Krzysztof Łoziński: Jakiej Polski chcę? (2)

02.07.2019

Służba zdrowia i ubezpieczenia zdrowotne

Obserwujemy dramatyczną zapaść służby zdrowia, ludzie umierają na SOR-ach, zamykane są kolejne oddziały szpitalne, całe szpitale są bliskie bankructwa. Widać też, że rządzący PiS nie ma żadnego pomysłu na wyjście z tego impasu, co więcej swoimi działaniami ten impas pogłębił (sieć szpitali, przeniesienie opieki nocnej i weekendowej na SOR-y, utrudnianie życia placówkom prywatnym i samorządowym, nagonki na lekarzy). Niestety wygląda na to, zapaść służby zdrowia się pogłębia i będzie jeszcze gorzej.

Aby znaleźć lekarstwo na ten stan, należy zdiagnozować jego przyczynę. Już na pierwszy rzut oka widać, że zaczyna dramatycznie brakować lekarzy i pielęgniarek oraz że ich liczba systematycznie maleje. Przyczyny są moim zdaniem dwie: lekarze za mało zarabiają, a warunki ich pracy stają się coraz gorsze. Po drugie, trwająca od lat nagonka na lekarzy, na których władza przerzuca winę za swoje własne błędy, nie zachęca do wyboru tego zawodu. Nie ma sensu rozważać, ilu lekarzy wyjeżdża za granicę, ilu porzuca zawód, a ilu młodych ludzi od razu poszło na inne studia. Nie ma też sensu rozważanie, czy lekarze zarabiają dużo w porównaniu z murarzem, szewcem, czy kasjerką. Zarabiają za mało na to, by chcieli w tym zawodzie i w tym kraju nadal pracować. To samo dotyczy pielęgniarek. Niewielu ludzi ma ochotę pracować od rana do nocy, brać po kilka dyżurów z rzędu i w dodatku słuchać obelg i oszczerstw od Ziobry.

Druga sprawa to wieczne zadłużanie się szpitali i jak dotąd żaden rząd nie potrafił temu zaradzić.

Wniosek jest prosty: istniejący system finansowania służby zdrowia jest zły. Źle działa i już. Poważne błędy tego systemu tkwią w nim od początku. Pierwszym z nich jest fałszywa obietnica – leczenie jest „za darmo”. Otóż nie jest za darmo, tylko opłacane z podatków obywateli i firm (składka na ubezpieczenie zdrowotne, w takiej formie jak dziś, też jest podatkiem). Ale fałsz tej obietnicy jest jeszcze większy — to obietnica nieograniczonych kosztów przy ograniczonych wpływach. To jest nie tylko twierdzenie, że 2+2=7. To jest więcej niż perpetuum mobile: urządzenie, które nie tylko pracuje bez żadnych strat energii (perpetuum mobile), ale jeszcze pracuje coraz więcej. Można to porównać do próby zbudowania silnika, który pracuje bez zasilania i w dodatku coraz szybciej, albo próby napisania równania, w którym strony nie są równe i jedna z nich stale rośnie.

Co to znaczy w praktyce? Tak skonstruowany system wydaje więcej pieniędzy, niż otrzymuje, wiec stale się zadłuża i nie wykonuje wszystkich zadań, do których został powołany. Szpitale nie płacą rachunków, lekarze i pielęgniarki za mało zarabiają, a sytuacja z czasem coraz bardziej się pogarsza. Bo „perpetuum mobile +” nie może działać i powinno o tym wiedzieć każde dziecko, a tym bardziej minister i premier.

Jak powinien wyglądać system finansowanie opieki zdrowotnej? Powinien opierać się na kilku filarach:

  1. Ubezpieczenia.
  2. Darowizny i dotacje prywatne.
  3. Dotacje państwa i samorządów.
  4. Kredyty dla pacjentów, którzy nie są w stanie od razu pokryć kosztów, ponad ubezpieczenie.
  5. Opłaty za dodatkowe świadczenia.

Zacznijmy od ubezpieczeń. Po pierwsze ubezpieczenie zdrowotne powinno zapewniać opiekę do określonej wartości, w zależności od opłacanej składki. Może to być określone kwotowo (składka o wysokości X zapewnia pokrycie kosztów leczenia do wysokości Y) albo metodą „koszyka procedur” (składka o wysokości X zapewnia konkretnie określone świadczenia).

Ubezpieczenia powinny być różne:

  • ubezpieczenie obowiązkowe opłacane przez pracodawcę z potrącenia od wynagrodzenia brutto;
  • dodatkowe ubezpieczenie przez pracodawcę (z jego pieniędzy) jako dodatkowa zachęta do pracy w tej firmie;
  • dobrowolne ubezpieczenie prywatne, zapewniające większy zakres opieki w razie choroby.

Wysokość składki musi być realnie skalkulowana, a nie wzięta z sufitu, jak obecnie.

