Andrzej Lewandowski: Gorący ślad

22.02.2019

ECHA WYDARZEŃ: Godziny przed mistrzostwami na nartach, więc znalazła się odrobina czasu na rozmowę … o czymś wstydliwym, O dopingowaniu się oraz konsekwencjach tego procederu. 

Za kurtyną zachwytów nad piłkarzem Piątkiem oraz skakaniem Stocha z kolegami przewinął się komunikat:

Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie w dniu 15 lutego 2019 r. oddalił odwołanie zawodnika Adriana Zielińskiego od postanowienia Panelu Dyscyplinarnego II Instancji przy POLADA w sprawie naruszenia przepisów antydopingowych. Oznacza to, iż kara w wysokości 4 lat dyskwalifikacji nałożona przez Panel Dyscyplinarny przy POLADA pozostaje w mocy. Ponadto sąd arbitrażowy zdecydował o konieczności zapłaty 2 tys. franków szwajcarskich przez Adriana Zielińskiego na rzecz POLADA tytułem kosztów poniesionych w związku z postępowaniem. Jest to jedno z najważniejszych orzeczeń Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, które zapadło w sprawie polskich sportowców. Przypominamy, że Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu utrzymał również karę 4 lat dyskwalifikacji nałożoną na zawodnika Tomasza Zielińskiego przez Międzynarodową Federacje Podnoszenia Ciężarów (IWF)

Kara – w mocy, i wstyd – też w mocy. Ale rumieniec jakbyśmy skrywali.

W kwestiach dopingu farmakologicznego głośniejsi bywamy, jeśli: 

a) analiza po latach komuś – i słusznie – odebrała medal i przyznała go rodakowi;

b) szczerze kibicujemy ministrowi Bańce aspirującemu do szefowania światowej centrali walki z dopingiem; 

c) donosimy, że kogoś tam – w świecie – „złapali”, i mając fakt, szukają „ręki” oraz walczą z wpływami polityki, która też lubi sukcesy za wszelką cenę; w tym – sportowe… 

Sami o sobie – ciszej. A bez winy nie jesteśmy i swój gorący ślad mamy. 

W Montrealu straciliśmy – zdobyty już na podium – złoty medal. Za sprawą wyniku analizy. Ukarany się zarzekał, że był kryształowo czysty, ale kto się łatwo przyzna do grzechu… W hokeju olimpijskim była kara, „ze wskazaniem”, że pewnie doping przyniósł pasztecik do barszczu. 

Zdarzyło się jeszcze to i owo – uznane potem wprawdzie za tendencję do przesady, a nawet pomówienie, ale jednak pałętające się po pamięci… 

W omawianej sprawie – karą nie było odebranie medali, bo analizy nie dopuściły do rywalizacji, więc „nikt nie skorzystał”. Tylko myśmy na opinii stracili. I podnoszenie ciężarów. Które wciąż jeszcze nie daje sobie rady z dopingiem, że tradycyjna rola olimpijska już bywa opatrywana znakiem zapytania. 

Sam sobie mam za złe, że gdy dziś słyszę o jakimś rodzimym osiągnięciu w tym sporcie, przed klaskaniem siebie pytam: CZYSTO? I pewnie często tym uchybiam sprawiedliwości. Ale – „sam chciałeś, Grzegorzu Dyndało” …

Wyznam, że nie bardzo chce mi się uczestniczyć w dyspucie, czy nie lepiej, zamiast walczyć, pozwolić by każdy mógł stosować swoją regułę. Bo dziś wyżyny sportu to zawód (często intratny, choć krótkotrwały), więc i ryzyko zawodowe wygląda inaczej. Dopingujesz się na własne ryzyko!

Nie toczę w te mierze akademickiej dyskusji, raczej wciąż opowiadam się za regułą takiego samego startu dla wszystkich, a nie prawa do „falstartu za sprawą kombinacji”. Z pigułą, zastrzykiem, przestrzykiem itp.

