Piotr Stokłosa: Tak jak w kinie, czyli przesłuchanie Michaela Cohena

28.02.2019

W środę 28 lutego przed komisją senacką odbyło się przesłuchanie byłego prawnika Trumpa Michela Cohena. Zaczęło się jak u Hitchcocka (najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie) – od półgodzinnego oświadczenia Cohena, w którym złożył on kluczowe zeznania, jednocześnie w patetycznym tonie przepraszając kongres, naród, swoją rodzinę itd. za wcześniejsze kłamstwa i oszustwa. Nie będę tu wchodził w szczegóły, ponieważ treść oświadczenia Cohena jest dostępna w Internecie.

A potem zaczęło się właściwe przesłuchanie, w którym przedstawiciele demokratów i republikanów naprzemiennie zaczęli zadawać Cohenowi pytania lub wygłaszać swoje oświadczenia. Jak można się domyślać, demokraci zadają pytania „naprowadzające”, mające na celu wzmocnienie wcześniejszych zeznań Cohena, republikanie skupiają się
zaś na zakwestionowaniu wiarygodności świadka, atakując Cohena przede wszystkim za jego prywatne – niemające związku z Trumpem – machinacje finansowe i wcześniejsze kłamstwa, które wypowiadał pod przysięgą podczas poprzedniego przesłuchania.

Atmosferę budują też stateczni „skrzydłowi” Cohena – adwokaci, których wiek każe przypuszczać, że zajmowali się jeszcze aferą Watergate, a kamienne oblicza zdają się sugerować, że „nie takie rzeczy już widzieli”. Jednak główną atrakcję stanowią sami senatorowie, zwłaszcza republikańscy: Clay Higgins z Luizjany zachowuje się jak udzielny gubernator z czasów wojny secesyjnej, gdy patrząc pogardliwie w róg sali obojętnym głosem, konstatuje: „przypomina mi Pan wielu ludzi, których aresztowałem w trakcie swojej kariery”.

Cięty jak osa Jim Jordan z Ohio dogryza Cohenowi, sugerując, że ten jest notorycznym kłamcą, a jego niechęć do Trumpa wzięła się z tego, iż nie otrzymał posady w Waszyngtonie: „Jak długo pracował pan w Białym Domu?”, pyta Jordan. „W ogóle nie pracowałem”, ze zdziwieniem odpowiada Cohen. „Ano właśnie!”, wykrzykuje ze złośliwą satysfakcją Jordan i dalej rozwija swoją rewanżystowską teorię. Jego zarzuty wydają się szczególnie wytrącać Cohena z równowagi, nic więc dziwnego, że inni senatorowie republikańscy oddają część swojego czasu Jordanowi, by ten mógł wbić kolejną szpilkę.

Jednak większość republikanów nie może sobie odmówić przyjemności, by w świetle jupiterów przez całe pięć minut podręczyć Cohena. W końcu transmisję prowadzą chyba wszystkie amerykańskie telewizje informacyjne. I tak emocjonalny Mark Meadows z Północnej Karoliny, próbuje udowodnić Cohenowi, że lobbował na zlecenie obcych rządów, na przykład wspierając pewien bank z Kazachstanu, oraz że Trump nie może być rasistą, skoro zatrudnia czarnych. Na dowód Meadows „demonstruje” afroamerykańską pracownicę Trumpa, która nagle pojawia się obok jego biurka i pyta: „Jak to możliwe, żeby ktoś taki pracował dla rasisty?”, na co Cohen z refleksem wypala: „Ja też tego nie rozumiem jako syn ofiary holocaustu”. Meadowsowi na chwilę opada szczęka, lecz szybko zmienia kierunek natarcia, pytając znowu o pieniądze.

Jednak to, co wydaje się słabością Cohena, czyli fakt, że już wkrótce będzie odsiadywał trzyletni wyrok za oszustwa finansowe, okazuje się jego atutem – gdy tylko dyskusja zwraca się w tę stronę, Cohen od razu oznajmia, że do wszystkiego się przyznał, że jest mu bardzo przykro, że jest świadomy, iż skrzywdził swoją rodzinę oraz oszukał państwo i że za miesiąc idzie do więzienia odpokutować swoją winę. Dzięki temu może prezentować się jako człowiek, który nie ma już nic do stracenia, czyli nie ma też interesu, aby kłamać. Co więcej, zeznając przeciwko Trumpowi, Cohen traci wszelkie szanse na prezydenckie ułaskawienie.

Po chwili zabiera głos Chip Roy z Teksasu, zaczynając wyrzucać z siebie słowa w tempie licytatora bydła w jednym z corrali gdzieś na obrzeżach Amarillo. Cohen co chwila prosi go o powtórzenie, bo „mówi pan za szybko”. Jednak Roy dalej skanduje serię pytań, kończąc każde bezkompromisowym „Tak czy nie?” Można odnieść wrażenie, że lina została już przerzucona przez gałąź i kolejne pytania zadawane są gwoli formalności, by prawu stało się zadość a sprawiedliwość została jak najszybciej wymierzona.

Ciekawi są też niektórzy demokraci: przewodniczący komisji Elijah Cummings, stateczny Afroamerykanin, który gdy zabiera głos, przeciąga powoli słowa z wysokości swojego autorytetu, wiedząc, że nikt nie odważy się mu przerwać. Czy debiutująca Alexandria Ocasio-Cortez, najmłodsza w historii kongreswoman – kobieta, która mimo braku doświadczenia prezentuje się jako dociekliwy śledczy, rezolutnie wypytując Cohena o praktykę zaniżania wartości aktywów Trumpa w celu zmniejszenia kosztów ubezpieczenia.

Jeszcze długo można by opisywać kolejne osoby i wydarzenia. Sama akcja przesłuchania wzbudza emocje na poziomie dobrego dramatu sądowego a jego uczestnicy różnorodnością stylów wypowiedzi, zachowywania i prezencją sprawiają wrażenie, jakby zostali wybranie do remake’u „Dwunastu gniewnych”.

Jednocześnie ogromne wrażenie na odbiorcy wywiera wysoka kultura obrad. Dyscyplina i szacunek wobec przewodniczącego komisji wydają się tu dla wszystkich „oczywistą oczywistością”. Nie sposób nie zauważyć, że w tym wspaniałym spektaklu demokracji, mimo ogromnych różnic poglądów, wszyscy przestrzegają wypracowanych na podobne sytuacje reguł. Możemy jedynie pomarzyć, że nasze sejmowe komisje śledcze kiedyś osiągną taki poziom profesjonalizmu.

Poniżej link do filmu z całością przesłuchania – zachęcam do oglądania w odcinkach, bo nagranie ma ponad 7 godzin z czego ponad 4 to samo przesłuchanie.

Piotr Stokłosa

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com