Marek Jastrząb: Wysypisko szczęśliwości

11.01.2020

Wstępem do posypania glacy szufelką popiołu jest uświadomienie, że drałujemy ku przepaści. Stoimy nad urwiskiem, z którego podłoża Belzebub robi do nas perskie oko. Kusi, zaprasza do piekła i obiecuje następne tańce i swawole.

*

Obwinianie się rozpocznę od katalogu życiowych pomyłek. Dołączę też achy i ochy nad  postępem naukowym. A także wytknę sobie błąd polegający na entuzjastycznym podzielaniu fascynacji chemicznego belfra.

Zachwycał się wygodami płynącymi z ewentualności wykorzystania ropy naftowej. Ponosiła mnie euforia, gdy roztaczał przede mną kolejną wizję jej zastosowania: nabierała w jego ustach niemal boskich cech.

Mówił o czekających nas poprawach w dziedzinie medycyny. O podboju planet i wyprawie w kosmos. O lekarstwach i pionierskich eksploatacjach. A także o dalszym podporządkowaniu człowieczemu plemieniu rozbrykanej Matki Natury. Zapowiadał skuteczną kolonizację nowych obszarów. Ich ujarzmienie i skuteczne panowanie nad nimi.

Wprost dławił się na myśl o plastikowych workach i lekkich opakowaniach. Gąbkach, sztućcach, teflonach i żaroodpornych laminatach, a ja, krótkowzroczny baran, cieszyłem się razem z nim.

I nie było w pobliżu jakichś soli trzeźwiących w rodzaju Stanisława Lema, który by nas wyprowadził z euforii i zadał pytanie: a ile lat zajmie utylizacja tych gór odpadów? A co z ginącymi gatunkami zwierząt? Zwierząt tępionych bezmyślnym odstrzałem, karmionych plastikiem? A co z morzami i oceanami zmieniającymi się w zatrute kałuże pływające kontynenty śmieci i sadzawki wypełnione spadkowym żelastwem skorodowanych bomb i okrętów II Wojny Światowej?

*

Proceder kłamania w żywe oczy stał się równoznaczny z posiadaniem farbowanych wyrzutów sumienia. Stał się podobny faryzejskim przymiarkom do lamentu. Do zalewania się krokodylimi łzami.

Na przykład dzieje się tak wtedy, gdy ekologiczna porażka ulega czarodziejskiej metamorfozie: przemienia się w spektakularny sukces rządu i jest przedstawiana jako korzyść.

Władcy ci wypowiadają się tylko we własnym imieniu. Lecz konsekwencje poniesiemy wszyscy, bo wszystkim nam przyjdzie zjeść niechcianą żabę: obecnie rządzący, przybrani we wszystkie pokutne stroiki, maski imitujące śmiech, przykrywające szydercze grymasy, wyposażeni we włosienice i kuglarskie dekoracje, nie sprawiają wrażenia, że są gotowi zapobiec swoim błędnym recenzjom społecznych wydarzeń. Mylnym ocenom związanym z coraz częstszymi zaburzeniami klimatu.

*

Od kiedy dotarło do nich, że losy świata zależą od Mamony, zwietrzyli, że i na ociepleniu klimatu można się nieźle nachapać. Co prędzej więc porzucili tak wzruszające akcesoria, jak serce, wrażliwość i powszechne dobro i odtąd przyświeca im zawołanie: po nas choćby potop; cynicznie i na zimno nie chcą dojrzeć naciągających zagrożeń.

Nic ich nie obchodzą płonące lasy, wycinki drzew, rozprażona Australia, ludzie i zwierzęta ginące z powodu cierpień, pragnienia i głodu.

*

„Mea culpa” oznacza przyznanie się do winy. Jednak przyznanie się do winy musi iść w parze ze skruchą. A na to ich nie stać; szukanie winnych poza sobą, jest znakiem firmowym PiS-u i jego przybudówek. Partie te zmieniły chrześcijański proces wybaczania w ochocze, skwapliwe i regularne bicie się w CUDZE piersi.

*

Marudne utyskiwania, furiackie zawracanie kija Wisłą lub moje felietonowe wołanie na puszczy, te moralne szpagaty, rozdroża i donkiszockie perswazje, mają sens kropli drążącej skałę.

Są potrzebne jak wielokrotne powtarzanie mantry: „mea culpa”. Drążą i rozpulchniają obyczajowy beton. Są zaprzeczeniem skrajnie pesymistycznego powiedzenia, że niczego nie można zmienić.

Ulegamy czarnowidztwu szerzącemu pogląd, że „wszystko już było” i na nic nasze wokalizy do księżyca. Rejterujemy z walki. Jesteśmy podatni na kapitulanckie podszepty i sugestie: oddajemy pole przed końcem bitwy.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com