28.07.2019

Mój znajomy, człowiek w pewnym sensie młody (w porównaniu z takim matuzalemem, jak ja), zaapelował o rozwagę w rozpowszechnianiu podszczuwających mniemań. Na dowód owych jątrzeń, przytoczył wymianę poglądów naszych zacietrzewionych polityków. By jednak nie było tak, że tylko po jednej stronie politycznej estrady zieje miłująca pokój i dobrosąsiedzka nienawiść, stwierdził, iż począwszy od prawej, a skończywszy na lewej, durnie i oszołomy występują wszędy. Zaordynował przeto czytelnikom swojego tekstu całą ich paletę. Wydźwięk jego filipiki streścić można powiedzeniem: wart Pac pałaca.
Ale choć również sądzę, że nie mamy innego wyjścia, niż zaprzestanie głoszenia kłamstw przedstawianych jako prawdy, niż rezygnacja z szerzenia populistycznych haseł, komunałów i stereotypów traktowanych serio, to patrząc na zdarzenia zachodzące w moim otoczeniu, nie mogę oprzeć się myśli, że wystosował apel cokolwiek spóźniony. Przebrzmiały od co najmniej paru lat.
*
Jako niepoprawny cynik i przysięgły ironista pozwolę sobie nie wierzyć w bajki o rychłym wyjściu na prostą. Raczej wierzę w to, iż na prostą wyjdziemy za wiele jesieni i zim; czeka nas żmudne odkręcanie sprężyny nieszczęść.
Mówiąc o sprężynie, mam na myśli cytat z Prousta: rozkręcone albo połamane sprężyny mechanizmu odpychającego przestały funkcjonować, przedostawały się tu tysiące ciał obcych, odbierając temu środowisku wszelką homogeniczność, charakter, barwę. Faubourg Saint-Germain, niby stara zramolała matrona, odpowiadało już tylko lękliwymi uśmiechami bezczelnym lokajom, którzy pchali się na salony, pili oranżadę i przedstawiali swoje metresy. (Czas Odnaleziony PIW 1979 str. 928).
Gołym okiem widać, że rozpychanie się zakompleksionej gawiedzi nie jest wymysłem obecnej chwili, lecz procesem narastającym latami; już nie możemy zapobiec powstawaniu populistycznych elit. Nie tylko my zresztą. Z problemem tym nie potrafią sobie poradzić także inne narody.
*
Przetaczające się przez Senat, Sejm i Rząd lawiny nieudaczników i zawodowych manipulatorów zagarniają coraz większe obszary władzy, a nasze taktowne i przesubtelnione metody walki z nimi są tak samo skuteczne, jak opróżnianie oceanu za pomocą łyżeczki.
Zanadto pozwoliliśmy im się panoszyć, rozrastać i tworzyć szemrane ugrupowania. Przymykać pobłażliwe oczęta na faszystowskie ekscesy i udawać, że jest ok.
*
Przesady, zarozumiałości, napuszone maniery podkreślające nieuzasadnioną wielkość, bezpodstawne przekonanie o tym, że jesteśmy narodem pozbawionym wad, narodem ze wszech miar kryształowym — doprowadziło nas do bankructwa na własne życzenie. Chciałbym się mylić, lecz uważam ten proces za tak dalece zaawansowany, że zaczynam sądzić, iż jest już nieodwracalny i zakończyć go nie będzie łatwo.
Szczególnie bolesny, bo wywiera wpływ na rodzinne koneksje, bo dotyczy rozłamów pomiędzy najbliższymi. Zwłaszcza że obejmuje ludzi podatnych na działania w złej woli: nieprzejednanych, kundlowatych, sponiewieranych przez życie, żądnych władzy, głodnych zajmowania stanowisk, spragnionych rekompensaty i szybkiego odkucia się za swój parszywy los, i z tej racji grzeszących brakiem rozumu.
Podobnie odkrywcze mniemania widzimy tak z jednej, jak z drugiej strony politycznego cyrku; wszak codziennie obserwujemy zależność miedzianych czół od gigantycznej forsy. Od złodziejstwa pieszczotliwie nazywanego PRZEKRĘTEM.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
