Zbigniew Szczypiński: Szpital jako firma…

22.03.2019

…pacjent jako klient – można tak dalej?

To nie będzie grzeczny tekst. O tym, co stało się w sosnowieckim szpitalu, do którego wszedł o własnych siłach młody, bo przed czterdziestką pacjent, honorowy dawca krwi (mają podobno jakieś przywileje z tego tytułu) po to, tylko by po wielu godzinach, na oczach wszystkich lekarzy i personelu szpitalnej Izby Przyjęć umrzeć w mękach, nie da się myśleć na chłodno, że oto jeszcze jeden przypadek przedwczesnej śmierci młodego człowieka, że zdarza się…

To stało się jednak w szpitalu, w specjalistycznej instytucji zajmującej się … no właśnie czym?

Pacjent przybył ze skierowaniem od lekarza rodzinnego ze wskazaniem urazu naczyniowego. Noga pacjenta wskazywała jednoznacznie na zator, z obrzękniętej, opuchłej nogi sączył się płyn i krew zostawiając widoczne ślady na posadzce szpitalnej. I tak przez wiele godzin, na oczach wielu lekarzy – pracowników szpitala, w dużym polskim mieście, pacjent umierał prowadzony szpitalnymi procedurami, wysyłany na kolejne badania na kolejne piętra szpitalnego budynku aż ostatecznie umarł.

Ten pacjent nie umarł! Ten pacjent został zamordowany!

Jeżeli teraz, prezes szpitala — prezes, a więc prezes szpitalnej firmy robiącej swój wynik finansowy na zdrowiu i życiu pacjentów — klientów, mówi mediom, że jest mu przykro, że przeprasza, że sam szpital występuje do prokuratury o sekcję zwłok celem ustalenia przyczyny zgonu — to mało. Jeżeli szpital w Sosnowcu jest firmą, pewnie spółką prawa handlowego zajmującego się leczeniem ludzi, a prezes to organ tej spółki — to pierwszym, którego prokuratura winna aresztować jest prezes tego biznesu. Wniosek o areszt jest uzasadniony tym, aby nie było mataczenia, aby nie okazało się, że winna jest jedynie operatorka na Izbie Przyjęć, która zdecydowała o zielonej opasce dla pacjenta – co to przecież wszedł sam, na własnych nogach do szpitala. Zielony kolor był sygnałem dla całego personelu – ten pacjent nie jest pilny, ten pacjent może poczekać.

I pacjent czekał. Czekał długo, obficie brocząc krwią z opuchniętej nogi, z narastającymi objawami wskazującymi na zaburzenia neurologiczne, na oczach specjalistycznego personelu medycznego sosnowieckiego szpitala. Czarę goryczy przepełnia to, że podobno jedyną osobą wykazującą zwykłą ludzką empatię i współczucie była… sprzątaczka zmieniająca papierowe ręczniki pod coraz bardziej monstrualnie zdeformowaną nogą. Jej działania mogą być przykładem dobrze działających procedur – wyciek z rany, zabrudzona posadzka, zmiana ręcznika.

Tak działają procedury. Za procedury odpowiada dyrekcja, za właściwe ich stosowanie — kierownictwo jednostek organizacyjnych, ordynatorzy oddziałów czy służb.

W sosnowieckim szpitalu procedury działały prawidłowo w postępowaniu personelu sprzątającego. To zdecydowanie za mało, aby ta firma, jej prezes mógł prowadzić tak specjalistyczną firmę, jaką są obecnie w Polsce szpitale – miejsca, w którym ratuje się życie i przywraca zdrowie chorym pacjentom -klientom.

Pamiętamy, kiedy zaczęły się procesy komercjalizacji placówek służby zdrowia. To polska, chora transformacja i jej rynkowe przegięcie, według którego wszystko działa na zasadach rynkowych. Szpitale, przychodnie, wszystkie placówki służby zdrowia stały się obiektem pożądania dla ludzi biznesu, stały się obiektami, w których władze samorządowe, czasem państwowe, wchodziły w spółki z ludźmi mającymi pieniądze. Procesy komercjalizacji zmieniły wszystko, znikła — jako staroświecka — relacja lekarz-pacjent. Lekarze widzą jedynie medyczny przypadek, a człowieka, nosiciela tego przypadku traktują zgodnie z logiką firmy — jako klienta.

