Zbigniew Szczypiński: Bierzcie przykład z Kaczyńskiego!5 min czytania

()

21.07.2019

Tym razem nic o nowych konfiguracjach na polskiej scenie politycznej, nic o prawdziwych — a nie deklarowanych — przyczynach osobnej drogi, jaką wybrał PSL. Na jednoznaczną ocenę tego, co po lewej stronie sceny za wcześnie, trwa festiwal spotkań i wystąpień. Na rzetelną ocenę skuteczności deklarowanej inwazji w teren, do ludzi, tak jak głosi to sztab wyborczy KO i jeden z jego liderów Bartosz Arłukowicz, (pamiętajmy, że to europarlamentarzysta, a więc mający obowiązki z tego faktu wynikające) przyjdzie właściwy czas.

Po wyborach.

Weryfikatorem będzie uzyskany wynik. To będą twarde dane: liczba uzyskanych głosów, a zwłaszcza liczba mandatów poselskich, zależnych od obowiązującej w ordynacji wyborczej metody D’Hondta. Dodajmy: znanej wszystkim aktorom polskiej sceny politycznej.

Teraz jest czas na robotę polityczną dla każdego. Każdy, na swoim miejscu, w zależności od swoich możliwości może przyczynić się, aby w najbliższych wyborach odsunąć PiS od władzy. Jeszcze jest czas, jeszcze odbędą się wybory, jeszcze możemy wyborczą kartką wpłynąć na to, kto — i jak — będzie rządził Polską w następnych latach. Nie czterech, ale w następnych wielu, wielu latach.

To nie są zwykłe wybory! To są wybory, od których wyniku zależy wszystko. Czy będziemy w strefie zachodniej, w Unii Europejskiej — czy podryfujemy na wschód, tam, gdzie byliśmy przez przeszło czterdzieści powojennych lat? Z tą różnicą, że tamten czas nie był wynikiem woli i świadomej decyzji Polaków. To ustalenia konferencji poczdamskiej, to decyzje wielkich tamtego świata, wpisały nas do „obozu państw socjalistycznych”. Gdzie słowo socjalizm było całkowitym zaprzeczeniem tej idei.

Teraz wybór należy do nas, jeszcze do nas. Być może ostatni raz.

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby zobaczyć, co stałoby się w Polsce po wygraniu przez prezesa tych wyborów. On przecież tego nie ukrywa. Mówi wprost, że zamknie cykl „reform” w systemie wymiaru sprawiedliwości tak, aby nikt i nigdzie nie mógł prawnie podważyć przekształcenia państwa w satrapię. Przejęte zostaną albo zmarginalizowane media inne niż te podległe rządzącej partii. Zacznie funkcjonować tworzona już teraz grupa oligarchów, których majątek powstaje z przejęcia własności skarbu państwa.

Będzie tak jak na Węgrzech pod rządami Orbana.

Fascynacji tymi rządami Jarosław Kaczyński nigdy nie krył — pamiętamy, jak wołał do uczestników smoleńskich manifestacji — jeszcze będzie w Warszawie Budapeszt. Partia rządząca obudowana milionową klientelą — ludzi, których stanowiska, władza, pieniądze i przyszłość będą zależeć całkowicie od decyzji partyjnych baronów (a zawsze od naczelnika) — stanie się tworem nie do usunięcia w normalnych procedurach demokratycznych. To jest realne. To może wydarzyć się naprawdę, a nie tylko w teoretycznych rozważaniach na seminariach czy konferencjach.

Jarosław Kaczyński już był premierem polskiego rządu; krótko wprawdzie, ale był, pamiętamy tamten czas. Jarosław Kaczyński nie był jednak jeszcze prezydentem. Prezydentem, z mandatem pochodzącym z powszechnych wyborów był jego brat – Lech. Trauma po tragicznej śmierci brata jest widoczna po dziś w zachowaniu i reakcjach Jarosława.

Jarosław Kaczyński w wyborach powszechnych ma małe szanse na wybór na stanowisko prezydenta Polski. Jeżeli jednak jego partia wygra wysoko najbliższe wybory, to możliwy jest wariant zmiany w konstytucji na taki, w którym wybory prezydenta należą do kompetencji Zgromadzenia Narodowego: Sejmu i Senatu. A wtedy wybór „ojca narodu”, Jarosława Kaczyńskiego na urząd prezydenta jest nie tylko możliwy, ale i logiczny.

Takie scenariusze to nie jest pisanie przyszłości. Przyszłości nie ma, ona się staje, każdego dnia, każdej godziny. Ale przyszłość dopiero będzie. Będzie taka, jaką ją uczynimy. Ona naprawdę zależy od każdego z nas, mającego prawa wyborcze. Czynne i bierne prawa wyborcze. Jeszcze je mamy, jeszcze coś możemy, każdy oddzielnie i wszyscy razem.

I na koniec – do wszystkich ludzi zabierających głos na scenie publicznej, wypowiadających się w mediach, w Internecie, radiu, telewizji. A zwłaszcza do tych, którzy mają uzasadnienie i tytuły do bycia liderami opinii: polityków, profesorów, publicystów. Niezależnie od tego, co wam w duszy gra, jakie macie swoje prognozy i przewidywania co do przyszłości – nie mówcie, że wybory są już przegrane, że opozycja je już przegrała. To nie jest prognozowanie, to nie są naukowe przewidywania – to jest budowanie samospełniającej się przepowiedni. Tym silniejsze, im mocniejsza jest pozycja osoby głoszącej takie prognozy. Nie może być żadnym uzasadnieniem twierdzenie, że jako naukowiec muszę mówić prawdę. Nawet jeżeli taka jest twoja prawda, to nie musisz jej teraz głosić. Powiedz to po wyborach, pokażesz swoje teksty — te nawet opublikowane w niszowych pismach — na dowód, że byłeś przenikliwy, że wiedziałeś, jakie będą wyniki.

To nie jest trudne.

I już zupełnie na koniec – proszę brać przykład z samego Jarosława Kaczyńskiego, który występując teraz przed kamerami, nigdy nie mówi, że już wygrał wybory. Mówi, że to nie jest nic pewnego, że to zależy od wielu czynników, że to zależy, czy pójdziesz na wybory. Mówi do to swojego suwerena, do ludzi, którzy są jego wyznawcami. Mówi jednak z obawą, udawaną lub nie, ale obawą o wynik jesiennych wyborów. Wyborów, od których wyniku zależy wszystko. Naprawdę wszystko.

Jak nie macie od kogo, to bierzcie przykład z Jarosława Kaczyńskiego!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. slawek 28.10.2019
  2. Yac Min 28.10.2019
  3. Janusz Pawłowski 28.10.2019