Telewizja pokazała (568)

15.01.2020

Nie zawsze kapłani zniechęcają ludzi do dawania pieniędzy na WOŚP. Są też inni księża; szkoda, że wyjątki.

Ksiądz Kazimierz Klaban z parafii Kościoła Polskokatolickiego w Elblągu uprzedził wiernych, że w niedzielę cały przychód z tacy przeznaczy dla Orkiestry. Nikt z wiernych nie sprzeciwił się.

– Gdy zbiorę na tacę, zaproszę wolontariuszy na środek kościoła i przesypię im wszystko do puszek. Przy wiernych, by potem nikt mi nie zarzucił, że banknoty zabrałem i oddałem tylko drobne.

Ksiądz działa w ten sposób od kilku lat.

 – Serce mi podpowiedziało ten pomysł. Jestem po dwóch udarach i zawale. Wiele czasu spędziłem w szpitalu. Leczyli mnie urządzeniami, na których były serduszka WOŚP. To mój gest, by cokolwiek dobrego zrobić dla innego człowieka. Sam też tego dnia rzucam na tacę i oddaję wolontariuszom.

Po mszy wszyscy spotkają się na kawie i pączkach.

– Nie chcę, żeby pomyśleli, że tylko ich naciągam, by dali pieniądze. W ramach podziękowania za udział w akcji WOŚP zapraszam wszystkich na mały poczęstunek w rodzinnej atmosferze.

To nietypowy ksiądz. Zna po imieniu prawie wszystkich parafian. Nie bierze pieniędzy za msze za zmarłych. Każdy może do niego dzwonić całą dobę – jak trzeba to przyjedzie. Chodząc po kolędzie nie wpada tylko na chwilę po pieniądze.

Kościół Polskokatolicki jest jakby inaczej katolicki.

WOŚP 2020. Kwota rośnie z każdą minutą.

* * *

Większość wiadomości, jakie podają media, dotyczy wypowiedzi przywódców państw. Ciągle rozważamy co jeszcze wymyśli Putin, jakie miał intencje mówiąc to i to, z czym wyskoczył Trump, co powiedział Erdogan, Orban, Kaczyński i wielu innych.

Co by było, gdyby Pan w swej niezmierzonej dobroci nagle powołał wszystkich przywódców państw do siebie? U nas na prawicy byłoby zamieszanie, bo kto zastąpi Kaczyńskiego? Co robić – czy dalej systematycznie w ten sam sposób opluwać opozycję? Kto zastąpi Trumpa, Johnsona, Orbana? Szefowie gangów politycznych zniknęli, a więc może i same gangi by się rozpadły?

Największą frajdę miałyby media, bo byłyby stale tematy do pokazania i obgadywania. Obawiam się jednak, że zwykli obywatele poczuliby się zagubieni. Podobna sytuacja zdarzyła się po śmierci Stalina.

Ciekawe gdzie by ci przywódcy trafili w nowym wcieleniu, może do rodzin dotychczasowych przeciwników politycznych? Prawo karmy działa niezależnie od życzeń ludzi, podobnie jak prawo grawitacji. Są jednak przypadki, kiedy bardzo rozwinięta duchowo osoba może wpłynąć na swoje następne wcielenie, a przynajmniej określić miejsce przyszłych narodzin. Takie osoby nazywane są tulku i w buddyzmie tybetańskim są to zwykle przywódcy szkół buddyzmu jak np. Dalaj Lama czy Karmapa – głowa szkoły Kagyu. Zostawiają oni zwykle wskazówki, gdzie należy szukać ich kolejnego wcielenia. Kilka lat po spodziewanym odrodzeniu wyrusza ekipa, szuka dziecka i poddaje je testowi, który ma sprawdzić, czy to jest kolejne wcielenie mistrza. Tak odnajdywano Dalaj Lamę, czy Karmapę, a także przeorów wielkich klasztorów buddyjskich. Ich wysoko zaawansowani duchowo uczniowie kształcili dziecko, przekazując mu wiedzę, jaką otrzymali od jego poprzedniego wcielenia, a gdy dorósł konsekrowano go na stanowisko.