Musi istnieć rynek ubezpieczeń, rynek firm różnych – prywatnych, państwowych, samorządowych, także zagranicznych. Obecnie istniejący system NFZ, jako jedynego ubezpieczyciela bez żadnej konkurencji, jest nieefektywny. Konkurencja jest tym czynnikiem, który zwiększa efektywność, obniża ceny, powoduje kreatywność. Ten rynek powinien także dotyczyć ubezpieczenia obowiązkowego. Pracodawca ma obowiązek ubezpieczyć pracownika, ale on, albo pracownik, mogą zadecydować, w której firmie.

Oczywiście placówki służby zdrowia też muszą być różne, państwowe, samorządowe, prywatne… i żadne nie mogą być uprzywilejowane (sieć szpitali won!).

Był już u nas zalążek takiego sytemu, kasy chorych, ale rządzący przestraszyli się, i nie otworzyli rynku dla prywatnych i zagranicznych ubezpieczycieli. Później przeważyła mentalność PRL i zlikwidowano całkiem konkurencję, tworząc NFZ.

Dobrze, a co się dzieje, gdy leczenie jest wyjątkowo kosztowne i ubezpieczenie go nie pokrywa? Tu pojawiają się kolejne filary – organizacje pozarządowe, kościoły, fundacje, zbiórki publiczne…

A jeśli i to nie wystarczy? Bywają rzadkie choroby, wyjątkowo kosztowne zabiegi? W takich wypadkach powinien być kredyt gwarantowany przez państwo (ta gwarancja potrzebna jest po to, by bank nie odmówił). Jak to działa? Pacjent lub jego rodzina dostaje kredyt na koszty leczenia. Szpital dostaje swoje pieniądze, a pacjent może to spłacać za pośrednictwem państwa w ratach. Oczywiście będą sytuacje, gdy raty będą nieściągalne, ale na takie przypadki państwo powinno mieć przewidziany fundusz, bo mimo moich liberalnych poglądów uważam, że państwo żyjące z naszych podatków jednak za nasz los odpowiada. Lepiej by państwo dbało o los obywateli w taki sposób (ratując ich, gdy są w poważnych tarapatach), niż za pomocą rozdawnictwa i populizmu.

I wreszcie sprawa ostania: opłaty pobierane przez placówkę służby zdrowia od pacjenta za dodatkowe usługi. Na przykład za lepsze wyżywienie, lepiej wyposażony pokój, dodatkowe dyżury pielęgniarek i inne.

I tu zaraz odezwie się polskie piekiełko: Jak to? On zapłacił i ma lepiej?

Nie myśl robaczku kochany o tym, że on zapłacił i ma lepiej, tylko pomyśl, że on zapłacił i ty masz taniej, lub lepiej, bo z jego zapłaty pokryto część twoich kosztów.

Wymieniłem jeszcze dotacje państwowe i prywatne. Uważam, że państwo powinno dotować składki ubezpieczenia obowiązkowego dla najmniej zarabiających, czyli tych, których składka jest najniższa (i zakres ubezpieczenia też). Co do dotacji prywatnych, to już ich wolna wola.

Oczywiście cały ten system należy porządnie skalkulować, ale to już robota dla fachowców od biznesu.

Jakie są zalety takiego systemu?

  • Placówka służby zdrowia wystawia realny rachunek za wykonane świadczenia i otrzymuje zapłatę (nie zadłuża się);
  • Pacjent wie, co mu się należy w ramach ubezpieczenia i sam decyduje, czy chce więcej;
  • Pacjent wie, że z każdym świadczeniem zużywa część tego, co mu się w ramach ubezpieczenia należy, i nie idzie do lekarza bez wyraźnej potrzeby (obecnie jest to plaga POZ-tów i szpitali – dziadka oddaje się do szpitala, bo się jedzie na urlop, wzywa pogotowie bez powodu, idzie się do lekarza, by się pożalić, itp.);
  • Placówki służby zdrowie płacą lekarzom i pielęgniarkom ile trzeba, bo mają z czego (jest to wkalkulowane w koszty procedur).

I rzecz ostania: państwo musi przestać zwalczać organizacje, które chcą mu pomóc (patrz: Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy), szczuć na lekarzy (Ziobro), głosić, że prywatne gabinety należy zlikwidować (Kaczyński) i bredzić, że służba zdrowia ma być finansowana tylko z budżetu, bez żadnych ubezpieczeń, jak za Gomółki, gdy leczono herbatą i aspiryną (program PiS głoszony przez Kaczyńskiego).

Ciąg dalszy nastąpi.

avatar

Krzysztof Łoziński

Przewodniczący KOD

Fizyk, alpinista, mistrz sztuk walki. A także dziennikarz i działacz polityczny.

Autor o sobie

 

Poprzednio:

Krzysztof Łoziński: Jakiej Polski chcę?
Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com