25.09.2019

Przerywam robotę w archiwum, bo za dużo się wokół mnie dzieje. Ogłaszając proces Trumpa w Kongresie, Nancy Pelosi przypomniała słowa Benjamina Franklina: „jeżeli tylko uda nam się ją utrzymać, republika będzie lepsza niż królestwo”.
Donalda Trumpa nazywamy w domu królikiem, zdrobniale od króla. Ostatnią ekstrawagancją królika była jego rozmowa telefoniczna z nowym prezydentem Ukrainy o wznowieniu dawno umorzonego śledztwa w sprawie ukraińskiej korporacji, w której pracował kiedyś syn jego dzisiejszego konkurenta prezydenckiego, Joe Bidena. Rozmowa miała miejsce tydzień po zamrożeniu przyznanej przez Kongres 400-milionowej dotacji dla Ukrainy. Była to „przemiła rozmowa” z gratulacjami, powiedział Trump z fotela w ONZ, mając po swojej prawej strony, tym razem siedzącą, kukiełkę Andrzeja Dudy. Opublikowany dziś stenogram potwierdza próbę wciągnięcia Ukrainy do kampanii prezydenckiej Trumpa, co w ustawie wyborczej określa się jako przestępstwo.
Trump przypomina chłopca z podwórka, który kłamie na zawołanie. Zatrzymanie dotacji ukraińskiej, mówił wczoraj kłamczuch, było z powodu panującej tam korupcji, dziś jest nowe kłamstwo: kraje europejskie za mało pomagają Ukrainie. Kilka godzien później „Wall Street Journal” publikuje listę europejskich dotacji, które nie są wiele mniejsze od amerykańskiej. Godzinę temu Trump znów pisze o „wspanialej rozmowie” i ma nadzieje, że po przeczytaniu stenogramu, Demokraci go przeproszą. Tymczasem czarne chmury gromadzą się nad królestwem.
Przestałem śledzić polską scenę polityczną, ale zwycięstwo PiS-u w wyborach układa mi się w głowie jako obraz świata trumpowatego, skołowanego kłamstwem. Będę w Warszawie 13 października. Wiary w cuda uczyli mnie w czasie wojny, księża w Łaźniewie. Czekam na nowy „cud na Wisłą”.
Do jednej z warszawskich gmin posłałem kopię mojego dowodu osobistego z prośbą, żeby wpisali mnie na listę wyborców.


Komentarz zlikwidowany przez autora