Jako ciekawostkę podam spór, który miał miejsce ponad sto lat temu między ówczesnym Dalaj Lamą a przeorem jednego z klasztorów. Dalaj Lama posprzeczał się z przeorem i zapowiedział, że to ostatni raz, kiedy następcą przeora zostaje jego kolejne wcielenie – odtąd miał sam mianować przeorów. Stary przeor zapowiedział, że w dowód protestu odrodzi się w rodzinie Dalaj Lamy. I faktycznie, jakiś czas po śmierci przeora siostrze Dalaj Lamy urodziło się dziecko, które fizycznie i psychicznie przypominało zmarłego przeora. W związku z tym przywrócono tradycję mianowania przeora tego klasztoru.

Obawiam się jednak, że nagromadzona zła karma przywódców politycznych spowodowałaby, że odrodziliby się poza światem ludzi.

Acha, podpowiadam Panu Bogu, gdyby podchwycił ten pomysł, żeby u nas nie zapomniał o powołaniu do siebie także oficjalnych przywódców państwa i ich współpracowników.

* * *

Rok temu został zamordowany prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Wciąż trwają badania, które mają wyjaśnić, czy w momencie zabójstwa zabójca Stefan W. był poczytalny. Powstała już opinia sądowo-psychiatryczna, ale była podobno niejasna i nie odpowiadała na wszystkie pytania śledczych i prokuratury. Nie wiadomo czy Stefan W. może odpowiadać za swój czyn, czy też był w tamtej chwili niepoczytalny. Wobec tego postanowiono powołać nową ekipę, składającą się z czterech psychiatrów i trzech psychologów, która w ciągu najbliższych miesięcy przebada Stefana W.

Kiedy Stefan W. siedział za napady na banki, był badany w szpitalu więziennym. Lekarze zdiagnozowali wtedy u niego schizofrenię paranoidalną. Lekarze uznali, że leczenie dało pozytywne skutki.

Ale „Gazeta Wyborcza” ustaliła, że na długo przed zabójstwem kupił on nóż, trenował zadawanie ciosów, a przed popełnieniem zbrodni napisał do kolegi, z którym siedział w więzieniu:

“Mówię ci, dopinam jeszcze kilka rzeczy i wracam na dożywotkę. Będzie roz***dol. J***ć wszystkich złodziei, niech żyje Prawo i Sprawiedliwość!”. “Całe życie wygrywałem, teraz też tak będzie”.

W prokuraturze Stefan W. nie przyznał się do winy i twierdził, że dowody przeciwko niemu zostały sfałszowane. Biegli ocenili, że był on niepoczytalny, bo choruje na schizofrenię paranoidalną. Ale – jak wskazuje GW – biegli nie zbadali jego stanu w trakcie zabójstwa. Nie badali też, skąd u niego nienawiść do PO. Opinia o Stefanie W. była gotowa po trzech miesiącach, ale opublikowano ją już po wyborach. Niepoczytalność pozwala uniknąć procesu i zeznań przed sądem.

Polski wymiar sprawiedliwości wymaga, żeby przesłuchać wszystkich świadków zdarzenia. Tak było w przypadku pani Renaty Beger, gdzie było podejrzenie o podrobienie podpisów na listach wspierających jej kandydaturę. Mimo że już po sprawdzeniu kilku list stwierdzono kant, to prokuratorzy przesłuchali WSZYSTKICH, którzy podpisali się na wszystkich listach. Zabójstwo Pawła Adamowicza widziały setki osób, które bawiły się na imprezie. Teraz zapewne prokuratorzy mogą zechcieć ich wszystkich przesłuchać.

Ja sobie zażartowałem a tu okazało się że byłem blisko prawdy. Właśnie podano, że prokuratura zamierza przesłuchać wszystkich, z którymi Stefan W. siedział w więzieniu, w sumie około 40 osób. Być może świadkowie zabójstwa zostaną przesłuchani w następnych latach.

