Arkadiusz Głuszek: Trochę o żabie w rondlu i rzece

06.03.2019

Mamy takie rządy, na jakie zasługujemy. I chociaż wielu ludziom trudno jest się pogodzić z nagą prawdą, to w demokracji role są z góry rozpisane. Wyborca, czyli obywatel ma dać wyraz swoim poglądom, a politycy, którzy zabiegają o jego głos, mają reprezentować jego poglądy i kształtować po wygranej wyborów, rzeczywistość zgodną z jego wizją. Chciałbym tutaj z mocą podkreślić, że rolą wyborcy jest pokazanie jego przekonań i wybór wizji przyszłości, a nie kunktatorstwo i kalkulowanie taktyki wyborczej. To drugie byłoby wchodzeniem w rolę polityka. Jeżeli pojawiają się poważne napięcia społeczne w trakcie rządów danej opcji politycznej i zakładając przy tym, że nie jest to kryzys gospodarczy, to może to oznaczać, że następują wyjątkowo szybkie zmiany w zakresie poglądów obywateli i należałoby właściwie dokonać wyborów przedterminowych. To tyle o higienie systemu demokratycznego.

Wracając do samych poglądów; właściwie należałoby się zastanowić, w jakiej części są to poglądy obyczajowe, a w jakiej gospodarcze.

Przeciętny wyborca może mieć kłopot ze sprecyzowaniem własnych oczekiwań wobec programu gospodarczego, co zawdzięcza mizernej edukacji ekonomicznej w polskiej szkole. Ostatnie lata pokazały też, że wyborca ma również problem ze zrozumieniem zasad państwa prawa i konstrukcji nowoczesnego państwa demokratycznego. To też zapewne „zasługa” programu nauczania w polskiej szkole. Wyborca chce mieć jednak jakiś pogląd, szuka więc punktu zaczepienia w kwestiach światopoglądowych. A te z kolei są pochodną wychowania i tradycji. I można zaryzykować tezę, że politycy dostosowują się do oczekiwań większości wyborców i konstruują ofertę polityczną opartą przede wszystkim na kwestiach światopoglądowych.

Nie mogą przy tym pominąć kwestii gospodarczych, bo w przeciwnym razie narażą się na podejrzenie, że nie wiedzą więcej od wyborcy, a to byłaby dyskwalifikacja. Wyborca zagłosuje na tego, kto reprezentuje jego światopogląd i jednocześnie sprawia wrażenie dogłębnej znajomości zagadnień gospodarczych i zasługuje na miano eksperta. Innymi słowy, da poczucie bezpieczeństwa egzystencjalnego. Wygląda na to, że niezależnie od światopoglądu, zdrowa kapitalistyczna gospodarka jest bezwzględną podstawą dobrego programu politycznego. Jeśli rozdmuchać propagandowe dymy rządzącej partii, to widać wyraźnie dbałość i ostrożność w sprawach gospodarczych.

W krajach dotkniętych populizmem widać ostatnio pewien optymistyczny trend. Rozpoczęło się konstruowanie wielkiego, ambitnego programu przełomu gospodarczego i światopoglądowego, który ma przeorać konserwatywne społeczeństwo i wprowadzić kraj na drogę rozwoju w stronę XXII wieku. W USA jest to New Green Deal. W Polsce widać jakieś przymiarki w programie Wiosny Biedronia, ale to jeszcze nie jest ta skala i rozmach. Nadzieję daje najnowsza inicjatywa Macrona – „europejskiego renesansu” – bowiem w naszym przypadku należałoby raczej mówić o programie dla całej Europy, a nie dla Polski. Podsumowując, nowoczesne programy polityczne tworzą syntezę wydajniejszej gospodarki z dojrzalszym, postnowoczesnym społeczeństwem.

Myśląc o wyborach politycznych i „kuszeniu” wyborcy przez polityka przebranego za „brata-łatę”, pominąć należy korupcję polityczną, bo ta ma krótkie nogi i krótkie życie, czego w Polsce jeszcze nie widać wyraźnie, ale co nieuchronnie da o sobie znać. Przeciwny scenariusz, czyli utrzymanie władzy przez ekipę, która przekupuje wyborców ich własnymi pieniędzmi, jest oczywiście możliwy, ale siłą rzeczy musi on zakładać koniec demokracji i wyjście Polski z Unii Europejskiej. I można przypuszczać, że taki był oryginalny plan Kaczyńskiego.

