Telewizja pokazała (521)

04.06.2019

Jeśli ktoś żywi nadzieję na zmiany w Kościele, powinien przeczytać fragment książki Artura Nowaka „Duchowni o duchownych”. To rozmowa z byłym księdzem, Lesławem Juszczyszynem, obecnie pastorem protestanckim. (Całość tekstu tutaj, poniżej fragmenty)

Najbardziej nieracjonalne jest to, że w seminariach funkcjonuje od pokoleń pewien model, który polega na tym, że duzi chłopcy, którzy nigdy nie dorośli do męskiej tożsamości, usiłują wychowywać dzieci na mężczyzn. To się nie ma prawa udać. Niedojrzali, trochę zniewieściali mężczyźni, którzy nie mają tożsamości, wychowują nastolatków.

Jako ksiądz miałem duże problemy w relacjach z małżeństwami — zupełnie ich nie rozumiałem. To samo w szkole. Nie pojmowałem zachowań dzieci. Oczekiwano ode mnie, że będę wszystko rozumiał. Ludzie mówili do mnie: „proszę ojca”. Śmieszna sprawa — do młodego księdza przychodzą ludzie, którzy mają rodziny, problemy małżeńskie i towarzyszy im jakaś nieracjonalna wiara czy też przekonanie, że zwracają się do dojrzałego faceta. Co prawda młody, ale jednak dojrzały, ukształtowany. Prawda była tymczasem taka, że ja nie byłem przygotowany, by konfrontować się z problemami osób, które przychodziły do mnie z prośbą o wsparcie. Stosowałem ucieczki, uniki.

Kleryk przez okres studiów dostawał szeroki pakiet powierzchownej wiedzy. Coś z psychologii, z teologii, socjologii i tak dalej. Napakowani tym młodzi ludzie uważają, że wszystko już wiedzą. Kiedy przypominam sobie siebie z czasów, kiedy byłem księdzem, to widzę człowieka, który mówi o rzeczach, o których nie ma zielonego pojęcia. Przyszły ksiądz wchodzi w pewien schemat myślenia. Jest tak sformatowany, że nawet jeśli ma jakieś poglądy, to one się nie liczą. Musi się trzymać wyznaczonej linii. Do dzisiaj zresztą czasem się na tym łapię — w dyskusjach z protestantami, członkami mojej wspólnoty, zdarza mi się mówić, że mnie nie interesują czyjeś poglądy, ale to, w co wierzy Kościół. Tak uformowano mnie jako księdza w Kościele rzymskokatolickim. Utrwaliło mi się w głowie, że wiem, co jest prawdziwe i właściwe. Nie interesowała mnie inna perspektywa, inne poglądy. One mnie drażniły.

Spowiadała się u mnie pewna kobieta, mężatka, która wyznała, że uprawiała seks. Dopytuję ją, czy zdradziła męża. A ona na to, że uprawiała seks z mężem, ale ona się zawsze z tego spowiada, bo to przecież grzech. Pytam: co jest grzechem? Okazało się, że ona miała wbite do głowy przez księży, że współżycie, którego celem nie jest prokreacja, to jest grzech. Ręce mi opadły, bo ta kobieta autentycznie miała poczucie, że żyje w grzechu. Przez wieki, jak się okazuje, małżonkowie katoliccy w tych rejonach mieli wpajane poczucie winy z tego powodu, że ich bliskości nie towarzyszył zamiar prokreacyjny. Oni się z tego spowiadali. Byłem w szoku, że w latach 90. dwudziestego wieku to się jeszcze zdarza.

Niestety w polskim Kościele, bo gdzie indziej już nie, a przynajmniej nie tak głośno, bardzo często słyszymy, że ksiądz jest drugim Chrystusem, nazywa grzechy i je gładzi. Ludzie są tak nauczeni. Dla nich to spotkanie z Bogiem i chcą usłyszeć, czy ich grzech jest duży, czy mały, czego mają się wystrzegać.

Nikt nie śmie wejść z księdzem w konfesjonale w dyskusję. To bardzo szkodliwe i bezmyślne oddanie sądu w ręce księdza jest jednak powszechne. Zwalnia to ludzi z myślenia, z przeżywania swojej wiary. Mają przecież księdza, on jest fachowcem, trzeba się tylko do niego udać i zaraz pojawia się ulga związana z pozbyciem się wyrzutów sumienia. Niestety kandydaci  do kapłaństwa przychodzą do seminariów z wielkimi kompleksami. Sutanna ich nobilituje, mogą odreagować poczucie niższości. Inna  sprawa, że do seminariów trafiają często ludzie z małych miasteczek, z wiosek. Kapłaństwo dla wielu z nich było sposobem, żeby się wybić — nie tylko społecznie, ale też ekonomicznie.

