze bezpieczeństwo na sojuszu z Węgrami?

Bardzo zawiły to wykład, jak zawiła jest sytuacja. I każdy rząd w Warszawie miałby z tym kłopot. Roztropny, w skomplikowanej sytuacji trzymałby się zasady: pilnuj swego, a patrzaj końca. I nie ładowałby się w nieswój i niepotrzebny konflikt. Cytuję siebie z artykułu, z którym pan, Panie Andrzeju polemizuje: „Przykre, bo akurat do Iranu niczego nie mieliśmy, ni Iran do nas. Nie mamy też, prawdę powiedziawszy, żadnych szerszych interesów na Bliskim Wschodzie. Dobre wszechstronne stosunki z Izraelem są korzystne i udawało się nam przy tym nie wchodzić w konflikt z jego wrogami. Teraz, w nieoczekiwany sposób możemy się stać jego stroną”. Czy ma Pan inny pogląd w tej sprawie? A jeśli Trump wymógł decyzję w sprawie irańskiej konferencji w Warszawie pod groźbą wycofania z Polski swoich żołnierzy, to czy można polegać na nim jako sojuszniku, który wystąpi w naszej obronie?

Teraz Trump domaga się byśmy nie pozwolili firmie Huawei budować u nas sieci 5G i grozi zabraniem swoich zabawek. Być może w naszym polskim interesie jest spełnienie tego żądania. Zgodnie z nim postępują kraje europejskie, co daje wiele do myślenia? A może już bardziej opłaca się zadbać o dobre stosunki w Chinami?

Tak tylko pytam.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com