Zbigniew Szczypiński: Na ostatniej prostej

16.07.2019

Ostatnia prosta. Meta w zasięgu wzroku. Partie po konferencjach programowych. Partia rządząca ustami swego prezesa podała nazwiska osób na „jedynkach”, ludzi na pierwszych miejscach list wyborczych w różnych okręgach.

„Jedynka” na listach wyborczych partii rządzącej to pewność uzyskania mandatu. Nazwiska podane przez Jarosława Kaczyńskiego, to przyszli posłowie nowej kadencji. Jeżeli tak, to warto się im przyjrzeć. Lista „jedynek” powstaje w głowie Prezesa, tu nikt inny nie może pomyśleć, że to jego decyzja, że to od niego zależy, że ten czy tamten znajdzie się na tym miejscu. Ustaleniom może podlegać okręg, to może można negocjować z prezesem, ale nie to, kto będzie „jedynką”.

Przyjrzyjmy się niektórym. Może tylko dwom, nie mam ani ochoty, ani możliwości poddać analizie kilkudziesięciu.

Pierwsze zwraca moją uwagę nazwisko Antoniego Macierewicza, byłego ministra obrony w rządzie Beaty Szydło, obecnie przewodniczącego podkomisji sejmowej ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Antoni Macierewicz to barwna postać. W młodości człowiek zafascynowany postacią Che Guevary – znanego rewolucjonisty, współtowarzysza Fidela Castro w rewolucji kubańskiej. Działacz opozycji demokratycznej w Polsce, członek Komitetu Obrony Robotników, poseł na sejm i minister spraw wewnętrznych w latach 91-92, w latach 2006-2007 szef służby kontrwywiadu wojskowego, minister obrony narodowej w rządzie Beaty Szydło.

Jako minister obrony narodowej zapamiętany został jako ten, który doprowadził do dymisji wielu generałów i dowódców wojskowych — nawet tych z doświadczeniem zdobytym na misjach NATO — ten, który unieważnił kontrakt na zakup francuskich śmigłowców, nie zapewniając żadnych innych dostaw, jako ten minister, którego młody asystent niemający ani wykształcenia, ani żadnych innych kwalifikacji wręczał dymisje wysokim dowódcom wojska polskiego. To, że Antoni Macierewicz był złym — a nawet bardzo złym — ministrem obrony narodowej, potwierdza również to, że został zdymisjonowany przy okazji rekonstrukcji rządu Beaty Szydło.

Antoni Macierewicz pełni obecnie funkcje przewodniczącego sejmowej podkomisji ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, która przekroczyła już wszystkie granice śmieszności i błazenady. Znaczenie komisji i samego Macierewicza radykalnie spadło po zakończeniu cyklu comiesięcznych obchodów katastrofy smoleńskiej, dających prezesowi Kaczyńskiemu okazje do wygłaszanie słynnych przemówień z pudełka na Krakowskim Przedmieściu. Nie ma miesięcznic, nie ma przemówień, nie ma okrzyków Jarosław, Jarosław i Antoni, Antoni.

Fakt, że Jarosław Kaczyński zrobił Macierewicza „jedynką” w Piotrkowie Trybunalskim, musimy traktować jako wyzwanie wobec zagrożenia, jakie niesie zapowiadana projekcja filmu Patryka Vegi, w którym postaci Antoniego Macierewicza i Bartłomieja Misiewicza odgrywają znaczącą rolę. Zapowiedź pozwu i blokady projekcji filmu przez byłego bliskiego współpracownika ministra Macierewicza wywołać może jedynie odwrotny od zamierzonego skutek – wzrostu zainteresowania i chęć jego obejrzenia przez milionową widownię. Film, czy w kinach, czy w sieci, obejrzą miliony Polaków i trudno zakładać, że powtórzy się efekt bumerangowy, jak stało się to w przypadku filmu braci Sekielskich o zjawisku pedofilii w polskim kościele katolickim. Film Sekielskich, zamiast osłabić partię rządzącą jako bardzo bliskiego sojusznika kościoła w Polsce, poprzez radykalne wzmożenie pisowskiego suwerena wpłynął w efekcie na zwycięstwo partii rządzącej.