W seminarium uczono ludzi donosicielstwa. Oczywiście nie nazywano tego tak pejoratywnie. Mówiono, że poczucie odpowiedzialności za wspólnotę nakazuje, by informować przełożonych, że ktoś nie wrócił na czas, a ktoś inny wypił z kolegami butelkę wina. To pole do współzawodnictwa, na którym można się wykazać. Zwłaszcza w seminariach diecezjalnych, gdzie ludzie wracają na swoje parafie i do swojego środowiska, klerycy starają się dobrze żyć z proboszczem, starają się dostać do biskupa, mieć dobre notowania u przełożonych. Więc w duchu posłuszeństwa donoszą i plotkują o innych. Bo jak się ma dobrą relację z przełożonymi, ze starszymi stażem księżmi, którzy rządzą, to jest perspektywa lepszej parafii, bardziej dochodowej czy też prestiżowej.

Inny przykład. Na studia za granicę nie są wysyłani ludzie, którzy mają wybitne osiągnięcia naukowe czy też potencjał. Jadą posłuszni, którzy rokują, że będą wykonywać zadania, które powierzą im przełożeni. To widać dobrze w zakonach żeńskich, w których przełożona, taki męski typ, jest heterą otaczającą się słabszymi. Kiedy mój kolega, akurat osoba bardzo inteligentna i teraz już chyba wysoko postawiona, wrócił z Watykanu, opowiadał, że studia zagraniczne są czasem tak słabe, że to jest poziom polskiego liceum. Relacjonował, że doktorat przywieziony z zagranicy przez naszego przełożonego nie nadawałby się nawet na licencjat. Robienie kariery naukowej, jak już masz plecy, okazuje się dość proste.

W moim zgromadzeniu funkcjonowała mocna grupa gejowska i oni rozdawali karty. Byli proboszczami, dawali sobie najlepsze posady. Kiedy jeden ksiądz, wysoko postawiony w zakonie homoseksualista, odszedł ze zgromadzenia, przyjął go biskup bydgoski i zrobił go nagle dyrektorem dość ważnej instytucji, która działała przy diecezji. Jest też pewien profesor prawa kanonicznego w ważnym ośrodku akademickim i on absolutnie nie kryje swoich poglądów na temat homoseksualizmu. Jest gejem i dobrze mu z tym. Tyle że on ma dobry zawód, stały dochód i jest tolerowany, bo ma jakąś perspektywę na inne życie poza Kościołem. Homofobia zderza się z prawdą o Kościele, który na wysokich stanowiskach jest obsadzony przez homoseksualistów.

Jak księża radzą sobie z seksualnością?

Młodzi stosują samogwałt i to jest norma. Normą jest też, że już w seminarium rodzą się relacje homoseksualne. Księża chodzą też do prostytutek. Mój kolega miał nieformalny układ z mężatką. Chodził z jej mężem na piwo, żeby stworzyć wrażenie, że to z nim się tak naprawdę przyjaźni. W pewnym momencie zaczął się interesować jej nieletnią córką. Rzadko się zdarza, że ktoś nie ma relacji intymnych, jest wstrzemięźliwy.

Okazało się, że w domu parafialnym przyjmuje bioenergoterapeuta, praktykuje się reiki — totalna ezoteryka. Poszedłem więc z liderami młodzieżowymi zgłosić proboszczowi, że coś jest nie tak. Kościół naucza przecież, że tego typu aktywności trzeba unikać. Przełożony rzucił mi w twarz: „Zamknij mordę i zabierz się do roboty”. Sprawa była prosta — dostawał za to pieniądze i nic mu nie przeszkadzało.

Poszedłem więc z tą sprawą do biskupa Nycza. Był ze mną kolega profesor. Wydawało mi się, że sprawa jest załatwiona. Nycz powiedział, że to załatwi w tydzień, i dziękował mi, że to zgłosiłem. On ma do dziś taką przekonującą gadkę. Po miesiącu musiałem opuścić Kraków. Przełożony wysłał mnie do Tarnowa. Studentom powiedzieli, że ich duszpasterz mył dziewczynom plecy pod prysznicem i to właśnie za to został usunięty. Chciał mnie utemperować. Straszył, że następnym razem wyśle mnie za karę na jakąś wieś, że mam cicho siedzieć i nie przeszkadzać. Biblia i katechizm się nie liczyły. Miało być tak, jak chcą proboszcz i przełożeni.

