Tadeusz Kwiatkowski: Mizeria nad wyraz prorocza

30.05.2019

Rzekł prorok: Kto podnosi rękę na Kościół, ten podnosi rękę na Polskę.

Czym jest wiara? W pewnym uproszczeniu to przeciwieństwo wiedzy. Ten, kto wie, może rozeznać, co jest możliwe, a co lepiej porzucić ze względu na spodziewane powodzenie zamiaru. Rozumie też konsekwencje swoich wyborów. Wiedza ze swej natury jest ograniczona, nie chroni przed popełnianiem błędów tudzież skutkami działania sił zewnętrznych, np. innych ludzi, jednak zawsze pozwala dokonać wyboru, dobrego lub złego, za który gotowi jesteśmy wziąć odpowiedzialność.

Zatem bycie prawdziwie odpowiedzialnym, to wykorzystywanie swej wiedzy w sposób wykluczający próby zrzucania odpowiedzialności za konsekwencje swych czynów na okoliczności zewnętrzne.

Czy można być odpowiedzialnym nieprawdziwie? Zapewne. Nierzadko udajemy odpowiedzialnych, by potem pełni goryczy, lęku lub złości, rozstrzygać o swym ostatecznym braku odpowiedzialności, zwykle ze względu na konsekwencje, których wbrew faktom nie chcemy zaakceptować.

Wiara to pragnienie, by to, na czym nam zależy, okazało się prawdą. Ponieważ prawda bywa zazwyczaj subiektywna, zatem i względna. Stąd pragnienie prawd ostatecznych, jednak wiara, w przeciwieństwie do wiedzy, nie zna ograniczeń. Wierzyć można absolutnie we wszystko, również wbrew wiedzy, faktom.

Próba godzenia absolutu z ostatecznością to paradoks, bowiem ostateczne, zatem definitywne rozstrzygnięcia, wykluczają ich absolutny charakter. W ten sposób wiara wikła się w rozlicznych sprzecznościach. Kto odrzuca wiedzę i pada w objęcia wiary, zawsze dokonuje gwałtu na zdrowym rozsądku, ten zaś, regularnie gwałcony, stopniowo tępieje, aż w końcu kompletnie zanika.

Ludzie silnej wiary (w sposób iście niepojęty wiara samą siebie poddaje gradacji) potrafią zatem godzić np. dogmat boskiej wszechwiedzy z ideą wolnej woli. Boski absolut wymaga wszechwiedzy, więc żadne działania podejmowane przez byty zawdzięczające swe istnienie Bogu, z całą pewnością nie będą dla niego zaskoczeniem. Wobec podobnych rewelacji moc ludzkiego kalkulatora faktycznie truchleje, lecz z perspektywy wierzących wiara ma i tę zaletę, że całkowicie zwalnia z odpowiedzialności na wszelkich planach.

Ludzie najczęściej dziedziczą wiarę, są do niej wdrażani od lat szczenięcych. Zdani na opiekę najbliższych, małoletni wierni pozostają na ogół całkowicie bierni, przyjmując gwałt na zdrowym rozsądku za integralną część swego istnienia. Potem czują się zobowiązani, bądź lawirują w sferze deklaratywnej – skoro Bóg tak chciał, to po co sobie zawracać głowę zbędnym balastem wiedzy? Tą prostą, by nie rzec prostacką metodą, wierne głupstwo pozostaje niekwestionowanym zwycięzcą, przynajmniej do czasu, np. gdy trzeba wybrać kolor nowego samochodu, płacą teściowie, a żona woli różowy.

W bardzo ograniczonym zakresie wiara może okazać się doraźnym rozwiązaniem również dla rozsądnych i odpowiedzialnych. Np. przyparci do muru okolicznościami, mogą uwierzyć przygodnie napotkanemu przechodniowi, który bez wahania udzieli odpowiedzi na pytanie: którędy do dworca? Co ciekawe, w podobnych okolicznościach wierzący częstokroć, miast wystawiać się na mękę wiary i uprzejmość nieznajomych, wolą korzystać ze wskazań GPS i tym podobnych dzieł bożych.

Wiadomo, gdyby Bóg miał coś przeciwko nawigacji satelitarnej, to nigdy by nie dopuścił do jej powstania, podobnie zresztą jak innych zdobyczy nauki, takich jak zapłodnienie in vitro lub wielogłowicowe międzykontynentalne pociski manewrujące. Najczęściej Bóg zawsze akceptuje to, co jakimś cudem udaje się pomieścić w ograniczonych nieograniczonymi możliwościami wiary rozumkach wiernych.

Bóg jest spolegliwym tyranem. Ponieważ jest wszechmocny, boża spolegliwość i tyrania się nie wykluczają. Choć sam milczy, w jego imieniu tyrańsko drą gęby wszelkiej maści kaznodzieje, prorocy, tknięci palcem bożym wizjonerzy. Bóg ma łeb tak wielki, że szczegóły jego planów zazwyczaj się w nim gubią i tu właśnie przychodzą Bogu w sukurs rozmaici pomagierzy, którzy głoszą, iż sami nic nie znaczą, jako ten pył marny, lecz co im stwórca nakazuje przekazać ludzkości, tego ignorować nie wolno.

Tym samym pył marny wydatnie uwzniośla swe istnienie, de facto zrównując własne przemowy z głosem Pana (Pan to też bóg, ale nie ten Pan Bóg, tzn. Pan jest bogiem mitologicznym, zaś Pan Bóg nie ma z mitologią absolutnie nic wspólnego, gdyż jest prawdziwy, względnie jest prawdą, rzecz jasna absolutną i ostateczną).

