Tadeusz Kwiatkowski: Na Berdyczów…

18.01.2020

Nam, Polakom, należy się własne państwo, państwo niepodległe, suwerenne, demokratyczne, które jest organizacją wspólnoty Polaków. Dziś w tym znów pięknym, ale niełatwym czasie musimy o tym pamiętać. To jest coś, co łączy okres życia tego pokolenia, którego większość już odeszła, z tym dzisiejszym czasem. Z tym wszystkim, co dziś czynimy po to, by Polska była lepsza. By Polska była suwerenna i niepodległa, by ten nowy zamach na naszą suwerenność i niepodległość został odparty.

Jarosław

Mnie jako Polakowi, chyba nic się nie należy, a już na pewno nie własne państwo, zwłaszcza zaś niepodległe. Marzę czasem o państwie wielorako podległym, np. normom obyczajowym i edukacyjnym standardom, stanowiącym cywilizacyjną „oczywistą oczywistość” wszędzie tam, gdzie demokracja służy przede wszystkim szarym obywatelom, nie partyjnym monopolom. Demokracja potrafi być równie krwiożercza i opresyjna, jak wszelkiej maści systemy autorytarne – alleluja, Prezesie Wszystkich Prezesów, odkrycie stulecia!

Dzięki pańskim wieloletnim wysiłkom, Polska jest dziś wspólnotową dezorganizacją Polaków i to jest ten pański „piękny czas”, który odsuwa w czasie czasy łatwiejsze, choć z pańskiej perspektywy zapewne już nie tak piękne. Mógłbym długo o przykładach, ale wystarczy jeden.

Ot tak, kilkoma ruchami palca nastoletni Polacy mogą sobie wywołać na ekranie pornograficzne fikołki, jakich nie byłby w stanie pomieścić pański wypchany patriotycznymi dyrdymałami umysł małego rozrabiaki. Gdyby pan potrafił obsługiwać coś takiego jak smartfon, być może miałby pan okazję się przekonać. Pan rzecz prosta pornografii unika jak ognia; więcej nawet, pan egzystuje ponad tak ordynarnie przyziemnymi formami aktywności, jak seks, a przecie w tym kraju katolickich cnót również kler wykazuje seksualną aktywność, choć zazwyczaj wypaczoną, utajoną i często chorą z nienawiści.

Pan oczywiście nie musi – wolna wola, cuda świeckiego celibatu.

Natomiast gros Polaków, których rad pan nadreprezentować to jednak stworzenia posiadające potrzeby seksualne — i tu być może kolejne niełatwe dla pana zaskoczenie, żadnemu reżimowi w historii, tudzież żadnej odmianie demokracji, nie udało się sprawić, by młodzi obywatele zaniechali zabaw w doktora. Tak więc, jak świat światem, nastoletni doktorzy (nie, nie idzie o doktorów teologii, choć i ci nie stronili od uciech ciała), eksperymentują, badają, doświadczają i to bywa piękne, a przede wszystkim zawsze jest naturalne.

Cóż to ma wspólnego z pańską wizją państwa?

Otóż gdyby pan kiedyś uskuteczniał jakąś formę pożycia seksualnego, to by pan wiedział, że nie wystarczy platonicznie kochać Polskę, by ta była zaspokojona w swych potrzebach. Pan jeno słownie molestuje demokrację, czynnie gwałcą ją zaś w pańskim imieniu seksualnie drapieżni totumfaccy.

Niebawem na ekrany kin wejdzie kolejna rodzima głupkowata komedyjka pod wymagającym zapewne wyjaśnienia tytułem: „Swingersi” (kompetentni doradcy na pewno wyłożą panu, w czym rzecz). Panie Prezesie Wszystkich Prezesów, owi swingersi, to czasem również Polacy, być może w pańskich gasnących oczach tacy gorszego sortu, ale jednak.

Konkretnie moja wypaczona wizja tylko ździebko lepszych czasów jest taka, że zamiast tzw. lekcji religii w polskich szkołach dziatwa może w ramach profesjonalnie przygotowanych zajęć przyswajać treści z zakresu szeroko pojętej edukacji seksualnej.