W zakonach jest o tyle dobrze, że teoretycznie powinno tam panować braterstwo i równość. Gorzej jest w diecezjach. Tam biskup jest bogiem. Z dnia na dzień może kogoś wywindować albo zgnoić. Funkcjonuje to, jak dwór, na którym trzeba sprawiać dobre wrażenie. Widać to dobrze na przykładzie Lemańskiego. Co oni z tym człowiekiem zrobili? Odwołał się do sądu biskupiego, a tam przecież wszyscy ludzie są na gwizdek biskupa. Co z tego, że napisał skargę do Watykanu, skoro tamtejsi urzędnicy o opinię na temat jego sprawy poprosili biskupa? Biskup to jest przecież car. Dziwiłem się Lemańskiemu, że on w pewnym sensie jest taki naiwny.

Słyszałem od innych duchownych, jak traktował ich biskup: „Zamknij mordę”, „Spadaj”, „Jesteś nikim i masz się słuchać”.

* * *

Kiedy ktoś zachoruje albo zepsuje mu się telewizor, to szuka pomocy fachowca. Natomiast kiedy coś się dzieje w kraju czy za granicą to zamiast fachowca pojawia się w telewizorze jakiś polityk i tłumaczy nam co jego/jej zdaniem jest na rzeczy. Tylko dlatego, że głosowało na niego parędziesiąt tysięcy ludzi, czuje się upoważniony, aby nas pouczać, a co gorzej — decydować o sprawach, o których najczęściej nie ma pojęcia. A dziennikarze, zamiast zwrócić się o opinię do fachowca, dają pogadać politykowi.

Pani Szydło zdobyła w wyborach do europarlamentu ponad pół miliona głosów i już się wypowiada o wszystkim. Obawiam się, że także w europarlamencie będzie podobnie pouczać europosłów.

Dwa lata temu, kiedy prezydent Francji Macron skrytykował postawę Polski, pani premier Szydło powiedziała:

Być może jego [Macrona] aroganckie wypowiedzi wynikają z braku doświadczenia i obycia politycznego, co ze zrozumieniem odnotowuję, ale oczekuję, iż szybko nadrobi te braki i będzie w przyszłości bardziej powściągliwy.

Z tej okazji OKO.press porównał wtedy doświadczenie i obycie prezydenta Macrona i pani premier:

Macron (40 lat):

– ukończył Ecole Nationale d’Administration, szkołę elit politycznych;

– w wieku 29 lat wstąpił do Partii Socjalistycznej (był w niej 3 lata);

– po studiach był przez trzy lata asystentem słynnego filozofa Paula Ricoeura, potem przez rok pracował w gospodarczej administracji państwowej, a następnie przez cztery lata w potężnym banku Rothschild & Cie Banque, gdzie prowadził kilka dużych transakcji, m.in. zakup przez Nestle filii koncernu Pfizer za 9 mld euro (co uczyniło go milionerem);

– w latach 2012-14 był zastępcą sekretarza generalnego Pałacu Elizejskiego (za prezydentury Hollanda), w rządzie Manuela Vallsa (2014-2016) był ministrem finansów, wprowadzając w życie rozwiązania, które miały ożywić francuską gospodarkę;

– w kwietniu 2016 założył własny ruch polityczny En Marche!, a 30 sierpnia odszedł z rządu po konflikcie z prezydentem Hollandem. I turę wyborów na prezydenta Macron wygrał z 8,7 mln głosów, w II turze pokonał Marie Le Pen zdobywając 20,8 mln głosów.