Relacja lekarz-klient to zupełnie coś innego niż relacja lekarz-pacjent. Takie relacje pozostają zastrzeżone do prywatnej sfery usług medycznych. Ten sam lekarz występujący w roli lekarza w firmie medycznej, szpitalu, przychodni specjalistycznej obsługuje klientów tej firmy. Przyjmując ich prywatnie, w swoim gabinecie widzi jednak i przede wszystkim — pacjenta. Zainteresowanie przejawiane pacjentowi w trakcie prywatnej wizyty pozwala przypomnieć sobie, tak lekarzowi, jak i pacjentowi, czym jest relacja lekarz – pacjent, jak wiele jest do wyjaśnienia i omówienia w każdym przypadku, który powoduje wizytę u lekarza.

W szpitalu w Sosnowcu stało się to, co nie miało prawa się stać. Ten tragiczny i nieodwracalny w swych skutkach przypadek pozwala spojrzeć na opiekę zdrowotną w Polsce jak na funkcję państwa. Państwa jako obywatelskiej wspólnoty, państwa jako instytucji pożytku publicznego dysponującej pieniędzmi nas, podatników, i realizującej różne cele według ustalonych priorytetów.

Nie trzeba żadnych subtelnych studiów czy analiz, by dowiedzieć się, że na skali potrzeb wartości takie, jak życie czy zdrowie, plasują się na samym szczycie. To, że wysokość nakładów na służbę zdrowia plasuje nas na końcu listy krajów UE — to wiemy od dawna.

Ale to, że w priorytetach rządu „dobrej zmiany” znalazły się pieniądze na prywatną armię Antoniego Macierewicza, na Wojska Obrony Terytorialnej, a zabrakło ich na dofinansowanie podstawowych procedur i zabrakło na zakup wysokospecjalistycznego sprzętu medycznego – to klarownie czysty skandal. I nie stało się to osią politycznego sporu. Ani przedtem, ani teraz.

I nie ma co się łudzić, że wszystko pokryje akcja Jurka Owsiaka i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy — to, że każdego roku bije ona rekordy zebranych kwot, świadczy dobrze o nas jako ludziach, ale świadczy też o skali potrzeb. Tu wszystko łączy się ze wszystkim — to uwarunkowania systemowe.

Uwarunkowania systemowe, ale interesy indywidualne. Potrzeby społeczne, ale kalkulacja kosztów i strat kierująca się logiką biznesu. To musi dawać takie rezultaty, bez systemowej zmiany następne takie przypadki są tylko kwestią czasu.

I na koniec jeszcze jedno. Wiem, że ludzie mogą, mając pieniądze, przeznaczać je na różne cele. Mogą i robią to, wykupywać pakiety w firmach medycznych oferujących za pieniądze różne pakiety i świadczenia. Tak jest i tak będzie. Tu działa rynek. Ale zdecydowana większość ludzi skazana jest na pakiet NFZ, na opiekę, której jakość jest zależna od składek zdrowotnych pobieranych z płac; ale i emerytur. Jakość tych usług jest dramatycznie niska, trzeba je stale poprawiać. Decyzje o skali poprawy służby zdrowia podejmują politycy, ludzie obdarzeni mandatem wyborczym, ludzie zatrudnieni w rządowej administracji polskiego państwa.

Pytam — jak ci ludzie mogą uzyskiwać wiedzę o stanie służby zdrowia, jeżeli w stosunku do nich działa system rządowych klinik i szpitali?

To nie są biedni ludzie – jeżeli uważają, że zdrowie to najważniejsza ludzka potrzeba, to mogą, za pieniądze, które uzyskują za swoją odpowiedzialną pracę, wykupić pakiet w najlepszych firmach, których pełno jest na rynku krajowym i światowym. Przywilej władzy – rządowa klinika i szpital na każde zawołanie to powrót do średniowiecza. Niech posłowie, senatorowie, premierzy i ministrowie zrzekną się tego przywileju jako niemoralnego, niech dbają o swoje zdrowie zgodnie z zasobnością własnych portfeli, a kadra i sprzęt rządowych klinik niech zasili uspołecznioną służbę zdrowia. Tak będzie zdrowiej i sprawiedliwiej.

No to jak, stać funkcjonariuszy państwa, co to przecież idą po władze nie dla pieniędzy, a po to aby nam służyć, na taki gest?

To mały gest, ale o dużej symbolice. Może czas już skończyć z tym przywilejem choćby po to, aby rządzący mogli sami, na własnej skórze czy na własnym kolanie przekonać się czym jest zdrowie, jak ono smakuje a zwłaszcza gdy się zepsuje.

avatar

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący StowarzyszeniaStrażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com