Każdy prorok jest kaznodzieją, odwrotnie już niekoniecznie, bo i tu obowiązują metafizyczne dystynkcje. Rozróżnienie jest dosyć problematyczne, ponieważ jedni i drudzy zajmują się w zasadzie tym samym, czyli niuansami, szczegółową wykładnią bożych zamysłów. Tak więc np. wspomniana wyżej metoda in vitro jest gorsza niż wielogłowicowe międzykontynentalne pociski manewrujące; a to dlatego, że co prawda wszelkie życie jest święte, ale nie to poczęte w szkle, ani też nie to, które można odebrać wrogom ojczyzny (zwłaszcza innowiercom) przy pomocy rakiet.

Niestety, pomimo swej wszechmocy, Bóg nadal woli przemawiać ustami ludzi takich jak Girolamo Maria Francesco Matteo Savonarola.

Choć ów Ferraryjczyk (obywatel Ferrary pod rządami Signorii Estensi) związany z Florencją, ze zrozumiałych względów nie mógł się odnieść do koncepcji zapłodnienia pozaustrojowego oraz broni o zasięgu globalnym, to jednak jego wizje miały dokładnie ten sam totalny wymiar, charakteryzujący współczesne tuby boże. Niebiański totalitaryzm ignoruje wszelkie przyziemne aspekty egzystencji i akurat w tej sprawie niczym nie wyróżnia spośród swych doczesnych odpowiedników.

Savonarola, jak na orędownika spraw ostatecznych przystało, też nie miał bladego pojęcia, gdzie i z czego żyje. Skomplikowana sieć zależności wikłających mnogich graczy na polityczno-ekonomicznej szachownicy Półwyspu Apenińskiego końca XV w., była dla niego tak samo nieczytelna i pozbawiona znaczenia, jak dla zdecydowanej większości współczesnych. Ten brak wiedzy, wynikający u Savonaroli w dużej mierze z ignorancji dyktowanej wiarą w niebiańskie posłannictwo, rzecz jasna nie tylko nie chronił zadufanego mnicha, ale też przyczynił się ostatecznie do jego spektakularnego upadku.

Dosyć regularne metafizyczne kontakty najwyraźniej nie przynosiły żadnych istotnie użytecznych informacji o otaczającym świecie. Zaiste wymowne, jak bezpośrednie obcowanie z aniołami, a nawet Matką Boską, w ramach proroczych wizji, w żaden sposób nie wzbogacało obrazu rzeczywistości, a jedynie pogłębiało poczucie alienacji.

Nawet dziś tego typu stany nie zawsze znajdują ukojenie w postaci profesjonalnej opieki psychiatrycznej. Również wielu ludzi z otoczenia Fra Girolamo (w tym osoby decyzyjne wśród dominikanów) było przekonanych, iż ma nierówno pod kopułą. O ile jednak taka opinia zazwyczaj skutecznie blokowała drogę awansu na drabinie kościelnej kariery, o tyle nie stanowiła większej przeszkody dla kontynuacji misji duszpasterskiej na niższych jej szczeblach.

Wariaci bywają użyteczni politycznie, tak więc Savonarola, dzięki wrażeniu, jakie jego publiczne napady szału wywierały na zabobonnych tłumach zafascynowanych parafian, został pionkiem w politycznej rozgrywce pomiędzy trzema kolejnymi papieżami a władającym Florencją rodem Medyceuszy. Na swej bolesnej życiowej ścieżce spotykał ludzi nie tylko możnych jak mierny król Francji, Karol VIII, ale też prawdziwie nietuzinkowe postacie epoki, jak Wawrzyniec Wspaniały i (jeden z jego najznakomitszych dworzan) Giovanni Pico della Mirandola. Zaślepiony boskim absolutem, nie wyniósł z tych spotkań absolutnie nic. Do swego marnego końca pozostał zimnym, nieczułym na piękno, mściwym fanatykiem, szukającym odwetu na świecie, którego się bał, nie rozumiał i szczerze nienawidził. Idealny posłaniec boży, prorok do szpiku kości.

Warto podkreślić, iż nic z tego, co zostało tu napisane, nie ma absolutnie żadnego związku z otaczającą nas rzeczywistością. Nic też nie może zakłócić karnawału polskiej demokracji, gdyż Polska jest sercem Europy. Tak twierdzi prorok, a ludzie mu wierzą lub przynajmniej chcą wierzyć – dzisiaj. Taki drobiazg, jak to, że Europa już od jakiegoś czasu nie jest nie tylko sercem, ale nawet pępkiem świata, na pewno proroka nie przekona.

Przekonywać można ludzi myślących racjonalnie. Wyznawcom musi wystarczyć wiara, a jeśli świat jej nie podziela, tym gorzej dla niego. Polska da sobie radę, jak zawsze.

avatar

Tadeusz Kwiatkowski

Pedagog, publicysta

Rocznik 1977. Absolwent Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Jednostka głęboko aspołeczna. Przejawia objawy organicznego uczulenia na polski patriotyzm, pojmowany jako przekonanie o nadrzędnej roli Polski w historii, oraz tzw. polskiej racji stanu w stosunku do interesów Europy w dobie postępujących procesów globalizacji. Z przekonania i zamiłowania antyklerykał. Na razie, od blisko dwudziestu lat szczęśliwy mąż, od kilku również ojciec; od ponad dekady aktywny entuzjasta biegów długodystansowych.

Literatura: Norbert Hugedé, Savonarola i Florentyńczycy, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 2002

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com