Obserwatorom polskiego wymiaru sprawiedliwości proponuję quiz: CO SIĘ STANIE Z OSKARŻONYM STEFANEM W.?

  1. Doczeka w areszcie emerytury.
  2. Do czasu rozpoczęcia rozprawy zostanie zwolniony do domu za dobre zachowanie.
  3. Przed ogłoszeniem wyroku zostanie ułaskawiony przez prezydenta Dudę.
  4. Posiedzi w szpitalu dwa lata i wyjdzie (tak napisał w liście do brata).

* * *

Już nie mogę słuchać jak politycy władzy oskarżają sędziów (a czasem i innych) o to, że studiowali bądź nawet uzyskali dyplomy w czasach komuny i stąd są zarażeni komunizmem. Jeszcze bardziej denerwują mnie tłumaczenia opozycji, że ktoś z oskarżanych urodził się później więc nie mógł nasiąknąć miazmatami. Na to „dobra zmiana” tłumaczy, że jego nauczyciele czy wykładowcy żyli w czasach komunizmu, więc…

Mniejsza z tym, że politycy „dobrej zmiany” wyrośli często w tamtym okresie, tam zdobywali wykształcenie i tytuły. Ale, do cholery, co złego w tym, że ktoś żył w czasach PRL-u?! Czy jeśli ktoś urodził się w Afryce to znaczy że jest Murzynem? Urodzą mu się czarne dzieci?

Niezbywalną wadą prawicy jest stała walka z komunizmem, a że go nie zdążyli obalić (jakoś byli zajęci czymś innym) to walczą z tzw. postkomunizmem, doszukują się jakichś genów komunizmu przekazywanych dziedzicznie. Opozycja, jako że jest głównie też prawicowa, zamiast oceniać ludzi, dołącza do analizowania ich urodzenia, wpływu rodziny itp. Podobnie nie protestowano przeciwko bezprawnemu zmniejszeniu emerytur i rent byłym pracownikom służb z czasów PRL-u, a tylko ubolewano nad tym, że kucharki i sprzątaczki pracujące w tych instytucjach także zostały objęte tym „prawem”, a przecież nie gnębiły narodu.

Do cholery, PRL to nie była jakaś bolszewia i samo zło. Owszem, popełniono błędy, ale kto mógł wtedy przewidzieć, że Ziobro czy Duda nie powinni nigdy otrzymać dyplomów? Ale to był błąd ludzki, a nie ideologiczny.

* * *

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to wspaniała inicjatywa, nie do przecenienia. Budzi w ludziach to, co najlepsze. Przeszkadza mi tylko to, co czasem ludzie mówią dziennikarzom – że dają na Orkiestrę, bo może kiedyś i oni będą potrzebowali pomocy. Podobnie mówili obrońcy inicjatywy sprowadzenia do Polski uchodźców: trzeba pomóc, bo i nam pomagano albo bo i my możemy kiedyś potrzebować pomocy. Jak na katolicki kraj to marna argumentacja. Jakoś nikt nie pamięta historii o dobrym samarytaninie, który pomógł rannemu Żydowi nie licząc na żadny rewanż. Czynienie bezinteresownie dobra jest tu rzadkie.

* * *

Wśród wielu eksponatów wystawionych na aukcję WOŚP znalazła się paczka białego ryżu. Tym ryżem został znieważony premier, kiedy w październiku 2018 r. jechał w Katowicach w samochodzie. Kobieta rzuciła garść tego ryżu w jego kierunku, czym, jak się okazało, znieważyła premiera. Tak orzekł sąd.

Zwycięzca aukcji otrzyma kopie wyroków sądowych i wniosku policji o ukaranie. Kobieta napisała:

Z tego, co mi wiadomo, jest to jedyny Ryż, któremu udało się znieważyć Premiera i ma na to dowód! Ryż ma ogromną wartość kolekcjonerską!