Szydło (54 lata):

– ukończyła etnografię na Uniwersytecie Jagiellońskim, a potem przez sześć lat była tam na studiach doktoranckich, ale niestety bez powodzenia. Zaliczyła za to studia podyplomowe z zarządzania kulturą (SGH, 1997) i zarządzania samorządem terytorialnym w UE (Akademia Ekonomiczna w Krakowie, 2001), już jako burmistrz Brzeszcza;

– pracowała jako asystent w Muzeum Historycznym Krakowa (1987-1995), potem „stworzyła od podstaw”  libiąski Dom Kultury. W wieku 34 lat została dyrektorem Ośrodka Kultury w Brzeszczach, a w 2004 wiceprezesem tamtejszej Ochotniczej Straży Pożarnej. W wieku 35 lat została burmistrzem Brzeszcza (ok. 11 tys. mieszkańców), najmłodszym w Małopolsce i była nim przez siedem lat. Równolegle była też radną AWS powiatu oświęcimskiego (1998-2002);

– w wieku 42 lat wstąpiła do PiS (pierwotnie chciała do PO);

– w 2015 została szefową kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy, a następnie premierem rządu.

Pytanie: jakie braki powinien nadrobić Macron, żeby móc dorównać Beacie Szydło?

Zapewne wkrótce się o tym dowiemy, kiedy pani S. zacznie działać w Brukseli.

* * *

Lubię, kiedy politycy pochylają się nad problemem. Niedawno ktoś, jadąc po chodniku na elektrycznej hulajnodze, najechał na kobietę, ale to ona zapłaciła mandat, bo nie zachowała ostrożności, a człowiek na hulajnodze zgodnie z przepisami traktowany jest jako pieszy. To zdarzenie wywołało wątpliwości i posłowie pochylili się nad problemem. Już po niedługim czasie odkryli, że nie można tak do końca człowieka na hulajnodze traktować jako pieszego, bo piesi nie poruszają się tak szybko. I rewelacja – ustalono, że hulajnogi są pojazdami.

* * *

Po wyborach:

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\po wyborach.jpg

Po następnych wyborach:

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\polska-rok-2027-dzien-legalizacji-eutanazji-na-zyczenie-ludzie-biegna.jpg

* * *

Ten film („Wszystko jest kłamstwem? Jak news stał się bronią”) powinni zobaczyć wszyscy. Na początku pokazuje krótkie ujęcia filmowe z Syrii. Mały chłopiec biegnie, żeby wyciągnąć dziewczynkę z miejsca, gdzie się ukryła przed ostrzałem. Dostaje postrzał, pada, ale się zrywa i razem z dziewczynką uciekają. Drugi filmik pokazuje, jak bojownicy ISIS mordują jeńców. Te zdjęcia nakręcono na Malcie, nie w Syrii. Podobnie nieprawdziwe są ujęcia, gdzie mały muzułmanin terrorysta strzela do związanych rosyjskich żołnierzy. I wiele innych filmów, zdjęć i wiadomości. Dziewczynka, która jest ofiarą wojny toczonej nieuczciwie przez Ukraińców z Rosjanami, okazuje się Australijką, a zdjęcie kilka lat wcześniej zdobyło gdzieś nagrodę i ma zupełnie inne przesłanie.

Przed pierwszą wojną światową popularna była propaganda, ukazująca przyszłych wrogów jako nieludzkie bestie, które mordują niemowlęta, zabijają jeńców itd.

Na filmie fragment relacji świadka wojny z Irakiem – dziewczyna ze łzami w oczach opowiada, jak żołnierze iraccy wyrzucali z inkubatorów dzieci, żeby umierały na zimnej podłodze. Wykazano, że ta relacja jest kłamstwem.

Dziesiątki wiadomości, filmów nakręconych z telefonu komórkowego, wyglądających na autentyczne, okazują się spreparowane. Analizują je specjaliści – pracownicy wywiadu, dziennikarze sprawdzający newsy, zanim przekażą je do poważnych mediów. Drastycznym zdjęciom towarzyszą komentarze „widzów” – często takie same u różnych widzów, nawet z takimi samymi błędami gramatycznymi. Jak już powiedział Jacek Kurski, ciemny lud wszystko kupi. Ta propaganda, często nachalna, czasem wyrafinowana, apeluje do uprzedzeń.

Przydałby się u nas taki zespół, który by weryfikował wiadomości i demaskował kłamstwa. Obawiam się jednak, że „lud smoleński” szybciej uwierzyłby, że to są wrogowie prawdy niż w te demaskacje.

Na podstawie kłamstw Amerykanów rozpętała się wojna z Irakiem. Dołączyło do niej wiele krajów, w tym Polska, mimo że fachowcy wyrażali wątpliwości co do danych amerykańskiego wywiadu dotyczących rzekomej broni biologicznej i chemicznej Iraku i jego kontaktów z islamskimi terrorystami.

Chciałoby się powtórzyć za Piłatem: Czym jest prawda?

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com