Czerwiec 1979-2019
02.06.2019

Widziałem, a nawet brałem czynny udział (jako tzw. straż klerycka) w pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II. To było dokładnie 40 lat temu. Pisałem już o tym wielokrotnie i nie widzę potrzeby, by się powtarzać. Wiem bowiem, że przekonanych nie trzeba przekonywać, a sceptyków tylko rozjuszę.
Nie chcę, ale muszę. Bo znowu czytam (nie będę wymieniał legionu piszących we wszystkich niemal mediach), że to było ważne i decydujące, że odmieniło i przemieniło „oblicze tej ziemi”. Otóż nie odmieniło ani tej, ani innej.
Owszem księża i biskupi podnieśli głowy i już 40 lat trzymają je wysoko. My wszyscy (ja też) przyczyniliśmy się do tego, że nie chcą i nie umieją dostrzec, że powodów do dumy jest mało. Powiedziałbym nawet, że przybywa powodów do skruchy i smutku. Najlepiej świadczą o tym pustoszejące kościoły.
Ludzie szukają odpowiedzi na nurtujące ich pytania poza kościołem. Nie twierdzę, że to jest lepiej. Po prostu stwierdzam fakt socjologiczny i religioznawczy.
Polskie społeczeństwo laicyzuje się w sposób gwałtowny. Ważnym składnikiem polskiej sekularyzacji jest antyklerykalizm. Książa robią mało by go zmniejszyć, ale wielu dokłada drewna do płonącego stosu, na którym kiedyś spłoną. Niektórzy zresztą już płoną tylko o tym nie wiedzą, bo są głusi i ślepi.
Wcale mnie to nie cieszy.
Wolałbym, by polska sekularyzacja miała łagodniejszy przebieg. I myślę, że polscy ateiści powinni zrobić wszystko, by tak właśnie było. Płonące stosy nie są dobre dla nikogo. Niezależnie od tego, czy na nich płoną ateiści, czy fanatycy religijni.