Kobieta uważa, że jej ryż ma szansę stać się eksponatem „w muzeum paradoksów IV RP”.

Do końca aukcji zostało jeszcze kilka dni a na razie licytujący podbili cenę z 10 zł do 600 zł.

* * *

W Platformie pewne ożywienie związane z konkurowaniem na stanowisko przewodniczącego partii. Moim zdaniem nic wielkiego się nie zdarzy. Platforma jest formacją schodzącą, może jeszcze wiele lat trwać, ale niczego dobrego po niej się nie spodziewam.

PiS od lat prowadził akcję zdobywania i utrzymywania wyborców, miał swoją narrację, swoje akcje, media, agresywnie zwalczał przeciwników. Platforma niczego takiego nie robiła, nie miała wyrazistego profilu. W czasie wyborów to były działania poszczególnych polityków, zwykle grających na siebie, dla partii to były akcje mało udane we wszystkich wyborach, łącznie z prezydenckimi.

Prof. Jacek Raciborski:

Manifestację partyjnego myślenia mogliśmy zobaczyć podczas układania list kandydatów do Senatu. Bo jak wyglądały te wszystkie gry Schetyny? Przecież 51 senatorów to nie jest wcale wielki sukces! Ten wynik mógł być dużo lepszy! Wszystkim senackim koalicjantom PO zaproponowano ochłapy w stosunku do ich sondażowego poparcia. Dotyczy to zwłaszcza lewicy. A dlaczego opozycja desygnowała tak mało prawdziwych osobowości, ludzi o znanych nazwiskach, liderów ruchów obywatelskich? Ich po prostu nie zaproszono. Gdyby byli – wynik byłby dużo lepszy. To, co osiągnięto, odzwierciedla tylko czysto partyjne nastawienie wyborców. W wyborach do Senatu nie było premii za jakość kandydatów, a dokładniej – była ona w nielicznych przypadkach. Wszyscy liderzy opozycji, zwłaszcza Schetyna, bardzo partyjnie potraktowali tę grę, uczynili priorytetem lojalność i posłuszeństwo kandydatów wobec partyjnych kierownictw.

W żadnej sprawie partia nie miała wyrazistego programu. Jaskrawym objawem było powołanie kilka lat temu Gabinetu Cieni, który miał obserwować politykę PiS i szybko na nią reagować, prezentować własne projekty itp. Ten Gabinet w ogóle nie dał znaku życia.

Kiedy dochodzi do mniej czy bardziej kontrowersyjnych spraw wtedy PO jest podzielona, a znaczna część polityków okazuje się mieć poglądy takie jak PiS. Partia chętnie przyjęła wyrzutków z PiS, nie mieli oni dyskomfortu, bo nie różnią się poglądami z PO. Podlizywanie się Kościołowi katolickiemu było może mniej ostentacyjne niż w przypadku PiS, ale równie skuteczne w zwalczaniu progresywnych projektów czy w dawaniu pieniędzy.

Kiedy PiS rządził poprzednio, podjęto próbę wprowadzenia szeroko zakrojonej lustracji. Tysiące ludzi musiałoby wypełniać ankiety i szukać swoich ewentualnych błędów popełnionych w przeszłości (świadome bądź nieświadome kontakty z „reżymem”), a o tym, czy są winni decydowaliby młodzi bojownicy PiS, zapewne po przeszkoleniu przez Macierewicza. SLD zaskarżył ustawę do ówczesnego Trybunału Konstytucyjnego i padła. Otóż wtedy PO głosowała za tą ustawą.

Teraz, w związku z wyborami przewodniczącego, mówi się w partii dużo o potrzebie wlania energii w wyborców, większej skuteczności w zwalczaniu PiS, ale to jest mieszanie tej samej herbaty bez dodawania cukru. Zwalczanie PiS może dać trochę więcej głosów, ale czarno widzę przyszłość PO.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\PO - PiS.jpg

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com