Nie wiemy, jak historia osądzi Kaczyńskiego. Można sądzić, że wbrew pozorom bardzo dużo mu zawdzięczamy. Swoją archaiczną polityką, odzwierciedlającą jego osobowość, drastycznie przyspieszył procesy, które zachodziły w społeczeństwie od lat. Społeczeństwo ewoluowało w swoim tempie wraz ze zmieniającą się rzeczywistością gospodarczą i geopolityczną. Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie poprzedniej ekipy PO-PSL nie dostrzegli wzbierającej powoli w społeczeństwie potrzeby zmiany. Może sondaże nie zdiagnozowały tego zjawiska? Może to efekt ugotowanej żaby, która siedząc w rondlu z wodą, nie zauważa, że podgrzewana powoli woda osiąga krytyczną temperaturę? W 2015 roku na rynku była tylko jedna partia, która wyraźnie obiecywała zmianę. Pragnienie wielu ludzi znalazło realizację. Z dzisiejszej perspektywy wygląda to tak, że dla wielu wyborców ważna była zmiana jako taka. Zmiana dla zmiany.

Odwołując się do przykładu z żabą, można dzisiaj przywołać inny przykład dla zobrazowania dzisiejszej rzeczywistości A.D.2019. Próba zatrzymania płynącej rzeki przez wrzucanie kamieni i gałęzi spowoduje powstanie tamy, spiętrzenie wody, która zacznie przelewać się z boków tamy w najmniej oczekiwanych miejscach (tak jak ostatnio), żeby za jakiś czas z hukiem przerwać tamę i doprowadzić do powodzi na sporym odcinku swojego biegu. Potem, w przyszłości, rzeka się uspokoi i wróci do swojego zwyczajowego biegu i tempa przepływu.

Na szczęście dla nas, nie żyjemy w izolacji. Świat się zmienia, my też. Idee, postawy, mody przelatują przez Polskę tak jak przez inne kraje kontynentu. I zostawiają w świadomości ludzi ślad. Próba odtworzenia Polski na obraz i podobieństwo jakiegoś wyidealizowanego bytu z przeszłości była właściwie z góry skazana na niepowodzenie. Nie chciałbym przesądzać, czy to był czysty cynizm Kaczyńskiego, czy też jednak pewne braki wiedzy i wyobraźni projektantów IV RP. Dzisiaj widać dość rozpaczliwe próby ratowania resztek tego projektu, którego życie dobiega końca. I bardzo dobrze!

Dzięki Kaczyńskiemu ostatecznie skompromitowała się romantyczna idea Polski — Mesjasza narodów. Kompromituje się mit wspaniałej, sanacyjnej II RP. Kompromituje się mit Kościoła rzymskokatolickiego jako ostoi polskości i patriotyzmu. Kompromituje się mit „prawdziwych” patriotów, których patriotyzm wyrażał się jedynie w walce z bronią w ręku i zabijaniu „wrogów Ojczyzny”. Skompromitowało się też żywotne przekonanie o wyjątkowości Polaków na tle innych nacji. Dzięki Kaczyńskiemu wracamy na ziemię i możemy za jakiś czas (ten rok pokaże za jaki czas) z pokorą, ale też świadomością doświadczeń ostatnich lat, zacząć budowę prawdziwie nowoczesnego kraju, godnego naszych aspiracji. To będzie oznaczało, że dojrzeliśmy jako społeczeństwo. Możemy też ulec wojennej histerii, budującej nastrój sprzyjający wizji Polski pisowskiej – i odsunąć moment przełomu na dodatkowych kilka lat. Wówczas rzeka, spiętrzona do granic wytrzymałości własnego koryta, uderzy w tamę z takim impetem, że nie będzie z niej co zbierać.

Arkadiusz Głuszek

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com