Film Patryka Vegi nie jest o kościele, nie jest księżach — jest o politykach. Różnych politykach z różnych partii. Nie ma pola do wzmożenia moralnego, do wezwania suwerena do obrony przed atakiem sił lewackich. Nie powtórzy się sytuacja sprzed paru miesięcy. Polityk — to nie jest człowiek cieszący się dużym poważaniem społecznym. Na skali społecznego prestiżu plasuje się na szarym końcu listy. Tak było i tak jest, a jeżeli coś się zmienia, to na niekorzyść dla tej grupy zawodowej.

Jak Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało walczyć o swoją „jedynkę” w Piotrkowie Trybunalskim, jak efekt filmu Vegi wpłynie na przebieg spotkań kandydata Antoniego Macierewicza z wyborcami w okręgu?

Próbą wytłumaczenia decyzji prezesa może być szalona trochę hipoteza, że pozycja Antoniego Macierewicza w PiS (nadal wiceprezesa tej partii) jest tak silna, że dopiero przegrana w wyborach może oznaczać koniec jego kariery politycznej. Sprawdzenie tej hipotezy nastąpi za trzy miesiące.

Drugą osobą godną naszego zainteresowania, z listy ogłoszonych „jedynek” jest poseł od kilku już kadencji, szef struktur partyjnych w Elblągu, Leonard Krasulski.

To bardzo ciekawa postać. Wystarczy wejść na stronę www posła Krasulskiego, poczytać różne artykuły, dokumenty IPN, wyroki sądowe — aby wiedzieć, że to jest osoba przekraczająca zdecydowanie nawet tak niskie standardy, jakie panują w obecnym sejmie.

Leonard Krasulski wiele lat temu pomógł Jarosławowi Kaczyńskiemu w walce o mandat senatora ziemi elbląskiej, w „chudych” latach politycznej działalności braci Kaczyńskich. Jarosław Kaczyński został senatorem, a Krasulski od wielu lat jest żywym dowodem na to, że to nie walory intelektu czy inne zdolności liczą się w partii naprawdę. W tej partii liczy się przede wszystkim lojalność i oddanie prezesowi. Krasulski jest zawsze blisko prezesa; to on siedzi w ławach sejmowych bezpośrednio za nim, to on broni go własnym ciałem przed niechcianymi kontaktami z posłami na sali sejmowej.

Poseł Krasulski i jego polityczna kariera w Prawie i Sprawiedliwości to dowód, że partia ta wytworzyła własny system wartości: pochodny od pozycji prezesa w strukturach partyjnych, jego statutowego umocowania i wieloletniej praktyki budowania satrapii.

Prezes Kaczyński musi zdawać sobie sprawę, że wystawienie jako jedynki postaci takiej jak Leonard Krasulski będzie przedmiotem różnych analiz i uwag krytycznych. To, że stało się jak stało — jest kolejnym dowodem: kto rządzi partią, a zarazem Polską.

Wchodząc na wyższy poziom analizy, przywołując znane z ogólnej teorii systemów podstawowe cele, jakie stoją przed każdym systemem/organizacją (a mianowicie: trwanie i rozwój), musimy zauważyć, że każda władza realizująca się gdzieś w jakimś systemie/organizacji przede wszystkim walczy o trwanie.

Oddanie władzy to przerwanie trwania, to koniec wszystkiego. Samo trwanie bez rozwoju — to też przegrana. Przesunięta w czasie, ale przegrana. Tak więc tylko łącznie trwanie i rozwój dają gwarancje sukcesu, rozwoju systemu/organizacji.

Państwo to system, państwo to organizacja. Każda władza musi łączyć w swoich działaniach oba te cele. To taka oczywista oczywistość. Czy przykłady wymienionych wyżej dwóch osób, wystawionych jako „jedynki” na listach do Sejmu dają gwarancję na zapewnienie realizacji tych obu głównych celów?

Czy nawet najsłuszniejsze pomysły i programy społeczne mają szansę na realizację przez ludzi o takim potencjale i takich cechach osobowości?

*

Możemy już porównać programy obu przeciwstawnych obozów politycznych. Koalicja Obywatelska zaproponowała „sześciopak” Schetyny jako odpowiedź na programowe zapowiedzi partii rządzącej. Mam jedną uwagę – ściganie się na populizm z populistami nie może dać wygranej. Program PO powinien być inny, skoro PO jest inna. Myślę, że nie punkty, a problemy, nie program a nowa opowieść stworzyć może podstawę do zwycięstwa.

A zwycięstwo jest możliwe!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com