Bo ryzyko zawodowe – ryzykiem, ale gdy ceną są zdrowie a może i życie, sprawę widzę już jako społeczną. 

Doping zabija sport, czasem pewnie i jego ludzi. Wyścig jest zabójczy. Do tego zabójczo w formach urozmaicony. Dam przykład.

Pan Tomasz Czechowski zacytował na FB opis jednej z wielu form dopingowania. Odnoszę wrażenie, że to cytat z ocen włoskich:

Samo EPO nie było niebezpieczne, bardzo groźne było natomiast jego nadużywanie. Wielu sportowców (głównie kolarzy) umarło w tamtych latach. Przyczyną były zwłaszcza zaburzenia kardiologiczno – krążeniowe. Zgony często następowały we śnie, kiedy rytm serca – w spoczynku – spadał poniżej bezpiecznego poziomu. Wielu sportowców sypiało wówczas z podłączonym urządzeniem typu “Holter – EKG” z alarmem. Kiedy robiło się niebezpiecznie, dzwonił sygnał, kolarz się budził i wskakiwał na rowerek stacjonarny, żeby…uratować sobie życie przez podniesienie – w wyniku wysiłku – poziomu akcji serca”. …

Aż strach się bać… Ale biorę to za przypomnienie prawdy, że stawką jest nie tylko rekord, medal oraz kasa…

Dalej – ślad sportu „okołomedyczny”.

Jest taka biegaczka z Południowej Afryki – Mokgadi Caster Semenya. W biegu na 800 metrów jest dwukrotną mistrzynią olimpijską (Londyn 2012 i Rio de Janeiro 2016), a także trzykrotną mistrzynią świata (2009, 2011, 2017), Urodziwa to ona nie jest, za męża ponoć wzięła (Wikipedia) partnerkę, biega jak chłop; na bieżni nie ma na nią siły. Tyle że „w niej” testosteronu tyle, iż kobiecość bywa podważana. Także urzędowo. Wątpliwości ma omówić trybunał. I coś mądrego postanowić Na razie płeć – jako taka – nie jest zakwestionowana, ale – za to – są głosy o potrzebie farmakologicznego obniżania wskaźnika hormonu.

Semenya protestuje przeciwko zmuszaniu takich jak ona sportsmenek do kuracji, polegającej, z grubsza biorąc na przyjmowaniu preparatów w rodzaju pigułek antykoncepcyjnych. Kontrowersyjna biegaczka żąda, by Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych zaakceptowało naturalną konstytucję jej ciała na zasadzie: jaką mnie Panie Boże stworzyłeś, taką mnie masz…

Fachmani mawiają, że podobnych przykładów znają więcej, czyli – jest problem do podjęcia…

Niby wszystko o sobie wiemy, a … nie wszystko. Echo krąży również na szczytach sportu. Z różnymi w historii skojarzeniami. Także –złymi. Jak przerwanie kariery naszej wspaniałej sprinterki Pani Ewy – dobrego duszka tamtej reprezentacji Skrzywdzenie Człowieka z przyczyn albo ówczesnego stanu (nie) wiedzy medycznej), albo … 

Pamiętam Kijów. Tam w końcu władza – międzynarodowa, medyczno-lekkoatletyczna powiedziała STOP. 

Nie pomogły wyjaśnienia oraz korzystne dla zawodniczki opinie naszych ówczesnych autorytetów (jeśli dobrze pamiętam – pani Bulska, pan Ałapin), chyba nawet nikt nie chciał z nimi rozmawiać. 

Wyrządzono krzywdę Człowiekowi, w imię chęci – jak mówili, rzetelnego i obiektywnego oglądu obrazu. Że kryteria odbiegły od doskonałości, a wiedza i metody były dziurawe? Krzywda została krzywdą, po dziś… 

Nie wyprzedzam dyskusji i oceny dzisiejszej sytuacji – ile pani w panu albo pana w pani. Po prostu – przypominam…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com