Co znaczy profesjonalnie? Pod kierownictwem osób, które nie zaczynają rozmowy od „szczęść Boże”, natomiast mają potwierdzoną stosownymi certyfikatami państwowymi wiedzę z zakresu historii, psychologii i medycyny.

Po co szeroko? Żeby młodzi Polacy wiedzieli, że dostępne w Internecie fiku-miku to tylko pewna bardzo ograniczona konwencja, mająca zazwyczaj niewiele wspólnego z rzeczywistością, a ta, chcemy czy nie, prócz ciała angażuje również sferę emocji powiązanych niemal ze wszystkimi aspektami ludzkiej aktywności. Właśnie dlatego panie Prezesie Wszystkich Prezesów, seks to znacznie więcej niż czynności prowadzące do produkcji nowych Polaków.

Po co w ogóle? M.in. po to, aby społeczeństwo tworzące państwo, którego rolą pan się tak zachłystuje, było zdrowe, tak na ciele, jaki i umyśle.

Jak to? Tak to.

Ludzie cierpiący na nieleczone choroby weneryczne lub sfrustrowani brakiem seksualnego zaspokojenia to kiepski materiał na twórczo aktywnych obywateli, a dzieci płodzące dzieci, to często zaczyn potwornych tragedii, których konsekwencje wykraczają daleko poza wąską perspektywę „okien życia”. Seks i erotyka to także stałe elementy kultury, również polskiej, zatem nie tylko gwałty najeżdżających Polskę obcoplemiennych żołdaków, płonące wsie i miasta, martyrologia matek Polek rozkładających nogi wyłącznie na ołtarzu ojczyzny i poronione powstania, ale również śmiech, zabawa, piękno ludzkiego ciała, odwieczny taniec życia, zrozumienie dla odmiennych preferencji, poczucia seksualnej tożsamości, umiejętność prowadzenia ciekawej konwersacji, analizy dzieł sztuki itd.

Brak dostępu do edukacji seksualnej w ramach powszechnego systemu kształcenia to tylko wierzchołek góry lodowej, ku której dryfuje łupina polskiej państwowości, gdy pan majstruje przy złamanym sterze, przeżywając w wyobraźni wiekopomny rejs wielkiego odkrywcy polskiej demokracji.

Pan jednak woli się rozkoszować „pięknym” i „niełatwym” czasem, Polskę postrzega zaś jako swą własność — i to pan serwuje gawiedzi pod hasłem „własne państwo”.

Przy całym szacunku dla osobniczych uczuć, które pan zapewne posiada, pańska nieżyjąca matka i tragicznie zmarły brat to żadne zworniki historii tego nieszczęsnego kraju. Psychologiczna wolta, przy pomocy której usiłuje pan odsunąć od siebie odpowiedzialność za losy Polski ma się nijak do roli męża stanu, do której pan bezskutecznie aspiruje.

Pan nie rządzi tym krajem, a jedynie czasowo i kiepsko zarządza wstecznym ugrupowaniem politycznym, cofającym społeczny rozwój Polski o całe dekady.

Niczego mądrego ani nawet trwałego nigdy pan nie stworzył, a teraz po prostu odcina od tego kupony. Mam nadzieję, że pański kot pana przeżyje, żeby odchodził pan mając obok choć jedną czującą istotę, która prawdopodobnie darzy pana szczerym uczuciem, niczego prócz pańskiej obecności od pana nie pragnie i boleśnie odczuje brak pańskiej obecności.

Suwerenna wspólnota wolnych polskich kotów na pewno podejdzie do tematu ze zrozumieniem.

avatar

Tadeusz Kwiatkowski

Pedagog, publicysta

Rocznik 1977. Absolwent Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Jednostka głęboko aspołeczna. Przejawia objawy organicznego uczulenia na polski patriotyzm, pojmowany jako przekonanie o nadrzędnej roli Polski w historii, oraz tzw. polskiej racji stanu w stosunku do interesów Europy w dobie postępujących procesów globalizacji. Z przekonania i zamiłowania antyklerykał. Na razie, od blisko dwudziestu lat szczęśliwy mąż, od kilku również ojciec; od ponad dekady aktywny entuzjasta biegów długodystansowych.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com