27.08.2019

Władza zabrała się na serio za ulepszanie etycznego poziomu społeczeństwa. Celem kompleksowej i długofalowej operacji, do której zaangażowano funkcjonariuszy partyjnych i rządowych oraz działających zgodnie z partyjnym przekazem publicystów i dziennikarzy stało się zniszczenie przeciwników politycznych i uformowanie nowego człowieka, wolnego od wszelkich miazmatów lewicowo-liberalnej dewiacji.
Chorążymi wychowawczej kampanii stali się Marek Kuchciński i Łukasz Piebiak. Pierwszy jako marszałek Sejmu dał przykład, jak w sposób racjonalny można wykorzystywać państwowe środki do celów prywatnych, a wymuszoną rezygnację ze stanowiska przedstawić jako dowód odpowiedzialności za państwo i szacunku dla opinii publicznej, zdegustowanej w znacznym stopniu prywatą marszałka. Jego dymisję poprzedził festiwal kłamstw i zaprzeczeń, relatywizowanie nagannych praktyk ich obecnością w przeszłości oraz zapowiedzią opracowania nowych przepisów, mimo jednoznaczności dotychczasowych.
Wiceminister Piebiak, w odróżnieniu od marszałka Kuchcińskiego, działającego w pojedynkę, uosabia wzorzec herosa działającego w grupie, skupiającej urzędników państwowych, niektórych sędziów i płatnych hejterów w zbożnym celu pognębienia „kasty” sędziowskiej, oczernienia niepokornych sędziów i ostatecznej likwidacji trójpodziału władzy. Tak jak w przypadku lotów byłego marszałka, również teraz nie było sprawy do czasu jej wykrycia przez opozycję lub wskutek niekorzystnego zbiegu okoliczności.
Ale do tego momentu wszystko miało się dziać bez wiedzy zwierzchników, a nawet wbrew ich woli. Jednym słowem, ich przy tym nie było!
O dystansowaniu się władzy od przestępczych i niemoralnych zachowań jej funkcjonariuszy mają świadczyć dymisje skompromitowanych osób, wdrażanie postępowań wyjaśniających i „uszczelnianie” przepisów, teraz dotyczących etyki sędziów, według lansowanej bowiem oficjalnej wykładni, nie ma nadużycia w Ministerstwie Sprawiedliwości, lecz tylko… wewnętrzny konflikt w środowisku sędziowskim.
W obu przypadkach mamy mataczenie i próby rozmycia sprawy, a konsekwencje (wątpliwe) dotykają tylko tych, którzy wpadli powodując w jakimś stopniu, jeśli nie krytycyzm, to przynajmniej potencjalną dezorientację elektoratu. Usuwanie tych potknięć na drodze do pełni władzy przedstawiane jest w oficjalnej propagandzie jako tworzenie nowych wzorców etycznych w życiu publicznym. Dymisje skompromitowanych polityków i mocny, propagandowy przekaz, a także próby przykrycia własnej afery oskarżeniami pod adresem opozycji, jak teraz tę rolę ma spełnić wniosek o postawienie czołowych polityków PO przed Trybunałem Stanu, stanowią rutynowe narzędzie dezinformacji opinii publicznej i trzymania w ryzach swych zwolenników.
Wypada zapytać, jak długo jeszcze ludzie będą to kupować i gdzie są granice akceptacji społeczeństwa na nadużycia, kłamstwa i manipulacje władzy.
Odpowiedź przyniosą nadchodzące wybory.

