Dariusz Wiśniewski: Nadal chodzi o chleb i władzę

16.06.2019

Jako młody chłopak najmowałem się przez kilka sezonów do pomocy przy żniwach. Zawsze w tym samym gospodarstwie, niedaleko Węgorzewa, nad jeziorem Mamry.

Praca była ciężka. Wstawaliśmy nieraz o 3 nad ranem, aby zdążyć przed deszczem. Gospodarz, pan Piotr, uczciwy i spracowany człowiek o grubych dłoniach, opierał się nieraz o widły, albo z westchnieniem opadał na ławkę przed domem. I przygnębiony jakimś niepowodzeniem; urzędowym listem, nieurodzajem, chorobą krowy, albo tylko przykrą myślą, często powiadał: „niech wreszcie ktoś weźmie wszystkich za pysk, wtedy dopiero będzie porządek tak jak za Niemca, a teraz…”. I machał lekceważąco ręką.

Kilka razy byliśmy na spędzie bydła. Gdy już niemal wszyscy się rozjechali, najzamożniejsi gospodarze zbierali się w jakiejś kanciapie. Było ich może z tuzin, sami mężczyźni. Na stół wjeżdżały flaszki „Gorzałki pomorskiej”, chleb, ser, ogórki i jakaś oranżada. Pili po kolei jeden do drugiego z jednej musztardówki. Pod wpływem alkoholu pojawiał się żal, że ciężkie życie, że inni mają lepiej, że niesprawiedliwość i że dobrze by było, aby ktoś wziął wszystkich za mordę, zwłaszcza tych z miasta, i zrobił z nimi porządek. Przekleństwa i złorzeczenia. Ci, kurwa, w mieście! Niech ich jasny szlag! Mają lepsze samochody, czyste ręce i ubrania. Kobiety malują paznokcie. Stoją przed lustrem godzinami. Bawią się, a my tutaj… Pewnie mają układy w Warszawie. Bo jak inaczej? Skurwysyny i złodzieje.

Nic o wartościach. Nic o Bogu i aborcji. Nic o „zboczeńcach”, którzy dzisiaj tak licznie nawiedzili Polskę. Nic o liberalizmie i zagrożeniach dla naszej ojczyzny. Nic o historii, tożsamości narodowej i dziedzictwie. Nic o obronie naszej wiary. Nic o tradycjach, bohaterach i zdrajcach.

Wyjechałem za granicę. Wróciłem do kraju po kilkunastu latach. Do Węgorzewa już nie jeździły pociągi. Z Giżycka wziąłem taksówkę. Zastałem pana Piotra starego i schorowanego. Zmarła mu żona. Ziemię sprzedał. Siedział przy stole nieszczęśliwy i rozgoryczony, oskarżając o wszystko Żydów i LGBT. Wypiliśmy kilka kieliszków. Za oknem widniało szare jezioro Mamry.

Polityczna siła drzemiąca w powszechnym poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości jest ogromna. PiS tę siłę uzdatnił dla swoich potrzeb, udzielając zazdrosnemu i nienawistnemu wyborcy moralnego rozgrzeszenia. Na sztandarach więc i tym razem są wartości, a nie chleb. Lud czuje się wtedy nobilitowany, a jego okrucieństwo otrzymuje rangę świętej wojny przeciwko złu.

Ale nadal chodzi o chleb i władzę.

Zwolennikom „dobrej zmiany” pracującym w USA, Skandynawii czy w Niemczech nie przeszkadzają małżeństwa jednej płci, puste kościoły, parady równości, prawo do aborcji, tęcze czy obecność milionów uchodźców, którzy mogą „przywlec nieznane choroby”. Nie przeszkadzają im liberalizm, genderyzm, Merkel, Macron, Timmermans i lewactwo. Fakt, że zarabiają w euro, albo w dolarach – znacznie więcej niż w Polsce – łagodzi ból egzystowania w świecie pozbawionym „wartości”.

Też są wokół skurwysyny i złodzieje, ale idzie żyć.

Dariusz Wiśniewski

.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com