Marek Jastrząb: Czas zmarnowany3 min czytania

()

02.11.2019

Były to lata pięćdziesiąte, przełomowe, bo październikowe, lata przesiąknięte nadzieją, pełne wiary w nadciągającą odwilż. W trójkę mieszkaliśmy w jednym pokoju. Mama jeszcze nie pracowała, ja udawałem pilnego ucznia, a ojciec latał za byle zajęciem.

Klepaliśmy biedę i nie było mowy o podnoszeniu stopy, doganianiu i przekraczaniu. Była za to mowa na baziepo linii, imperialistyczna stonka, obowiązkowe dostawy, woda na młyn i groźby o ucinaniu rąk.

W domu, gdzie nawet ściany potrafiły być życzliwymi konfidentami, mówiło się o tych sprawach półgłosem. I to nie dlatego, że nawiedzała nas ukryta pluskwa: Pan Ucho.

Strach większości naszego narodu był realny i wszechobecny. Zataczał olbrzymie kręgi. Wciskał się w każdą szczelinę życia. Zastępy politruków, te świeckie odmiany świadków Jehowy, natrętnie zmuszały do akceptacji swoich objawień.

Mrowie przechodzi po kręgosłupie, gdy słyszy się relacje naocznych świadków tamtych wydarzeń. Bezradna wściekłość ogarnia, gdy słyszy się, że i wśród światłych ludzi szwendają się do tej pory niedobitki chwalców owej Arkadii, gdy w tramwaju, w pociągu, na drągu, opowiedzenie kawału o wujaszku Stalinie mogło zakończyć pobyt na wolności, gdy ludzie znani wczoraj, dzisiaj stawali się kłopotliwym nagniotkiem wstydliwej przeszłości; jak wszystko zresztą, co było naszą mrzonką o Niepodległej; jak wszystko zresztą, co wiązało się z nieklęczącym istnieniem.

Kto nie należał i nie popierał, nie otrzymywał awansu, talonu, paszportu.

A potem nastąpiło rozczarowanie mężem opatrznościowym – Władysławem Gomułką i nastąpiły okresy nieprzerwanych i pogłębiających się frustracji szóstą dekadą zeszłego wieku.

A potem zdarzyły się lata siedemdziesiąte nacechowane otwarciem na Zachód i gierkowskim zadłużeniem Polski.

A potem nawiedziła nas huśtawka lat osiemdziesiątych, gdy rzucało nami od optymizmu do apatii; od radomskiej, skrajnej rozpaczy, ścieżek zdrowia, od pałowania i zaciskania pasa, do chwilowego solidarnościowego powiewu zakończonego czkawką stanu wojennego i ponownym wybuchem Solidarności. Co w rezultacie zaowocowało przewróceniem rozklekotanego ustroju i świadomym powrotem do struktur powszechnie uznanych przez cywilizowane demokracje.

Zawsze jednak dokoła kwitła ta sama parciana rzeczywistość. Rzeczywistość bezustannego dokonywania wyboru pomiędzy lepszym a gorszym złem. Zawsze jednak był to czas poświęceń i partyjnych agitacji za posłusznym zaciskaniem pasa.

A teraz do tego wracamy. Lecz tęsknić do przywrócenia życia na kartki, drukowania pieniędzy i działania sądów na telefon może pragnąć tylko ten, któremu za komuny wiodło się nieźle.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM